Kto Polakiem - - bez negocjacji

Obrazek użytkownika Krzysztof J. Wojtas
Blog

 Poprzedni tekst o zbliżonym tytule wywołał szeroki odzew, o czym świadczy spora ilość komentarzy.

I pozytywnych i negatywnych, co świadczy o istotnie ważnym problemie nurtującym wielu z nas, a często niezbyt dobrze sprecyzowanym pojęciowo.

Mogę też przypisać sobie (nie wiem na ile faktycznie), że wzbudził ten mój tekst, kilka notek innych autorów  - GG, SL, a może ta notka pobudzi jeszcze kogoś.

Pisałem już kiedyś, że z GG nie mamy wspólnego sposobu myślenia, co nie przeszkadza doceniać zalety pióra i używaną argumentację.

Nie miałem zamiaru pisać notki tyczącej tego samego tematu, ale właśnie ostatni wpis GG, a wcześniej dyskusja z bez kropki pobudziła mnie do aktywności.

W zasadzie chciałbym tylko zaznaczyć dwie kwestie. Jedna to polskość ludzi wyalienowanych. I druga - przyznawanie sie do polskości.

Pierwsza, opisywana przez GG, jest często spotykana i dosyć charakterystyczna. 

Podzielę się swymi obserwacjami i wnioskami natury psychologicznej. Te wynikają z podstaw moich zainteresowań tematem. To zaś miało miejsce blisko 30 lat temu i ma źródło rodzinne.

Otóż pod koniec lat 70-tych mój brat "pozostał" w Niemczech. I bardzo mnie zaczęło dotykać, kiedy w latach 80-tych wystąpiła z jego strony gwałtowna krytyka wszystkiego, co polskie.  Tu Solidarność, idee, walka z komunizmem, a tu szpila w d...Krytyka w czambuł.

To właśnie spowodowało moje zainteresowanie tematem. Pobudziło mnie do analiz różnych aspektów polskości i trzeba przyznać, że nie wszysto, co polskie, to takie wspaniałe.

W tej kwestii. Wydaje się, że wszyscy ci, którzy opuszczają, nawet tylko mentalnie, Polskę cierpią na syndrom zdrajcy.

Czyli starają się za wszelką cenę wykazać, że decyzje były głęboko uzasadnione względami etycznymi. Że wiążą się z odrzuceniem "kołtuna"  zacofanej i ksenofobicznej, a durnej polskości.

Jednocześnie ci ludzie w kontaktach z "obcymi" często będą bronili polskości wskazując cechy pozytywne. Taką postawą wykazywał się niejaki Igła na Tekstowisku.

I to jest uwaga odnosząca się do ostatniego tekstu GG.

Druga kwestia, odnosząca się do bez kropki - nawiązująca do Jej negatywnej oceny moich uwag, jest pytaniem:

co winno być warunkiem, aby móc przyznać się do polskości?

 

Bo moje wątpliwości są tego rodzaju: czy za Polaka można uznać kogoś, kto w Polsce się urodził i mówi po polsku?

Czy trzeba dodać znajomość historii i obyczajów?

Wystarczy?

Trzeba jeszcze stwierdzić, zadeklarować, że jest się Polakiem.

I już?

No jeszcze mieć kilka pokoleń przodków - Polaków. Coś jeszcze?

Bo mnie się wydaje, że oprócz tego wszystkiego konieczna jest wola stosowania zasad - obyczajów i praw, które wypracowali nasi przodkowie, a które my możemy jedynie nieznacznie modyfikować.

Dlatego z niesmakiem przyjmuję postawę roszczeniową niektórych osób, które z racji przekonań chcą sobie przyznać tytuł do polskości. Czy można sobie samemu taką przynależność przyznać? A jeśli tak, to pod jakimi warunkami?

Kończąc kieruję pytanie do bez kropki, ale też innych: nie ja mam prawo przyznawania "polskości", ale jeśli Pani (także inni) do tej polskości się przyznaje, to jakie warunki określiła Pani, aby uwiarygodnić swoje przekonanie?

Czy będą odpowiedzi?

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Nie jestem tak ważną osobą, by o mnie pisać:). Nie mniej, cieszę się, że drąży Pan temat. Podzielam bowiem Pańskie przekonanie, że pewne sprawy potrzebują tego, by o nich mówić, "odczarować", itp.
Odpowiadając na Pańskie pytanie ("co winno być warunkiem, aby móc przyznać się do polskości") poniżej przedstawiam swój punkt widzenia.
1. Znajomość historii, obyczajów (dodam, że jeszcze kultury i języka) - to warunek podstawowy, ale nie wystarczający. Bo np. polski język zna dajmy na to polonista w Tokio. Nie czyni go to jednak Polakiem. Więc co by go tym Polakiem czyniło? Ano przyjęcie tej histroii, obyczajów (też nie wszystkich, ale o tym dalej, jeśli tylko zdażę) ZA SWOJE.
Nie wystarczy "znać" trzeba się jeszcze utożsamiać. Nie rozwodzę się nad tym, bo to chyba oczywiste.
W tym miejscu płynnie przechodzimy do punktu 2:
2. Zadeklarowac się jako Polak. Ile warte są werbalne deklaracje, to już wystarczająco opisał i Pan i dyskutanci pod Pańską poprzednią notką. Ja bym "deklarację" zamieniła na "utożsamienie się z", "przyjęcie za swoje".
Tu dobrym przykładem będzie wspomniany przeze mnie Murzyn versus Wałęsa:). Murzyn chce tu być, przy czym dowodzi tego w najlepszy sposób: nauczył się polskiego, żonę traktuje po polsku, nie po "swojemu", dzieci nauczył polskiego hymnu, poznaje polską historię, żyje bieżącymi sprawami Polski, itp. No i nie słyszałam, by palnął coś w stylu "polskość to nienormalność". "Siedzi cicho" i się podporządkowuje panującym w Polsce zwyczajom. I jeszcze tamten Murzyn (nie znający wszak wszelkich niunasów naszych dziejów, w tym tych ostatnich), zanim by "wzmacniał lewą nogę", to by najpierw teścia zapytał czemu to ma służyć, czemu akurat lewą i po co wzmacniać. Uwaga: nie czynię z Murzyna polskiego patrioty, tylko pokazuję postawę - refleksja nad tym czego kraj potrzebuje, czy to co robię jest dobre dla (teraz już mojego) kraju. Dla mnie to kolejny ważny czynnik (potencjalnie "czyniący" danego człowieka Polakiem). - Świadoma praca na rzecz Polski, dla Jej dobra. Na każdym najmniejszym odcinku, na każdym dostępnym odcinku.
3 - Z tymi przodkami to nie do końca się zgadzam. Argumenty podawałam liczne. W skrócie to tak: Rosjanka wychowująca swoje mieszane dzieci na Polaków jest dla mnie Polką bardziej niż "mama Łukaszka" (że się posłużę idealnie wydestylowanym typem nakreślonym przez jednego z blogerów). Ona robi to świadomie i jej dzieci też są świadome swojej polskości. To nie jest narzucone (niechcianą w dodatku) tradycją, tylko świadomie i dobrowolnie wybrane. A wszak ta Rosjanka nie ma za sobą "kilku pokoleń przodków-Polaków", w przeciwieństwie do "mamy Łukaszka" (przepraszam Panie Marcinie, ale wykreowana przez Pana postać jest absolutnie doskonałym obrazkiem pewnych zjawisk). Ta Rosjanka świadomie i dobrowolnie wybrała polskość, jako coś wartościowego, coś, co warto kultywowoać (już ona ma swoje powody, by tak uważać... ot, studia porównawcze na pograniczu kultur, że tak deliaktnie to nazwę). W tym punkcie, jak sądzę, zgadzamy się, że nie zasługuje na miano Polaka ktoś, kto polskość deprecjonuje, wstydzi się jej, czy wręcz odrzuca. (Odwracając Pańską tezę o przodkach: kto będzie "bardziej" Polakiem: taż Rosjanka, czy niejaki hrabia, o pokoleniach walcząccyh tu i tam, fundujących kościoły i nie pomnę, co to jeszcze on przywoływał, a który starannie i z uporem Polskę pogrąża? Z grubej "ruły" walnęłam i nieco nie fair. To taka figura retoryczna miała być a nie dyskusja o wiadomej osobie.)
Owszem, taki Nullo to "brat", ale już Lipkowie to "polscy Tatarzy" - przy czym nie roztrząsam tu kwestii "pokoleń przodków", tylko chcę pokazać intencję - Nullo walczył o wolność a Lipkowie o Polskę jako taką.
ALe dość dywagacji: chcę powiedzieć tylko tyle, że "pokolenia przodków-Polaków" nie są wg mnie warunkiem niezbędnym do "stania się" Polakiem, choć oczywiście w każdym konkretnym przypadku warto i tę kwestię zbadać.
Sądzę, że całą dyskusję można zamknąć Pańskim stwierdzeniem "konieczna jest wola stosowania zasad - obyczajów i praw, które wypracowali nasi przodkowie, a które my możemy jedynie nieznacznie modyfikować" (przy czym dla Rosjanki to nie będą jej przodkowie, tylko dorobek pokoleń, które Polskę i polskość tworzyły a ona z tego dorobku czerpie, odwołuje się do niego, na nim buduje wychowanie swoich dzieci).
W innych słowach ujął to zresztą jeden z dyskutujących pod Pańską poprzednią notką.
O tych przodkach, to jeszcze z innego punktu: wyobraźmy sobie hipotetycznego Johna, urodzonego dajmy na to w Juesej, z rodziców Polaków, którzy jednakowoż wychowali go na Amerykanina. I nasz John nie mówi po polsku, Polskę zna z atlasu, itp. No, ale tych przodków ma, więc jakby tak dla hecy złożył podanie o przywróćenie mu obywatelstwa, to by je dostał. Poniekąd słusznie, ale czy do końca? Przecież ten John się ani trochę nie identyfikuje z Polską.

Odpowiadając na Pańskie ostatnie pytanie "jakie warunki określiła Pani, aby uwiarygodnić swoje przekonanie" o byciu Polką - ano powyższe. Wychowano mnie na Polkę. Moja matka była świadomą patriotką Polski, w przeciwieństwie do wielu moich prozdków ze strony ojca:) Tu się wykształciłam. Tu pracuję. W tym kraju i DLA tego kraju. Tu płacę podatki. Tu wieszam flagę. Biało-czerwoną. Z dumą. I nie obchodzi mnie, że innym tutejszym (Polakom??!) to się nie podoba (tak wisząca flaga, jak i fakt, że wieszam ją akurat ja). Jak ktoś będzie chciał tu wejśc w złych zamiarach, to zabiję. Nawet gdybym miała przy tym paść (bo tak mnie ta "ruska" wychowała n.b. ona parę razy odrzucała mniej lub bardziej "fantastyczne" propozycje zostania "kretem", co zresztą także miało dla niej swoje konsekwencje).
I jak mnie jakiś ueberPolak kiedyś pozbawi obywatelstwa (z racji na mniej niż inni przodków-Polaków)< to nie zmieni to faktu, że będę Polką, bo po prostu tak mnie ukształtowano a ja nie mam ochoty:) tego zmieniać. (Piszę o sobie bo tak łatwiej, wszelkie uogólniania zatrącają abstrackją, więc nie bardzo je lubię, acz zdaję sobie sprawę z ich konieczności, bo m.in. tego dotycyz dyskusja - ustaleniu OGÓLNYCH zasad "kto i kiedy staje się Polakiem).
To tyle, bo i tak za dużo wyszło (a zarzut gadulstwa już usłyszałam - hihi).
Zanim zaczniemy się kłócić o przodków;) podkreślam, że nie jest moim celem denerwowanie Pana.
A konkluzja cały czas jest dla mnie jedna: decyzującym kryterium (oprócz wszystkich pozostałych, które są ważne, lecz nie decydujące) jest to, czy ktoś jest szkodnikiem, czy nie.
Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#81039

Krzysztof J. Wojtas
Właśnie o takie rozważania, bez kropki i bez urazy (to świadoma gra słów, mi chodzi i chodziło.

A ta moja wyliczanka cech koniecznych - to miała w założeniu mieć nieco sarkastyczny podtekst; chyba mi się to nie udało, co oznacza, że nie jestem precyzyjny w słowach. To z kolei, że może nie jestem do końca Polakiem - bo Polacy powinni dobrze znać swój język itd.
(mam nadzieję, że tu wykazuję się stosownym sarkazmem - ale zdarzyło mi się, że właśnie od tej strony moja polskość została zakwestionowana).

Dlatego mam nadzieję na przyszłe mniej emocjonujące uwagi - przynajmniej w dyskusji. Nie znamy się osobiście, nie znam Pani historii rodzinnej, poglądów i zachowań. Zatem zawsze dyskusja tutaj może mieć charakter teoretyczny.

Opresyjność prawa. Ta kwestia winna być rozważana w świetle także uwag Pawła T.
Proszę zauważyć, że piszę pod własnym nazwiskiem, łatwo odnaleźć miejsce mojego zamieszkania wraz z mapką dojazdu. Po co to robię?
Bo to jedyna w moim przekonaniu droga do prezentacji i uwiarygodnienia własnych poglądów.
Z kolei. Czy dopiero czwarte pokolenie powinno mieć pełnię praw? Te kwestie są raczej kwestiami etycznymi. O tym pisałem. Jeśli wystąpi ktoś jako naturalizowany Polak, albo też jako obcy narodowo, bez ukrywania tego faktu, i zostanie wybrany na jakieś stanowisko - jest to w pełni dopuszczalne i zgodne z tradycją.
Wszak królami obierano "obcy" element.
Hipokryzją jest jedynie strojenie się w "narodowe piórka" bez spełnienia nawet podstawowych kryteriów.

I ta uwaga Pawła T. jest oczywista.

PS. Czy da się określić czym polskość jest?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Krzysztof J. Wojtas

#81063

W temacie postawionego przez Pana pytania "Czy da się określić, czym polskość jest":) - moje młode jakiś czas temu miało podobne zadanie w szkole. Ja (jako patologiczna matka) pomęczyłam latorośl - młode miało pogadać z ludźmi (zadzwonić do znajomego emigranta w Juesej, pogadać z władną babcią i jej znajomymi, itp). Młode walnęło teksta. Inne młode też przyniosły swoje wypracowania do szkoły. Pani zarządziła ich czytanie. I wie Pan co?:) Opinii było więcej niż dzieci w klasie:) a każda w zasadzie była słuszna:) (w tym sensie, że zawierała istotną myśl).
Podaruję Panu i czytelnikom streszczanie trzydziestu wypracowań:) Uprę się przy swoim - znacznie łatwiej jest określić czym polskość NIE jest: patrz kryterium pożyteczny versus szkodnik. Cała reszta (język, religia, i inne wymieniane wyżej) są warunkami potrzebnymi, ale nie "wyłączającymi" (uwaga na uproszczenia w tym miejscu).
No i zgadzamy się co do tego, co się tu już pare razy przewinęło: hiporkyzja - won. Jak ludzie zaczną mówić prawdę (tak, jestem Polką, tak, z matki-Rosjanki) to życie będzie prostsze.:)
A co do emocji - proszę sobie nie roboć fałszywych wyrzutów. W tekście nie widać np. wyrazu twarzy - stąd z drukowanych słów trudno czasem wyłuskać emocje - to przypadłość tego rodzaju komunikacji a nie niedostatków w znajomości ojczystego języka.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#81088

Skoro zadał Pan pytanie a teamt jest ważny, to czuję się w obowiązku go ze swej strony wyczerpać. Nasunęło mi się otóż tak w kwesitach formalnych (o nich także pisał Pan ostatnio): nie, nie podważam zasadności istnienia rozwiązań prawnych. Nie kontestuję zapisu w myśl którego dopiero moje wnuki będą uprawnione do uzyskania "kaluzuli tajności" (czy jak to się zwie). Nie neguję bowiem potrzeby posiadania (posiadania, bo już je posiadamy i wg mnie nie ma potrzeby ich zmieniać) kryteriów formalnych. Jednakowoż nie mogą one stać się instrumentem opresyjnym. Ma być prawo dla człeka a nie odwrotnie.
Tak więc: w pełni rozumiem, że dopiero wnuki mogą premierami zostać, acz nadal uważam, że czasem premier może mniej zasługiwać na zaufanie niż "przywłoka":) I tę świadomość powinni mieć także inni, tak to widzę.
Wg mnie prawo (te jego kawałki, które znam) w tym zakresie mamy dobre, więc nie ma po co go zmieniać. Ja osobiście proponowałabym prawo zostawić w spokoju a zająć się patrzeniem na ręce naszym rządzącym:) - to albowiem jest bardziej potrzebne krajowi.
Pozostaję z szacunkiem wobec Pańskiego (przeciwnego?) stanowiska, zaparta;) przy swoim.
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#81040

Proszę pani prawo opresyjne w Polsce jest tylko i wyłącznie takie wobec tzw. podobno wymierających polskich autochtonów zwanych jeszcze niekiedy przez innych obraźliwie Polakami, co zabawniejsze ci ludzie, którzy są ludzkimi kameleonami sami nie wiem z jakiej przyczyny sami siebie nazywają Polakami, ale o tym potem.

Nie może być tak w Polsce, że Polacy głosując na ludzi z różnych partii nie wiedzą tak naprawdę na kogo głosują. Nie wiedzą kto jest kim, co w swoim życiu ta osoba dokonała dla Polski, skąd pochodzi i kim byli jego ojcowie i dziadowie. Tak naprawdę większość ludzi z tzw. "polskiego" świecznika nie ujawnia swojego pochodzenia i związków rodzinnych. Dlatego właśnie jest w naszym społeczeństwie tak dużo tzw. teorii spiskowych w tym względzie.

Jeszcze jedna uwaga z mojej strony:

Mnie najbardziej irytuje następująca sprawa, iż wielu ludzi w Polsce tylko udaje Polaków moim zdaniem, nigdy mając ci ludzie mając władzę w Polsce nie wypowiadają się dobrze o Polsce w swoich oficjalnych przemówieniach, nic dla niej nie robią w tym temacie, aby chociażby mówić dobrze o naszej historii albo o naszej ukochanej Ojczyźnie, ale wszem i wobec mówią, że są Polakami, uczestniczą osobiście w polskich uroczystościach narodowych i kościelnych. To mnie w nich najbardziej irytuje, jednak całe swoje życie spędzają na niszczeniu Polski, natomiast gdy tylko opuszczają naszą Ojczyznę od razu zamieniają się za granicą w ludzi innych nacji, przybierają inna pozę i okazują swoje prawdziwe oblicze. To jest dla mnie niedopuszczalne, Polacy mają chyba prawo wiedzieć w Polsce na kogo głosują, dlaczego to prawo zostało im zabrane?

Dlaczego tego typu informacje są skrzętnie przez tych ludzi ukrywane przed społeczeństwem polskim?

I jeszcze kilka sprawa, która mnie nurtują.

Dlaczego obywatele Polski, którzy popełnili przestępstwa na terenie Polski w przeciągu ostatnich kilku dekad za swoje przestępstwa nie ponieśli żadnej kary?

Kto ich chroni?

Dlaczego ludzie ze świecznika w swoich domach nie mają polskich symboli narodowych, którym oficjalnie na pokaz oddają pokłon, ale w swoich domach mają zupełnie inne symbole religijne i narodowe, którym tak naprawdę na co dzień oddają cześć i pokłony? Dlaczego ci ludzie żyją w zamkniętych enklawach odgrodzeni od zwykłych Polaków murami, ogrodzeniami i to nie tymi mentalnymi tylko fizycznymi.? Czyżby bali się swojego narodu, czyżby czegoś się obawiali ze strony swoich "rodaków"?

p.s.

Ostatnio na TV Trwam oglądałem program o Krzyżu sprzed pałacu namiestnikowskiego w Warszawie i byłem przerażony niektórymi ludźmi zgromadzonymi tam w nocy, którzy chcieli wyrazić swój sprzeciw wobec ludzi, którzy się odważyli bronić tego Krzyża.

Okazuje się, że większość z nich to ateiści, że nie chodzą do kościoła, że nie wierzą w Boga ani w Jezusa, jednak ludzi wierzących chcą nauczać jak żyć i jak postępować oraz tego co jest związane z życiem publicznym a co nie jest, co jest w gestii Władz polskich a co nie jest, gdzie mają stać Krzyże a gdzie one mają nie stać.

Dziwi mnie tylko to, że w szkołach swoje dzieci posyłają na religię, że są posyłane do Komunii Świętej, że są chrzczone i bierzmowane, że większość Polaków bierze śluby kościelne oraz korzysta z ostatniej posługi w tychże Kościołach?

Czy my naprawdę jesteśmy aż tak zakłamani jako naród?

Czy naprawdę trzeba być głęboko wierzącym katolikiem, aby bronić symboli narodowych i aby kochać Polskę, i żeby zdawać sobie sprawę z tego, że ta walka jest nie tak naprawdę o ten Krzyż, ale o co więcej, o nas samych, o naszą tożsamość i naszą Ojczyznę?!

Dlaczego tak dużo Polaków przestało kochać swoją Ojczyznę, gdzie ci ludzie, którzy milionami witały Jana Pawła II, gdzie ci ludzie, którzy dwadzieścia kilka lat temu walczyli o Polskę z komunistycznym jarzmem?

Czy naprawdę w Polsce przeważają ludzie o skrajnie lewicujących poglądach, czy naprawdę w polskim społeczeństwie większość to chrześcijanie na niby, którzy swoje dzieci na religię i do Kościoła posyłają bo tak trzeba, bo tak wypada i dlatego, aby nie znaleźć się poza nawiasem? Tutaj mam na myśli przede wszystkim duże miasta w Polsce.

Osobiście nie rozumiem tych ludzi, którzy dla mnie są zakłamanymi oszustami, takimi kameleonami w ludzkiej skórze.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#81051

Pisząc o czynieniu z prawa narzędzia opresji odnosiłam się do niektórych poglądów Autora notki (takich, jak ja je subiektywnie odbieram, przy czym chodzi o dyskusję pod poprzednią notką). NIgdzie natomiast nie zawierałam stwierdzenia typu, że prawo jest opresyjne. Zechce Pan to uwzględnić w ew. dalszej dyskusji.

Na tytułowe pytanie niech Pan odpowie sobie sam. Ja tam nie chcę zawłaszczać;) dyskusji. Może inni się wypowiedzą?

A propos innych - o hipokryzji i o tym, jak jest obryzdliwa napisał już kto inny w obiecującym debiucie. Sądzę więc, że i ta sprawa nie umyka uwadze niepoprawnych.

O tym, czym jest krzyż w kulturze polskiej także na NP pisano, więc sądzę, że nie ma się co powtarzać. (Wzmiankuję o tym, bo problem krzyża to nie tylko kwestia wiary, to także pewne tradycje, które, osoba poczuwająca się do polskości powinna uszanować. I katolicyzm jest tu kwestią niejako wtórną.)

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#81052

http://spiritolibero.blog.interia.pl/

pytań, które powinny wisieć ciągle na każdej SG każdego blogowiska (i nie tylko).
To są pytania fundamentalne i bez jasnej na nie odpowiedzi nie ruszymy z miejsca. Jakoś tak się jednak dziwnie składa, że gdziekolwiek próbuje się drążyć np. kwestę pochodzenia zarządców RP to natychmiast zaczyna dziać się coś dziwnego.
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

SpiritoLibero

#81062

Wystarczy przeczytać Salon, Salon2 i mitologię świata bez klamek (Łysiaka) aby odkryć "korzenie" władców IIIRP.
Nie jest to żadna tajemnica, raczej świadomie przemilczany fragment większej "układanki".
Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#81134