Zmierzch dobrego wychowania - wynurzenia osobiste

Obrazek użytkownika tutejszy

Od dziecka uczono mnie dobrych manier - chyba niesłusznie. Zaszczepiono we mnie kurtuazję, która miała być świadectwem szacunku do drugiego człowieka, miała być stałym elementem mojego zachowania, miała być niezmiennym jego składnikiem. Nie twierdzę, że jestem wzorem kultury osobistej, co to, to nie, ale jakoś tak się składa, że w dzisiejszych czasach te zasady, które z mniejszym lub większym skutkiem staram się wprowadzać w życie ,kończą się odwrotnym efektem - tzw. efektem bumerangu.

Kilka przykładów.

Kolega ze studiów zorganizował konferencję. Mizerna. On sam niezbyt rezolutny, niezbyt oczytany (to tylko moje zdanie), ale bardzo się starał, jest niezwykle rzetelny i zdeterminowany - jakoś mu wyszło, choć moim zdaniem bez rewelacji. Pogratulowałem mu jednak, chcąc też wyrazić słowa wsparcia. Powiedziałem, że widać wielki trud włożony w jego przedsięwzięcie.

Zwykła rzecz, nie zrobiłem niczego ponad pospolite zachowanie. Jednak wkrótce kolega nabrał przekonania, jakobym był jego uczniem, jakobym z zachwytem brał z niego przykład.
Lepiej chyba było mu nie gratulować...

Koleżanka. Miła, dość zuchwała, bardzo dobry człowiek. Współpracowaliśmy przez pewien czas, choć nasza współpraca naznaczona była trudnymi kompromisami, wieloma konfliktami i złośliwościami. Gdy jednak miała się zakończyć, z autentyczną powagą podziękowałem jej za pomoc i kurtuazyjnie wyraziłem żal, że nie trwała ona dłużej - w moich słowach nie było ironii, a i ona tego tak nie odebrała. Ot, tak przeze mnie pojmowana uprzejmość.

Co odpowiedziała? "I dobrze. Ja już mam dosyć"

Ona teraz myśli, że mnie się pracowało z nią lekko i przyjemnie, a ja byłem jakimś niewyobrażalnym ciężarem. Ja czuję podobnie, ale przecież nie powiem garbatemu, że jest garbaty, bo po co? Wyszło jednak na to, że ja powinienem być wdzięczny.

Inny kolega. Przez dwa lata pomagałem mu bez szemrania w organizowaniu znacznych przedsięwzięć. Żadnego "dziękuję" nigdy nie usłyszałem, za to moje pomysły przypisywał sobie. Co mi tam - pomyślałem. Nie będę małostkowy. Gdy jednak po latach napomknąłem, że mógłby przestać tak ordynarnie kreować się na twórcę tych wszystkich akcji, mógłby podziękować rożnym ludziom, którzy mu pomagają, to obraził się i po dziś dzień się do mnie nie odzywa.

Przypomina mi się stara żydowska anegdota. Żyd i Polak jedzą ciastka z talerzyka, wreszcie zostały dwa - mniejsze i większe. Polak mówi:
- Icek, ależ zjedz to większe, śmiało.
Icek bezpardonowo zjada większe ciastko, a Polak z trudem ukrywa zdziwienie.
- No co, Stasiek? Czemu ty się dziwisz? Które ty byś ciastko wybrał?
- No mniejsze! - odpowiada goj z zapałem.
- Nu... Nu to masz mniejsze!

Te moje osobiste refleksje nie mają wielkiego znaczenia, chciałem się jednak nimi podzielić, bowiem zdaje mi się, że dobre wychowanie dzisiaj wyjątkowo nie popłaca... Cham zyska tylko przekonanie, że kłaniasz mu się z powodu jakiejś czołobitności, uzna to za swój triumf. Cham nie zrozumie kulturalnych gestów, a odbierze je jako gesty hołdu, szacunku, swojej wyższości.

Dziś trzeba się pchać do przodu, łokciami walić w mordy swoich towarzyszy, podkładać nogi współpracownikom. Trzeba zmieszać kogoś z błotem, zgnoić słabszego, klękać przed silniejszym. Ale tego mnie w rodzinie nie nauczono...

Tutejszy

P.S. Trudno mi przekonać czytelnika, że moje opowieści są prawdziwe, a intencje szczere. Ale fakty są nieubłagane - "wyścig szczurów" to pojęcie coraz lepiej oddające rzeczywistość wśród młodzieży.

Może to nie miejsce na takie osobiste wyznania, ale czy nie jest to jakis signum temporis? Znak czasu?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Nie powinno to trafić na główną, ja po prostu musiałem sobie "ulżyć" po spotkaniu, na którym kolejny intelektualny parweniusz łaskawie przyjął mój hołd, czyli kurtuazyjne podziękowanie za współpracę.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

---
A na drzewach, zamiast liści...

#92407

Dzięki wielkie, że publikujesz u nas i odpowiadasz na komentarze. Niektórym osobom nie starcza czasu na krótką odpowiedź na komentarze.

Pozdrawiam i dzięki.
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#92408

Bardzo ciekawe.

Ja jako cham i prostak, wprawdzie od drugiej strony, ale też się nad tym zastanawiałem.

Po pierwsze, nie mówi się "schamienie" tylko "asertywność". ;-)

Po drugie, jak się zgubi korzenie, to nie wiadomo gdzie góra a gdzie dół. Kurtuazja wydaje mi się być wyrazem szacunku człowieka do człowieka w tej naszej codziennej, takiej-owakiej egzystencjalnej opresji. Ale jeśli ktoś nawet nie dostrzega swojego człowieczeństwa (o człowieczeństwie drugiego nawet nie wspominając), to jak może kurtuazję zrozumieć? Tylko na swoją okaleczoną miarę...

Aha, ja też miewam z tym problemy. Tak że proszę, na wszelki wypadek nigdy nie wypowiadaj się pozytywnie o moich wpisach ;-)

Pozdrawiam z drugiego brzegu.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#92450

No nie bardzo rozumiem po co ta samokrytyka ?
a do tego, az tak skrajnie :))))
Dopraszasz sie komplementow,
czy tez innego totalnego zaprzeczeniatej tej Twojej samokrytyki ? :))))))

pzdr.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

chris

#92456

To jedne z tych tzw. "dobrych pytań", prawda? Dziękuję.

Nie, nie dopraszam się komplementów. Ze mnie naprawdę prostak i cham. Ale jeszcze muszę nad sobą popracować, żeby zostać topornym bucem. Tymczasem co i rusz spotykam się po chwili rozmowy z zarzutami, pretensjami, żalami że ze mnie prostak i cham. Czasem mówi tak ktoś, na czyjej opinii mi zależało. Więc uprzedzam. Może to pomoże uniknąć przykrych niespodzianek?

Pozdrawiam w dziesiątkę.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#92475

Lubie komunikowac z ludzmi z polotem :)

No,
w kazdym razie dorzucam sie do spolki,
najciekawiej jest "sztylecikiem pod te mentalne zeberka".

Rozmowa od razu zaczyna sie kleic,
a niektorych od razu mozna sprowadzic do pionu :)))

A co do tego Twojego "uprzedzam",
no coz...jakos kojarzy mi sie z ...uprzedzeniami :)))
wiec przez grzecznosc pomine milczeniem...

Niespodzianki sa w koncu lepsze nizeli "dretwe" pieprzenie na boku :)

pzdr.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

chris

#92590

Tutejszy, nie przejmuj się. Nie Ty pierwszy, nie Ty ostatni. Wiesz jak mawiają w Kanadzie? Kick mi once, shame on you. Kick mi twice, shame on me.

Mam nadzieję, że po tych doświadczeniach z bliźnimi zoriętowałeś się, że grzeczność, tak, ale tylko w stosunku do grzecznych . Uczciwość, tak, ale tylko w stosunku do uczciwych. A całą resztę traktować za pomocą młotka. Raz w kolanko. Raz w czułko. A raz kopnąć, żeby sobie zbyt wiele nie pomyślał.

A tak swoją drogą, to nawet wiem o czym piszesz. Tyle ile zebrałem od bliźnich za to, że byłem zbyt grzeczny. Na wołowej skórze tego by nie spisał. Zajęło mi około 15 lat mego życia, aby wyzwolić się z dobrych manier wpojonych przez moją Mamę. Dzisiąj jestem dalej grzeczny, a nawet bardzo grzeczny, ale czasami bywam bardzo nieprzyjemny i oddaję z nawiązką wszelkie "grzeczności"

__________________________________________

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

#92415

Dzięki Jurand za życzliwość. Też czasem się zastanawiam, czy metoda "bycia grzecznym, tylko wobec grzecznych" nie jest najwłaściwsza - dawniej chamów traktowało się inaczej, nie było tego obrzydliwego paradygmatu równości. Tyle, że dzisiaj takie dylematy stają się codziennością:
koleżanka po wieczornej imprezie wraca do mieszkania studenckiego na niebezpiecznym osiedlu - gdy ją odprowadzam to ona sobie roi jakieś wizje o moich umizgach, zwykłą troskę i kulturę osobistą odbiera jako jakąś irracjonalną słabość wobec niej, a ja tymczasem nie chcę, by ktoś ją napadł, albo zaczepił późną nocą. Więc pójdę, wypełnię swój obowiązek, a potem będę traktowany jak idiota, co to się niby za kimś ugania. Czy naprawdę każdy uprzejmy gest musi być dzisiaj odebrany jako słabość?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

---
A na drzewach, zamiast liści...

#92421

Powinieneś grzecznie wyjaśnić nieporozumienie i wytłumaczyć, że Ty lepsze spychałeś lewą nogą o północy z łóżka, a ją potraktowałeś bardzo grzecznie, jak koleżankę, ale skoro sobie tego nie życzy. Przy tym powiedz jej, że następnym razem, kiedy będziesz widział, że ktoś okłada ją po pysku, wydziera torebkę oraz przymierza się do gwałtu, to najpierw grzecznie się zapytasz czy życzy sobie Twojej pomocy czy nie. Jeśli nie dostaniesz wiążącej odpowiedzi, odwrócisz się i odejdziesz, jako że nie wiesz czy czasami nie jest to gra wstępna.

Pozdrawiam

___________________________________________

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

#92484

Około 15-20% populacji to ludzie z tak zwanymi "personality disorders" (nie podejmuje się tego tłumaczyć na j. polski).
Wychodzi na to, że codziennie potykamy się o ludzi, którzy mają kłopoty w relacji z innymi, a także z interpretacją faktów.
Tak w skrócie, bo nie chcę zanudzać, osoby, które według podręczników psychiatrycznych są normalne, często mają taki stopień "zaburzenia osobowości", który nie pozwala im na normalne funkcjonowanie w społeczeństwie, rodzinie, czy też normalnych relacjach międzyludzkich.
Jak zachować się wobec takich osób? Dla swojego własnego dobra unikać i izolować się od nich. Taka moja rada.

Personality disorders są w większości "niewyleczalne" i bardzo trudne do korygowania. Z tego względu, że osoby takie nie potrafią "wczuć się" w sposób myślenia innych ludzi, a relacje z innymi ludźmi/partnerami opierają się według tych osób na: świadomej/nieświadomej manipulacji, agresji/zastraszaniu, no i oczywiście codziennej erystyce słownej. Te metody okazały się skuteczne w ich dotychczasowym życiu i... niestety takie metody będą przez nich używane w relacjach międzyludzkich.
Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#92423

Myślę, że angielskie „personality disorders” dobrze oddaje polski termin „zaburzenia osobowości”. Natomiast sama idea „zaburzeń osobowości” jest uznana w psychiatrii i psychologii za kontrowersyjną, a diagnoza często kwestionowana. 

Stwierdzenie, że około „15-20% populacji to ludzie” z zaburzeniami osobowości, jest przesadzone. Amerykańskie badania wskazują na 9% populacji, zaś brytyjskie charakteryzują się rozpiętością od 2 – 13%.
 
Nasze życie byłoby raczej niemożliwe gdyby co piąta osoba miała zaburzenia osobowości. Radzę przestudiować dyskusję na temat wyeliminowania większości zaburzeń osobowości z diagnostyki psychiatrycznej na stronie www.dsm5.org. Nie patologizujmy więc nadmiernie zwykłych trudności interpersonalnych, zestresowania, braku zrozumienia innych, a także złych manier.
 
Również, jak Pan wie, jest zbyt wiele typów zaburzeń osobowości, ażeby jeden typ reagowania na nie był wystarczającym kluczem do nich wszystkich. A dlaczego unikać kontaktów, tak na przyklad, z kimś, kto ma osobowość obsesyjno-kompulsywną? Przecież może ta osoba być naszą wspaniałą ciocią, sekretarką, pielęgniarką, sprzątaczką lub edytorem. W wielu rolach społecznych wymagających dokładności, systematyczności i zdolności organizacyjnych lepszej osoby nie trzeba.
 
Z poważaniem,
kassandra
Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

kassandra

#92487

Witam,
co do statystyk, to można znaleźć różne opracowania. W populacji ogólnej (general population) statystyki "personality disorders" to 10-20%.
W psychiatrycznych klinikach 30-50% pacjentów ma cechy tzw. "personality disorders", w szpitalach psychiatrycznych ponad 50% pacjentów ma takie cechy.
Co do DSM V, to zdaje się, że ten "manual" diagnostyczny zostanie opublikowany w 2011, a może nawet w 2012. Obecnie używa się nadal DSM-IV-TR (2003) i ten manual jest obowiązujący.
Co do zespołu obsesyjno-kompulsywnego to jest to Axis I czyli "clinical disorders". Personality disorders należą do Axis II, czyli zupełnie innej kategorii diagnostycznej. Nie mieszajmy więc gruszek z pamarańczami.
Osoby z "personality disorders" to osobowości paranoidalne, schizoidalne, antyspołeczne, "borderline", itd. czy też nieokreślone z takimi cechami jak sadyzm i sadomasochizm. Wszystkich kategorii jest 10 plus kategoria NOS. Nie powiedziałbym, żeby takie osoby, jakie Pani wymieniła, miały wiele wspólnego z "naszą wspaniałą ciocią, czy też pielęgniarką".
75% populacji więźniów w zakładach karnych ma zdiagnozowane cechy "antisocial personality disorder", czyli antyspołecznych cech osobowości.
Tyle mojego komentarza.

Z poważaniem Danz.
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#92491

 

  1. W swoim pierwszym komentarzu, do którego się odniosłam pisał Pan: „ ... osoby, które według podręczników psychiatrycznych są normalne, często mają taki stopień "zaburzenia osobowości", który nie pozwala im na normalne funkcjonowanie w społeczeństwie, rodzinie, czy też normalnych relacjach międzyludzkich. Jak zachować się wobec takich osób? Dla swojego własnego dobra unikać i izolować się od nich. Taka moja rada.”
Musi Pan przyznać, że komentuje tu Pan na temat ogólnej populacji, a nie na temat populacji klinicznej osób hospitalizowanych. 
 
 
  1. Teraz pozwoli Pan, że przypomnę, co Pan pisze w swoim ostatnim komentarzu: „W psychiatrycznych klinikach 30-50% pacjentów ma cechy tzw. "personality disorders", w szpitalach psychiatrycznych ponad 50% pacjentów ma takie cechy.”
 Sam Pan widzi, że te dwa komentarze dotyczą różnych populacji, a jabłek i pomarańczy nie porównujemy. Również dane, które Pan podaje na temat klinik i szpitali psychiatrycznych mogą czytelników zmylić, ponieważ większość pacjentów z zaburzeniami osobowości w szpitalach i klinikach nie jest tam z powodu zaburzenia osobowości. Większość z nich jest tam z powodu zaburzeń depresyjnych i lękowych oraz uzależnienia chemicznego. A zaburzenie osobowości jest dodatkowym czynnikiem, który do tych zaburzeń kontrybuuje.
 
 
  1. Pisze Pan dalej: „Co do zespołu obsesyjno-kompulsywnego to jest to Axis I czyli "clinical disorders". Personality disorders należą do Axis II, czyli zupełnie innej kategorii diagnostycznej. Nie mieszajmy więc gruszek z pamarańczami.”

Niestety, ale to Pan pomieszał te smaczne owoce.  Ja pisałam o Axis II Personality Disorder nazywanym obsesyjno-kompulsywnym, który ma numer 301.4 w Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders-IV, a Pan pisze o Axis I zespole obsesyjno-kompulsywnym który w DSM-IV wystepuje pod numerem 300.3.
     
Grupa pracujaca nad przyszlym DSM-V (oczekiwanym w 2012 roku) zamierza przesunąć zaburzenia osobowości do Axis I , więc nasze nieporozumienie juz wkrótce nie będzie miało szans zaistnieć.   
 
Nigdy nie twierdziłam, żeby moja ciocia lub sekretarka miała osobowość antyspołeczną lub narcysystyczną. Pan by też tego nie chciał, wobec tego proszę i mnie tego także nie imputować.  Wciąż życzę oddanej sekretarki z obsesyjno-kompulsywną osbowością (ale nie zespołem), która znakomicie Panu zorganizuje dokumentację i harmonogram pracy oraz nigdy nie zgubi potrzebnej informacji. Proszę zauważyć, że DSM-V będzie redukował liczbę zaburzeń osobowości, więc nasza ciocia lub sekretarka numerka diagnostycznego już nie dostanie.
 
Z poważaniem,
kassandra
   
 
PS. Załączam odnośniki na temat występowania zaburzeń osobowości w ogólnej populacji USA i UK:
 
 
Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

kassandra

#92505

I może na tym zakończymy te rozważania kliniczne.

Pozdrawiam.
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#92507

Pozdrawiam serdecznie,
kassandra

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

kassandra

#92510

a ilustracja do tego tekstu wyjaśnia, skąd się wziął Twój punkt widzenia. Bo Ty z innego świata pochodzisz, w którym ,, tutejszość,, była powodem do dumy i gdzie ją pielęgnowano jako wartość, a  i znak rozpoznawczy .                                                               Lecz tacy jak my , asan, są na wymarciu, jako te endemity wypierane przez importowane gatunki. Niech waszmość jednakże pamięta,że piękno duszy jest lustrem dla  Boga i że są też jeszcze ludzie, którzy się w Nim  potrafią dostrzec.

Dziękuję za ten wpis, bo zmniejszył moją samotność.

jazzmin

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

jazzmin

#92425

Myśle, że w tym "asertywnym", czyli pełnym egoistów swiecie mało jest ludzi takich jak Ty. Nie znaczy to jednak, że trzeba żałować tego, ze sie ma maniery i kindersztubę.

Pisałam już o tym, że staram się głośno zwalczać wszystkie oznaki chamstwa, chociaż skutki są czasem...hmm

Kiedyś w autobusie zwróciłam uwagę klnącemu na głos facetowi, że jada tym pojazdem dzieci i zostałam zaatakowana. Wściekły męzczyzna złapal mnie za klapy marynarki i zaczął potrząsać, wymyślając, tym razem mi. Wtedy dopiero zareagowali inni pasazerowie i usiłowali oderwać go ode mnie i wyrzucic z autobusu, bo właśnie znaleźliśmy się na kolejnym przystanku. Udało sie go w końcu uspokoić po interwencji kierowcy, który zagroził, że wezwie policję.

Mimo to, że potem jeszcze parę godzin nie mogłam dojść do siebie, to nie żałuję i pewnie znowu zrobiłabym to samo.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

GosiaNowa

#92427

To, że reagujesz na takie gesty to tylko znak, że mimo całej brutalności, wszędobylskiego chamstwa i egoizmu zachowałeś... człowieczeństwo. Nie ubrałeś się w skórę nosorożca, nie używasz pały bejsbolowej by parować złe słowa... Bądź jaki jesteś, kto ma Cię docenić - doceni.
W doświadczeniach, które opisałeś nie jesteś odosobniony...
Pozdrawiam.
contessa

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#92438

...na tego rodzaju gburów i ich zachowanie jest uderzenie z kolana w jądra. Skutek gwarantowany! Jak już wiesz, takie przypadki się zdarzają, a więc należy metodę kolana przećwiczyc, tylko broń Cię Panie Boże, abyś ćwiczyła tą metodę na własnym, rodzonym mężu lub narzeczonym, nie mówię już o koledze. Przypuszczam, że nie zrozumieliby motywacji

Najlepszy w tym wypadku byłby manekin.

Pozdrawiam

___________________________________________

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

#92485

"Gdy jednak miała się zakończyć, z autentyczną powagą podziękowałem jej za pomoc i kurtuazyjnie wyraziłem żal, że nie trwała ona dłużej - w moich słowach nie było ironii, a i ona tego tak nie odebrała."

Sorry, ale tego nie kupuję. Może i nie było ironii, ale szczerości też nie.
Savoir vivre, wszystko pięknie, ale nie można przeginać. ;P

No i rację ma Jurand powyżej: bez przesady z kurtuazją w stosunku do buraków - bo tylko niesmak pozostanie.

Pzdr.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#92439

Dodam jedynie, ze tak sie porobilo od czasu,
gdy gawiedz dopuszczono do...niemalze wszystkiego.

Globalizacja, kasa i wladza wpadla na swietny pomysl
i wprowadzila ten wspanialy chaos.

Mamy wiec cieciow z komorkom przy uchu i innych takich,
ktorym to urzadzenie dodaje animuszu i powagi.

Normalnosc jest na wymarciu.
Dzisiaj na "fali" jest zycie wirtualne,
w ktorym nie bardzo jest miejsce na jakies konwelanse...

Dzisiaj nie lyzeczka od herbaty,
a wielka chochla pozera sie ta jakze przykra rzeczywistosc.

Artykul jak najbardziej potrzebny.
Dalem max.ilosc punktow,
przypomina bowiem...
co to jest normalnosc :)

pzdr.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

chris

#92455

A mnie podoba się że taki jesteś.Na pewno często z tego powodu cierpisz.U mnie masz szacunek.Pozdrowienia.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#92457

To teraz będzie chwilka szczerości:

Większość opisanych przez Ciebie sytuacji dotyczy realizowania projektów. Dlatego narzuca się pytanie: PO CO PRACOWAŁEŚ NA CUDZY RACHUNEK?

I drugie: czy aby to nie jest tak, że proponowane nam przez naszych rządców formy aktywności nie narzucają takich relacji międzyludzkich? No bo niby robimy coś pozytywnego, ale przecież najważniejsze jest rozliczenie. No bo niby robimy coś wspólnie, ale ostatecznie tylko jeden dostanie za to bilet do przyszłości (może będzie musiał jeszcze przy okazji na kogoś donieść) itd.

Nie masz wrażenia, że przez ostatnie lata pracowałeś na rzecz tych, którzy w żaden sposób nie powinni zajmować stanowisk, które zajmują? Zamiast tworzyć własne instytucje, wypruwasz się na rzecz instytucji, które będą Tobie w ostatecznym rozrachunku obce. Ja już nie wierzę, że można je zmienić przez bytowanie w nich i nawet wyrażanie własnego zdania. Opinię wyrazisz, a karawana pojedzie tam, gdzie oni zechcą. A my będziemy jak ten kwiatek do kożucha.

Ps. Co do przykładu z odprowadzaną dziewczyną - niestety zgoda. Albo cywilizacja upada, albo tak desperacja rośnie :-)

Uczciwy człowiek po to żyje, aby mieć wrogów.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Balansujcie dopóki się da, a gdy się już nie da, podpalcie świat!

#92466

Przepraszam, ale muszę jeszcze coś dodać.

Twój tekst wyraża, moim zdaniem, coś jeszcze. Ja, tak jakby, zacząłem myśleć w ten sposób dopiero niedawno, ale Ty masz to chyba od dziecka :-) Więc, wybacz, napiszę tym razem - "my". Tak więc my rozumujemy zupełnie inaczej niżby tego od nas wymagała obecna atrapa cywilizacji. Ważne dla nas są idee, dla nich możemy "coś" poświęcić. Jak mówi Księga Fundamentalna (fundamentalistów? :-), musisz sprawdzić się w rzeczach małych, aby czynić wielkie. Dlatego też to poświęcenie wyraża się także w tak małych sprawach, jak zrobienie czegoś dla samej idei, a nie profitów. Niestety, tak myśląc i tak czyniąc (np. anonimowo) nigdy nie otrzymasz w tej obecnej atrapie gratyfikacji. I coś w tym jest - bo dla średniowiecznych mnichów gratyfikacja nie była najważniejsza. Do dziś nie znamy imion wielu z twórców, kopistów itd. Bo robili to dla idei. A teraz małe pytanko - wymień mi jednego młodego, perspektywicznego itd. z prawej strony, w prawicowej organizacji, w prawicowej gazecie, który robiłby wszystko dla samej idei? Czasem się zastanawiam, czy to jest jeszcze praca dla idei, czy odnalezienie własnej niszy, zajęcie w niej odpowiedniego miejsca i czekanie na granty :-) Przy okazji sami ze sobą gryzą się o co lepsze kąski. W tej perspektywie - gdzie jest do jasnej różnica między nimi a tymi z krytyki pseudopolitycznej?

Uczciwy człowiek po to żyje, aby mieć wrogów.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Balansujcie dopóki się da, a gdy się już nie da, podpalcie świat!

#92468

Odróżniłabym tutaj savoir-vivre od moralności. Jeśli zachowaniem Pana kieruje savoir-vivre, czyli grzeczność i dobre maniery to oczywiście może ono być nieefektywne w wielu kontekstach i z wieloma osobami, które Pana bon-tonu nie uznają.

Jednak, gdy zachowaniem Pana kieruje moralność, to pewnie Pan zauważył, że zachowania i wybory moralne są z natury swojej trudne i niewygodne. W historii często kończyły się martyrologią. To coś zupełnie innego niż bon-ton.
 
A więc decyzja zależy od Pana: bon-ton czy moralność? Czy też oba razem?
 
Z poważaniem,
kassandra
Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

kassandra

#92478

Normalnie czyli jak?:)
Wiem coś o tym o czym Pan napisał.
Na czas anegdoty, zrobiłem sobie krótką przerwę/ wstałem od komputera/, bo podejrzewałem, że będzie co... konsumować.
Dobre!
Po krótkiej chwili myślę, że:
eta ocień słożnyj prabliem. :)
Można próbować być asertywnym- czyli chamem- ale z doświadczenia widzę, że to się kompletnie nie opłaca. Po pierwsze cham z urodzenia i wychowania zawsze chamem pozostanie, tego się nie zmieni, ani on w kontakcie z kulturą nie doświadcza kompletnie nic! bo on takich postaw po prostu nie rozumie.
Co ciekawe- z obserwacji: mocno przerasowiony pies szczeka tak samo zapalczywie jak kundel.
Po drugie, tu padła taka koncepcja, samemu schamieć- by żyło się lepiej- przecież się nie da, bo gdzieś u początku tkwi kłamstwo, i jakby uszu nie naciągać z żyrafy nikt słonia nie uczyni, bo to się też nie da po prostu. :)
więc: bądźmy kulturalni, dobrze wychowani a chamstwo niech się stacza. Szmata pozostanie szmatą i tyle, i Bóg z nią ;)
Proszę nie tracić ducha.
Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#92482

mi wpojono że grzeczność polega na tym iż człowiek godzi się na chwilową niewygodę po to by utrzymać harmonię z innymi ludzimi. Autor artykułu ma wpojoną taką grzeczność i za to składam wyrazy szacunku. Z racji swoich lat i licznych blizn 8-) pozwolę sobie podkreślić jeden brakujący element.

I teraz będzie trudne:
"...nie oczekując nic w zamian!"

Na to od razu wsycy mją odpowiedź: to cię chamy wpierw wyśmieją a potem zjedzią ( albo czasem w odwrotnej kolejności)! Oto jak ja rozwiązuję ten dylemat: przesterzń grzeczności i przestrzeń skutecznego dzialania są ortogonalne.

Grzcznym może być zarówno człowiek "słaby" jak i "silny" używam tu cudzysłowia, gdzyż w/g mnie gradacja ta zależy od kontekstu i każdy z nas jest słaby w pewnych sytuacjach a silny w innych.
Ja, będąc grzecznym, staram się zawsze dać do zrozumienia że jest we mnie siła ale nie stanowię zagrożenia dopóki ta druga osoba nie stnaowi dla mnie zagrożenia. Siłę do tego zyskuje się mają zaleczone liczne blizny (na ciele i na duszy). Tzw. "drapieżniki" wyczuwają niedopowiedzenie sytuacji i najczęściej nie podejmują ryzyka sprawdzania. Tak jak sugerowała jedna kobiet wcześniej w tej dyskusji: tego typu nastawienie może np. wspomagać wiedza że jak by co to mogę walnąć kolanem w punkt witalny oponenta.
Jestem też grzecznym jak bywam słaby w danym kontekście na to też jest sposób: nie oczekując nic w zamian nie pokazujesz że Ci na czymś zależy i w związku z tym nie jesteś latwą ofiarą.

Błędem jest w/g mnie stwierdzenie iż byćie grzecznym wymaga stawiania się w sytuacji pokazywania własnej słabości.

jak ktoś jest grzeczny to i tak może przypier... tylko powinien to zrobić "jak grom z jasnego nieba" gdy już jest oczywiste że trzeba. Weźcie to od człowieka, krajanina, któremu Brytyjczycy i Amerykanie nieraz powiedzieli że jet miły dla wszystkich...

A teraz, w celu listracji, moja, Staśka, odpowiedż do Icka:
- Cieszę się że wzięleś większe ciastko. Dałem Ci wybór bo widzę że tki trochę nerwowy jesteś i może Ci to pomoże. Z drugiej strony myślałem że może zdecydujesz się na mniejsze dla zdrowia. Ja zawsze biorę mniejsze bo miałem zawsze tych ciastek od cholery w domu i zaczęlem się ograniczać bo nie są zbyt zdrowe i osłabiają mój prawy sierpowy.

(oczywiście ulubioną bronią Staśka jest: sypnięcie piaskiem w oczy, lewy prosty lub kopniak w te ickowe śmierdzące zbuki, ale niech myśli że lubię prawy sierpowy)

Może jescze na koniec tyrady dodam że tzw. gentelmani, czyli ludzie znani z przysłowiowych manier nosili ze sobą laseczkę z okrągłą rękojeścią i mało się o tym mówi, ale częścią ich wychowania bylo używanie tej laseczki jako pałki, tak jak szlachciców uczono szermierki...

grzczność jest w/g mnie fundamentalnie ważna bo okazuje szacunek drugiemu człowiekowi. Każdy pamięta ten trudny cytat: "Miłujcie nieprzyjaciól swoich." Kilkadziesiąt lat mi zeszło zanium się pogodzilem z mądrością tych jakże trudnych słów. Postawa Księdza Jerzego jest tu w/g mnie najlepszą ilustrają jak trudne są to słowa. Do dziś słyszę echo tego żałobnego dwonu na Żoliborzu.

serdecznie pozdrawiam
z wyrazami szacunku
武神

zdrufko!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#92490

Jak miło poczytać rozumne słowa! Istotnie, przecież tzw. dobre maniery to był jeden ze składników etosu... rycerskiego (NIE odwrotnie). To wg mnie podstawowa rzecz do zapamiętania przy nauce dobrych manier.

Teraz przykład z zycia ilustrujący moją tezę: ja takoż mam przyjemność znać paru dżentelmenów i zaświadczam, że każdy z nich w razie potrzeby uprzejmie (tj. bez poniżania przeciwnika) leje w mordę, rzuca nożem, czy w inny sposób (low-kick i niech Icek myśli, że chodziło o prawy sierp) unieszkodliwia przeciwnika. Dla dobra innych.
I raczej nie czekają z tą swoją uprzejmą reakcją:).

A tak poza wszystkim, to tekst "tutejszego" jest dobrą odtrutką na niektóre komenty, jakie parę dni temu pojawiały się na NP...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#92498

nierozumiany:). Ale samo w sobie nie jest to jeszcze niczym złym. Wg mnie "na co dzień" wystarcza samo po prostu dobre wychowanie, na zasadzie "nie rób drugiemu, co tobie niemiłe", w tym ta wyśmiana przez Muftiego asertywność, z dodatkiem paru form dobrego wychowania.
I tu dochodzimy do tematu poruszonego przez innego rozmówcę - umiejętność wejścia w dialog z drugim człowiekiem, umiejętność "współpracy" z innymi.
I tak, do prostaka nie będę odnosić się nazbyt kurutazyjnie, bo tylko szkody narobię;). Z kolei z subtelną i wrażliwą osobą zadam sobie więcej trudu, żeby... nie narobić szkody (innego rodzaju). Ot, do każdego jego językiem. Też już o tym ktoś tu mówił.
W istocie, ja też obserwuję omawiane przez Ciebie zjawisko - jakby dobre wychowanie nie popłacało. Ponieważ jednak ciężko mi się było z tym zgodzić, to przyjęłam taki modus vivendi, że "każdemu to, czego potrzebuje, o co prosi" - więc jak ktoś "prosi" o dobre potraktowanie, to je otrzymuje, a jak ktoś usilnie się prosi o danie mu w pysk, to takoż od serca ode mnie dostaje:) (czy to werbalnie, czy pozawerbalnie - hihi).
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#92495

Jeśli dobrze klasyfikuje to nasze postawy dzielą się na trzy zasadnicze typy:

1. Kulturalnych i pogodzonych ze zjawiskiem, że dla wielu oznacza to słabość.

2. Kulturalnych dla niektórych, szorstkich dla innych (te kopniaki w jądra itd.:P)

3. Kulturalnych, ale uznających w tym siłę.

Ach, no i jest jeszcze Mufti Turbanator, który jak zawsze jest największym indywidualistą;)

Ja tam nie mam zdania na ten temat, gdy zwróciłem koledze (z przykładu 3)uwagę (po 2 latach dopiero!), że robi niestosownie przypisując sobie cudze pomysły, to on mnie uznał za chama. Nie to, by jego opinia mnie zmartwiła, ale to taki syndrom rewolucji (TEJ rewolucji) - że dziś największy idiota może powiedzieć każdemu, że jest idiotą i będzie z tego dumny (doxai). A kilkaset lat temu to by pod pręgierzem kwiczał.

Ogólnie rzecz ujmując, z każdym dniem, regularnie wzrasta ilość osób, którym najchętniej dałbym w mordę.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

---
A na drzewach, zamiast liści...

#92494

[quote=tutejszy]Ogólnie rzecz ujmując, z każdym dniem, regularnie wzrasta ilość osób, którym najchętniej dałbym w mordę.[/quote]
Och, nie rób sobie proszę wyrzutów! - Czasem właśnie po stronie dobra leży taki czyn, jak nakładzenie komuś po papie:).
A w ogole, to chodzi przecież o skuteczną komunikację - wtedy ludziom jest najlepiej ze sobą na wzajem (a chyba o to chodzi). (Sorry za powtózenia, czas mnie goni, nie dam rady cyzelować tekstu.)
I jeszcze mi się nasuwa taka refleksja - otóż niektórzy utożsamili dobre maniery/wychowanie z ciapowatością - dobry wykłąd na ten temat polecam w książce Pawłą Droździaka (mam nadzieję, że nie przekręciłam nazwiska) "Podstawy psychicznej samoobrony kobiet". Pewne uwagi można zastosować ogólnie - otóż czasem, dla pewnego wyższego dobra właściwym jest zachowanie inne niż tzw. dobre:).
No a na chamskie zachowania np. współpracowników reagujemy od razu:) a to w zbożnym celu, żeby nie nabierali złych manier kradzieży pomysłów:).
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#92497

Jeśli chodzi o skuteczną komunikację, to prawy sierpowy faktycznie bywa niezastąpiony.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#92516

Tutejszy sam pisze, że koledze zwrócił uwagę po dwóch latach.
Do niedawna borykałam się z podobnymi rozterkami (kultura osobista, niepodnoszenie głosu, nieużywanie brzydkich wyrazów, takt, umiar etc.)
W mojej ocenie problemów z takim (również moim) podejściem do sprawy jest kilka:
1. Bezprawnie i bezpodstawnie przykładam swoją miarę do innych. Zakładam, że jeśli ja się domyślę, że jestem komuś coś winna (np. wdzięczność, uczciwość lub pieniądze), to ten ktoś też się domyśli. Nic bardziej mylnego. Nie domyśli się. A jak się nawet domyśli, to się nie przyzna.
2. W każdym układzie (małżeńskim, towarzyskim, zawodowym) dostajemy dokładnie tyle, na ile sami pozwalamy. A im dłużej pozwalamy, tym bardziej utwierdzamy "przeciwnika" w przekonaniu, że jest ok!
3. Najczęściej, gdy spada przysłowiowa ostatnia kropla przelewająca czarę goryczy - jest już za późno i zostaje zerwanie kontaktów w burzliwej atmosferze.
Pisałam o tym wiele, bo sama autentycznie miałam ten sam problem: jak ja grzecznie i kulturalnie, to mi na łeb włazili a ja siedziałam i popłakiwałam.
Najgorzej zaś było z nadzieją, że ktoś się domyśli i podziękuje. Nic bardziej mylnego.
Temat jest o wiele szerszy, bo zmieniają się również formy przekazu i sama mam kłopot z synem (lat 27), który mi uświadamia, że należę do wymierającej grupy dinozaurów, przy czym jego opinia nie ma nic wspólnego z preferencjami politycznymi. On ma na myśli jedynie sposób komunikowania się ze światem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#92533

Moje doświadczenia są podobne. Jakieś 10 lat temu na podstawie dokładnie takich samych obserwcji postanowiłem calkowicie zmienić saoją interakcję z otoczeniem. Dziala jak marzenie. Polecam przestudiowanie "social types model" i sposobów rozpoznawania. Metody komunikacji wynikają z tego jaki "temperament" ma osoba z którą mamy się komunikować. Nie zaszkodzi mieć nieco umiejętności kamelelona, to takie coś jak zbroja rycerska dzisiejszych czasów.

Moja Ś.P. Babcia mi to tłumaczyła, ale jakoś nie docierało. Jej kiedyś dzielnicowy na Czerniakowie przed wojną powiedział: "...bo proszę pani honornie to można z honornym, a z chamem często trzeba po chamsku".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#92704

sprowadzeniem dyskusji politycznej, publicznej i medialnej do poziomu szamba. Ten proces ma miejsce na naszych oczach.
I widzisz, tutejszy, we mnie w dzieciństwie wpojono szacunek do starszym. Babcia powtarzała wiele razy: "wnuczusiu, póki nie wiesz jak człowiek żył, ile łez wylał, ile się napracował, ile przeżył - nie kpij z niego jak jest starszy".
I oglądam ci ja komitet poparcia Gajowego, wychodzi na mównicę Bartoszewski (że niby profesor) i widzę jak pluje i sieje jad i mam mieć - zgodnie z nauką Babci - do niego szacunek?
Kiedyś, jak byłam mała, starsi przynajmniej sposobem wypowiedzi dawali jakiś przykład. A teraz?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#92537