U kresu # Potrzebujący "odrzucają" pomoc

Obrazek użytkownika wilre
Kultura

"Zamarzniesz!". Bezdomny: "No i dobrze"

Agnieszka Urazińska

 SEE

A A A Drukuj
- Mówię: "człowieku, jedź z nami, bo zaśniesz i zamarzniesz", a on odpowiada: "no i dobrze, mogę się nie obudzić". Trudno kogoś przekonać, że życie ma sens - mówi Piotr Czyżewski, naczelnik wydziału prewencji w straży miejskiej. Strażnicy alarmują, że coraz częściej potrzebujący odrzucają pomoc
 

Stefan jest bezdomny od dwóch lat. Tę zimę spędza przy koksowniku na rogu ulic Zachodniej i Legionów. - Boże, wreszcie ktoś o nas pomyślał w te mrozy. Tu jest naprawdę przyjemnie - mówi. Do noclegowni iść nie chce. - A co ja tam będę robił? Mam taką jedną klatkę schodową, przytulam się do grzejnika i śpię. Rano czasem jakiś lokator da gorącej herbaty. I zima mija.



Ryszard ma nowy dowód osobisty z pustym miejscem w rubryce "zameldowanie". Razem z dowodem nosi zdjęcie córki i kilkuletniej wnusi. I swoje, sprzed dziesięciu lat, gdy nie miał brody, ale miał jeszcze dom. - Marzy mi się chociaż malutki pokój bez wygód. A tak muszą starczyć pustostany - wzdycha. - W jednym, tu przy Zachodniej, nawet nieźle się urządziłem. Ale znalazł się właściciel, budynek wyremontowali, a bezdomnych wyrzucili.



Ryszard boi się, że którejś z mroźnych nocy może nie przeżyć. - Ale do schroniska nie pójdę - zarzeka się. - Raz tam trafiłem, to oblazły mnie wszy.



Kilka dni temu Ryszard spał przy koksowniku. - Skrzynkę przyniosłem, opatuliłem się kocem, oparłem o latarnię i zasnąłem. Policjanci mnie przepędzili, mówili, że zamarznę.



Tej zimy w Łódzkiem zmarło z wychłodzenia już 17 osób (głównie bezdomni, znajdowani w pustostanach i na działkach). - Na razie, bo nie mamy wątpliwości, że tych zgonów będzie przybywać - alarmują strażnicy. Zamarznięć jest więcej niż w ubiegłym roku, gdy przez całą jesień i zimę zmarło 14 osób. Skąd wzrost? Pierwszy powód jest oczywisty - wyjątkowo ostra zima i silne mrozy. Drugi już mniej. - Zauważyliśmy, że wielu ludzi w naprawdę ciężkiej sytuacji nie chce korzystać z pomocy - mówi Janusz Czapla, kierownik Schroniska dla Bezdomnych Mężczyzn Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta w Łodzi.



W tej chwili w schroniskach przy ulicach Szczytowej i Spokojnej przebywa ponad 216 mężczyzn, z noclegowni korzysta około 110 osób. Potrzebujący znajdują też chronienie w ogrzewalni przy al. Piłsudskiego - przez całą dobę mogą tam napić się herbaty, posiedzieć w cieple, obejrzeć telewizję, zjeść ciepły posiłek. W dzień pojawia się około 100-120 osób, nocą około 50. Jest też pomoc mobilna - autobus dla bezdomnych i potrzebujących, którym pracownicy i przeszkoleni podopieczni schroniska każdego wieczora wyjeżdżają na ulice miasta. Z ciepłego posiłku korzysta około 300 osób w ciągu doby. Czapla mówi, że z pomocy w schroniskach, noclegowniach, ogrzewalni i autobusie korzysta w sumie ponad 20 procent więcej ludzi niż przed rokiem. - Bo coraz więcej jest bezdomnych, bezradnych i biednych - mówi. - Często do schronisk trafiają osoby, które mają dom, ale nie starcza im pieniędzy, aby go utrzymać i ogrzać. A na ciepłą zupę do autobusu coraz częściej oprócz bezdomnych przychodzą po prostu ubodzy, i to bywa ich jedyny posiłek w ciągu dnia. Jednak wiemy, że jest też masa ludzi, którzy sobie nie radzą, a pomocy nie chcą - albo wstydzą się swojej biedy, albo zwyczajnie nie chcą tracić wolności. Niektórzy nie wyobrażają sobie życia w trzeźwości, dlatego nie chcą jechać do schroniska czy noclegowni.



- Osoby prowadzące koczowniczy tryb życia nie zawsze chcą się podporządkować regułom panującym w schroniskach - mówi podinspektor Joanna Kącka, rzeczniczka komendy wojewódzkiej policji. - Czasami musimy się nieźle nagimnastykować, zanim przekonamy takiego człowieka, żeby pojechał z nami do bezpiecznego miejsca. Czasami zabieramy bezdomnego na komisariat i pod pozorem sprawdzenia tożsamości trzymamy choć kilka godzin w cieple. Jeśli jest nietrzeźwy, możemy go przewieźć do Miejskiego Ośrodka Profilaktyki i Terapii Uzależnień. Gorzej, jeśli jest trzeźwy i stanowczo odmawia. Strażnicy też z bezdomnymi negocjują. - Przekonujemy, kusimy wizją ciepłej herbaty, odwołujemy się do rozsądku, czasem się kłócimy - mówi Czyżewski. - Niektórzy są bardzo agresywni, już sam widok munduru ich irytuje, bo mieli w przeszłości konflikty z prawem. Jeśli takiego człowieka za nic nie da się przekonać, żeby pojechał do noclegowni, zdarza nam się wracać do niego po kilka razy jednej nocy, żeby sprawdzić, czy żyje. Czasem żałuję, że nie można nikogo ratować na siłę...



Policjanci i strażnicy apelują, żeby pomagać tym, którym może grozić zamarznięcie, alarmując służby. A w schronisku Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta informują, że potrzebne są koce i ciepła odzież dla podopiecznych.

.

ZAKOŃCZENIE.



Młoda kobieta skopała na śmierć bezdomnego, bo przeszkadzało jej, że chrapie na klatce schodowej - ustaliła łódzka prokuratura.

Tomasz W. był bezdomny. Spał czasami na klatce schodowej kamienicy przy ul. Sienkiewicza. Dom często odwiedzała 21-letnia Ewelina R., bo mieszkał tam jej partner. 



Jak ustaliła śródmiejska prokuratura, noc z 21 na 22 listopada kobieta spędziła u przyjaciela. Z grupą znajomych pili alkohol. W trakcie imprezy Ewelina R. z jednym z mężczyzn wyszła po alkohol. Gdy wracali, usłyszeli chrapanie śpiącego na korytarzu Tomasza W. To rozwścieczyło oskarżoną: zaczęła kopać bezdomnego po głowie i całym ciele. Towarzyszący jej mężczyźni próbowali ją uspokoić, ale bez skutku. 



Rano jeden z nich stwierdził, że pobity bezdomny leży na balkonie na półpiętrze. Wyglądało to tak, jakby ktoś próbował go wyrzucić przez okno. Okazało się, że jeszcze żyje. Aby wydostać go z balkonu, potrzebna była pomoc strażaków z podnośnikiem. Pobitym zajął się zespół pogotowia ratunkowego, podjęto reanimację, ale Tomasz W. zmarł. Ewelina R. przyglądała się temu i dogadywała, że nie ma sensu go ratować, bo to bezdomny. 



Śródmiejska prokuratura oskarżyła ją o ciężkie pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Przyznała się do winy. Wyjaśniła, że Tomasza W. pobiła sama, bo rozzłościło ją to, że śpi na klatce schodowej. Zaprzeczyła jednak, aby to ona wyrzuciła ofiarę na balkon. 



Według prokuratury Ewelina R. nie ma pracy i żyje z zasiłków opieki społecznej. Była już karana za rozbój i ma złą opinię wśród sąsiadów.

http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35153,12460944,Smiertelnie_pobila_bezdomnego__bo_chrapal_na_schodach.html

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4 (głosów:5)