Tego płaczu nie zapomnę

Obrazek użytkownika Aurelia
Historia

Pozwólcie, że w oktawie 29 rocznicy stanu wojennego opowiem Wam o jeszcze jednej bezsensownej śmierci.
Do szpitala trafiłam 9 grudnia. To była planowa operacja.
13 grudnia obudziły mnie dźwięki hymnu. Pobiegłam do dyżurki pielęgniarek, za chwile pojawił się "spawacz" by nam obwieścić, że właśnie nas "ratuje". Spanikowane dziewczyny patrzyły na mnie z nadzieją, bo może pani redaktor coś więcej wie. Co im mogłam powiedzieć? Rzuciłam wiązkę pod adresem "zbawcy" i przypomniałam, że przetrwaliśmy Hitlera i Stalina, to i teraz przetrwamy. Poszłam na salę i włączyłam magnetofon. Przez cały dzień Jan Pietrzak śpiewał "Żeby Polska była Polską".
Cyrk zaczął się po 10-tej.
Najpierw zabrali wszystkie karty wiszące na łóżkach. To była pierwsza selekcja.
Po paru godzinach przyszły pielęgniarki z wiadomością, że większość pań idzie do domu.
Kobiety z całej Polski, telefony milczą, mężowie pozabierali odzież do domu. Ubierano je w pielęgniarskie peleryny i rozwożono po znajomych, którzy mieszkali w Poznaniu. Kto miał odzież i pieniądze dostawał przepustkę i ruszał w Polskę.
Tęga kobieta, po czterdziestce, zanosiła się płaczem. -Pół roku czekałam, żeby mnie przyjęli do kliniki, mam straszne krwotoki, tylko 42% hemoglobiny. Ja bez operacji nie przeżyję następnego pół roku. Lamentowała, a i tak dostała pelerynkę i w drogę.
Potem była druga selekcja.
Pan profesor osobiście badał pacjentki. Zostawiono w szpitalu tylko te z bezpośrednim zagrożeniem życia. Z
Umieszczono nas w dwóch pokojach.
Po południu patrzyłam przez okno, jak z chrzęstem gąsienic szły czołgi do pobliskiej jednostki wojskowej.
Rankiem następnego dnia gnana ciekawością poszłam obejrzeć opuszczone przez pacjentki sale.
Łóżka prześcielone, gotowe na przyjęcie rannych.
Wzdłuż ścian sal i korytarzy zatrute środkami owadobójczymi leżały rzędem karaluchy, wierni towarzysze szpitalnej niedoli.
W południe poinformowano nas, w jakiej kolejności będziemy operowane. Ordynator, szef szpitalnej "Solidarności" przynosił wieści z miasta.
Mąż przywiózł na sankach synów bym mogła przekonać się, że w domu wszystko jest w porządku.
Była chyba piąta po południu. Na dworze mróz, ciemności, nieliczni przechodnie brnęli w śnieżnych zaspach.
Nagle, piętro niżej, rozległ się płacz tak rozpaczliwy, że słychać go było w całym budynku. Nasze pielęgniarki ocierały łzy.
-Co się stało?
-koleżanka zmarła przy porodzie, pracowała na położniczym.
-Ale proszę nikomu nic nie mówić, nie trzeba denerwować pacjentek, tak zarządzili w szpitalu.
Powiedziałam, że wszyscy słyszą, że coś złego się stało i milczenie niczego nie załatwia.
W końcu, w największej tajemnicy, my wiemy, że pani też z "Solidarności", powiedziały.
Odkleiło się łożysko podczas porodu, zrobił się krwotok, nie było krwi. Wojsko położyło 13 grudnia łapę na bank krwi.
Planowane operacje mają zgodę na pobranie krwi z banku.
Dla niej, młodej pielęgniarki, krew nie była planowana. Żeby ja ratować podano starą krew. Nie wiem czy krew ma datę ważności. Może to nie była właściwa odmiana grupy krwi.
Zrozumiałam tyle, że sięgnięto do starych zapasów, bo bez krwi też nie miała szans przeżyć.
Dziecko udało się uratować.
Dwa dni później jeden z kolegów zrobił filmowy materiał dementujący krążące po Poznaniu plotki jakoby z powodu braku krwi, ktoś umarł w szpitalu.
Szef banku krwi zapewniał, że wszystkie potrzeby szpitali są natychmiast zaspokajane. Bank krwi sprawnie działa całą dobę. Nie ma żadnego niebezpieczeństwa, nie należy dawać wiary osobom, które celowo rozpowszechniają podobne kalumnie by wywoływać zamęt.

Kto nie słyszał tego wstrząsającego płaczu pielęgniarek rozpaczających nad trupem swojej koleżanki...pewnie uwierzył.
To wspomnienie, poświęcone bezimiennej ofierze stanu wojennego, młodej,poznańskiej pielęgniarce, dedykuję tym wszystkim, co w działaniach WRONy widzieli mniejsze zło.
Wierzę, że i za tę śmierć, za sieroctwo maleństwa, rozpacz młodego ojca, dramat najbliższych, Pan Bóg Jaruzelskiego Wojciecha, bezwzględnego karierowicza, rozliczy. Amen
Nie tu, to tam,ale za tę śmierć odpowie.
Post scriptum.
Nikt nie policzył ile było zgonów spowodowanych zablokowaniem działalności służby zdrowia.
Statystyki zapewne zostały sfałszowane.
Może kiedyś Kościół sięgnie do swoich ksiąg i policzy o ile wzrosła śmiertelność wśród Polaków w pierwszych dniach stanu wojennego.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

W pierwszej POłowie lat osiemdziesiątych obniżyła się drastycznie średnia wieku Polaków,śPOtkałem się kiedyś z danymi że było to nawet 7 lat.
Nawet jeśli przeżywalność nie spadła aż tyle to bez wątpienia stan wojenny i późniejsza radosna twórczość PZPR-u/WRONciecha/ kosztowała życie setki tysięcy ludzi i zapaść cywilizacyjną.Ciekaw jestem jak będą się kształtować takie dane PO latach "rządów" drużyny miszczów?
Pozdrowienia
zib1

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrowienia
zib1

#116316

Historie jednostek,ich losy,uwikłania jednostki w politykę są często bardziej wzruszające niż historia podręcznikowa,która podaje liczby,statystyki,ale nie ma w niej miejsca na jednostkowe tragedie,dlatego trzeba takie historie dokumentować,było ich więcej.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#116372

Wzruszajacy,piekny tekst, dziekuje...

Pamieta Pani nazwisko tej szui- redaktora?

Pozdrawiam ;-)

seawolf

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam ;-)

seawolf

#116380

dobre sobie...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#116389

Dziękuję Aurelio za ten wzruszający, piękny artykuł..............10.

Pozdrawiam serdecznie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#116392

Bardzo dziekuję za to świadectwo, nie zdawałem sobie sprawy z tej dość oczywistej konsekwencji stanu wojennego. Pozwoliłem sobie przedrukować twój post na stronie http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=661

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

___________________________________

Pozdrawiam każdym słowem

#118649