Czy polska prasa jest przychylna hydraulikom i brunetkom?

Obrazek użytkownika xiazeluka
Kraj

Uwaga! Jesteś w ukrytej kamerze! Nie tylko na ulicy, w tramwaju czy na lotnisku, lecz także publikując w prasie ogólnopolskiej. Tęczowi podglądacze śledzą, zapisują, analizują i algebraizują otrzymane wyniki.

Dwumiesięcznik Replika oraz portal Homiki.pl przeprowadził monitoring prasy polskiej. Cel: sprawdzenie jak często problematyka LGBTQ (chodzi prawdopodobnie o sprawy związane z dewiacjami seksualnymi, chociaż nazwa sugeruje jakiś silny narkotyk) pojawia się w wybranych tytułach, w jakim kontekście i przede wszystkim gdzie zboczeńcy mają sojuszników.

Zwrot monitoring nie bez powodu brzmi uczenie, homoreplikanci zadali sobie odrobinę trudu, aby wyniki ich śledztwa wyglądały nobliwie i uniwersytecko. No i prawda – już ze wstępu czytelnicy mogą wywieść następującą lekcję – gazety i miesięczniki czyta się nie po to, by być poinformowanym, lecz w celu nawiązania bliższych znajomości, zwanych z naukowym biglem sojusznikami. Oczywiście nie tylko o nową formułę serwisu randkowego w tym wszystkim chodzi, są i poważniejsze wyzwania.

Czy słuszne jest nazywanie GW prohomikową? Gazeta, jak przyznają sami podglądacze, pisze o środowiskach dewiacyjnych zwykle przyjaźnie – lecz to już nie wystarcza! Sama życzliwość i zrozumienie to za mało, a jeśli za mało, to ocieramy się o chomowopię… Jaka jest przyczyna tak surowej oceny przyjaciół z GW? Taka: piszą o nas raczej rzadko. A jak się jest czyimś przyjacielem, to nie wolno o tym milczeć! Cały świat i okolice powinien o tym wiedzieć. Wstydliwe ukrywanie swoich sympatii dowodzi skrywanej nietolerancji.

Der Dziennik także zaliczył żółtą kartkę – o sprawach lgbtq pisał tylko w kontekście wydarzeń kulturalnych i to w dodatku marginalnie. Od dyskwalifikacji gazeta uchroniła się użyciem w numerach wrześniowych słowa lesbijka.

Zarzut marginalności przypisano także Polsce The Times. Ci wywinęli się od klątwy chomowopii retrospektywą twórczości homoseksualnego malarza. Warto podkreślić sposób hierarchizowania rzeczywistości przez monitorzystów: artystę ocenia się przez perspektywę jego rozporka, a nie stworzonych przez niego dzieł: patrząc na Giocondę winniśmy ekscytować się plotkami o nienaturalnych skłonnościach autora malowidła, a nie samym malowidłem.

Rzeczpospolita ma przechlapane, chociaż o lgbtq pisze najczęściej. Ma przechlapane, ponieważ jest chomowopiczna i już. I nawet wiadomości z kręgu dewiacji niespotykane w innych tytułach konserwatywnego szmatławca nie ratują. Artykuły w Rzeczpospolitej dzielą się bowiem na neutralne, negatywne i obiektywne. Te ostatnie to takie, które o lgbtq nie piszą neutralnie lub negatywnie. Wniosek naukowy jest zatem oczywisty: dowodem obiektywizmu jest pisanie psalmów na cześć Biedronia i spółki.

Na monitoring „Naszego Dziennika“ szkoda było nam czasu – zawiadamiają bez żenady autorzy monitoringu. Szczerość jest ważniejsza od przestarzałych, niemodnych wymogów zachowania jednakowej miary dla wszystkich.

W zalewie fałszywych przyjaciół i zdeklarowanych wrogów jest wreszcie jakaś odmiana – Fakt, pismo zdecydowanie mniej homofobiczne (skrytykowało Jolę Rutowicz, która skrytykowała Tomasza Kacykowa). Uwagę zwraca gradacja stosowana przez homików-podglądaczy: prasa w Polsce dzieli się na chomowopiczną i mniej chomowopiczną. Niechomowopicznej nie ma, ponieważ żaden ogólnopolski tytuł nie jest w posiadaniu Kampanii Przeciw Tolerancji.

Super Express wyewoluował w rejony jawnie homofoniczne i to jest galimatias. Zarzuty wobec tego tabloidu padły pryncypialne, niestety raczej nieczytelne – nie sposób bowiem zrozumieć, co się monitorzystom nie podoba w cytowaniu wypowiedzi Kylie Minogue o jej lesbijskich marzeniach. Tak, to jest galimatias, tyle że nie w gazecie.

Newsweek ośmielił się pozostawić bez komentarza informację o najpopularniejszym polskim wyzwisku (pedał), miał jednak szczęście – uratował go Tomasz Jastrun, który w swych felietonach aż dwukrotnie wprowadził wątki gej-les. Skoro dwa razy to aż, to jeden raz byłby w sam raz, a zero zapewne znaczyłoby tylko (w stylu: tylko zero razy wspomniano o problematyce gej-les).

Przekrój dostał tylko lekkiego klapsa, no ale ten tytuł ma właściwego red.nacza. Litości nie było dla Wprost, który miał czelność wprowadzić do numeru konserwatywne treści w postaci wypowiedzi… Józefa Oleksego. Homomonitorzyści w związku z tym proponują redakcji Wprost wizytę w poradni antyhomofobicznej. Gdzie skierować odkrywców konserwatyzmu u (nieco nieświeżej) ikony lewicy? Trudno powiedzieć, argumentów za puszczaniem sześciolatków do szkół jest tyle samo, co przeciw…

Niewiele lepiej wypadł Przegląd, który przeoczył możliwość, że młodzi mężczyźni mogą być pedałami. To nieco ryzykowna ocena – monitorzyści z kolei sami przeoczyli, że pedałem można być w każdym wieku…

Na koniec prawdziwa gratka – jest jednak pismo różne od chomowopicznej i mniej chomofobicznej. Otóż pojawiła się trzecia kategoria: pismo delikatnie gej/les-friendly czyli Polityka. Jest to zasługą felietonów byłego partnera Anny Muchy oraz fragmentu książki o Waldorffie Jerzym. Polecamy!

Na koniec wyniki:

Nie ma pisma, które można określić jako nasze, a chomowopiczna Rzeczpospolita wygrała ranking słów-kluczy, używając 29 razy niepolskiego słowa gej. Jest to dowód zdiagnozowanej już niechęci do środowiska lbgtq, ponieważ słowo homofobia nie padło w tym samym czasie ani razu.

Zadziwiające, lecz po tym wszystkim znajdują się podpisy autorów.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Co oznacza Q w LGBTQ?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#13786