WRZESIEŃ 1939 - OD WESTERPLATTE DO KATYNIA CZ. II

Obrazek użytkownika Aleszumm
Kraj

WRZESIEŃ 1939  – OD WESTERPLATTE DO KATYNIA

GENEZA WYBUCHU II WOJNY ŚWIATOWEJ

POCZĄTKI DZIAŁALNOŚCI POLITYCZNEJ ADOLFA HITLERA CZ. II

 

PAKT - RIBBENTROP – BECK NIGDY NIE ISTNIAŁ

 

Istnienie takiego paktu usiłuje wmówić PT Czytelnikom tytuł książki „Pakt Ribbentrop – Beck” Piotra Zychowicza.

W tekście zamieszczonym powyżej „OKOLICZNOŚCI ZAWARCIA POLSKO – NIEMIECKIEGO PAKTU O NIEAGRESJI Z 26 STYCZNIA 1934 ROKU” starałem się precyzyjnie wyjaśnić okoliczności i cel zawarcia takiego paktu o nieagresji. Pakt ów nigdy nie nosił takiej nazwy jak sugeruje tytuł książki Piotra Zychowicza i wnosił jedynie pokój, a nie wojnę.

Przypomnę jedynie żądania Hitlera w trakcie rozmów przed podpisaniem owego paktu:”

 

Żądania Hitlera wobec Polski:

 

-budowa trasy eksterytorialnej łączącej Niemcy i Prusy Wschodnie przez terytorium Polski,

 

-przystąpienie Polski do Paktu Antykominternowskiego,

 

-włączenie Wolnego Miasta Gdańska do Rzeszy,

 

Wszystkie żądania Hitlera (na propozycję ministra spraw zagranicznych Polski Józefa Becka) zostały odrzucone przez Polskę.

 

Józef Beck i (ur. 4 października 1894 w Warszawie, zm. 5 czerwca 1944 w Stănești) – polski polityk, dyplomata, bliski współpracownik Józefa Piłsudskiego, pułkownik dyplomowany artylerii Wojska Polskiego.

Członek POW, w latach 1914–1917 żołnierz Legionów Polskich i adiutant Józefa Piłsudskiego.

Attaché wojskowy RP w Paryżu i Brukseli w okresie 1922–1923. W latach 1924–1925 był słuchaczem rocznego Kursu Doszkolenia w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie. Z dniem 15 października 1925, po ukończeniu kursu i uzyskaniu tytułu naukowego oficera Sztabu Generalnego przydzielony został do Oddziału III a, Biura Ścisłej Rady Wojennej na stanowisko szefa wydziału.

W 1926 roku w czasie zamachu majowego opowiedział się po stronie Józefa Piłsudskiego. W latach 1926–1930 szef gabinetu ministra spraw wojskowych, od 25 sierpnia do 4 grudnia 1930 roku – wicepremier w rządzie Józefa Piłsudskiego, a następnie (do 1932) – wiceminister spraw zagranicznych. Od 2 listopada 1932 roku minister spraw zagranicznych, samodzielnie kierował polską polityką zagraniczną aż do wybuchu II wojny światowej.

Starał się stosować politykę równowagi w stosunkach między dwoma wielkimi sąsiadami Rzeczypospolitej – ZSRR i Niemcami. Przyczynił się do zawarcia 25 lipca 1932 roku w Moskwie układu o nieagresji ze Związkiem Radzieckim, a 26 stycznia 1934 roku w Berlinie podpisania deklaracji o niestosowaniu przemocy z Niemcami.

Przez przeciwników oskarżany o prowadzenie polityki proniemieckiej i antyfrancuskiej.

Spowodował włączenie do Polski Zaolzia po układzie monachijskim, a przed aneksją Czechosłowacji przez Niemcy. Jesienią 1938 roku i wiosną 1939 roku zdecydowanie odrzucił składane Polsce przez Niemcy propozycje, w których jako rekompensatę za zgodę na przyłączenie Gdańska do Rzeszy i zbudowanie eksterytorialnej autostrady przez polskie Pomorze do Prus Wschodnich, Niemcy proponowali udział Polski w pakcie antykominternowskim, wspólną wojnę z Rosją Sowiecką oraz przedłużenie paktu o nieagresji z 10 do 25 lat.

Doprowadził do zawarcia w 1939 roku sojuszu z Wielką Brytanią. Po agresji sowieckiej na Polskę, w nocy z 17 na 18 września 1939 roku ewakuował się wraz z rządem do Rumunii, gdzie został internowany.

 

NIEISTNIEJĄCY "PAKT RIBBENTROP-BECK"

"POLACY NA KREMLU'41"

 

Piotr Zychowicz w tekście „Pakt Ribbentrop – Beck” a priori stara się wmówić czytelnikowi rzekomą narodową nienawiść do Józefa Becka i wypacza fakty historyczne.

 

Cytuję:

 

„(…) wysłużony pancernik szkolny Schleswig – Holstein zbliżył się do brzegu pod osłoną nocy .

Na dany sygnał otworzył ogień ze wszystkich dział, w tym czterech kalibru 280 mm. Potężne eksplozje ćwierćtonowych pocisków oznajmiły światu początek największego konfliktu w dziejach ludzkości… Był 9 kwietnia 1940 roku…

Tego dnia wybuchła druga wojna światowa, która rozpoczęła się od niemieckiego ataku na Danię i Norwegię…

…Zaskoczenie było całkowite. Krótka kampania - pierwszy Blitzkrieg w historii Europy…

…Tymczasem w położonej na wschodzie Europy Polsce panował spokój…

…Na ulicach Warszawy, Wilna, Krakowa, Lwowa, Poznania, Stanisławowa i szeregu innych miast Rzeczypospolitej dochodziło do demonstracji…

…oburzenie dużej części Polaków skierowane było przeciwko ministrowi spraw zagranicznych Józefowi Beckowi...

…Ów niespecjalnie lubiany polityk stał się wrogiem publicznym numer jeden…

…to co zrobił Beck zhańbiło nas na najbliższe stulecia…

…zarzucano mu „zhańbienie narodu polskiego i prowadzenie „tchórzliwej polityki ustępstw”…

…nazywano go „sługusem Hitlera” i „niemieckim agentem”…

…rok wcześniej Józef Beck ugiął się bowiem pod presja Niemiec, poszedł na koncepcję wobec zachodniego sąsiada i zgodził się na przystąpienie do paktu antykominternowskiego…

…Właśnie ta decyzja rozwiązała ręce Hitlerowi i otworzyła mu drogę do ataku na Zachód…

…jak można było przestraszyć się niemieckiego bluffu i czołgów z tektury?…

…Jak można było zdradzić Francję, naszego najlepszego sojusznika, na którego zawsze mogliśmy liczyć…?

… Józef Beck w rozmowach z Hitlerem prowadzonych w jego alpejskiej willi Berghof zgodził się na wysuwane wobec Warszawy propozycje… Na przyłączenie Wolnego Miasta Gdańsk do Rzeszy oraz wybudowanie eksterytorialnej autostrady łączącej Prusy z resztą Niemiec przez polskie Pomorze… W zamian Niemcy – zgodnie z obietnicą – zagwarantowały Polsce jej zachodnią granicę i przedłużyły pakt o nieagresji z 1934 roku do dwudziestu pięciu lat… Podpisany w Warszawie układ przeszedł do historii jako pakt Ribbentrop – Beck, ze strony niemieckiej bowiem jego sygnatariuszem był minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop(…)”.

 

"OBŁĘD 44"

 

Piotr Zychowicz jest autorem jeszcze jednej książki rażącej tytułem „Obłęd 44” nawiązującej do walk w powstańczej Warszawie. Sam tytuł dyskwalifikuje autora, nie będę więc cytował fragmentów. Zychowicz występując w telewizji Republika jako komentator historyczny obniża poziom świadczonych usług historycznych, czyniąc je mało wiarygodnymi.

Tymi dwoma tytułami polski historyk, redaktor naczelny Historii „Uważam Rze” uzupełnił poczet takich autorów jak Jerzy Kosiński („Malowaany ptak), Barbara Engelking Boni („Jest taki piękny słoneczny dzień”), Jana Tomasza Grossa ( „Sąsiedzi”, „Strach”, „Złote żniwa”), Elżbiety Janickiej z PAN, której wypowiedź cytuję:

 

W wywiadzie dla PAP dr Elżbieta Janicka z Polskiej Akademii Nauk:

 

„Rudy” i „Zośka”, bohaterowie książki Aleksandra Kamińskiego „Kamienie na szaniec”, to geje i antysemici. Wcześniej Janicka „odkryła”, że kapliczki podwórkowe stawiane w okupowanej Warszawie w 1943 roku, to swoiste wota dziękczynne Polaków za pozbycie się Żydów, a Powstanie Warszawskie to przede wszystkim cierpienia ludności cywilnej".

Elżbieta Janicka, dekonstruktorka powstańczych mitów, pisała, że oddychamy powietrzem, w którym czuje się nienawiść. Paradoksalnie – największa chmura nienawiści wisi nad jej własnym biurkiem.

Chyba żadna z postępowych prowokacji nie wywołała takiej burzy, jak niedawna, do dziś gorąco komentowana, „genderowa" analiza postaw bohaterów „Kamieni na szaniec".

Elżbieta Janicka, rocznik 70., doktor nauk humanistycznych, adiunkt w Instytucie Slawistyki PAN, za pośrednictwem depeszy PAP postanowiła zdemaskować obraz młodych powstańców warszawskich, bohaterów kilku pokoleń czytelników książki Aleksandra Kamińskiego, czyli Alka, Rudego i Zośki.

Językoznawczyni z PAN wskazała, że przyjaźń „Rudego" i „Zośki", uznać trzeba za więź homoseksualną.

Zasugerowała przy tym, że prawdziwym motywem, dla której oddział Szarych Szeregów zorganizował brawurową akcję odbicia 25 więźniów z rąk gestapo, w tym „Rudego", było owo homoseksualne uczucie.

„Naukowy dowód" Janickiej wywołał – prócz głosów wielkiego oburzenia – także lawinę kpin z "naukowego" warsztatu pani adiunkt z PAN.

Publicysta „Do Rzeczy" Marek Magierowski zaproponował badaczce z PAN listę bohaterów literackich do analizy.

„Aż się prosi, by Elżbieta Janicka zinterpretowała także na nowo koncert Wojskiego na rogu tym razem w kontekście fallicznym. >Natenczas Wojski chwycił na taśmie przypięty (Swój róg bawoli, długi, cętkowany, kręty). Jak wąż boa, oburącz do ust go przycisnął<. Mój Boże, jakżeż mogliśmy być tak ślepi!".

"– To jest bardzo niepojący trend" – martwi się prof. Ryszard Legutko, polityk PiS i były minister oświaty. "– Bo namnożyły się te różne programy genderowe na uczelniach, na to płyną pieniądze państwowe i unijne". Sam Legutko już ze dwie dekady temu prorokował, że w „Dziadach" w końcu doczekamy się ks. Piotra w homoparze z Konradem: – Padło na „Kamienie na szaniec"...

"Cóż. To jest taka zaraza, która niszczy humanistykę, tymczasem to nie jest żadna rewolucja. To kalki światopoglądowe. Ciekawe, że literaturoznawstwo jest szczególnie zdegenerowane, bo spolityzowane strasznie i to w wersji neomarksistowskiej.

Literatura, jak kiedyś, ma być słuszna. Spełniać wymogi politycznej poprawności. Klucz marksistowski zawierał w sobie jeden element, czyli klasę, neomarksizm ma klasę, rasę i płeć, i tylko tym się różni. I u nas się to tym kluczem wyklucza – bo antysemityzm, patriarchat, homofobia. Kiedyś były masówki, dziś są akcje medialne.

I wskazuje na charakterystyczny rys warsztatu neomarksistów. – To się u nich przejawia poprzez żargon – język jest pokrętny, hermetyczny, a w gruncie rzeczy niesie prymitywny przekaz, a zasada jest taka, że im bardziej struktura mętna, tym myśl bardziej toporna".

Na szyderstwach jednak nie mogło się skończyć. Struny szarpnięte przez Janicką zagrały dla wielu zbyt perfidnie i zbyt boleśnie. – "Zaświadczam, że byli to normalni, zdrowi, młodzi chłopcy z żelaznymi zasadami. I wielcy patrioci" – zareagowała na rewelacje Janickiej Katarzyna Nowakowska pseud. Kasia, odznaczona Krzyżem Walecznych, powstaniec warszawski z 3 batalionu pancernego „Golski". Nowakowska uznała rewelacje Janickiej za krzywdzące, niesmaczne i insynuujące rzeczy nieprawdopodobne.

Odezwali się też inni koledzy z AK i Szarych Szeregów, zaapelowali: „My, żyjący jeszcze harcerze Szarych Szeregów i Armii Krajowej, zwracamy się do dziennikarzy, publicystów, historyków – także z PAN – o opieranie się w swoich wypowiedziach o nas na faktach, nie na piarowskich fantazjach".

Apel tym bardziej zasadny, że na homoetykietowaniu powstańców warszawskich Janicka nie kończy. Autorowi „Kamieni na szaniec" zarzuca antysemityzm, bo gloryfikując powstańców warszawskich – pominął milczeniem powstanie w getcie, choć był łącznikiem AK z gettem (otrzymał medal Sprawiedliwego wśród Narodów Świata). Tych zarzutów Janicka rzecz jasna też nie poparła dowodami.

Piotr Zychowicz przodujący w tym poczcie kłamliwych autorów, mnie 84 – letniemu świadkowi historii opowiada, że II wojna światowa rozpoczęła się 9 kwietnia 1940 roku atakiem na Danię i Norwegię, podczas gdy w Polsce w tym czasie panował spokój, tylko odbywały się demonstracje przeciwko znienawidzonemu zdrajcy „niemieckiemu agentowi” Józefowi Beckowi.

 

Natomiast w wersji wariantu historycznego „co by było, gdyby było” (Pakt Ribbentrop – Beck”) nie wolno igrać bohaterami narodowymi czyniąc z nich zdrajców i agentów niemieckich.

Podobnie „Gazeta Polska” prezentuje imiona i nazwiska ukraińskich „bohaterów” Majdanu przeciętnych banderowców, jak większość Ukraińców nienawidzących Polski, Polaków i polskości. Red. Katarzyna Gójska - Hejke w „Gazecie Polskiej” przedstawia Ukraińców jako życzliwych Polakom, którzy na Ukrainie mają swoją drugą ojczyznę.

We wrześniu 2015 roku obchodzić będziemy 76 rocznicę tragicznego dla Polski września 1939 roku. Dwie daty 1 i 17 września 1939 roku dramatem tamtych dni weszły trwale do historii Polski. Ale 1 i 17 września 1939 roku dramat Polski dopiero się rozpoczął.

Spoglądając na statystyczne opracowania ofiar II wojny światowej dla poszczególnych krajów, Polska poniosła największe, nie proporcjonalne straty . W tej nieszczęsnej tabeli jesteśmy na pierwszym miejscu.

Dla przykładu Polska – stan ludności przed rozpoczęciem wojny - 34 miliony 849 tysięcy,

straty ogółem - 16,07%,

żołnierze - 160 tysięcy,

cywile - 5 milionów 440 tysięcy,

łącznie poniesione ofiary – 5 milionów 600 tysięcy obywateli.

 

Francja – stan ludności przed rozpoczęciem wojny 41milionów 700 tysięcy,

straty ogółem - 1,35%,

żołnierze – 212 tysięcy,

cywile – 350 tysięcy,

łącznie poniesione ofiary 562 tysiące.

 

Niemcy – stan ludności przed rozpoczęciem wojny – 69 milionów 623 tysiące,

straty ogółem – 10,47%,

żołnierze – 4 miliony 633 tysiące,

cywile – 2 miliony 860 tysięcy,

Łącznie poniesione ofiary – 7 milionów 493 tysiące

 

ZSRR – stan ludności przed rozpoczęciem wojny – 168 milionów 500 tysięcy,

straty ogółem – 13,71 %

żołnierze – 12 milionów 500 tysięcy,

cywile – 11 milionów 600 tysięcy,

łącznie poniesione ofiary – 24 miliony 100 tysięcy.

 

GENEZA WYBUCHU II WOJNY ŚWIATOWEJ

 

Na trzy lata przed wybuchem wojny, w 1936 roku, wojska III Rzeszy, wbrew porozumieniom traktatu wersalskiego wkroczyły do zdemilitaryzowanej strefy Nadrenii.

Niemieccy dowódcy, świadomi ewentualnego niepowodzenia wobec silnej kontrofensywy ze strony aliantów, nie mieli powodów do obaw wobec ich rutynowego protestu zamiast faktycznego działania. W tym samym roku wybuchła rewolucja w Hiszpanii, na której czele stał generał Franco, wspierany przez włoskich, a następnie także i niemieckich faszystów, dla których taka inwestycja ludzi i sprzętu oznaczała cenne doświadczenie przed mającą wybuchnąć wojną.

W roku 1938, pod pretekstem "zapewnienia ładu i porządku" armia niemiecka wkroczyła do Austrii, gdzie wcześniej, z polecenia Hitlera zamordowano jednego z kanclerzy, a drugiego wymieniono na człowieka opowiedzianego po stronie III Rzeszy. Pod równie pozornym pretekstem obrony prześladowanej niemieckiej mniejszości Hitler przyłączył do Niemiec Czeskie Sudety.

Wobec gotowości aliantów do stawienia zbrojnego oporu, Hitler w czasie konferencji w Monachium (wrzesień 1938) zadeklarował, że aneksja Sudetów zakończy jego ekspansję terytorialną w Europie.

Pół roku później do III Rzeszy zostały przyłączone Czechy i Morawy; utworzone marionetkowe państwo słowackie pozostawało pod niemiecką kontrolą.

Agresywna polityka Hitlera wobec państw środkowoeuropejskich była jednoznacznym komunikatem jego zamiarów względem zamieszkujących je narodów słowiańskich (pozostających w świetle rasistowskiej teorii gatunkiem podludzi), które miały od tej pory dostarczać Rzeszy taniej siły roboczej.

Pasywne stanowisko aliantów, którzy ograniczali się jedynie do protestów, sprzyjało niemieckiej polityce.

Ofensywa ze strony III Rzeszy na państwo polskie wydawała się po dokonanych już aneksjach oczywistością. Zdaniem niemieckich nacjonalistów istnienie państwa polskiego było pomyłką, popełnioną przy podpisywaniu porozumień traktatu wersalskiego.

 

NIEPODLEGŁOŚĆ POLSKI

 

Mołotow nazwał ją „potwornym bękartem traktatu wersalskiego”. Stalin mówił o niej jako „ o, przepraszam za wyrażenie - państwie”, a dla J.M. Keynesa, teoretyka współczesnego kapitalizmu była „ekonomiczną niemożliwością, której jedynym przemysłem jest żydożerstwo”.

Lewis Namler uważał, że jest „patologiczna”, E. H. Carr nazwał ją „farsą”. David Lloyd George mówił o „defekcie historii” , twierdząc, że „zdobyła sobie wolność nie własnym wysiłkiem, ale ludzką krwią” i że jest krajem, który „narzucił innym narodom tę samą tyranię”, jaką sam przez lata znosił.

Polska powiedział, jest „pijana młodym winem wolności, które jej podali alianci”, i „uważa się za nieodparcie uroczą kochankę środkowej Europy”.

W 1919 roku Lloyd George powiedział, „że prędzej oddałby małpie zegarek, niż Polsce Górny Śląsk”, zaś w 1939 roku oświadczył, „iż Polska zasłużyła na swój los”.

Adolf Hitler nazywał ją „państwem, które wyrosło z krwi niezliczonej ilości pułków, państwem zbudowanym na sile i rządzonym przez pałki policjantów i żołnierzy, śmiesznym państwem, w którym sadystyczne bestie dają upust swoim perwersyjnym instynktom, sztucznie poczętym państwem, ulubionym pokojowym pieskiem zachodnich demokracji, którego w ogóle nie można uznać za kulturalny naród, tak zwanym państwem, pozbawionym wszelkich podstaw narodowych, historycznych, kulturowych, czy moralnych”.

Zbieżność tych uczuć, a także sposobów ich wyrażania, jest oczywista. Rzadko – jeżeli w ogóle kiedyś – kraj, który właśnie uzyskał niepodległość, bywał przedmiotem równie krasomówczych i równie nieuzasadnionych zniewag.

Rzadko – jeżeli w ogóle kiedyś – brytyjscy liberałowie bywali równie beztroscy w formułowaniu opinii, lub dobieraniu sobie towarzystwa. Kiedy wybuchła I wojna światowa, jeden ze współpracowników Józefa Piłsudskiego zapisał: „nikt na całym świecie Polski nie chce”.

Premier brytyjski Herbert Asquith mówił krótko przed wojną wybitnemu pianiście i orędownikowi sprawy polskiej na Zachodzie Ignacemu Paderewskiemu: „nie ma żadnej nadziei na przyszłość dla Ojczyzny Pana”.

Oznaczało to, że w chwili wybuchu wojny sprawę polską uważano w Europie za wewnętrzny problem zaborców Rosji, która z Francją i Wielką Brytanią znalazła się w obozie ententy oraz walczących z tym sojuszem państw centralnych – Niemiec i Austro-Węgier.

Niezależnie od tego, dowództwa wojujących ze sobą na ziemiach polskich armii państw zaborczych chciały zapewnić sobie przychylność Polaków.

Rosjanie wydali odezwę, w której odwołali się do odwiecznej, rzekomo wspólnej walki Słowian z agresją germańską i obiecywali zjednoczenie ziem polskich „swobodnych w wierze, języku i samorządzie”. Deklaracja nie miała najmniejszej wartości, a wydał ją stryj cara Mikołaja II – Mikołaj Mikołajewicz – wódz naczelny armii rosyjskiej.

Jeszcze bardziej ogólnikowe obietnice składały państwa centralne, ograniczając się do wezwania do walki ze wschodnim barbarzyństwem. Z tej trudnej sytuacji zdawali sobie sprawę przywódcy dwóch głównych polskich obozów politycznych, z których narodowodemokratyczny reprezentował orientację antyniemiecką, a irredentystyczny – antyrosyjską.

W niecały miesiąc po umowie z Monachium, w październiku 1938, Niemcy zażądały zgody na włączenie Wolnego Miasta Gdańska i na budowę eksterytorialnej linii kolejowej i autostrady przez polskie Pomorze.

Żądania te zostały dwukrotnie powtórzone, w styczniu 1939 i dwa miesiące później, po wkroczeniu Niemców do litewskiego portu Kłajpedy. Niemiecka propaganda oskarżała Polskę o prześladowanie niemieckiej mniejszości w swoim kraju.

Rządy Wielkiej Brytanii, a następnie Francji udzieliły Polsce gwarancji bezpieczeństwa i zapewniły o udzieleniu pomocy militarnej, podczas gdy w samej Anglii przeciwnicy wojny protestowali przeciwko próbom militaryzacji kraju.

W kwietniu 1939 roku faszystowskie Włochy zaatakowały Albanię oraz zawarły z III Rzeszą tzw. Żelazny Pakt. Rychła normalizacja stosunków niemiecko - radzieckich, po nominacji Mołotowa na stanowisko ministra spraw zagranicznych ZSRR, zaowocowała 23 sierpnia 1939 podpisaniem "paktu o nieagresji" ( pakt Ribbentrop - Mołotow), zawierającego tajną klauzulę o podziale stref wpływów na terytorium Polski. Pomimo gwarancji pomocowych ze strony aliantów, II Rzeczpospolita została tym samym skazana na zagładę.

Wkładem polskich naukowców w walkę z przyszłym okupantem, a zaskoczeniem dla samych hitlerowców, było przekazanie Francji i Wielkiej Brytanii, w sierpniu 1939, maszyn "Enigma", za pomocą których służby wywiadowcze mogły odszyfrowywać tajne niemieckie meldunki.

W roku 1939 państwo polskie zamieszkiwało 35 milionów ludzi, z których większość pracowała w rolnictwie. Najdłuższymi, niemalże nieuzbrojonymi granicami były 2000 km wzdłuż Niemiec na zachodzie i 1500 km wzdłuż Związku Radzieckiego na wschodzie.

Gospodarka nie została odbudowana jeszcze od poprzednich wojen, z wyraźnym brakiem rozwiniętego przemysłu ciężkiego, stąd polska armia była źle wyposażona. Wiszące nad krajem niebezpieczeństwo zmusiło do przygotowań w razie niemieckiej ofensywy.

1 września 1939 roku, kiedy oddziały niemieckie wkroczyły do Polski, powszechna mobilizacja nie została jeszcze ukończona. Rozpoczęła się wojna.

Los Polski został przesądzony w Moskwie 23 sierpnia 1939 roku tajnym protokołem dodatkowym do Paktu o nieagresji między Rzeszą Niemiecką a ZSRR:

 

PAKT HITLER – STALIN, ZWANY PAKTEM RIBBENTRPOP – MOŁOTOW

Z OKAZJI PODPISANIA PAKTU NIEAGRESJI MIĘDZY RZESZĄ NIEMIECKĄ A ZSRR PODPISANI PEŁNOMOCNICY OBU STRON PRZEDYSKUTOWALI W ŚCIŚLE W POUFNYCH ROZMOWACH SPRAWĘ ROZGRANICZENIA ICH WZAJEMNYCH STREF INTERESÓW W EUROPIE WSCHODNIEJ. ROZMOWY TE DOPROWADZIŁY DO NASTEPUJACYCH WYNIKÓW:

1. W WYPADKU PRZEMIAN TERYTORIALNYCH I POLITYCZNYCH NA OBSZARACH NALEŻĄCYCH DO PAŃSTW BAŁTYCKICH ( FINLANDIA, ESTONIA, ŁOTWA I LITWA ), PÓŁNOCNA GRANICA LITWY BĘDZIE STANOWIŁA GRANICĘ STREF WPŁYWÓW NIEMIEC I ZSRR. W ZWIĄZKU Z TYM INTERESY LITWY NA OBSZARZE WILNA SĄ UZNAWANE PRZEZ OBIE STRONY.

2. W RAZIE TERYTORIALNYCH I POLITYCZNYCH ZMIAN NA OBSZARACH NALEŻĄCYCH DO PAŃSTWA POLSKIEGO STREFY INTERESÓW NIEMIEC I ZSRR BĘDĄ ROZGRANICZONE W PRZYBLIŻENIU WZDŁUŻ LINII RZEK NARWI, WISŁY I SANU. ZAGADNIENIE, CZY INTERESY OBU STRON CZYNIĄ POŻĄDANYM UTRZYMANIE NIEPODLEGŁEGO PAŃSTWA POLSKIEGO I JAKIE MAJĄ BYĆ GRANICE TEGO PAŃSTWA, MOŻE BYĆ OSTATECZNIE ROZSTRZYGNIĘTE DOPIERO W TOKU DALSZYCH WYDARZEŃ POLITYCZNYCH. W KAŻDYM RAZIE OBA RZĄDY ROZWIĄŻĄ TĘ SPRAWĘ W DRODZE PRZYJAZNEGO OBOPÓLNEGO POROZUMIENIA.

3. JEŚLI CHODZI O EUROPĘ POŁUDNIOWO – WSCHODNIĄ TO STRONA SOWIECKA PODKREŚLA SWOJE ZAINTERESOWANIE BESARABIĄ. STRONA NIEMIECKA OŚWIADCZA, ŻE JEST CAŁKOWICIE NIEZAINTERESOWANA TYM OBSZAREM.

4. TEN PROTOKÓŁ BĘDZIE PRZEZ OBIE STRONY TRAKTOWANY JAKO ŚCIŚLE TAJNY.

MOSKWA, 23 SIERPNIA 1939 R.

 

Plan obrony zakładał prowadzenie walki w koalicji z Francją i Wielką Brytanią, które zobowiązały się przyjść Polsce z pomocą w ciągu piętnastu dni od rozpoczęcia agresji niemieckiej. Strona polska nie zweryfikowała jednak w jakim stopniu obietnice te były realne.

Tymczasem w razie nieudzielenia pomocy przez zachodnich sojuszników w konfrontacji ze zbudowaną przez nazistów potęgą Niemiec armia polska była skazana na przegraną.

Niemcy miały ponad dwukrotnie więcej wielkich jednostek wojskowych. Znaczną ich część stanowiły dywizje pancerne i zmotoryzowane, którym Polska mogła przeciwstawić tylko jedną w pełni samodzielną jednostkę tego typu.

Armia niemiecka miała pięciokrotną przewagę w czołgach i lotnictwie, ponad trzykrotną w artylerii, zdecydowanie przeważała nad nieliczną polska marynarką wojenną.

Ponadto błędem było przesunięcie mobilizacji powszechnej Wojska Polskiego z 29 na 30 sierpnia, co nastąpiło pod naciskiem zachodnich ambasadorów, starających się za wszelką cenę zapobiec wybuchowi wojny.

W efekcie zakończenie mobilizacji części jednostek WP odbywało się już pod bombami niemieckich samolotów.

Polska przystąpiła do wojny opuszczona przez sojuszników.

Radość szybko przerodziła się w gorzkie rozczarowanie, ponieważ alianci nie podjęli żadnej poważnej akcji wobec Niemców.

Wkrótce po ataku Niemiec na Polskę 1 września 1939 roku okazało się, że Anglia i Francja nie mają zamiaru dotrzymać podjętych zobowiązań o pomocy w razie obcej agresji.

Co więcej, alianci skazali Polskę na straty już na wiele miesięcy przed wybuchem wojny.

Kiedy 3 września 1939 roku radio podało, że Anglia i Francja przystąpiły do wojny z Niemcami, na polskich ulicach "tłum oszalał po prostu - ludzie krzyczeli bezładnie, ściskali się, rzucali się sobie na szyję" - wspominał Józef Małgorzewski, spiker Polskiego Radia.

Pod ambasadą brytyjską w Warszawie zgromadziły się tysiące osób. Śpiewano hymn Polski i wznoszono okrzyki "Niech żyje Anglia!".

Niestety ta radość szybko przerodziła się w gorzkie rozczarowanie, ponieważ alianci nie podjęli żadnej poważnej akcji wobec Niemców. Brytyjczycy zrzucili tylko ulotki na Berlin, Francuzów zaś sparaliżowało. Ostatecznie "na spotkaniu połączonych sztabów Francji i Wielkiej Brytanii 12 września 1939 roku postanowiono, że Polska nie dostanie wsparcia”.

Tak naprawdę ta decyzja wisiała w powietrzu już od dawna. Anglia i Francja - skoro nie chciały się angażować militarnie - mogły pomóc Polsce materialnie, ale nie zrobiły tego.

Nasi sojusznicy lawirowali w rozmowach prowadzonych już od kwietnia 1939 roku z przedstawicielami polskich władz tak, żeby nie sprzedać Polsce sprzętu wojennego ani nie udzielić kredytu na zakup broni.

Kiedy minister Józef Beck zapytał o możliwość wsparcia materialnego brytyjskiego ambasadora Howarda Kennarda, nie doczekał się odpowiedzi.

Do sprawy wrócił w maju ambasador RP w Londynie Edward Raczyński. Rozmawiał z brytyjskim ministrem spraw zagranicznych Halifaksem o możliwości pożyczenia Polsce 60 mln funtów.

Halifax udał zaskoczonego wysokością sumy, a tydzień później po kolejnych prośbach i pytaniach Brytyjczycy przyznali Polsce, swojemu sojusznikowi, symboliczne 5 mln funtów. (Wcześniej pożyczyli Rumunii 5,5 mln funtów, a Chinom 500 mln funtów). Nawet ambasada niemiecka w Londynie przewidywała, że Polacy uzyskają od Brytyjczyków kilkadziesiąt milionów.

Po udzielonej obietnicy Anglicy zwlekali i piętrzyli formalności w nieskończoność. Kiedy ostatecznie zgodzili się pożyczyć nie 5, a 8 mln funtów, ich warunki, m.in. żądanie reformy finansowej, były tak nierealne, że płk Adam Koc, który brał udział w negocjacjach, oburzony przerwał je i wrócił do Warszawy.

Polskie zmagania z Brytyjczykami obserwowali Niemcy i własnymi kanałami dyplomatycznymi starali się zniechęcać Anglię do pomagania Polsce. Hitler powiedział:

"Polska chciała dostać pożyczkę na zbrojenia. Anglia jednak udzieliła jej kredytu z zastrzeżeniem, że Polska zakupi sprzęt w Anglii, która nie jest w stanie go dostarczyć. Oznacza to, że tak naprawdę Anglia nie zamierza poprzeć Polski".

Jakby tego było mało, kiedy trwały przepychanki w Londynie, Polska zgodnie z wcześniejszą umową dostarczyła do Anglii 200 dział przeciwlotniczych, a do Bułgarii sprzedawała broń, żeby za to kupić wyposażenie dla wojska.

Rozmowy wznowiono 21 lipca 1939 roku. Uczestniczył w nich także ambasador RP w Paryżu Juliusz Łukasiewicz, gdyż Francuzi współpracowali z Anglikami w kwestii udzielania pożyczek.

Jeśli chodzi o Francję, to Polska miała z nią podpisany układ (którego ważność minęła w 1937 roku) na pożyczkę wysokości 2250 mln funtów. Wydawać by się mogło, iż skoro w czasie pokoju można było liczyć na taką sumę, to w momencie zagrożenia wojną można by było liczyć na więcej. Niestety.

Także w przypadku Francuzów Polacy musieli przebrnąć przez trudne i długie rokowania, zanim otrzymali obietnicę pożyczenia 600 mln franków. Nic w naszej sprawie nie wskórał ambasador Francji w Polsce Léon Noël, który apelował o pomoc Polsce.

Negocjacje finansowe w Londynie zakończyły się 2 sierpnia 1939 roku. Anglia przyznała Polsce nieco ponad 8 mln funtów, zaś Francja - 2,5 mln. Polska miała za to kupić w Anglii sprzęt wojskowy, ale było już za późno, żeby pieniądze można było wykorzystać.

Jeśli chodzi o pożyczkę gotówkową, to "otrzymaliśmy" ją w końcu w tydzień po rozpoczęciu wojny na stosunkowo nierealnych warunkach: oprocentowanie 5%, spłata w ciągu 16 lat począwszy od 1941 roku.

Sumy, których w końcu i tak nie otrzymaliśmy to 5,5 mln funtów z Londynu i 3,5 mln funtów z Paryża.

Premier Wielkiej Brytanii Arthur Neville Chamberlain 31 marca 1939 roku w Izbie Gmin złożył - jak się później okazało - puste oświadczenie: "Na wypadek jakichkolwiek działań wojennych mogących wyraźnie zagrozić niepodległości Polski (...) rząd Jego Królewskiej Mości będzie się czuł zobowiązany do udzielenia rządowi polskiemu natychmiastowego poparcia, będącego w jego mocy. (...) Rząd francuski upoważnił mnie do wyjaśnienia, że jego stanowisko (...) jest takie samo".

Wartość tych oświadczeń i obietnic trafnie ocenił Eugeniusz Lubomirski w rozmowie z Józefem Czapskim: "jeżeli przestaniemy być Anglikom użyteczni, to potrafią się wymigać ze wszystkich zaciągniętych wobec nas zobowiązań".

Wpływ biernej postawy Wielkiej Brytanii i Francji we wrześniu 1939 roku na dalszy rozwój działań wojennych w okresie II wojny światowej okazał się dla Polski dramatyczny.

Po konferencji monachijskiej (1938 r.), rządowi polskiemu została złożona propozycja zawarcia polsko - niemieckiego układu o nieagresji. Miał on być zawarty na 25 lat, a Hitler oczekiwał w zamian spełnienia przez Polskę kilku warunków:

 

- przyłączenia Wolnego Miasta Gdańska do Rzeszy,

 

- budowy eksterytorialnego połączenia kolejowego i samochodowego Rzeszy z Prusami Wschodnimi (miało on przebiegać przez ziemie polskie) oraz przystąpienia przez Polskę do paktu antykominternowskiego.

 

Pakt antykominternowski – układ podpisany 25 listopada 1936 roku w Berlinie, przez przedstawicieli rządów Niemiec i Japonii, w celu koordynowania działań przeciwko Międzynarodówce Komunistycznej - organizacji utworzonej w Moskwie w 1919 roku z zadaniem kierowania działalnością partii komunistycznych i podporządkowania ich partii radzieckiej.

Tajny protokół dołączony do układu zobowiązywał sygnatariuszy do zachowania neutralności, gdyby jedna ze stron znalazła się w stanie wojny z ZSRR.

6 listopada 1937 roku do paktu dołączyło Zjednoczone Królestwo Włoch, a później (do 1941 roku):

Królestwo Węgier, Mandżukuo, Państwo Hiszpańskie, Carstwo Bułgarii, Dania, Finlandia, Królestwo Rumunii, rządy Chorwacji, Słowacji oraz marionetkowy chiński rząd Wang Jingweia w Nankinie.

Pakt ten był podstawą późniejszych umów wojskowych zawieranych między Niemcami i Włochami (pakt stalowy z 1939 roku) oraz Japonią (pakt trzech z 1940 roku), których celem było uzyskanie światowej hegemonii i przeciwstawienie się państwom alianckim.

Wiadome było, że polskie władze nie zgodzą się na te warunki. Wobec tego Hitler zaczął przygotowywać się do wojny z Polską. Żądania niemieckie zaczęły się nasilać wraz z początkiem 1939 roku.

Kiedy w marcu 1939 roku Niemcy zajęli resztę Czechosłowacji - Polska została otoczona z trzech stron przez Trzecią Rzeszę.

28 IV 1939 roku Niemcy wypowiedziały podpisaną w 1932 r. niemiecko - polską deklarację o nieagresji.

Hitler dążył do całkowitego zniszczenia Polski i narodu polskiego, a także do uzyskania "przestrzeni życiowej" (Lebensraum) dla Niemców.

Rząd polski jednak zdecydowanie odrzucał żądania niemieckie - ich przyjęcie groziłoby bowiem utratą suwerenności przez Polskę.

Znamienna jest odpowiedź polskiego ministra spraw zagranicznych Józefa Becka z dnia 5 V 1939 roku:

"O co właściwie chodzi? Czy o swobodę niemieckiej ludności Gdańska, która nie jest niczym zagrożona, czy o sprawy prestiżowe - czy też o odepchnięcie Polski od Bałtyku, od którego Polska odepchnąć się nie da! (...) Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną (...) Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi ,narodów i państw, która jest bezcenna i tą rzeczą jest honor."

Jak wspomniałem, 23 VIII 1939 r. został zawarty w Moskwie pakt Ribbentrop - Mołotow, który w dodatkowej (tajnej) klauzuli, ustalał podział stref wpływów we wschodniej Europie przez Trzecią Rzeszę i Związek Radziecki.

Polityczno - militarna sytuacja Polski uległa pogorszeniu. Działania polskiej dyplomacji miały na celu pozyskać sojuszników na wypadek wojny z Niemcami.

25 VIII 1939 r. Polska podpisała z Wielką Brytanią układ o wzajemnej pomocy na wypadek wojny.

Zaskoczony Hitler planowaną początkowo na 26 VIII inwazję na Polskę przesunął na pierwszy dzień września 1939 r.

Hitler wiedział już, że nie powtórzy się konferencja monachijska. Okres dwudziestoletniego pokoju w Europie dobiegał końca.

Niemcy zaczęli koncentrować nad granicą z Polską liczne wojska - ok. 2 miliony żołnierzy, ponad 3 tys. czołgów i 3,5 tys. samolotów.

 

1 września 1939 roku o godzinie 4.45 rano Niemcy rozpoczęli realizację planu inwazji na Polskę - "Fall Weiss" ("biały plan") bez wypowiedzenia wojny.

Polska została zaatakowana z lądu, powietrza i morza. Plan niemieckiej inwazji na Polskę zakładał wojnę błyskawiczną (tzw. Blitzkrieg), w wyniku której nastąpi całkowite zniszczenie sił polskich.

3 IX 1939 r. wojna polsko - niemiecka przekształciła się w wojnę europejską. W tym właśnie dniu, zgodnie z wcześniejszymi umowami, Wielka Brytania i Francja wypowiedziały wojnę Trzeciej Rzeszy.

Już od 1 IX rozpoczęła się wymiana not dyplomatycznych, ale wobec nieustępliwości ze strony Niemiec w dniu 3 IX Wielka Brytania i Francja znalazły się w stanie wojny z Trzecią Rzeszą.

Jednak w ślad za tą deklaracja nie poczyniono żadnych działań i w efekcie pozostawiono Polskę samą sobie.

Zaistniała tzw. "dziwna wojna", czyli okres formalnej wojny między Francją i Wielką Brytanią a Trzecią Rzeszą, przy jednoczesnym braku działań wojennych.

Kres "dziwnej wojnie" położył atak niemiecki na Danię i Norwegię w kwietniu 1940 roku.

Działania wojenne na froncie zachodnim nie zostały podjęte, mimo że z Polski napływały dramatyczne apele o pomoc.

Sojusznicy Polski nie wywiązali się ze swych zobowiązań. Nie zrzucono ani jednej bomby na Trzecią Rzeszę. Nie podjęto żadnej ofensywy, mimo że najlepsze niemieckie oddziały walczyły w tym okresie na froncie polskim.

Bezczynność Francji i Wielkiej Brytanii skazały Polskę na klęskę. Już 7 IX na międzysojuszniczej konferencji położenie Polski uznano za beznadziejne, tymczasem Warszawa poddała się dopiero 28 IX, a działania zbrojne na ziemiach polskich toczyły się jeszcze w początkach października.

Bierność Wielkiej Brytanii i Francji we wrześniu 1939 roku była zaskakująca. Wydaje się, że rządy obu tych państw liczyły na to, że zdobycze wojenne na Wschodzie zaspokoją "apetyt" Hitlera.

Była to jednak nadzieja złudna. Warto przypomnieć, że taka bierna politykę względem Niemiec państwa Europy Zachodniej prowadziły przez cały okres dwudziestolecia wojennego.

Pozwoliły na łamanie postanowień traktatu wersalskiego i na uzbrojenie się przez Niemców. Szczytem polityki "obłaskawiania" Hitlera był traktat monachijski (1938 r.). Najpierw pozwolono, by Niemcy zwiększyły swój potencjał gospodarczy i militarny.

Następnie nie sprzeciwiano się ich ekspansji terytorialnej, a gdy wybuchła wojna zabrakło zdecydowanej postawy, która mogłaby ją zdusić w zarodku.

Brak działań ze strony Wielkiej Brytanii i Francji ułatwił ZSRR podjęcie decyzji o inwazji na Polskę w dniu 17 IX 1939 roku a także dał Hitlerowi czas na przygotowanie ofensywy na Belgię, Holandię, Francję i inne kraje europejskie.

Znamienne, iż w trakcie Procesu Norymberskiego niemiecki generał Alfred Jodl przyznał, że w 1939 roku Niemcy nie byłyby w stanie pokonać połączonych sił Wielkiej Brytanii, Francji i Polski. Stwierdził, że gdyby we wrześniu 1939 roku sojusznicy Polski zaatakowali Niemcy, to wojna by się szybko zakończyła i to na niekorzyść Niemiec.

Podsumowując można stwierdzić, że bierność Wielkiej Brytanii i Francji we wrześniu 1939 roku przyczyniła się do rozszerzenia konfliktu zbrojnego na szerszą skalę, nie tylko ogólnoeuropejskiego, ale i światowego (wojna w Afryce o kolonie).

We wczesnych godzinach rannych 1 września 1939 roku Niemcy zaatakowały Polskę, bez wypowiedzenia wojny na całej długości granicy.

Symbolicznym początkiem II wojny światowej stał się ostrzał polskiej składnicy transportowej Westerplatte w Gdańsku przez pancernik „Schleswig – Holstein”.

Żołnierze polscy pomimo ogromnej przewagi agresora, od początku wojny stawiali bohaterski opór. Na północy uderzenie niemieckich wojsk pancernych doprowadziło do rozbicia części Armii „Pomorze” w Borach Tucholskich oraz – pomimo początkowego sukcesu pod Mławą – Armii „Modlin”.

Znaczący sukces lokalny zanotowała natomiast na zachodnim odcinku frontu Wołyńska Brygada Kawalerii która 1 września w bitwie pod Mokrą zadała duże straty niemieckiej 4. Dywizji Pancernej.

Na południowym zachodzie w pierwszych dniach wojny Niemcy zmusili do odwrotu Armię „Kraków” zajmując Śląsk i przekroczyli Karpaty, przełamując słabą na tym odcinku obronę polską.

Po wycofaniu się ze Śląska regularnych oddziałów WP do walki z Niemcami przystąpiła miejscowa samoobrona. Stanowiąca prawdziwą „sól ziemi czarnej” złożona z dawnych powstańców śląskich i harcerzy broniła m.in. Katowic i Chorzowa.

Przełamanie przez Niemców obrony granic doprowadziło do odwrotu wojsk polskich na całym froncie.

Klęska Armii „Prusy” na kielecczyźnie za która w dużym stopniu odpowiadał lekceważący przeciwnika jej dowódca gen. Stefan Dąb - Biernacki przyspieszyła wycofanie się na linię obronną na Narwi, Wiśle i Sanie.

W tym czasie Warszawę opuściły władze cywilne, które udały się najpierw na wschód, a następnie południe kraju.

Za nimi wyjechał ze swoim sztabem naczelny wódz Edward Śmigły – Rydz, który z powodu źle funkcjonującej łączności stopniowo tracił realne możliwości dowodzenia wojskiem.

8 września niemieckie oddziały pancerne dotarły do Warszawy, jednak ich atak od strony Ochoty został odparty dzięki wielkiemu poświęceniu żołnierzy i wspierającej ich ludności cywilnej.

Sukcesy niemieckie umożliwiła zdecydowana przewaga we wszystkich rodzajach broni oraz zastosowanie taktyki „blitzkriegu”, czyli wojny błyskawicznej. Polegała ona na uderzeniach licznych jednostek pancernych w wybrane punkty, zwykle na styku armii polskich.

Oddziały polskie wobec groźby okrążenia zmuszane były do odwrotu, paraliżowanego często przez dominujące w powietrzu lotnictwo niemieckie. Gdy wojska polskie tocząc nieustanne walki odchodziły za Wisłę, Armia „Poznań” gen. Tadeusza Kutrzeby, wsparta przez część Armii „Pomorze” skoncentrowała swoje siły nad Bzurą.

9 września Polacy rozpoczęli tam największą bitwę kampanii, atakując z powodzeniem skrzydło wojsk niemieckich, które nacierały na Warszawę.

Zdobyto Łęczycę i Łowicz zadając Niemcom duże straty. Przeciwnik przerzucił jednak wojska z innych odcinków frontu i w drugiej dekadzie września, w zaciętych bojach, w których poległo trzech polskich generałów Mikołaj Bołtuć, Stanisław Grzmot – Skotnicki, Franciszek Wład – rozbił Armię gen. Kutrzeby.

Generał Franciszek Wład wraz ze swym sztabem i resztkami 58 Pułku Piechoty postanowił przebijać się przez Bzurę. 17 września jego oddział został zaatakowany ciężkim ogniem artylerii niemieckiej w lasach niedaleko Iłowa nad Bzurą. Generał został ciężko ranny w głowę i zmarł z ran. Przed śmiercią zdążył podyktować list do żony:

"Myślę o Tobie, Polsce się poświęcam. Chowaj naszego syna, na dzielnego Polaka. Spowiadałem się. Frank".

Tylko nieliczne oddziały WP. przebiły się do Warszawy.

„Warszawa będzie się bić” – rozkaz gen. Waleriana Czumy obrońcy Warszawy - oznaczał, „że Warszawa będzie broniona do ostatniego tchu. Obywatele stolicy winni od tej chwili poświęcić całą swoją energię, by ułatwić zadanie walczącemu wojsku.

Nikt nie powinien ruszać się z miejsca gdzie go obrona stolicy zastanie. Opuszczenie Warszawy w takiej chwili będzie uważane za tchórzostwo. Warszawa znalazła się na pierwszej linii obronnej i winna być dumna, że tak zaszczytny los jej przypadł”.

W izolacji od reszty kraju walczyli obrońcy polskiego Wybrzeża. Pierwszego dnia wojny Niemcy zaatakowali Pocztę Polską i polska składnicę tranzytową na Westerplatte w Gdańsku.

Zmobilizowani wcześniej pocztowcy bronili się cały dzień, poddali się dopiero po podpaleniu budynku przez napastników.

Załoga Westerplatte dowodzona przez mjr. Henryka Sucharskiego odparła pierwsze natarcia. Po stawieniu oporu Sucharski zgodnie z otrzymanymi wcześniej rozkazami, zamierzał skapitulować.

Wobec sprzeciwu oficerów, z kpt. Franciszkiem Dąbrowskim na czele załoga kontynuowała walkę.

Żołnierze polscy w heroicznym oporze wytrwali na Westerplatte do 7 września – atakowani z lądu – ostrzeliwani z morza przez pancernik „Schleswig – Holstein” i bombardowani przez lotnictwo.

W ciągu pierwszych dni wojny praktycznie wyeliminowano z walki polską marynarkę wojenną.

M.in. Luftwaffe zatopiło w porcie na Helu kontrtorpedowiec „Wicher” i największy polski okręt wojenny stawiacz min „Gryf”. Niemcy uderzyli również na jednostki WP broniące pod dowództwem płk. Stanisława Dąbka rejonu Gdyni. Po utracie największego polskiego portu Polacy bronili się na Oksywiu, spychani w zaciętych walkach w kierunku morza.

19 września Niemcy złamali opór, a płk. Stanisław Dąbek, nie chcąc się poddać, popełnił samobójstwo.

Odtąd ostatnim punktem obrony na Wybrzeżu pozostał półwysep Hel.

W czasie odwrotu oddziałów polskich na północy kraju ciężar powstrzymania Niemców nad Narwią wziął na siebie oddział kpt. Władysława Reginisa, który na czele około ośmiuset żołnierzy przez trzy dni bronił przed blisko 40 – tysięcznym niemieckim korpusem pancernym umocnionej bunkrami pozycji pod Wizną.

To znana historia heroicznego boju obrońców Wizny, po obronie 17 sierpnia 1920 roku Zadwórza przez Obrońców Lwowa w wojnie polsko – bolszewickiej, zwana również Polskimi Termopilami.

Zgodnie z rozkazem Adolfa Hitlera wojska niemieckie prowadziły wojnę bezwzględną, totalną, skierowana również przeciwko ludności cywilnej.

Lotnictwo niemieckie bombardowało nie tylko cele wojskowe i szlaki komunikacyjne, ale dokonywało również terrorystycznych ataków na miasta w których nie było obiektów militarnych, przemysłowych.

Ofiarami niemieckich lotników padali uchodźcy z terenów objętych działaniami wojennymi. W Wielkopolsce i na Śląsku zamordowano wielu wziętych do niewoli członków samoobrony, a w październiku 1939 roku stracono obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku.

W Bydgoszczy dokonano egzekucji ludności cywilnej, którą Niemcy tłumaczyli rzekomym mordem ( nazywanym przez ich propagandę „krwawą niedzielą”) dokonanym przez Polaków na mieszkających w mieście przedstawicieli mniejszości niemieckiej.

W rzeczywistości 3 września część Niemców z Bydgoszczy wystąpiła zbrojnie przeciw oddziałom WP wycofującym się z miasta. W rezultacie około trzystu osób – niektórzy schwytani z bronią w ręku – zostało rozstrzelanych.

Po zajęciu Bydgoszczy Niemcy zamordowali w odwecie nie mniej niż 1500 Polaków, w większości wybranych przypadkowych mężczyzn, zwykle wskazanych przez niemieckich sąsiadów.

Zbrodni na ludności cywilnej dokonano również m.in. w Częstochowie.

Przełamanie przez Niemców obrony granic doprowadziło do odwrotu wojsk polskich na całym froncie. Klęska Armii „Prusy” na kielecczyźnie za która w dużym stopniu odpowiadał lekceważący przeciwnika jej dowódca gen. Stefan Dąb - Biernacki przyspieszyła wycofanie się na linię obronną na Narwi, Wiśle i Sanie.

W tym czasie Warszawę opuściły władze cywilne, które udały się najpierw na wschód, a następnie południe kraju.

Tylko nieliczne oddziały WP. przebiły się do Warszawy.

 

AGRESJA SOWIECKA.

 

Wielka Brytania i Francja dopiero 3 września uznały, że nie istnieje możliwość pokojowego rozstrzygnięcia konfliktu i tego samego dnia wypowiedziały Niemcom wojnę. Wbrew wcześniejszym ustaleniom z władzami polskimi premierzy obydwu państw postanowili 12 września we francuskiej miejscowości Abbeville, że nie podejmą działań militarnych przeciwko III Rzeszy.

Rządu polskiego nie poinformowano o tej decyzji. Mimo, że Niemcy nie pozostawili na swojej zachodniej granicy poważniejszych sił, a wojska francuskie miały niemalże osiemdziesięciokrotna przewagę w czołgach, Francuzi przez następne miesiące prowadzili t.zw. dziwną wojnę ograniczając się do zrzucania ulotek i zajęciu kilu wsi na pograniczu. Sprawdziły się więc przewidywania Hitlera, że zachód pozostawi Polskę samą sobie.

W czasie gdy Wojsko Polskie prowadziło wojnę z Wehramachtem, 17 września 1939 roku wschodnia granicę Rzeczypospolitej na całej długości przekroczyła Armia Czerwona.

Władze Związku Sowieckiego złamały kilka porozumień zawartych z rządem polskim, przede wszystkim zaś układ o nieagresji z 1932 roku ( przedłużony w 1934 roku, mający obowiązywać do 1945 roku). Napaść na Polskę i pogwałcenie zawartych porozumień tłumaczyły rzekomym rozpadem państwa polskiego i dezintegracją jego władz.

Prezydent RP Ignacy Mościcki potępił w swoim orędziu te działania, nie zdecydował się jednak ogłosić stanu wojny między obydwoma państwami, co było poważnym błędem i utrudniło późniejsze działania polityczne władz polskich w stosunkach z aliantami zachodnimi i ZSRS.

Naczelny Wódz WP rozkazał wojskom polskim unikać walk z Armią Czerwoną i przebijać się do granicy węgierskiej i rumuńskiej. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia prezydent RP i rząd, a następnie naczelne dowództwo podjęli decyzję o ewakuacji do Rumunii. O ile w wypadku władz cywilnych było to uzasadnione dążeniem do utrzymania ciągłości prawnej państwa polskiego w celu kontynuowania walki na uchodźstwie, o tyle postępowanie Naczelnego Wodza marszałka Edwarda Śmigłego – Rydza porzucającego walczące wojska wzbudziło powszechny sprzeciw i oburzenie w społeczeństwie polskim.

Po przekroczeniu granicy zarówno władze cywilne, jak i wojskowe, pomimo wcześniejszej zgody na przepuszczenie ich na Zachód zostały internowane w Rumunii.

Walkę z Armią Czerwoną podjęły nieliczne stacjonujące na liczącej ponad 1300 km oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP). W następnych dniach prowadziły ją wycofujące się na zachód pułki KOP gen. Wilhelma Orlika –-Rückemanna stoczywszy m.in. zwycięski bój pod Szackiem.

Bitwa pod Szackiem – starcie podczas agresji ZSRS na Polskę, stoczone w dniach 28–30 września 1939 między 52. Dywizją Strzelecką Armii Czerwonej, a liczącą w tym czasie około 4000 żołnierzy grupą KOP generała Wilhelma Orlika-Rückemanna.

Szacka broniły dwie kompanie ze 112. Pułku Strzeleckiego wsparte plutonem CKM. 54. Dywizjon Przeciwpancerny prawdopodobnie wycofał się uprzednio z Szacka i zajął pozycję w połowie drogi z Szacka do miasta Mielniki.

Po stronie sowieckiej w walkach wziął udział między innymi 411. batalion pancerny, dowodzony przez kapitana Nieseniuka, który został całkowicie rozbity.

Walki o miejscowość rozpoczęli Sowieci 28 września, uprzedzając polski atak. Kilka czołgów 411. batalionu pancernego i samochody z piechotą ruszyły groblą koło jeziora Lucemierz na pozycje polskie, które znajdowały się na wschód i południowy wschód od wsi.

Teren był bardzo grząski. Oddziały KOP podpuściły wroga blisko i otworzyły ogień z działek ppanc. i karabinów maszynowych. W czasie tej walki zniszczono 8 czołgów T-26, które zablokowały wąską groblę. Z 411. batalionu pancernego uratowało się trzech rannych czołgistów.

Na wieść o rozbiciu 411 batalionu pancernego płk. Russijanow długo nie przysyłał posiłków oddziałom walczącym w rejonie Szacka. Następnie rozpoczął się polski atak na Szack. Wojska polskie poprowadził ppłk. Nikodem Sulik. Wieś została ostrzelana przez artylerię, a następnie doszło do szturmu i krwawej walki na bagnety. W południe została zdobyta.

Znalezione tu zaopatrzenie poprawiło sytuację wyczerpanych fizycznie i psychicznie polskich żołnierzy. Sowieci przeprowadzili kontratak, ale został on odparty ogniem broni maszynowej i artylerii.

Natomiast polska próba oskrzydlenia wojsk sowieckich nie udała się. 29 września oddziały polskie wycofały się w kierunku przeprawy przez Bug w Grabowie. Niestety samochody ciężarowe i kilka dział trzeba było zostawić. W walkach z sowietami zginęło lub zostało rannych 500 polskich żołnierzy.

KOP stracił też sporo amunicji, zwłaszcza artyleryjskiej i kilka ciężarówek. Straty wojsk radzieckich wyniosły: 81-82 zabitych i 184-185 rannych żołnierzy, zniszczonych 8-9 czołgów T-26 i 5 ciągników artyleryjskich T-20 Komsomolec.

Siemion Timoszenko przyznał się do straty 7 czołgów i kilku samochodów pancernych. Dowódca radzieckiej dywizji, pułkownik Iwan Russijanow został ciężko ranny w rękę odłamkiem pocisku artyleryjskiego].

Wilhelm Orlik-Rückemann urodził się 1 sierpnia 1894 we Lwowie w rodzinie polskiej o korzeniach żydowskich. W latach 1910-1911 organizował skautowy Oddział "Zarzewia" w I Gimnazjum Realnym we Lwowie, na tamtejszej politechnice rozpoczął w 1912 roku studia na wydziale budowy dróg i mostów. Studia te przerwała jednak I wojna światowa.

Był żonaty z Różą Fajans, która pochodziła ze znanej warszawskiej rodziny Fajansów, właścicieli m. in. "Żeglugi na Wiśle" i działaczy społeczności żydowskiej.

W sierpniu 1914 roku wstąpił do Legionów Polskich.

Był oficerem 6 Pułku Piechoty. W 1917 roku, po kryzysie przysięgowym, został wcielony do cesarskiej i królewskiej Armii. Służył w niej m.in. w 19 pułku strzelców. Ukończył też w 1918 roku szkołę oficerów rezerwy.

Przez trzy dni broniło się Grodno. Pod Kodziowcami nad Czarną Hańczą polscy ułani zadali duże straty sowieckiej broni pancernej. Do końca września Sowieci zajęli jednak wschodnie województwa Polski.

Na zdobytych terenach dokonywali zbrodni na wojskowych i cywilach, podobnie jak Niemcy.

I tak w Grodnie Sowieci rozstrzelali grupę wziętych do niewoli o0brońców miasta, w szpitalu w Mielnikach wymordowali żołnierzy i oficerów Korpusu Ochrony Pogranicza.

Napaść sowiecka dokonana 17 września 1939 roku zwana „ciosem w plecy” przesądziła ostatecznie o wyniku wojny z Niemcami. Mimo to wojska polskie skoncentrowane na Lubelszczyźnie podjęły decydujący bój, zamierzając przebić się w kierunku granicy węgierskiej.

Do największej trwającej dziesięć dni bitwy doszło pod Tomaszowem Lubelskim, gdzie armie „Kraków” i „Lublin” ostatecznie uległy w walce. Na południu kraju zacięte boje z Niemcami toczyły się w rejonie Lwowa. Szczególnym męstwem odznaczyły się oddziały dowodzone przez gen. Kazimierza Sosnkowskiego rozbite przez Niemców na przedpolach miasta „Semper Fidelis” – miasta "Zawsze Wiernego".

Lwów skutecznie broniący się przed Niemcami, 22 września poddał się Armii Czerwonej. Nadal walczyła Warszawa, gdzie symbolem trwania w oporze stał się prezydent miasta Stefan Starzyński.

W kampanii wrześniowej poległo blisko 70 tysięcy żołnierzy polskich, około 300 tysięcy dostało się do niewoli niemieckiej, około 250 tysięcy ( w tym ok. 20 tysięcy oficerów) – sowieckiej.

Polscy oficerowie wzięci przez Sowietów do niewoli zostali zamordowani w Katyniu przez NKWD.

 

Aleksander Szumański "Głos Polski" Toronto

 

Literatura, opracowania, źródła cytatów:

 

http://pl.wikisource.org/wiki/Przem%C3%B3wienie_J%C3%B3zefa_Becka_w_Sejm...

 

http://portalwiedzy.onet.pl/55178,,,,faszyzm,haslo.html

 

http://portalwiedzy.onet.pl/5283,,,,lebensraum,haslo.html

 

Ofiary w II wojnie światowej

 

- dr Lucyna Kulińska – wykłady,

 

- prof. Andrzej Nowak wykład „Solidarni 2010”,

 

- prof. Andrzej Nowak „Dziedzictwie roku 1920" -/"Nasz Dziennik" 13 - 15 sierpnia 2011/,

 

- prof. Lech Wyszczelski „Wojna o Kresy Wschodnie 1918 – 1920,

 

- prof. VHR. D’Abernon „Osiemnasta decydująca bitwa w dziejach świata pod Warszawą 1920 r." PWN Warszawa 1932 rok,

 

- Adam Dziurok

- Marek Gałęzowski

- Łukasz Kamiński

- Filip Musiał         - "Od Niepodległości do Niepodległości" Historia Polski 1918 - 1989

                                   IPN Warszawa 2011,

 

- Alan Bullock („Hitler i Stalin żywoty równoległe” PIW 1991) oraz („Hitler studium tyranii” Czytelnik 1969.

 

 

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.8 (głosów:3)