Moja "Nocna Zmiana"

Obrazek użytkownika wojcicki
Historia

Image via Wikipedia

Rok 1992, 4 czerwca, trzecia rocznica słynnych wyborów, które miały zmieść PZPR i w ogóle komunistów i ich siepaczy. Z telewizora mówi do mnie dramatycznym głosem jeszcze premier Jan Olszewski, a ja nie bardzo rozumiem o czym on mówi, co mi chce zakomunikować? Widzę, że bardzo stara się trafić do mnie z jakimś przesłaniem, które on uważa za niezwykle ważne dla Polski.
Trochę denerwuje mnie powolny tok jego wypowiedzi, chyba nie mam w sobie dość cierpliwości, a by skupić się na słowach. Wiem, że złożony został wniosek o odwołanie go z funkcji Prezesa Rady Ministrów. Najbardziej mnie dzisiaj dziwi, że wtedy nie zakodowało mi się skojarzenie z grozą tzw. listy Macierewicza, wykazu agentów Służby Bezpieczeństwa PRL, sporządzonego na polecenie Sejmu III Rzeczypospolitej.
To znaczy kojarzę te fakty, ale tak jakby miękko. Myślę sobie, że chłopaki sie pokłócili, bo jedni uważali, iż trzeba ostro, a inni sądzili, że należy łagodnie. Miałem też poczucie, że nagła erupcja informacji o agentach w najwyższych władzach może spowodować chaos. Jakże ja mało wtedy wiedziałem.
Pamiętam cholerycznie czerwoną twarz wzburzonego Jacka Kuronia, który wściekły nie pozostawiał suchej nitki na burzycielach porządku w Rzeczypospolitej. Następnego dnia, już po odwołaniu rządu Jana Olszewskiego - nader spokojny i zadowolony mówił w TV o zwycięstwie na ludźmi ogarniętymi nienawiścią. Zdziwiło mnie jedynie, że mówił tak o misiowato spokojnym byłym premierze, o którym nigdy wcześniej ani Kuroń ani nikt z jego przyjaciół w ten sposób się nie wyrażał.
Właściwie nie byłem zbyt podekscytowany tą całą sytuacją. Nie wiedziałem, dlaczego oni się tak okropnie denerwują - przecież wiadomo, że trzeba agentów zlustrować, zdemaskować tajnych współpracowników, ale spokojnie według jakichś reguł. Byłem przekonany, że to jest tak oczywiste, iż wszyscy moi bohaterowie antykomunistycznego podziemia podzielają ten pogląd i dążą do tego celu, tylko pragną to zrobić w sposób cywilizowany, czyli chcą dobrze. Nie widziałem więc powodu do nerwowego niepokoju. Powtórzę - jakże mało wtedy wiedziałem, co się wokół mnie dzieje.
Po latach, kiedy już posiadałem wiedzę na temat tamtego okresu i późniejszych perypetii postulatów lustracyjnych - obejrzałem film “Nocna zmiana” i pomimo nabytej wiedzy szarpnęło mną ostro. Poznałem atmosferę i scenę nocnej narady Lecha Wałęsy z wybranymi politykami i jego “Nie wiecie nawet jak oni się w tym daleko posunęli. (…) Jutro nie można ich wpuścić do gabinetów”.
Teraz to dopiero brzmi bardzo groźnie, ale i zrozumiale. No i jeszcze ten Stefan Niesiołowski żarliwie broniący sejmowej uchwały lustracyjnej. A dziś - co za degrengolada. Smutne to.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

I tylko szkoda tych 20 lat,tego ciagłego "zimowania" w postkomunie.

pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#16805

Serdecznie gratuluję Panu tego wyjątkowo uczciwego i wnikliwego tekstu, ilustrującego jak łatwo było większość z nas - nie mających bezpośredniego dostępu do informacji - zmanipulować co do istoty wydarzeń w dniu 4 czerwca 1992 r.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Trzeba przywrócić ducha miłości wszystkim normom prawnym". /Kardynał Stefan Wyszyński/

#16841

Najdziwniejsze jest to, że Polacy mieszkający poza Polską, emigranci, wiedzieli od razu, że jest to gabinetowy zamach stanu przeprowadzony przez Wałęsę, Tuska, Moczulskiego, Pawlaka i wielu innych bandziorów politycznych. Polacy w kraju nie zdawali sobie wogóle sprawy co się stało i kto i dlaczego zrobił ten zamach.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

#16980

Nawet tego nie wiedziałem, zupełnie nie dostrzegłem, że nasi Rodacy z emigracji wiedzieli i interpretowali to jako zamach. Nie dotarły do mnie takie informacje, a szkoda. Może bym prędzej poznał rzeczywistość.

Piotr W.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#17628