Marsz Niepodległości - wspomnienia faszysty

Obrazek użytkownika Jacek Derewienko
Kraj

Po każdym 11 listopada, a właściwie po każdym Marszu Niepodległości muszę przetrwać kaca jakiego doznaję po dawce jadu jaki sączą mi w uszy i oczy zakłamane media. Dlatego, mimo uczestnictwa nie popełniłem dotąd żadnego tekstu na ten temat. Nadrabiam zaległości, bo ten ostatni marsz zagęścił znaczenie tego wydarzenia.

Od szczegółu
W tym roku mocno się spóźniłem i marsz doganiałem. Zaszedłem go niejako od przodu, bo od strony Ujazdowskich. Dochodził do ambasady rosyjskiej, gdy otrzymałem telefon, że marsz został zdelegalizowany. Byłem wówczas jeszcze na wysokości ulicy Bagatela obok pomnika Piłsudskiego. Policyjne oddziały dokonywały tam przegrupowań. U wylotu Belwederskiej, na środku jezdni stanęły dwie armatki wodne na podwoziu wozów ciężarowych i skierowały sikawki w stronę marszu. Po dwu stronach pod parkanami ambasady i Belwederu w dwuszeregu ustawiły się oddziały prewencji. Nie wyglądało to ciekawie. Armatki w tej konfiguracji nie do rozpraszania demonstracji, ale do bezpośredniego ataku szykowano. Wyobraziłem sobie co się stanie jak uruchomią pompy. Tłum przygniatany wodą będzie próbował wydostać się z opresji bokiem, a tam już chłopcy w białych kaskach czekają. Można rejterować jeszcze ewentualnie przez płot na teren ambasady, lub do tyłu. Potem się dowiedziałem, że w tym czasie policja na wysokości głównej bramy ambasady wbiła się klinem w tłum i odcięła części czołowej pochodu drogę odwrotu.
Po jakichś 5 minutach armatki wycofano. Myślę, że to był decydujący moment w całym tym dniu. Nic gorszego na szerokich Ujazdowskich już się nie mogło wydarzyć. Ktoś był na tyle odpowiedzialny, by wstrzymać działanie.
Prowokacja to być miała, czy sabotaż?

Marszowe pożary
Po marszu wracałem spod Agrykoli przez Pl. Zbawiciela. Goła konstrukcja łukowej kratownicy mnie nie zaskoczyła, bo nigdy niespalonej nie widziałem. Młodzi z flagami fotografowali się pod łukiem. Pan policjant z uśmiechem zachęcał do robienia sobie zdjęć na podium. Zdziwiłem się – o co mu chodzi? Policjanci normalni, bez skorup na ciele. Młodzi podchodzili do nich, coś się pytali, rozmawiali. Potem z flagami szli w stronę centrum. Taka atmosfera pikniku, spaceru z biało -czerwonymi sztandarami. Poszedłem dalej w niewiedzy.
Marszowe pożary dotąd z samochodami wiązałem. Nieodmiennie też zdumienie budziły. Pierwsze zdziwienie dwa lata temu. Policyjne polonezy gdzieś na chodniku Waryńskiego albo Marszałkowskiej, stare rzęchy bez tablic rejestracyjnych. W jednym paliło się przednie siedzenie obok kierowcy. Taki smętny ogieniek sobie pykał. Trochę smrodu. Szedłem brzegiem, to zobaczyłem. Ci co szli w głębi nawet uwagi nie zwrócili. Ktoś interweniował u policjantów, by wyciągnęli gaśnice i ugasili, ale jakby nie rozumieli co się do nich mówi. Raczej sprawiali wrażenie opiekunów ognia, niż gaszących pożary.
Pożar wozu TVN, a raczej ogólna atmosfera tego wydarzenia też nie dała się łatwo zinterpretować. Ostatni odcinek marszu szedłem chodnikiem i nieoczekiwanie znalazłem się na mecie. Było zimno. Orkiestra dęta grała, trochę ludzi pod pomnikiem Dmowskiego. Uznałem, że to dobry moment by na chwilę wejść do baru „Na Rozdrożu”. Może gorąca herbatka, toaleta. Niestety wielu tak myślało. Tłok, ścisk. Zrezygnowałem. Wychodzę. Po prawej, 20 metrów ode mnie telewizyjny bus się buja. Banda w białych kominiarkach próbuje go przewrócić. Po chwili pojazd staje w płomieniach. Białokominiarkowcy odbiegają, siadają na murkach na placu po przeciwnej stronie jezdni. Nie sprawiają wrażenia podekscytowanych całą sytuacją. Raczej takich co to swoje zrobili. Kohorty ubranej w zbroje prewencji biegają oddziałami w te i we w te. Jakieś manewry. Jedni drugich jakby nie widzieli. Nad głowami śmigłowiec każe odejść posłom i kobietom w ciąży. Mnie to nie dotyczy, ale kierując się złotą myślą Koziołka Matołka uznaję, że ta zabawa nie jest zdrowa, więc się oddalam w stronę Koszykowej. Zabłąkana butelka przelatuje koło mego ucha. Czoło marszu dochodzi właśnie do Placu Na Rozdrożu.

Młodzi
Rok ubiegły. Znowu jestem gdzieś z przodu. Daleko nie zaszedłem. Stoję w tłumie na Rondzie Dmowskiego. Od czoła jakaś blokada. Stoimy, stoimy. Drogę zagradza policja. Czego zagradza!?. Każą się rozejść, ale nie ma jak. Marszałkowska od strony Andersa zablokowana policjantami w skorupach. Jerozolimskie zablokowane z obu stron. Przechodzę w Żurawią. Obserwuję negocjacje Winnickiego. Jakieś zamaskowane typy stoją z boku, rzucają petardami i racami gdzie popadnie. Napięcie rośnie, ale ludzie są spokojni. Z boku policjant z prewencji zdejmuje hełm. Sypią się blond włosy. Młoda dziewuszka, może dwadzieścia lat, drobina. Czy ta grupka policjantów naprzeciw 100 tysięcznego tłumu to wszystko same takie herosy? Na odstrzał ich wystawiono???
Młodzi budzą nadzieję, więc się ich na takich wydarzeniach wyczekuje nie tylko po stronie policji. Zdarzyło się na marszu w obronie wolnych mediów, że byłem młodością komplementowany przez starsze osoby. Jak się nie ma co się chce … A w tym roku szok. Idzie młodość. W straży marszu przejęci rolą, napinają mięśnie, powagę twarzy do misji swej ważnej dokładają. Na obrzeżach jakieś grupki w kurtkach kibicowskich, czasami w kominiarkach. Zdecydowanie mniej niż w latach ubiegłych, ale są. Dominuje młodzież licealna i studencka. Powyżej trzydziestki może jeden na dwudziestu. Sporo młodych, grzecznych, patriotycznych. Dotąd może tylko na jakiś marsz milczenia się wybrali. Trochę wystraszeni. Tyle wulgaryzmów, wrzasków. Kto wykorzysta ten potencjał będzie decydował o losie Polski.
Mimo wszystko brakło starszej generacji. Mniej zwarty, mniej dynamiczny przez to tegoroczny marsz. Dzieciak nie stworzy dzieciakowi poczucia słuszności działania.

Rozwiązanie marszu
Pamięć mnie może mylić, ale marsz zawsze był rozwiązywany. W tym roku też. Tak przynajmniej gadał do zebranych śmigłowiec policyjny. I że kobiety w ciąży, posłowie i senatorzy oraz dziennikarze mają sobie odejść. A reszta dla odmiany ma się rozejść. Najczęściej te 100 tysięcy ludzi słyszało ów komunikat idąc ulicami bez bocznych odgałęzień, np. na Belwederskiej. Ponownie przypadkiem też tak wyszło, więc trudno powiedzieć, czy marsz doszedł do końca, czy się rozszedł w kierunku Agrykoli.

No i jestem faszystą
W marszu biorą udział mieszkańcy Polski, którym z jakichś względów nie po drodze z prezydentem na przykład. I z orłem czekoladowym. Tacy wszech Polacy, a nie Wszech Polacy. W dobrej wierze tłumaczę więc na FB przerażonemu polskim faszyzmem Niemcowi, że nacjonalizm w Polsce mimo wszystko nie jest dominującą ideologią, a on mi na to odpisuje tak:
"@Jacek: Nie ma nacjonalismu w nadmiarze? Ja nie sledze polskich gazet na codzien, ale zawsze jak zagladam co widze to jest obrzydliwy nacjonalizm. Duma, flagi, hymny i inne gowno. A wiec nie dziele twojego zdania, ale jest to sprawa perskeptywy. W niemczech ktos kto publicznie mowi ze jest naprzyklad dumny byc niemcem moze sie tlumaczyc najpierw dwa tygodnie w mediach a potem ustapic ze swojego stanowiska... Ktos kto macha niemiecka flaga na ulicy jest odrazu pytany czy jest faszysta itd."
No to jestem faszystą co to truje się dymem świec na cmentarzu, z dziesiątkami tysięcy innych faszystów demoluje Warszawę jak pisze prasa w Niemczech, czy o zgrozo bardziej myśli o własnym kraju niż o efekcie cieplarnianym, co zarzucają mi Szwedzi. I jeszcze Rosjan muszę przeprosić.
Taka ocena z perspektywy sąsiadów w pełni zasadna. Niemcy zawsze dbali o Warszawę, Szwecja teraz modernizuje armię, by walczyć z degradacją atmosfery, a Rosjanie tacy wrażliwi …

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Świetny tekst i bardzo prawdziwy, mam identyczne odczucia ze swoich prób przejścia trasy pochodu - stale nie udanej, w tym roku także z oglądu TVN24 która na wszelkie sposoby próbowała przedstawic coś, czego nie było, ale nie pokazując blokady przy Bagateli, tylko dziwnie ludzie nie chcieli iśc dalej a policja od tyłu zamykała już swoje kordony w trzech liniach, a wszystko akurat na wysokosci ambasady. Przypomnijmy, że z okazji 17 wrzesnia bywały organizowane manifestacje przed ambasadą, palono nawet pochodnie ale takiego wrzasku medialnego ani ządań przeprosin nie było.

 

 

 

 

 

 Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#390449

'Można rejterować jeszcze ewentualnie przez płot na teren ambasady,...'

To wyjaśnia sprawę - wizualizacja strategi zaprzańców potrzebna .

Kto rządzi Polską ?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#390457

dzięki
pozdrawiam
tequila

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#390484