Czego Bronek się nie nauczył tego Bronisław nie zrozumie.

Obrazek użytkownika walter
Kraj

Czyli: jak zostać dobrym sędzią.

Wczoraj Bronisław Komorowski wręczył nominacje sędziowskie.
Oczywiście nawiązał do niezawisłości sędziowskiej. W trwałym trójpodziale władzy, i jej autonomii, widzi sedno demokracji. Władza sądownicza, i jej atrybut – niezawisłość, jest przecież fundamentem sprawiedliwości w nowożytnym, czytaj współczesnym, świecie.
Pewnie te wypowiedziane ogólniki, niczym bon mot, powinny odbić się jedynie bezrefleksyjnym echem od ścian sali pałacu. W kontekście „sprawy sędziego Tuleya” są jednak wyraźnym opowiedzeniem się „za”. Może te swoiste didaskalia pana sędziego Tuleya, powiązane raz na zawsze ze sprawą doktora G., z czasem stałyby się jedynie dowodem na dysocjacyjne zależności między przedmiotem sprawy, wyrokiem i jego uzasadnieniem. Może...
Stało się inaczej.
Za sprawą Cezarego Gmyza pomówienia o stalinowskie metody przenoszą spór na zupełnie inny poziom. Każdy, kto chce, wie już, że mama sędziego Tuleya to osoba, która czynnie współtworzyła PRL. Być milicjantem i współpracownikiem służb to niewątpliwe nie przypadek, ale świadomy wybór. No i zaczęło się... Wszyscy „Ci znani” - beneficjenci III RP podnieśli larum.
Jak można! Przecież dzieci nie ponoszą odpowiedzialności za czyny swych ojców - w tym przypadku matki!
Sędzia Tuleya jest zbyt młody by przypisywać mu niecne pobudki obrony starego systemu.

Tak, w obu przypadkach to prawda. Jest zbyt młody by czuć sentyment do utraconego socjalistycznego raju; żadne dziecko nie może ponosić odpowiedzialności za czyny swoich przodków. To też prawda.
Jest jednak coś o czym, wykształcony przez działających w podziemiu profesorów, Bronisław Komorowski pewnie nie wie. Jest coś z czego również i Cezary Gmyz niekoniecznie zdaje sobie sprawę. Obaj panowie wierzą w demokrację. Czy jednak wiedzą czym jest demokracja?
Dla pierwszego demokratyczna III RP to system który ma utrwalić pozycję jego i jego kolegów; ma umacniać ich władzę w imię demokracji rozumianej jako: władza tych co ją „już”, „teraz” mają.
Drugi (może dlatego, że nie ma władzy) wytyka słabości obecnej. Dobrze! Jak sam mówi: rolą dziennikarza nie jest moralizowanie, ale opisywanie rzeczywistości. No i opisał (a właściwie opisze w nowym tygodniku) rodzinne powiązania sędziego ze słusznie minionym okresem wypaczeń.
Byłem na spotkaniu z redaktorem Gmyzem. Mówił o, już trzecim, pokoleniu Bierutów w systemie. Zarówno nazwisko Tuleya jak i Bierut, są symbolami reprezentującym sposób konstrukcji władzy w Polsce. Trudno wyzwolić się od wdrukowanego sposobu postrzegania rzeczywistości, szczególnie gdy od kołyski aż po grób pozostajesz w kręgu tak samo myślących ludzi. To jest sedno myśli Gmyza. Ten sposób przekazywania władzy - z pokolenia ojców na pokolenie dzieci - właśnie wytyka.
Ale miało być o Bronku...
Bronisław Komorowski jest beneficjentem III RP. Temu nawet on sam nie zaprzeczy. Czy w związku z tym można mieć pretensje, że chwali, wzmacnia i dopieszcza obecny system?
Nie.
Zapewne, gdyby jakimś koszmarnym zbiegiem okoliczności, Bronisław Komorowski był I Sekretarzem KC PZPR, również chwaliłby i bronił swojej władzy. Jednak czy z tego co mówiłby wtedy i mówi jako Prezydent wynika coś więcej poza chęcią obrony status quo?
„Młody Bronek”, pewnie jak większość jego mentorów, nie nauczył się, że nie ma idealnych systemów sprawowania władzy. Każdy jest zły. Pewnie, w czasie długich politycznych odsiadek, powtarzano mu do znudzenia, że nikt nie wymyślił nic lepszego niż demokracja. Taka formuła usprawiedliwia wszystko. Nieważne, że większość pod władzą jedynie wirtualnej demokracji ledwo wiąże koniec z końcem. Nieważne, że państwowy system opieki zdrowotnej jest fikcją. Nieważne, że coraz więcej ludzi nie ma pracy. Nieważne, że nepotyzm i korupcja wciąż dobrze się mają. Nieważne...
Nie! - inaczej: to nie jest tak ważne, jak utrwalanie młodej, polskiej demokracji. Szczególnie, gdy to „My” pilnujemy by demokracji nic się nie stało...

koniec cz. 1

W tym całym zamieszaniu zarzuty Gmyza co do osoby sędziego Tuleya stają się niemal kalumniami. Właściwy sens ginie we wrzawie prawomyślnych, propagandowych tub.
Myśl Gmyza lepiej wyraża Andrzej Zybertowicz. Nawołuje On do mobilizacji i dokształcania nowych elit. Żeby nie było niedomówień, chodzi o kontrelity – grupy osób posiadające własny etos i zdolności do przenoszenia go na coraz szersze społeczne kręgi – stanowiące alternatywę dla obecnych.
„Młody Bronek” to symboliczna postawa typowa dla neofity. Dopuszczony do największych, jego zdaniem, tajemnic czy sekretów, niczym wierny pies nigdy nie ugryzie ręki, której tak wiele zawdzięcza - staje się bardziej papieski od Papieża.
Zarówno Bronisław Komorowski, Andrzej Zybertowicz jak i Cezary Gmyz wierzą w elity. Pierwszy odcina kupony od przynależności do niej. Drugi chciałby zastąpić obecne nowymi. Trzeci opisuje wady tych co są. Cała trójka wierzy też w demokrację i jej powtarzany wciąż kanon o skutecznym trójpodziale władzy. Właśnie wczoraj Bronisław Komorowski nawiązał do tej monteskiuszowskiej zasady. Nie mógł inaczej. Tak został nauczony. Nie sięga myślą dalej niż równowaga trzech ramion świeckiego trójkąta. Jednak równowaga i niezawisłość władzy to droga ku deprawacji, wynaturzeniom i utrwalaniu złych nawyków gdy zabraknie jednego elementu. Władza bez kontroli to tyrania.
Jeżeli w przypadku władzy ustawodawczej mamy namiastkę kontroli społecznej – wybory - to w przypadku sądownictwa nie istnieje ona wcale!
Władza bez kontroli to tyrania.
Sędziowie stanowią zamkniętą grupę zawodową o konstytucyjnych uprawnieniach. Jako jeden z filarów nowożytnej wizji władzy oświeconej ( pierwotnie wcale nie dotyczyła ona demokracji!), odizolowany jest od społeczeństwa. Niczym egipscy kapłani swoje prawo do bycia nietykalnym ( tak można opisać zasadę niezawisłości) wynosi z niejasnych przesłanek i chroni je niemal jak boskie przykazanie. Wczorajsza wypowiedź Bronisława Komorowskiego była potwierdzeniem tego przywileju. Zgoda, choć to nie wiele ma wspólnego z demokracją. Dla tych co skończyli swoją edukację na etapie demokracji jako systemu najlepszego z możliwych dopowiem, że nie jest to system skończony! Co oznacza, że to czym jest teraz wcale nim nie musi być.
Mój intelektualny mentor – Popper – sprowadzał istotę dobrze funkcjonującej demokracji do skutecznych mechanizmów odwoływania wszelkiej władzy. Dlaczego? Ponieważ nie ma ludzi doskonałych. Każdy jest ułomny. Szczególnie Ci, którzy podobni ćmom pchają się urzędów jak do światła. Demokracja nie jest danym raz na zawsze sposobem organizacji społeczeństw, narodów w struktury państwowe. Ten kto tak myśli jest ignorantem. To, że coś jest nie tak widać choćby na przykładzie sędziego Tuleya. Nie mam pretensji do jego osoby. Nie chcę przekonywać, że myli się gdy działania CBA za czasów PIS porównuje do stalinowskich metod. Mam wrażenie, że jest to postawa powszechna wśród przedstawicieli trzeciej władzy i prywatnie mają do tego prawo. Gorzej, gdy ten pogląd staje się urzędową wykładnią opisywania rzeczywistości w latach 2005-2007. Jeszcze gorzej, gdy poczynania następców, często naganne, usprawiedliwia się obawą przed powrotem agenta Tomka.
Profesor Strzembosz powiedział kiedyś, że system sadownictwa sam się zlustruje. Mylił się. Ciągłość pokoleniowa i mentalna osób tworzących współczesny wymiar sprawiedliwości sięga lat 40tych ubiegłego wieku. Niezawisłość jako dobro najwyższe nie gwarantuje już poczucia obiektywizmu (o sprawiedliwości nie mówię bo to jest ostatnia rzecz jakiej w sądach można oczekiwać). Dlatego nie dziwę się , gdy nie czujemy wspólnoty wartości z sędzią, który „od czapy” i ku uciesze wszystkich podobnie mu ukształtowanych, widzi w legalnych działaniach CBA stalinowskich oprawców. Czy może zaskakiwać reakcja społeczna na takie, wygłaszane z powagą władzy sądowniczej, oderwane od rzeczywistości uzasadnienie? Jak wyrazić swoje niezadowolenie, inne zdanie czy polemizować? Przecież nie dyskutuje się z wyrokiem sądu.
Niezawisłości trzeciej władzy trzeba bronić nie zapominając przy tym o jednej rzeczy.
Stara Pawlakowa, wręczając synowi granaty, mawiała, że sprawiedliwość musi być po naszej stronie. Jeżeli zadbamy o właściwą selekcję, stworzymy właściwy klucz doboru, nie będziemy musieli zabezpieczać swojej pozycji wiązką granatów. Jedyne o co musimy zadbać to absolutne poszanowanie nietykalności – niezawisłości - tak wykreowanej kasty kapłanów.
Czy o taką demokrację chodzi?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Kto zna rodowe nazwisko Bronka?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

krystyn

#323703