Alina Cała i ja - w akcji

Obrazek użytkownika wojcicki
Historia

To było dziesięciolecie Marca'68 czyli jak łatwo obliczyć miało to miejsce w marcu 1978 r. Nie mieliśmy jeszcze trzydziestki, za to w głowach i sercach tkwiła pamięć pierwszego dorosłego doświadczenia politycznego, studenckie Wypadki Marcowe.

Nie pamiętam, czy wiedziałem jakie były w wymiarze szczegółowym
doświadczenia mojej koleżanki z Instytutu
Historii Polskiej Akademii
Nauk. Natomiast
ja pamiętałem doskonale mur niechęci i zbywania mnie przez funkcyjnych
pracowników nader upartyjnionej Szkoły Głównej Planowania i Statystyki,
którzy byli głusi na moje prośby o egzaminacyjne sprawdzenie moich
umiejętności. Pamiętam też te śliskie pół-uśmiechy uciekających przed
rozmową ze mną urzędników. Wyleciałem więc pierwszy raz z uczelni, a
dopiero po roku dowiedziałem się kanałami zaprzyjaźnionymi, że
potraktowano mnie jako Żyda, spokrewnionego z jednym z prominentnych
komunistycznych dziennikarzy o tym samym nazwisku. Dziwiono się, że
jeszcze mój Ojciec pracuje, a my w ogóle tu jesteśmy.
Miałem więc marcowych siepaczy w żołądku oraz zyskałem dotkliwe
ostrzeżenie przed antysemityzmem na całą moją prywatną przyszłość.
Instytut Historii PAN zorganizował skromną i zupełnie nie
promowaną naukową konferencję wewnętrzną na temat wydarzeń sprzed 10
lat. Przybyli tylko nieliczni, a więc zajęliśmy niewielką salę z
efektownym okrągłym stołem przy którym wszyscy się zmieścili.
Wysiadłem z autobusu pod kościołem św. Anny na Krakowskim
Przedmieściu i natknąłem się na Alinę Całą. Drogę na Rynek Starego
Miasta do Kamienicy Książąt Mazowieckich przebyliśmy razem, rozmawiając
o czekającym nas wydarzeniu.
Alina wyznała, że bulwersuje ją fakt, iż kilku pracowników
naukowych Instytutu, którzy odznaczyli się paskudną gorliwością w
wywalaniu swoich kolegów z pracy i demaskowaniem ich pochodzenia oraz
specjalną dyspozycyjnością wobec reżymu funkcjonuje sobie w najlepsze w
poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, korzystając z ochrony władzy.
I że to jest koszmar nie do przyjęcia, i że należy o tym głośno
powiedzieć na forum konferencji. Całkowicie się z tym zgodziłem, padły
nazwiska antypatycznych sług systemu. Nie miałem jakichkolwiek
zastrzeżeń do opinii formułowanych przez Alinę, osobę sprawnie i
logicznie uzasadniającą swoje sądy. Poparłem ją z całym przekonaniem.
Kiedy Alina Cała zaczęła mówić, w gronie prowadzących zebranie
zaczęło coś syczeć i się skręcać. Niektórzy zaczęli się nerwowo oglądać
na boki i kręcić na wygodnych przecież krzesłach. Słowa jej brzmiały
zdecydowanie i nie pozostawiały wątpliwości, co miała na myśli,
wymieniając i opisując zachowanie pro-reżymowych uczonych.
Dobrze mówiła. Zaproponowała uchwałę, którą konferencja powinna przyjąć i uważam, że
postąpiła jak najbardziej słusznie i odważnie (przypominam, że był
koniec lat 70-tych). Zarządzono głosowanie - tylko my dwoje
podnieśliśmy ręce za jej uchwaleniem. Byłem przerażony obojętnością
zebranych, nie rozumiałem aż tak wielkiego strachu przed komunistyczną
władzą i nie mogłem tego zaakceptować.
Zniesmaczeni reakcją naukowców i pełni dla nich politowania wracaliśmy przez Plac Zamkowy w kierunku przystanków autobusowych.

Potem w ciągu wielu lat dość rzadko, ale jednak spotykaliśmy się
w przelocie na jakichś większych "spędach" (ostatnio około 2 lat temu w
lokalu Stowarzyszenia Wolnego Słowa). Zawsze z uśmiechem mówiliśmy sobie
cześć.
Nie wiem, czy Alina pamiętała naszą obecność na wspomnianej
konferencji, ale ja miałem to wydarzenie zawsze w dobrej pamięci.
Wiemy przecież - tak mi się wydawało - oboje, że nie można mówić, że
wszyscy Żydzi są tacy, czy owacy, że robili to czy tamto. Bo
nie wszyscy - tyle, tylko tyle i aż tyle. Jestem przekonany, że dotyczy
to ludzi wszystkich narodowości i wyznań. I że to oznacza m. in.
tolerancję, i że to nas łączy.
A Ty mówisz teraz i powtarzasz, że
wszyscy Polacy zawinili śmierci 3 milionów żydowskich współobywateli. Wygłaszasz jawnie rasistowską opinię publicznie w biały dzień?
Alinko, o co chodzi, co się stało w Twojej głowie i sercu?
Krzywdzisz ludzi, wyznających równouprawnienie narodów w sposób
bezwzględny. Stajesz w szeregu siewców nienawiści, stajesz pośród tych, którzy
nadal chcą skłócić obywateli jednego Państwa, mieszkańców jednego
Świata?

No, jasny gwint. Dziewczyno, co Ty... ?

Alinko, mam nadzieję, że przy najbliższym - jak zwykle -
przypadkowym spotkaniu wytłumaczysz mi to z ręką na sercu, patrząc prosto w oczy. Bo jestem,
psiakrew, wściekły i - co gorsze - zdezorientowany.

 

PS. Pod wpisem na "Piotr Wójcicki - Długa rozmowa" dałem jakieś marcowe pliki PDF, które można ściągnąć i mieć.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

"Nie pamiętam, czy wiedziałem jakie były w wymiarze szczegółowym doświadczenia mojej koleżanki z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk."

Piotrze A.Cała (l.56) przeżyła tzw. wypadki marcowe jako uczennica 8 klasy szkoły podstawowej albo (jeśli poszła wcześniej o rok do szkoły) w 1. klasie liceum.  Osobiście nie mogła zatem doświadczyć szykan. 

Mogła oglądać tow. Wiesława i wiece aktywu w odbiorniku TV Neptun lub Belweder. 

Mogła jakaś koleżanka wyjechać, rodzic mógł przestać pełnić funkcję w egzekutywie komitetu dzielnicowego albo w redakcji Nowych Dróg - tak sobie myślę o tej traumie.

Żeby było jasne - wiem bardzo dobrze, że ludzie byli wtedy bici i poniżani - najczęściej za uczestnictwo, nie za pochodzenie.

A na marginesie: w owych czasach takie zachowanie ludzi na konferencjach nie było niczym wyjątkowym.

Ledwie dwa lata wcześniej partia wskazała innych wrogów - warchołów i też przez kraj cały przelały się wiece, przemowy, rezolucje, głosy potępienia. Wówczas, w 1976, niektórzy mogli już obejrzeć to na ekranach kolorowych Rubinów.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#22202

/Cytat /W 1967 wybucha wojna sześciodniowa, w której Izrael zajmuje półwysep Synaj, Gazę i Wzgórza Golan.
Konieczna staje się nowa prowokacja wywiadu izraelskiego. ( bo „Alija B” została zlikwidowana w 1952r.)
W Polsce więc, celem wywołania nastrojów antysemickich zmontowana zostaje kolejna prowokacja.
Rzeczywistym jej celem jest obrzydzić Żydom nasz kraj i w efekcie pozyskać dla Izraela ludzi o dobrym wykształceniu, doświadczeniu wojskowym, artystów, pisarzy, handlowców, muzyków .
Dlaczego nie można było tego zrobić na Zachodzie? Przecież tam także „ostały się „ rezerwy” ludności żydowskiej.
Otóż sprawa była niesłychanie prosta.
Z Zachodu płynęły wówczas do Izraela ogromne pieniądze wysyłane przez różne ugrupowania, żydowskie konsorcja - z różnych tytułów ( odszkodowania i wiele innych). Tak jak opisuje człowiek przyglądający się początkom zajść marcowych w Polsce, gdzie Michnik ( Aaron Szechter – sekretarz Antoniego Słonimskiego –właść. Stommy) i kilku innych awanturników nazywających się „komandosami”- manifestuje zwycięstwo Izraela, nie porywając za sobą jednak braci studenckiej.
Nie wypaliło. (Nie byli tacy durni).
Trzeba było zaangażować więc Mieczysława Moczara, ( Demko Mykoła – prawdopodobnie Ukrainiec). By ze swoimi siepaczami przebranymi za robotników rozsierdził młodzież i wzniecił antysemicką ruchawkę .
Nota bene, - za pieniądze otrzymane prawdopodobnie od wywiadu izraelskiego kupił sobie autorstwo powieści „Barwy walki” napisanej (prawie na pewno) przez Żukrowskiego.
I znowu się udało!
Około 20.000 Żydów wyemigrowało z Polski.
PRZYKRE TYLKO, że przy okazji umknęło nam raz na zawsze około 600 osób odpowiedzialnych za znęcanie się i śmierć Polaków – więźniów UB. ( np. Wolińska /Brus-Ochsmann/, Morel, Stoltzman, Brystigierowa/Julia Prajs/).
Bezkarnie opuścili nasz kraj i nie ma możliwości ściągnięcia ich pod jurysdykcje sądów polskich. Najzabawniejsze jest to, że z tych 20.000 emigrantów, którzy pisali podania o zezwolenie na wyjazd do swojej ojczyzny – Izraela – co 5-ty tam trafił, - a reszta osiadła w Anglii, Szwecji, Danii, Austrii, Niemczech i na całym świecie – łącznie z naszym pierwszym sojusznikiem – USA.
Emigrowali dyrektorzy departamentów, central handlu zagranicznego, na których czekały w bankach zachodnich pieniądze z okrojonych operacji finansowych i z prowizji.
Już SENEKA na początku naszej ery pisał „Ojczyzny nie kocha się dlatego, że jest duża – tylko dlatego, że jest własna”.
Jakoś to Żydom nie trafiało nigdy do przekonania.
Część Żydów została w Polsce.
W 1968 r. ikona powstania w Ghettcie Warszawskim - Marek Edelman grzmiał na wyjeżdżających i był zbulwersowany, że nie będzie miał kto stać na straży grobów. Zostało ich jeszcze sporo, dobrze zakamuflowanych ( oni nazywają to „asymilacją” – za Antonim Słonimskim /Stomma –katolik od urodzenia/ choć prawdziwy Żyd nigdy nie asymiluje się – ma nawet obowiązek /Talmud/ wręcz nienawidzić „gojów i dążyć do zniszczenia ich, jako niewiernych) i uśpionych w kraju – by „rządzić”, gdy przyjdzie pora.
Między innymi przy pomocy opanowanych mediów.
Np. H.Grynberg w art. „Rachunek za Marzec” stawia pytanie uczestnikom zlotu „wygnańców”:
„czy powinniśmy być IM wdzięczni za to, że nas wygnali?”
I odpowiada:
„tak, wyświadczyli nam przysługę, bo na tym wygnaniu wyprostowaliśmy się, oddychaliśmy normalnym powietrzem, nie marnowaliśmy najlepszych lat w komunistycznym smrodzie”...
Dlaczego do dziś nie pociągnięto nikogo do odpowiedzialności za Marzec 68.
Bo jak można pociągnąć do odpowiedzialności za wyrządzoną przysługę, za umożliwienie wyprostowania garbu, za pozbycie się smrodu i uratowanie najlepszych lat??
W dalszej części art. Grynberga czytamy:
„Owszem, Żydzi byli nadreprezentowani w ruchu komunistycznym i socjalistycznym.”
Czyż więc to nie oni właśnie utrwalali w naszym ( bo nie ich) kraju ten „komunistyczny smród”, który zaczął przeszkadzać ich dzieciom??
Czyż to nie ich dzieci studiowały na najlepszych uczelniach , korzystając z szeregu bonzowskich przywilejów – podczas gdy typowy polski student przymierał głodem, bądź szedł do ciężkiej i nędznie opłacanej pracy, bo nie miał tych przywilejów co ONI.
Bo brakowało mu udokumentowanego posiadania przodków wywodzących się z Hebronu, jak również był nie obrzezany.
Corocznie w miarę zbliżania się wiosny w prasie polskojęzycznej pojawiają się dyżurne tytuły:
- „20 lat represji”
- „Marzec hańby”
- „Strażnicy grobów”
- „Wygnano z Polski ludzi, którym nasz kraj zawdzięcza tak wiele”
- „Marzec 68 powinien trafić na listę zbrodni przeciw narodowi” ( tu autor nie podaje przeciwko jakiemu narodowi).
Autor nazywa to ogniwem powojennej traumy polskiej, która jednak dawała szansę wyjazdu z PRL – co było wówczas ogromnym przywilejem ( szkoda, że tylko dla Żydów).
Można by przytaczać wielu takich pismaków jak Grynberg, Bielecki, Mac, Klugman, Szostkiewicz, Passent, Górski, Jarco, Krall /Reichgold/, Janicki, Bawolec.
Pomijając F.Rakowskiego/Mojżesz Rak/ i J.Urbana /Josek Urbach/.
Zatrzymuję się przy postaci Andrzeja Szczypiorskiego, ( nie wiem tylko czy umieścić ś/p. czy BP /błogosławionej pamięci/ bo nie wiem jak należy traktować baptystę ). Był to ulubiony felietonista „Polityki”, a później „Wprost”.
Bardzo odważny w osądach osób znanych i publicznych jak np. były prezydent Wałęsa to „aktor grający rolę chamskiego przygłupa”, ks. Jankowski to – „pajac w sutannie”i inne epitety przyklejane Stelmachowskiemu, Krzaklewskiemu /Dawid Zimmerman/, Benderze/ Fajwisch Berenstein/ i innym.
Jego artykuł „Sprawdzian zręczności” , w którym pisał: „Tak to niestety jest na świecie, że czasem polityka wymaga kłamstw. Ale trzeba umieć kłamać. Albo kłamać z klasą . Albo z wdziękiem. Albo przynajmniej skutecznie - niech to będzie mottem do tego co piszę”. Szczypiorski doczekał się pośmiertnie erraty życiorysu, która napisał mu IPN.
I jak co roku w rocznicę powstania w Ghettcie prasa będzie miała okazje przypomnieć jacy byliśmy (Polacy) bierni w obliczu zagłady Żydów.
Wałęsa , jeszcze jeden „prezydent WSZYSTKICH Polaków” wysilił się raz na tej imprezie i „przeprosił i poprosił o wybaczenie”.
Druga strona inteligentnie odpaliła – „NIE WYBACZYMY, NIE ZAPOMNIMY”. Choć bliższe byłoby mojżeszowe „oko za oko , ząb za ząb”.
W Jedwabnem przepraszał Kwaśniewski. Tusk w Izraelu – obiecując rekompensatę za zagrabione mienie w czasie rządów żydokomuny. Ta farsa będzie trwać tak długo, aż ktoś przeprosi Żydów za to, że jeszcze Polska nie zginęła i Polacy ośmielają się jeszcze żyć. Choć duża część starozakonnych ręka w rękę ze Stalinem chciała inteligentom polskim załatwić bliskie spotkanie ze Świętym Piotrem – a reszcie zgotować los tępych niewolników.
cytat z tekstu - za zezwoleniem autora z portalu Radio Pomost - autor Andrzej N. Polska ,tytuł "Krótki Kurs Syjonizmu".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Mozets

#22209