Teleturniej, nie debata!

Obrazek użytkownika michalgasior1
Kraj

Choć przed chwilą zakończone przedstawienie PO nie nosi znamion debaty, jednak zasługuje na relatywnie wysoką ocenę.

Oglądając kilka pierwszych minut spotkania Radka Sikorskiego z Bronisławem Komorowskim przyszła mi do głowy myśl, że równie dobrze obaj kandydaci mogliby odpowiadać na pytania z dźwiękoszczelnych kabin, przez które nie dobiegałyby potoki słów wychodzące z ust rywala. Rzeczywiście prawda jest taka, że kandydaci nie mieli możliwości konfrontowania swoich poglądów, a przecież debata z samej definicji jest dyskusją, w której roztrząsa się ważne problemy. Tym czasem Sikorski i Komorowski zostali zamknięci w krępującą formę, która nie pozwalała na coś więcej niż tylko drobne uszczypliwości z Palikotem i Giertychem w tle. Nie było miejsca na krytykę rywala, na wycieczki ad personam.

W mojej ocenie tę pseudo debatę wygrał jednak Sikorski. Na gruncie językowym zdecydowanie zdeklasował przeciwnika. Marszałek Komorowski wypowiadał się swobodnie, gestykulując i używając prostych sformułowań. Radek wrzucił kilka bon motów, mówił uważnie i bardzo wyraźnie, co sprawiało wrażenie, że jest konkretny i świetnie przygotowany merytorycznie. Mam również wrażenie, że przynajmniej na te kilkadziesiąt minut obaj panowie zamienili się rolami. To raczej Komorowski wytykał błędy i wady obecnej prezydentury, Sikorski zaś nauczony przykrym doświadczeniem z początku kampanii zachował dystans, przynajmniej w tej kwestii.

Mimo tego, że sama forma pozostawia wiele do życzenia i całe prawybory są tylko marną, ułomną namiastką przedwyborczego show wujków z Ameryki, jednak debata niesie za sobą pewną wartość dodaną. Choć w wielu kwestiach poglądy Sikorskiego i Komorowskiego są wręcz identyczne, pytania zadawane przez prowadzących pozwoliły na wyrobienie sobie poglądu i obrazu prezydentury, jaką zarysowali obaj kandydaci. Potwierdził się dychotomiczny podział na dwie różne wizje, krajową i eksportową.

Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności przychodzi mi jednak na myśl, że wybór między Komorowskim i Sikorskim to tak naprawdę wybór: Coca-Cola czy Pepsi. W końcu obaj są z tej samej, platformerskiej gliny.

Ocena wpisu: 
Brak głosów