To rząd odpowiada za kryzys

Obrazek użytkownika platos
Gospodarka

Rację miał Ludwik Dorn, że dyskusja nad budżetem zapowiada się pasjonująco. Dzisiejsza prasa przynosi kolejną amunicję, dostarczoną opozycji przez nieudolny gabinet.

Na pierwszej stronie RZ czytamy: http://www.rp.pl/artykul/2,227773_Rzad_ma_klopot_z_budzetem_.html

Warto zwrócić uwagę na ten artykuł, szczególnie na ten fragment: „Całkowite dochody budżetu spadną jednak aż o ponad 24 mld zł, za co winę ponosi wolne tempo inwestycji – głównie drogowych realizowanych za pieniądze unijne. – To niestety jest bardzo możliwe – mówi „Rz” Elżbieta Suchocka-Roguska, wiceminister finansów. – Każdego miesiąca dostaję informacje od poszczególnych ministrów, że nie są w stanie wydać tyle, ile wcześniej zaplanowali. Zadania, które powinni realizować, nie są wykonywane.

Takiego prezentu dla opozycji w przededniu debaty budżetowej naprawdę trudno się było spodziewać. Wysoki urzędnik rządowy przyznaje, że z powodu słabego realizowania projektów infrastrukturalnych wpływy z tytułu podatków spadły o 24mld!!! To oznacza spadek PKB o ok. 1,2%. A wszystko to dzień po tym jak rząd zaproponował wirtualny projekt antykryzysowy.

Piszę to ku pamięci bo wszyscy dookoła za kryzys obwinią globalne uwarunkowania etc, choć przecież za przymrozki na wiosnę 2007 i wysokie ceny jabłek odpowiadał Kaczyński! Tymczasem w kluczowym momencie, w którym decyduje się czy gospodarka stanie czy „tylko” spowolni i na jak długo, rząd nie realizuje inwestycji drogowych, środki unijne są zablokowane…

Przypomnę że inwestycje wstrzymano z małostkowych pobudek skreślając te z regionów w których PO przegrało wybory i chcąc dokopać Rydzykowi (15mln) wstrzymano projekty wszystkim. Za pół roku, rok, będzie już za późno, bo coraz powszechniejsza wiara w kryzys i coraz bardziej odczuwalne skutki będą go napędzały. Pełne portfele zamówień wstrzymałyby spadek zatrudnienia w budownictwie a tak... I jeszcze trochę z historii bo ten problem wykorzystania środków leży (wisi?) w tym rządzie od początku:

http://www.rp.pl/artykul/169488.html

http://www.rp.pl/artykul/187631.html

http://www.rp.pl/artykul/139310.html

i ten fragment, który świadczy o priorytetach rządu:

„Nie ukrywam, że trochę współczuję minister Bieńkowskiej. Ja miałam olbrzymie wsparcie obu premierów, z którymi pracowałam: i Kazimierza Marcinkiewicza, i Jarosława Kaczyńskiego. Premier Kaczyński powołał specjalny zespół, który podejmował szybkie decyzje, co należy robić w danej dziedzinie i raz w miesiącu odpytywał poszczególnych ministrów z realizacji programów unijnych. Bo problem polega na tym, że część ministrów w ogóle nie interesuje się problematyką funduszy unijnych i programów rozwojowych. Uważają, że podległe im instytucje dadzą sobie radę, a oni mają ważniejsze sprawy na głowie. Otóż nie. Czasem oko ministra jest potrzebne.

Ale dlaczego pani współczuje Bieńkowskiej?

Dlatego, że pierwszym krokiem premiera Donalda Tuska było zlikwidowanie tego zespołu ministrów. Ona została sama z problemem. A ponieważ nie jest czołową aktywistką Platformy, nie ma też wsparcia w partii. Jak ma samodzielnie namówić jakiegoś ministra, żeby większą uwagę poświęcił danemu problemowi? I co więcej – by rozwiązał go w sposób wskazany przez panią minister, a nie tak, jak upierają się jego urzędnicy? W tym rządzie są przecież osoby z tytułami profesorskimi i ministrowie będący prominentnymi działaczami PO, wobec których minister Bieńkowska jest po prostu mało znaczącą osobą w partii.”

Myślę, że jeszcze przed debatą budżetową opozycja musi zażądać głowy minister Bieńkowskiej. Debata nad budżetem zapowiada się ciekawie. Niezależnie od tego z jakich pozycji zaatakuje PiS (liberalnych czy socjalnych) ma w ręku szeroki wachlarz argumentów a ten może być druzgocący.

Ocena wpisu: 
Brak głosów