Bankowa lokata – zysk, czy strata?

Obrazek użytkownika Recenzent JM
Humor i satyra

Wydawało by się, że lokata bankowa zawsze przynosi jakiś zysk. Przecież szanowany w świecie ekonomii i chyba nie tylko, aktualny prezes Narodowego Banku Polskiego – Marek Belka nie podpinałby się z podatkiem swojego nazwiska do czegoś, co przynosi straty.

Ostatnio dowiedziałem się, że tak uważać, to tkwić w „mylnym błędzie”. Okazuje się, że świat ekonomii jest dużo bardziej skomplikowany i pokrętny niż by człowiek był gotów pomyśleć.
Jeszcze niedawno Ignacy Morawski - główny ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości dziwił się na łamach rp.pl, że Polacy nie oszczędzają, dając nam za przykład Niemców, którzy oddzieleni od nas Odrą, oraz dwoma przepaściami (cywilizacyjną i mentalnościową) postępują w tej sprawie zupełnie inaczej niż my. Gdy dotarło do mnie przesłanie głównego ekonomisty PBP zawstydziłem się, iż jako Polak nie oszczędzam i schowałem przed Niemcami do czasu, aż minie mi przynajmniej rumieniec wstydu. Postanowiłem sobie wtedy, że tak dalej być nie może. Od razu zaczynam oszczędzać, bo mam już dość tego świecenia oczyma przed przedstawicielami innych nacji. Okazuje się jednak, że z tym oszczędzaniem to nie jest taka prosta sprawa. Chciałoby się entuzjastycznie odpowiedzieć na apel autora, a tu nie ma z czego odłożyć. Znowu wstyd – więc na razie tylko udaję, że oszczędzam. Ale jestem dobrej myśli, bo jeszcze pamiętam, jak to się robi. Kiedyś, za rządów Kaczyńskiego już oszczędzałem i nawet nieźle mi szło. Później, po zmianie rządów - jako wykształcony z wielkiego miasta poczułem się też młody. Chwytając wiatr w żagle, przestałem bać się bogactwa oraz dobrobytu. A, że młodość wiąże się nierozerwalnie z lekkomyślnością i łatwowiernością, dałem plamę. Mówiąc krótko uwierzyłem Premierowi Tuskowi, że nie musi być tak, jak za rządów PiS-u i zainwestowałem w fundusze. Faktycznie – tak, jak zapowiadał Premier zrobiło się inaczej niż za rządów PiS-u i przestałem oszczędzać.
Rodzina ma jeszcze co jeść i gdzie mieszkać. Ale, aż strach się bać, co by było, gdyby wtedy dotarł do nas kryzys. Rząd Premiera Tuska działał, jak najlepiej potrafił, stworzył zieloną wyspę i bardzo sprawnie odgrodził nas od kryzysu morzem wylanej wody. A teraz słyszymy, że nadciąga następny kryzys, podobno jeszcze gorszy, bo w strefie euro i najbardziej boleśnie ma uderzyć właśnie w nas. My jeszcze waluty euro nie mamy, nie jesteśmy więc w tej strefie, gdzie jest kryzys. Ktoś nie obznajomiony z logiką ekonomii mógłby stwierdzić, że to dobrze i nawet się ucieszyć, że kryzys jest nie u nas. A tu niespodzianka – kryzys który jest tam, uderzy tu, bo to akurat tam jest oko kryzysowego cyklonu, a zasada jest taka, że to nas ma boleć. Czyli mimo tego, że mamy doskonały rząd i najlepszego ministra finansów w Europie – problemy będą zwłaszcza u nas. Gospodarka się zwija i mimo tego, że partie rządzące tworzą rodzinie i znajomym nowe miejsca pracy, to bezrobocie i tak drastycznie rośnie.
Świat jest jednak urządzony niesprawiedliwie. Niemcy, jak by nie grali, to prawie zawsze wygrywają, a z kolei gdziekolwiek by nie pojawił się kryzys to i tak zawsze jego skutki odczuwamy my. Ciężko żyć „tu i teraz”.
W każdym razie, jak by nie było, trochę oszczędności na czarną godzinę zawsze się przyda.
I choć jeszcze nie udało mi się niczego zaoszczędzić, to uznałem, że dobrze byłoby zorientować się na jaką lokatę odłożyć ewentualne, przyszłe oszczędności. Bo przecież nie do Amber Gold. Chociaż kto wie - może jeszcze depozyty przyjmują? Dobrze mieć rozeznanie, który bank proponuje lepsze lokaty, aby potem, gdy znienacka pojawi się wolna kasa, nie tracić czasu – w końcu każdy dzień to dodatkowe odsetki. Jak się chce być bogatym, to nie można głupio tracić czasu, wszak czas to pieniądz. Już nawet wiedziałem na co wydam zysk z lokaty.
I znalazłem artykuł pt. „Przeciętna lokata na 10 tys. zł przynosi zaledwie 5 zł zysku”, podpisany
„b.m., Expander” i zamieszczony również na portalu rp.pl. ekonomia24. Aż mnie zmroziło. Ja tu ostro szykuję się do oszczędzania, a z artykułu wychodzi, że się nie opłaca.
Zresztą sami przeczytajcie fragment artykułu:
„Lokaty bankowe przynoszą znacznie niższe zyski niż może nam się wydawać. Z wyliczeń Expandera wynika, że po uwzględnieniu podatku Belki i wzrostu cen, wpłacając 10 tys. zł na lokatę, po roku możemy uzyskać zaledwie 5 zł. Posiadacze najgorszych na rynku lokat tracą aż 319 zł rocznie”
Mając dane: oprocentowanie na poziomie 5% rocznie, wkład na lokacie 10 000 zł, 19% podatek Belki i 4% inflacji – te 5 złotych bez specjalnych trudności dawniej policzyłoby nawet dziecko z podstawówki. Dzisiaj spokojnie policzy to maturzysta, jeśli oczywiście na maturze zdawał matematykę. Ale te 319 zł. strat – do tego rzeczywiście trzeba analityków Expandera.
Na zysk byłem dobrze przygotowany, na stratę nie. Ponieważ artykuł zamieszczony na rp.pl nie dawał odpowiedzi na pytanie, co w takim razie należy zrobić - wszedłem więc na stronę Expandera, wierząc, że analitycy tej firmy na pewno mają jakiś sposób by nie tracić tych 319 zł. rocznie. I nie rozczarowałem się. Znalazłem artykuł pod tym samym tytułem, podpisany przez Jarosława Sadowskiego - Analityka firmy Expander, gdzie przedstawiono stosowne rozwiązanie. Żeby nie być gołosłownym przytoczę fragment tego artykułu:
„Niskie odsetki z lokat nie powinny być jednak powodem do powierzania swoich pieniędzy firmom parabankowym. Jeśli oczekujemy zysków wyższych niż na depozytach bankowych to musimy pogodzić się z tym, że nie jest to możliwe bez ryzyka. Nie musi ono być jednak wysokie. Jeśli nie chcemy ryzykować utraty części swoich oszczędności to możemy inwestować np. za pomocą produktów strukturyzowanych z gwarancją zwrotu kapitału.”
Produkty strukturyzowane, to rzeczywiście kapitalny pomysł. Oczywiście dla banków i grup finansowych. Grupą docelową tego produktu miały być pewnie lemingi, ale pomysł okazał się zbyt dobry, by ograniczyć go tylko dla tej grupy. Czyste złoto (dla naiwnych).
Jak to działa? Po prostu świetnie. Niewielka opłata manipulacyjna (ok. 1 – 2% wpłaconej kwoty) i zainwestowanie w produkt strukturalny na określony czas (nawet kilka lat). Po czasie trwania umowy otrzymuje się z reguły zwrot wpłaconej kwoty i wyliczony według odpowiedniego wzoru, opracowanego przez ekspertów ekonomicznych lub analityków bankowych, czy giełdowych, zysk (zwany czasem premią). Ile wynosi ten zysk?
Jak zapytacie o to doradcę finansowego, to wam pokaże wykres, lub tabele z których wynika, że za ostatnie trzy, lub cztery lata wyniósł on np. 48, 52 lub 63%. Średnio na takim rocznym poziomie, jak zyski obiecywane przez Amber Gold.
A jak wygląda rzeczywistość? Zwolennicy sportów ekstremalnych, którzy zainwestowali oszczędności w ten produkt, po upływie przewidzianego czasu dowiadują się, że niestety wskaźniki ekonomiczne, od których uzależniony był zysk, zmieniły się w niepożądanym kierunku i zysk obliczony wg wcześniej ustalonego wzoru wynosi 0 %. Ale, jak pisze analityk Expandera, „Jeśli oczekujemy zysków wyższych niż na depozytach bankowych to musimy pogodzić się z tym, że nie jest to możliwe bez ryzyka. Nie musi ono być jednak wysokie.” I nie jest, bo wpłacający odzyskuje wpłacone pieniądze. Na szczęście nie stracił, bo przezornie zainwestował w produkt strukturyzowany z gwarancją kapitału. Czy rzeczywiście nie stracił?
Przyjmując te same dane, które analitycy Expandera przyjęli do policzenia strat z najgorszej na rynku lokaty, wychodzi mi z obliczeń, że straty z tytułu nie wypłacenia premii od produktu strukturyzowanego wynoszą (przy zainwestowaniu 10 000 zł na rok) 405 zł + opłata manipulacyjna, czyli mogą być ok. dwukrotnie wyższe niż z najgorszej, znalezionej przez analityków Expandera lokaty. Ale inwestujący w produkt strukturyzowany dobrze się czuł przez kilka lat, żyjąc w przekonaniu, że na tym nieźle zarobi. Potem nauczył się, że jednak ryzyko istnieje. I ta adrenalina. Dobre samopoczucie przez tyle czasu, nauka, to podniecenie związane z ryzykiem i te wszystkie inne emocje – to musi kosztować.
Oczywiście opisane przeze mnie produkty strukturyzowane różnią się między sobą w pewnych elementach, takich, jak m. in. opłata manipulacyjna, wybrane wskaźniki ekonomiczne, wzór liczenia premii, długość trwania umowy itd.
I na koniec jeszcze jedno istotne pytanie. Czy nikt z inwestujących nie otrzymuje premii?
Myślę, że są tacy szczęściarze, którym się ta sztuka udaje. Są przecież i tacy, co wygrywają w totka. Zrozumcie – analitycy i specjaliści giełdowi to też tylko ludzie. Im także zdarza się pomylić i niewłaściwie określić trendy zmian w czasie dla wskaźników wprowadzonych do wzoru, z którego wylicza się należny zysk. Ale to jednak specjaliści i w tych sprawach mylą się raczej rzadko.
Jakby się nie obrócić - biednemu zawsze wiatr wieje w oczy. Prawdziwie bogaty nie ma problemu z tym, co zrobić z oszczędnościami. On kupuje sobie bank.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Jeśli inwestowac to w ziemię. Wiem , ze to niełatwe, ponieważ najlepiej posiadac gotówkę a z tym też nie łatwo.Czasem jednak zdarzają okazje.

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

#286517

Lokata to zero zysku lub niewielka strata ale za to spokój, z funduszami inwestycyjnymi a zwłaszcza z giełdą http://www.finansowka.info.pl/?p=15 to już inna sprawa. Zasadniczo czym większy potencjalny zysk tym większe ryzyko. Mając większą gotówkę warto zakupić mieszkanie i wynajmować ale to też ryzyko chyba że wynajmujemy jakiejś korporacji. Wielu wynajmujących ponosi straty wynajmując osobom prywatnym lub niewielkim (jednoosobowym) firmom. Błąd polega na tym, że nie sprawdzają ich zdolności kredytowej a przecież najem to kredyt. Sprawdzić dochody, rejestry długów i ryzyko kredytowe będzie niewielkie.  

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1570911