CZY RZECZPOSPOLITA MOŻE SIĘ PODNIEŚĆ ? cz.II

Obrazek użytkownika Jadwiga_Chmielowska
Blog

Zachęcam do przeczytania drugiej części tekstu Janka Kowalskiego

CZY RZECZPOSPOLITA MOŻE SIĘ PODNIEŚĆ ?

(cz. II ) SPOWIEDŹ CZTERDZIESTOLATKA.

Nie jest ani mądrze, ani dobrze jeżeli świadomość narodowa żywi się fikcją, choćby najbardziej w założeniu swym szlachetną. Tylko prawda czyli rozpoznanie jaka jest nasza rzeczywista sytuacja, jakie zalety i jakie wady, i z czym tak naprawdę musimy się zmierzyć, może nas przybliżyć do upragnionego celu. Zacznijmy od celu.

Za komuny, gdy walczyliśmy z tym nieludzkim systemem wydawało się, że najważniejsze to obalenie komunizmu właśnie. I gdy tylko ten etap osiągniemy, wszystkie problemy znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. O młodzieńcza naiwności! Cóż mieliśmy po dwadzieścia lat, nie cierpieliśmy komuny i podobnie mówiliśmy jak to będziemy pięknie się zachowywać, gdy tylko będziemy mogli. W roku 1989 komuniści przekształcając się w postkomunistów i biznesmenów urządzili nam i naszym wyobrażeniom o sobie weryfikację wręcz okrutną. Okazało się, że nasze górnolotne przekonania pierzchły nagle w zetknięciu z rzeczywistością, w której zaczęliśmy żyć, zamiast jak do tej pory tylko o niej gadać.

Ponieważ tak naprawdę człowiek może poznać jedynie siebie, a mając 40 lat już trochę o sobie wiem, napiszę parę słów o sobie. Mój sprzeciw wobec komunizmu wynikał z bardzo prostej przyczyny - byłem i jestem prostym człowiekiem. Komunizm proponując podwójne zachowanie, podwójne mówienie i nawet podwójne myślenie, był dla mnie katorgą. Był to system wyrafinowany. Rzeczywistych wrogów bezlitośnie i bez rozgłosu niszczył. Ludzi tylko udających takowych dla większego poklasku społecznego i podwójnych korzyści - społecznych i państwowych, bezlitośnie demoralizował. Powiem wprost, ludzi zdemoralizowanych w szeregach opozycji było pełno. Znaleźli się oni po drugiej stronie barykady nie dlatego, że system komunistycznego zakłamania i zakazu tak im ciążył, ale dlatego że system komunistyczny był już systemem niewydolnym. Nie rozwijał się, ale upadał i z racji tej nie mógł zapewnić awansu i dostatku dla kolejnych dorastających roczników. Przestał też być tak represyjny jak za Bieruta, czy nawet Gomułki, dlatego liczba brylujących po salonach opozycyjnych mitomanów rosła w postępie geometrycznym. Nie bez przyczyny było, że komunizm naprodukował tej nic nie potrafiącej pożytecznego robić inteligencji bez liku. Modnie też stało się być opozycjonistą. A gdy ktoś rozsądnie się zakręcił, to i wyżyć się z tego dało.

Jak udawana była postawa wspólnego sprzeciwu, ja członek super niepodległościowej organizacji podziemnej poznałem w biedzie. Bieda polegała na rozbiciu naszej struktury przez SB. Udało mi się uciec, ale zostałem w jednym łatwo rozpoznawalnym ubraniu. Dla zmylenia esbeków poprosiłem o pomoc trzech kolegów, których ostrzegłem. Dostałem ... spodnie i kurtkę, żaden sklep z używaną odzieżą nie chciał by ich przyjąć. Ja je przyjąłem, podziękowałem i wyrzuciłem do kosza, jak już nikt nie widział. Nawet dziś, 20 lat później, przykro mi o tym wspominać. Nie chcąc się dalej rozwodzić, przypomnę jeszcze tylko jedno wydarzenie z życia mojego i organizacji, w jakiej działałem. Zostałem oskarżony o kradzież 200 dolarów przeznaczonych na zredagowanie kolejnego numeru naszego pisma. Zostałem oskarżony przez kierownictwo organizacji, stosownym oświadczeniem. Jedyny szkopuł w tym, że dwóch z pięciu członków tegoż kierownictwa numer ten złożony do druku ( i następnie wydany) widziało przed podpisaniem oświadczenia. Gdyby była wojna pewnie dostałbym wyrok, jak to kilkadziesiąt lat wcześniej przytrafiło się paru patriotom.

Nie napisałem tego co powyżej, żeby się wyżalić ale dla lepszego zrozumienia tematu. A temat jest niezmienny: czy Rzeczpospolita może się podnieść? W pierwszej części odpowiedziałem twierdząco, ale po tym co napisałem pewnie myślicie, że okrutnie sobie żartuję. Otóż nie. Jednak konstruując recepty uzdrowienia, nie można machnąć ręką na to co powyżej. Muszą być spełnione dwa warunki konieczne.

Po pierwsze, musi być jasno określony kształt państwa i struktury społecznej narodu jakie chcemy osiągnąć a raczej możemy osiągnąć, aby w jak największym stopniu mogły być realizowane w naszym codziennym życiu Przykazania Boże. I tu żeby od razu odrzucić zarzuty o brak realizmu: nie interesuje mnie współpraca z ludźmi chcącymi okradać, zabijać, cudzołożyć i poprzez fałszywe świadectwo szkodzić bliźnim - współobywatelom. Interesuje mnie jedynie współpraca z ludźmi, którzy nie tylko głoszą swoje zatroskanie interesem nas wszystkich, ale sami żyją zgodnie z Przykazaniami. Nie da się być prywatnie złodziejem, a publicznie troszczyć się o pieniądze wspólne. Analogiczne sprzeczności możemy dowolnie mnożyć. I to jeszcze wszyscy mam nadzieję rozumiemy. Jednak nawet osoby "prywatnie uczciwe" w momencie objęcia jakiejkolwiek funkcji publicznej natychmiast ulegają demoralizacji. Dzieje się tak ponieważ system społeczny jest zbudowany na wadliwych fundamentach. Założeniem budowniczych nie było szczęście i pomyślność całego zdrowego narodu, ale pomyślność własna - kurew, złodziejów, oszustów, szpiclów, faryzeuszy (właść.: podkreślić).

Musimy zatem rozwiązać poważny problem: jak osiągnąć pomyślność ogólnonarodową?

Aby odpowiedzieć poprawnie na tak postawione pytanie, musimy odpowiedzieć na pytanie jeszcze bardziej podstawowe: kto tworzy pomyślność ogólnonarodową? Czyje zatem interesy są najważniejsze? Zacznę od Adama i Ewy i wcale nie będzie to rozstrzyganie sporu co jest ważniejsze kura czy jajo. Sprawa jest oczywista. Najważniejszą grupą społeczną każdego narodu podobnej liczebności i żyjącego w podobnych warunkach geograficznych są producenci rolni i przemysłowi. Wszystkie pozostałe grupy zawodowe kręcą się wokół nich jak satelity. Na orbicie najbliższej znajdują się pozostali nieprodukcyjni przedsiębiorcy, mający związek z finansowaniem i dystrybucją wytworzonych dóbr. Na dalszych wszyscy świadczący usługi, lekarze, nauczyciele, księża. Nie chodzi tu o indywidualne wartościowanie. Jednak wszystkie relacje społeczne, o ile nie mają być zwichrowane na tej podstawowej prawdzie muszą się opierać. Jeżeli to jądro narodu będzie cierpieć i niedomagać, zawsze przekładać się to będzie na pozostałe grupy. Oprócz bowiem wysiłków podejmowanych przede wszystkim, a czasem wyłącznie, dla własnych korzyści, przedsiębiorcy dostarczają środków (finansowych) najszerszym grupom pracowników i konsumentów zarazem. Z kolei środki te wpływają na rozwój wszystkich innych dziedzin życia nie związanych bezpośrednio z utrzymaniem się przy życiu, zdobyciem byle jakiego pożywienia, ubrania i schronienia przed dzikimi zwierzętami. Dlatego też ogłaszane co jakiś czas pomysły na ulżenie jakiejś konkretnej, nieprodukcyjnej grupie społecznej, bez rozwiązania problemów grupy podstawowej nie mają ani szansy powodzenia, ani sensu.

Do rozwiązania przedstawionego powyżej problemu, osiągnięcia pomyślności ogólnonarodowej poprzez stworzenie najlepszych warunków dla najważniejszej części narodu, potrzebne jest powstanie jej politycznej reprezentacji. Jak rzecz cała powinna wyglądać napiszę następnym razem.

Jan Kowalski

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Powiedziałabym, że najpowszechniejszą i najbardziej podstawową grupą zapewniającą narodowi pomyślne trwanie jest rodzina. Zresztą traktowana równie "per noga" przez rząd jak roducenci rolni i przemysłowi
Pozdrawiam

Sigma

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#98287