Destrukcja systemu politycznego Wielkiej Brytanii

Obrazek użytkownika Leopold
Blog

Konsekwencją Brexitu, która umyka komentatorom, jest równoczesne rozbicie dwóch największych partii stanowiących (obok monarchy) o stabilności Wielkiej Brytanii. Ukształtowany przed wiekami system polityczny tego państwa wydawał się niezmienny i odporny na wszelkie zagrożenia. Było tak do niedawna.

Liczebność rządzącej partii konserwatywnej spadła w ostatnim czasie z 250 tys. do ok. 120 tysięcy. Partia jest głęboko podzielona, gdyż wśród jej przywódców byli zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy Brexitu. Premier Theresa May musiała kompletować gabinet z ludzi skłóconych. Sama będąc „remainersem” będzie zmuszona prowadzić politykę „brexitersów”. Dziennik The Times napisał: „Żaden nowy premier w ludzkiej pamięci nie musiał zmierzyć się z tak wielkimi ekonomicznymi i konstytucjonalnymi problemami”. Nowej premier będzie tym trudniej, że z różnych stron sceny politycznej wytyka się jej brak demokratycznego mandatu wskazując, że nie wygrała żadnych wyborów. Pikantnym szczegółem jest fakt, że w analogicznej sytuacji w 2007 roku to May wzywała Gordona Browna do ustąpienia lub przeprowadzenia natychmiastowych wyborów. Sama pani premier wykluczyła możliwość wsześniejszych wyborów przed 2020 rokiem, kiedy muszą się odbyć obligatoryjnie. Już na początku swego urzędowania T. May podjęła decyzję o modernizacji rakiet atomowych Trident, co dało asumpt do opinii, że będzie „drugą Margaret Thatcher”. Równocześnie miłośnicy pokoju i postępu na całym świecie podnieśli lament („nie chcemy nowej zimnej wojny”, „pobrzękiwanie szabelką zmusi Rosję do podjęcia stosownych kroków”itp).

Opozycyjna Partia Pracy jest równie podzielona i rozbita. I choć liczy znacznie więcej członków niż konserwatyści (400 000, od referendum przybyło 113 tys.!) jej wpływ na sprawy kraju jest minimalny – stąd powszechna opinia, że Wielka Brytania „nie ma opozycji”. Obecny przewodniczący Jeremy Cobryn od chwili swego wyboru prowadził partię w kierunku skrajnie lewicowym – wręcz lewackim, co pozbawiło partię szans w wyborach. Dlatego grupa liderów partyjnych zorganizowała głosowanie nad wotum nieufności dla przewodniczącego. Cobryn „dostał wymówienie” głosami 3/4 członków partii. W tej sytuacji we wrześniu mają się odbyć wybory nowego szefa partii, którym zostanie... Cobryn. Nie ma lidera, który mógłby podjąć wyzwanie. Próbowała to robić „prawicowa” Angela Eagle (pierwsza parlamentarzystka otwarcie deklarująca homoseksualizm), ale wycofała się, zdając sobie sprawę z braku szans. Nawet rodziny laburzystów są podzielone - życiowy partner (partnerka?) Angeli Eagle – Maria Exall popiera dotychczasowego przewodniczącego. Gdy nowa premier wygłaszała swą mowę inauguracyjną, przywódca opozycji Jeremy Cobryn był na spotkaniu Komitetu solidarności z Kubą. Nie tylko w Polsce politycy się nawzajem ignorują.

Partia Pracy jest za budową „otwartego społeczeństwa” i sprowadzaniem imigrantów, gdyż wraz z napływem mniejszości etnicznych przybywa jej wyborców. Występuje tu dokładnie ten sam mechanizm jak w USA - „etnicy” po uzyskaniu prawa do głosowania stają się elektoratem demokratów.

W wyniku „Brexitu” zawisła nad wielką Brytanią groźba rozpadu – realna jest możliwość secesji Szkocji, Płn. Irlandii, a nawet Walii. Konsekwencje zamknięcia granic i ew. dostępu do rynków UE z pewnością odbiją się negatywnie na ekonomii – przynajmniej krótkoterminowo.

W polityce jest tak, że jak ktoś traci, ktoś inny zyskuje. Niewątpliwie straciła Unia Europejska i Wielka Brytania. Kto zyskał?

Mimo istnienia ogromnego lobby rosyjskiego Anglia była jedynym krajem europejskim potrafiącym czynnie przeciwstawić się Rosji – konsekwentnie opowiadała się za sankcjami wobec Moskwy i przeprowadziła rzetelne śledztwo (bez zamiatania pod dywan) w sprawie zabójstwa Litwinienki.

Tak się dziwnie składa, że wydarzenia takie jak katastrofa smoleńska, próba puczu w Turcji czy Brexit przynoszą realną korzyść Rosji. Stąd zwolennicy spiskowej teorii dziejów (i nie tylko oni) uważają, że Rosja mogła dyskretnie popychać koło historii w miłym jej kierunku. Rosjanie mają technologie i środki by oddziaływać na sytuacje polityczną w interesujących ich regionach. Słynna szkoła dyplomatyczno – szpiegowska MGIMO kształci odpowiednich profesjonalistów. W ramach uczelni działa Instytut Skutecznej Polityki, który od lat bada życie polityczne, mechanizmy podejmowania decyzji, sposoby awansowania polityków itp. w krajach Zachodu. Nie można wykluczyć, że obecna sytuacja brytyjskich partii jest wynikiem działania fachowców ze wschodu. Nie ulega wątpliwości, że Rosjanie mają wpływ na angielską opinię publiczną choćby przez kontrolowane przez siebie media. Były szpieg KGB, który zmienił zawód (obecnie jest biznesmenem) Aleksandr Lebiediew kupił 2 brytyjskie gazety gdyż, jak tłumaczył w wywiadzie dla BBC, „nie mógł patrzeć jak upadają historyczne gazety liczące150 lat”. Oligarcha, oficjalnie skłócony z Putinem, zwinął swoje interesy w Rosji (ze strachuy przed zemstą Kremla...) i przeniósł się do Anglii. Jego 38-letni syn Jewgienij jest najmłodszym brytyjskim magnatem medialnym i obecnie buduje sieć lokalnych stacji telewizyjnych.

Tak się dziwnie ułożyło, że obie gazety oligarchy mocno się zaangażowały po stronie Brexitu.

Lebiediew kupił Evening Standard za symbolicznego funta. Cały nakład (900 tys.) rozdaje za darmo. Również druga gazeta oligarchy - Independent nie przynosi zysku. Biznesmen dokłada do interesu. Może zależy mu, by pewne treści dochodziły do angielskich głów?

Problemem świata zachodniego jest systemowa niezdolność do zwalczania agresji ideologicznej. Niemożność przeciwdziałania zagrożeniom była przypadłością osiemnastowiecznej Polski. Wiemy jak to się skończyło...

 

 

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.9 (głosów:9)

Komentarze

Angole powpuszczali kogo się dało - tych najbardziej wartościowych teraz wyrzucają....A co do biznesó rosyjskichw  Anglii: taka szarada jest możliwa ze strony Rosjan - co więcej też Suworow jest takim ciekawym przykładem - w rozmowach zawsz emówi po rosyjsku kocha i szanuje swoją Ojczyznę - ... ukryci podwójni agenci? Kto wie...

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1519850

bawić się w demokrację, to obecnie nikogo nie powinno dziwić, że mają jeden wielki burdel ! Burdel, w którym rozwiezlość osiągneła już zenitu, a homosie czują się jak w domu...Poza tym jeżeli jeszcze do niedawna tak konserwatywny kraj jakim bylo Zjednozczone Królestwo przetworzylo się w multi kulti, ostatnio o mocno arabskim zabarwieniu, to o czym tu mówic...Pakistańczyk jest burmistrzem Londynu i popiera ziomali i wógole islam...Co do Rosjan, to wykupili pół Londynu i to za brudne gangsterskie pieniądze..., i jeżeli Angolom to nie przeszkadza, no to mają to co mają...Rozsprzedany kraj, albo jak kto woli...polityczna i ekonomiczna prostytucja Angoli sięgnęła zenitu i obecnie mamy tego konsekwencje. Naród zdezorientowany, gospodarka utyka, a politycy drą szaty...

 

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

chris

#1519873