Władimir K. BUKOWSKI , R.i.P.

Obrazek użytkownika wilre
Idee

W.K. Bukowski urodził się w rodzinie o polskich korzeniach, był prawnukiem polskiego oficera wziętego przez Rosjan do niewoli w bitwie pod Ostrołęką (1831) i zesłanego na Syberię, gdzie ożenił się i pozostał do końca życia.
W 1959, w wieku 17 lat, został wyrzucony ze szkoły za rozpowszechnianie tzw. samizdatu, czyli publikacji drugoobiegowej. W 1963 został na dwa lata umieszczony w szpitalu psychiatrycznym (psychiatria represyjna w ZSRR). Zaraz po wyjściu na wolność w 1965 zorganizował demonstrację w obronie dysydentów Andrieja Siniawskiego i Julija Daniela, za co ponownie zamknięto go w ośrodku psychiatrycznym, jednak niemal od razu po odsiedzeniu wyroku zorganizował kolejny protest w obronie dysydenta – tym razem Aleksandra Ginzburga – za co trafił do obozu karnego. Po procesie, który wzbudził liczne protesty na Zachodzie i zaangażował najwyższe sfery rządzące w ZSRR, w 1971 został uznany za winnego działalności antyradzieckiej i skazany na 7 lat więzienia oraz 5 lat zsyłki. Łącznie przebywał w uwięzieniu przez 12 lat.

W 1976 został deportowany z ZSRR na Zachód w ramach wymiany za sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chile Luisa Corvalana (18 grudnia 1976 na lotnisku w Zurychu). Od tego czasu żył na emigracji, choć po 1991 kilkukrotnie odwiedził Rosję.

W wieku 76 lat, w niedzielę 27 pażdziernika wieczorem w Cambridge, zmarł na zawał serca.
R. i. P. 

_______________________

В Великобритании в возрасте 76 лет скончался от сердечного приступа советский диссидент и писатель Владимир Буковский. В начале 1960-х Буковский стал активным участником диссидентского движения, распространял антисоветскую литературу, а позднее выступал за бойкот московской Олимпиады 1980 года.

*  *  *

Владимир Буковский. Человек из железа

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:13)

Komentarze

- wszystkie media za putinem powtarzają - "zmarł na zawał serca".

Na Kremlu otwierają szampana i śmieją się do rozpuku z europejskich głupków.

Nic dziwnego że putin nie szanuje Europy bo to prawdziwa banda debili która nadaje sie tylko do prostowania bananów i mycia używanych prezerwatyw za pensje 40 tys. złotych na miesiączek.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1607820

76 lat życia to sporo, szczególnie dla Rosjanina, który tyle przeżył. A kiedy będziesz w Rosji, i zaprzyjaźnisz sie z miejscowymi, poproś kiedyś, by zabrali cię na cmentarz. Są takie, na których próżno szukać grobu mężczyzny liczącego więcej, niż 55 - 57 lat. W 2015 r. średnia długość życia mężczyzny była ciut większa niż 64 lata.

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-3
#1607825

Zapytany przez sąd radziecki:

Jaki jest twój zawód?

odpowiedział: Poeta!

A macie na to przyzwolenie?

Mam

Od kogo?

Od Boga - odpowiedział Bukowski!

 

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0
#1607912

Autentyczne. miałem kolegę, lata 60 te. Milicja ścigała po ulicach długowłosych. Złapała go i pyta,dowód osobisty, nie mam, nazwisko -Anioł, imię Michał ,miejsce pracy, kaplica sykstyńska , zawód, Malarz. Zadowoleni ze pracował bo łapali tych bez pracy. Zabrali na komendę i obcięli mu włosy.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1607944

Na stronie Radia Wolności mozna posłuchać wywiadu Tadeusza Mieleszki (Jerzego Kaniewicza) z Bukowskim z Radia Wolna Europa z 1977

https://www.polskieradio.pl/68/2461/Audio/298809,Wywiad-z-Wladymirem-Bukowskim

 

             

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1
#1607824

najbardziej istotnym i w pewnym sensie niepowtarzalnym dziełem Władymira Bukowskiego jest "Proces Moskiewski". Książka-dokument, unikalna co do zawartości, bardzo trudna do czytania, ale dająca pojęcie jako jedna z niewielu o skali przedsięwzięć sowietów wobec całej reszty świata. Książka została wydana w Polsce już dość dawno, w niskim nakładzie, po polsku. Miałem ją w rękach około 10 lat temu, przeczytałem około 300 stron (około połowy). Próbowałem ją zdobyć później, bez powodzenia.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1607833

"... Książka Moskiewski proces została napisana na podstawie tajnych dokumentów Biura Politycznego KC KPZR i KGB, do których autor miał dostęp po politycznej rozgrywce w 1992 r. między Jelcynem a grupą przywódców komunistycznych, którzy zaskarżyli do Trybunału Konstytucyjnego prezydencki dekret o rozwiązaniu KPZR.
Bukowski występował na rozprawie w charakterze świadka mającego wspierać racje prezydenckie.
Ceną, za jaką zgodził się wziąć udział w politycznej farsie -  BYŁO POZWOLENIE  na dostęp do archiwum KC KPZR. Wyposażony w notebooka i miniskaner spenetrował wnętrze najtajniejszego ze skarbców. Skopiował wiele listów, sprawozdań i protokołów z posiedzeń najwyższych władz ZSRR. Moskiewski proces obrazuje najważniejsze kierunki polityki wewnętrznej i zagranicznej Kremla w latach 1970-1990, odsłania jej nieznane i zbrodnicze kulisy.

To swoisty akt oskarżenia światowego komunizmu. Władimir Bukowski (ur. 1942 r.) rosyjski pisarz i publicysta, jeden z najbardziej znanych organizatorów opozycji demokratycznej w ZSRR, wielokrotnie więziony, a także przetrzymywany w szpitalach psychiatrycznych. Po podpisaniu układu Pinochet-Breżniew wymieniony na przywódcę chilijskich komunistów Luisa Corvalana. Wydał głośną autobiografię / powraca wiatr, a w 1983 r. esej Pacyfiści kontra pokój.
Autor licznych artykułów prasowych o ZSRR i Rosji. Od ponad 20 lat mieszka w Cambridge i zajmuje się neurofizjologią mózgu. "

SEE   -  https://stopsyjonizmowi.files.wordpress.com/2012/09/moskiewski-proces-wc582adimir-bukowski.pdf

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0


Największą klęską dla świata - jest nie siła ludzi złych, lecz słabość dobrych.

#1608104

Piękne dzięki. Właśnie ściągam (to trochę trwa). Czekałem na tę chwilę od bardzo dawna, sam szukałem ale nie znalazłem.

Pozdrawiam

Honic

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1608301

Z jego dzieł najbardziej wzrusza mnie wspomnieniowe "I powraca wiatr..." [I wazwraszczajetsja wietier]

Jaka była Jego 'tajemnica przetrwania' nieludzkich tortur, strajków głodowych, karcerów, psychiatryków? Wyobraźnia. Podczas najgorszych cierpień - w myślach budował zamek.

Ponadczasowa jest też mała rozprawka "Pacyfiści kontra pokój". Polecam, czytajmy Bukowskiego.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Bóg - Honor - Ojczyzna!

#1607869

".... nawet wykonawcom uchwały nie przysługiwało prawo poznania całego dokumentu.
Otrzymywali „wyciąg z protokołu" i o jego treści nie wolno im było nikogo informować ani ustnie, ani na piśmie.
Przypomnienie o tym było wydrukowane drobną czcionką z lewej strony wzdłuż marginesu:
  Zasady korzystania z wyciągów z protokołu Sekretariatu KC KPZR

1. Zabrania się kategorycznie kopiowania, robienia wyciągów z protokołów Sekretariatu KC KPZR, a także powoływania się na nie ustnie lub na piśmie w wystąpieniach publicznych, w prasie lub innych jawnych dokumentach. Nie wolno przedrukowywać uchwał Sekretariatu KC ani powoływać się na nie w rozporządzeniach resortowych, instrukcjach, pouczeniach i wszelkich innych publikacjach urzędowych.
2. Z tajnymi i ściśle tajnymi uchwałami (wyciągami z protokołów) Sekretariatu KC KPZR, przesłanymi do komitetów partyjn
ych, ministerstw, urzędów  i innych organizacji, zapoznają się tylko osoby mające bezpośredni związek z wykonaniem danej uchwały. Towarzysze, którzy zapoznali się z wyciągami z protokołów Sekretariatu KC, nie mają prawa ujawniać ich treści. Zatwierdzone uchwałą KC KPZR z 17 czerwca 1976 r., pr. N12, t. 4 s.

Zasady korzystania z dokumentów politbiura są jeszcze bardziej rygorystyczne:

Do wiadomości Towarzysz, który otrzymuje ściśle tajne dokumenty KC KPZR, nie może ani ich przekazywać, ani zapoznawać z nimi absolutnie nikogo, jeżeli nie ma na to specjalnego pozwolenia KC.
Kopiowanie wspomnianych dokumentów i robienie z nich wyciągów jest kategorycznie zabronione. Towarzysz, do którego skierowany jest dokument, po zapoznaniu się z nim składa na dokumencie własnoręczny podpis i datę.

Tak właśnie rządziła KPZR: potajemnie, nie pozostawiając śladów, a często również świadków, uważając, podobnie jak Trzecia Rzesza, że tak będzie przez całe wieki. Zmierzała zresztą ku podobnym celom.

Ponadto, w odróżnieniu od Rzeszy, była bliska ich osiągnięcia, gdy zdarzyło się coś, czego nie przewidzieli ani Marks, ani Lenin, ani olbrzymia większość ludzi na całym świecie "

https://stopsyjonizmowi.files.wordpress.com/2012/09/moskiewski-proces-wc582adimir-bukowski.pdf

________________________________________

Tak się kończy ta wojna, najdziwniejsza zapewne ze wszystkich wojen w historii. Zaczęła się bez wypowiedzenia, a skończyła się bez fajerwerków. Nie znamy nawet dokładnych dat jej początku i zakończenia, chociaż, być może, pochłonęła więcej istnień ludzkich niż druga światowa, zresztą nie chcemy podliczać ile. Dla jej upamiętnienia nie będą stawiane pomniki ani nie zapłonie znicz na grobie jej nieznanego żołnierza. Chociaż w tej wojnie decydowały się losy całej ludzkości, jej żołnierzy nie żegnano z orkiestrą i nie witano z kwiatami. Widocznie była to najbardziej niepopularna wojna ze wszystkich, które znamy. Przynajmniej dla tej strony, która jakby w niej zwyciężyła. Ale nikt nie cieszy się nawet z jej zakończenia.
Zwyciężeni nie podpisywali kapitulacji, zwycięzcy nie otrzymali nagród. Przeciwnie, właśnie ci, którzy jakby przegrali, dyktują dziś warunki pokoju, właśnie oni piszą historię, ci zaś, którzy jakby zwyciężyli, milczą z zakłopotaniem. Zresztą czy wiemy, kto jest zwycięzcą, a kto zwyciężonym?
Każde, nawet niekoniecznie najważniejsze wydarzenie w naszym życiu zawsze bada jakaś komisja. Szczególnie jeśli zginęli ludzie. Czy rozbił się samolot, czy doszło do katastrofy kolejowej, czy nastąpiła awaria w zakładzie pracy - a już spierają się eksperci, dokonuje się analiz, ustala się, w jakim stopniu zawinili konstruktorzy, budowniczowie, personel obsługi, kontrolerzy i inspektorzy, a nawet rząd, jeżeli miał choćby minimalny z tym związek. I zawsze analizuje się każdy konflikt zbrojny między państwami.

Ale badaniem konfliktu trwającego co najmniej 45 lat (a być może 75), który wciągnął praktycznie wszystkie kraje świata, kosztował dziesiątki milionów ofiar i setki miliardów dolarów, a w dodatku, jak twierdzono, omal nie doprowadził do zagłady naszego globu, nie zajmuje się żadne państwo ani jedna międzynarodowa organizacja.
Każde, nawet drobne przestępstwo w naszym świecie musi być poddane śledztwu, osądzone i ukarane. Zbrodnie wojenne nie stanowią wyjątku. Nie mówię nawet o Trybunale Norymberskim i kolejnych późniejszych procesach, w których sądy po dziś dzień muszą zajmować się przestępstwami sprzed pięćdziesięciu lat. Ale oto przykład świeższej daty: wojna w Bośni jeszcze się nie skończyła, a już powołano międzynarodowy trybunał do zbadania przestępstw popełnionych w czasie tej wojny. I tylko ta nasza dziwna wojna jest wyjątkiem - nie sposób zrozumieć, czy już się skończyła, czy jeszcze nie, czyśmy zwyciężyli, czy przegrali?

Tymczasem w wielu wypadkach nie ma nawet potrzeby powoływania specjalnego sądu: rozstrzelanie w Katyniu polskich oficerów, jeńców wojennych, już w Norymberdze zostało uznane za zbrodnię przeciw ludzkości. Ale ten, który podpisał rozkaz rozstrzelania, były naczelnik jednego z wydziałów NKWD Piotr Soprunienko, spokojnie dożywa swych dni w Moskwie, otrzymując dobrą emeryturę. Wszyscy o tym doskonale wiedzą, moskwianie chętnie pokażą każdemu dom przy ulicy Sadowoje Kolco i okna jego mieszkania. Żyje również śledczy MGB Danił Kopielański, który przesłuchiwał Raula Wallenberga, i organizator zabójstwa Trockiego generał Paweł Sudopłatow, lecz ani Polska, ani Szwecja, ani Meksyk nie żądają wydania tych przestępców.

Przykład świeższej daty: były generał KGB Oleg Kaługin, który, jak sam się przyznał, zorganizował w Londynie w roku 1978 zabójstwo bułgarskiego emigranta politycznego Gieorgija Markowa - głośne zabójstwo za pomocą zatrutego parasola. W kwietniu 1993 roku Kaługin opisał to nawet w popularnej angielskiej gazecie „Mail on Sunday", w artykule pod efektownym tytułem „Zorganizowałem egzekucję Markowa"*-. Podaje tam do wiadomości pasjonujące szczegóły: okazuje się, że wdzięczni bułgarscy bracia podarowali mu w nagrodę broń myśliwską. Teraz często wyjeżdża za granicę, promuje swoją książkę, udziela wywiadów prasie, i nikomu nawet do głowy nie przyjdzie, żeby go aresztować lub przesłuchać, chociaż sprawa zabójstwa Markowa nie została zamknięta.83

A przecież tysiące „specprzeszkolonych" przez KGB zbirów także nie przepadło bez wieści, żyją obok nas, tak samo jak ci, co otrzymywali nielegalnie pieniądze, jak przyjaciele z branży „komercyjnej", jak miliony tych, którzy sympatyzowali i współuczestniczyli, usprawiedliwiali i osłaniali, miliony twórców intelektualnej mody, dzięki której wszystkie zwierzęta są równe, lecz komuniści równiejsi. Można ich również łatwo znaleźć, trzeba tylko chcieć. W każdym razie o wiele łatwiej, niż poszukiwać byłych nazistów w Paragwaju.
Ale nikt się tym nie zajmie z bardzo prostej przyczyny:
ż e b y p o w o ł a ć m i ę d z y n a r o d o w y t r y b u n a ł , t a k i j a k w N o r y m b e r d z e , t r z e b a n a j p i e r w z w y c i ę ż y ć .
Rudolf Hess zmarł w więzieniu w Spandau, a Boris Ponomariow, na przykład, jest emerytem i mieszka w Moskwie, dlatego że narodowy socjalizm został pokonany, a internacjonal-socjalizm nie. Z nazizmem było prościej - prawie bez osłonek odwoływał się do brutalnej siły i nie krył się zbytnio pod maską humanitaryzmu. Sąsiadów po prostu zmusił do oporu i ci, chociaż początkowo niezbyt chętnie, jednakże wyzwanie podjęli.

Spróbujmy jednak sobie wyobrazić, że „dziwna wojna", która zaczęła się w roku 1939, przeciągnęłaby się na czterdzieści-pięćdziesiąt lat, ale już bez działań militarnych. Życie biegłoby swoją drogą, pomimo pewnego chłodu w stosunkach z Niemcami. Z czasem reżim by „złagodniał": nie byłoby kogo zamykać w obozach koncentracyjnych i palić w krematoriach. Pojawiliby się swojego chowu reformatorzy (zwłaszcza po śmierci Hitlera), zwolennicy „pokojowej koegzystencji" (zwłaszcza po wyprodukowaniu przez Niemcy broni jądrowej). Rozwinąłby się handel, wspólne interesy. Jednym słowem, reżim nazistowski stałby się w pełni szacowny, nie zmieniwszy ani na jotę swej istoty, obrósłby w powiązania i otoczył się sympatykami, sprzymierzeńcami i apologetami. A po pięćdziesięciu może latach zawaliłby się, wyczerpawszy
możliwości swojej ekonomiki i cierpliwość własnego narodu. Ręczę, że przy takim przebiegu wydarzeń świat nigdy by nie zobaczył procesu norymberskiego. Stało się inaczej. Znalazłszy w sobie dosyć męstwa, żeby przeciwstawić się złu, ludzkość znalazła też w sobie dosyć uczciwości, żeby wejrzeć we własną duszę, i jakkolwiek był to proces bolesny, potępić wszelkie formy kolaboracji. Oczywiście, im było łatwiej, bo zwyciężyli, mieli powód do dumy i moralne prawo potępienia tych, co skapitulowali. Proces norymberski nie był bez wad, są powody do krytyki, dokonał jednak wielkiego dzieła: przywrócił normy moralne postępowania człowieka i przypomniał zbłąkanemu światu fundamentalną zasadę naszej chrześcijańskiej cywilizacji - że dana nam jest wolność wyboru, więc osobiście za ten wybór odpowiadamy. W epoce masowego obłędu i totalnego terroru potwierdził prostą prawdę, znaną od czasów biblijnych, a utraconą w krwawej miazdze XX wieku: ani opinia większości, ani rozkaz przełożonych, nawet zagrożenie własnego życia nie zwalniają nas od tej odpowiedzialności. To, co dzieje się dzisiaj, jest całkowitym przeciwieństwem Norymber-gi. Świat dzisiejszy nie ma powodu do dumy: nie znalazł w sobie ani męstwa, by przeciwstawić się złu, ani uczciwości, żeby się do tego przyznać. Nasze nieszczęście na tym właśnie polega, że nie zwyciężyliśmy: komunizm upadł sam, wbrew powszechnym wysiłkom, by go uratować. To jest, gdyby ktoś chciał wiedzieć, największy sekret dokumentów, które mam przed sobą. Czy można się dziwić, że nikt nie chce ich publikować?

Czyż można się dziwić, że zastanawiamy się nad każdą awarią, a rezygnujemy ze śledztwa w sprawie największej katastrofy naszego stulecia? Przecież w głębi duszy wiemy, do jakich wniosków nieuchronnie doprowadzi śledztwo, każdy bowiem człowiek zdrowy na umyśle wie, kiedy wszedł w zmowę ze złem. Nawet jeżeli usłużny rozum podpowie logiczne i na pozór szlachetne usprawiedliwienie, głos sumienia będzie powtarzać swoje: n a s z g r z e c h p i e r w o r o d n y p o c z ą ł się w t e d y , k i e d y z g o d z i l iś m y się „ p o k o j o w o k o e g z y s t o w a ć " z e z ł e m .

To się objawiło już przed Norymbergą, kiedy Stalin okazał się wielkim obrońcą demokracji, i w Norymberdze, gdzie Związek Sowiecki znalazł się wśród oskarżycieli, a nie wśród oskarżonych, i w końcu lat pięćdziesiątych i na początku sześćdziesiątych za Chruszczowa, gdy wyrażenie „pokojowa koegzystencja" weszło do słownika politycznego. I za każdym razem płacono krwią niewinnych, jak to się dzieje w interesach z diabłem  krwią wydanych Stalinowi Kozaków, krwią zdradzonych w Jałcie narodów Europy Wschodniej, krwią Węgrów, narodów Kuby, Konga...

Lecz ostatecznie pokój ze złem zastał zawarty już w naszych czasach, za Breżniewa. Nie ma co teraz udawać niewiniątka i usprawiedliwiać się tym, że nie wiemy, jak walczyć ze złem: bardzo dobrze wiedzieliśmy. Tam, gdzie odmówiliśmy „dobrosąsiedzkich" stosunków ze złem, gdzie zło zostało odrzucone, uznane za niedopuszczalne, doskonale wiedzieliśmy, co robić. I jeżeli uznano, że takim złem był na przykład rasizm, to nikomu nie przyszło do głowy walczyć z nim rozwijając handel lub wymianę kulturalną z Afryką Południową. Przeciwnie, bojkot uważany był za jedyne adekwatne rozwiązanie i stosowany z taką bezwzględnością, że żaden sportowiec nie mógł pojechać na zawody do Afryki Południowej, nie ryzykując kariery. Natomiast zorganizowanie w Moskwie Igrzysk Olimpijskich uważano za w pełni dopuszczalne, i to w szczytowym okresie aresztowań i agresji w Afganistanie. Chciałbym zobaczyć tego, kto zdecydowałby się zaproponować urządzenie Igrzysk Olimpijskich w Johannesburgu lub w Pretorii! Co by z niego zostało? A skoro już rasizm został uznany za zło, żadna gazeta nie drukowała artykułów zwolenników apartheidu, nie zważając na wszelkie deklaracje o wolności słowa i druku. Policja jawnie prześladowała grupki o rasistowskich poglądach, a człowiek podejrzewany o sympatie rasistowskie nie mógł nigdy i w żadnej dziedzinie zrobić kariery. I proszę zwrócić uwagę: nikomu nie przyszło do głowy mówić o „polowaniu na czarownice".

Rasizm był otoczony kordonem sanitarnym nietolerancji i dlatego się nie rozprzestrzeniał, nie stawał się zjawiskiem codziennym. Komunizm zaś traktowano z szacunkiem, akceptowano. Nie wolno było z nim walczyć, uchodziło to za nieprzyzwoite, zalecano raczej „poszerzanie kontaktów". Toteż rozkwitł niczym wspaniały kwiat i zagarnął pół świata. Czy to nie oczywiste? Czy był choć jeden człowiek na świecie, który by tego nie rozumiał? Czy politycy nie wiedzieli, że zachęcając do rozszerzania kontaktów handlowych z blokiem sowieckim, płodzą Hammerów, Maxwellów i Bobo-lasów? Czy podejmując uroczyście delegacje sowieckich działaczy i „deputowanych" nie rozumieli, że przyjmują nie mężów stanu i parlamentarzystów, lecz zbirów i ich marionetki? Czy podpisując umowy o „wymianie kulturalnej", „współpracy naukowej" i „kontaktach międzyludzkich" nie rozumieli, że umacniają przez to władzę KGB nad społeczeństwem, gdyż to właśnie KGB będzie typować „odpowiednich kandydatów" do tych kontaktów?

??????????????????????????

Władimir  BUKOWSKI,  MOSKIEWSKI PROCES

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0


Największą klęską dla świata - jest nie siła ludzi złych, lecz słabość dobrych.

#1608105