Rów, w którym płynie mętna rzeka

Obrazek użytkownika xiazeluka
Blog

Ostatnie dni przyniosły same pasmo sukcesów instytucji będących na utrzymaniu podatników.

Najpierw Pan Prezydent wyniósł cało głowę ze strzelaniny, zręcznie uchylając się od pocisków, które nie były skierowane w Jego kierunku nawet pośrednio. Następny wyczyn jest autorstwa ekspertów z IPN, którzy serią sprzecznych oświadczeń, mających znamiona luźnych spekulacji, podtrzymali ogień pod tematem znanym jako „spisek wymierzony w gen. Sikorskiego”. Na koniec heroiczną walkę o sens swojego istnienia podjął pewien funkcjonariusz Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, kwestionując pewne ustalenia Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego Państwowego Zakładu Higieny w Warszawie (im dłuższa nazwa, tym poważniej brzmi).

Ogólnie rzecz biorąc łowienie ryb w mętnej wodzie idzie jak po maśle. Wykluczające się wersje zapewniają ludowi nieustanne igrzyska, zaspokajając jakże naturalną potrzebę dostarczania emocji. Sensu w tym wszystkim nie ma za grosz, jednak czego się nie zrobi dla promocji własnej osoby lub macierzystej instytucji. Aby nie było, że potrafię się tylko czepiać, przyznam otwarcie, iż konsekwentna lojalność Pana Prezydenta mi imponuje: stoi murem przy kawalarzu nazywającym się tak samo jak mechanik czołgu Rudy 102 oraz również niezmiennie broni socjalizmu ze szczerą otwartością, zadając kłam niektórym swoim wyznawcom od lat uczenie dowodzącym, że komunistyczna retoryka to tylko takich pijarowski chwyt pod lewicową publiczkę. Ja tam zawsze twierdziłem, że Pan Prezydent jest zbyt prostolinijny, aby sięgać po podobne sztuczki, niegodne osoby tak nieposzlakowanie uczciwej – i, jak widać po ostatnich wetach, miałem rację. Dziękuję, Panie Prezydencie.

Instytut Pamięci Narodowej także jest na fali. Oto ekshumacja gen. Sikorskiego zakończyła się bez dwóch zdań zdecydowanym triumfem, pozwalającym zmętnić i tak już nieprzejrzysty zbiornik mniej lub bardziej przystojnych hipotez, teorii i sensacji z wyprzedaży. Szef krakowskiego instytutu radiologii prof. Andrzej Urbanik oświadczył zdecydowanie, iż „Wiemy już, co się stało, potrafimy odpowiedzieć na pytanie czy gen. Sikorski został zabity czy zginął w wypadku”, chociaż zachęcony do ostatecznego zakończenia swojej wypowiedzi konkretnym wnioskiem śmiałość utracił, odsyłając zainteresowanych na Berdyczów. Na razie wiadomo – też nie do końca, zawody wędkarskie wszak jeszcze się nie zakończyły – iż wersja konfabulatora Baliszewskiego nie miała ochoty się potwierdzić. W trumnie nie znaleziono, wbrew temu, co sugerował ów sensat, ani zwłok istoty z Roswell ani nawet truchła Ramzesa XIII, lecz zmumifikowane szczątki Sikorskiego. Prokurator IPN Ewa Koj ma własne akweny łowieckie, przeto opinii prof. Urbanika nie potwierdziła; wyznała jedynie, że „wpis w akcie zgonu dokonany przez Anglików nie zgada się z tym, co śledczy zobaczyli wczoraj po otwarciu trumny ze zwłokami generała”. Sytuacja obecna wygląda więc jak śledztwo w sprawie śmierci kogoś, kto wyskoczył z 10 pietra: najpierw koroner niedbale stwierdził, że osoba ta zginęła w wyniku uderzenia o beton, potem rzecz zbadano dokładniej i okazało się, że twardego lądowania doświadczył już denat, ponieważ podczas lotu pikującego doznał rozległego zawału serca. Kwestia „skoczył czy go wypchnięto” pozostaje wszelako otwarta, co z budzącą zachwyt przenikliwością rozpoznał parę dni temu prof. Roszkowski zauważając, że niezależnie od ustaleń ekshumacji i tak pozostanie otwarte pole do spekulacji. Czyli swobodny dostęp do mętnej wody dla kłusowników.

Jasnowidzenie prof. Roszkowskiego ma uzasadnienie w faktach. Oto Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego przygotował raport, z którego wynika, że Polacy stracili kontakt z czołówką europejskich alkoholików, plasując się dopiero w połowie stawki. Wczoraj w telewizorze wystąpił jakiś funkcjonariusz PARPy, którego nazwiska nie zapamiętałem (przepraszam zainteresowanego… ojej, ależ ja brzydko kłamię). Ów opłacany przez podatników funkcjonariusz zdezawuował raport… jak by to nazwać… konkurencji? No, w każdym razie podważył ustalenia NIZP dowodząc, że Polacy chleją nadal na umór, a jedynie przestali się do tego przyznawać. Skąd to wie – tego nie ujawnił, co jest w pełni zrozumiałe: meldunek NIZP godzi w sens istnienia PARPy, wymogiem chwili staje się uzasadnienie potrzeby istnienia pasożytującej na ciele budżetu antyalkoholowej huby. Innymi słowy – chodzi o obronę dostępu do łowiska w mętnej wódzie. To jest, naturalnie – wodzie.

Tak czy siak – nieumundurowani pracownicy Najjaśniejszej dostarczyli masom rozrywki na kilka najbliższych tygodni. Interes się kręci wyśmienicie, stan mętnej wody w Puławach przekroczył poziom ostrzegawczy już o 466 centymetrów, a przecież nie nadeszła jeszcze fala kulminacyjna.

Brak głosów