Czy stać nas na taką normalność?

Obrazek użytkownika 1normalnyczlowiek
Kraj

       Czas kampanii wyborczej, to czas obietnic, obiegowo nazywanych "obietnicami bez pokrycia" lub "gruszkami na wierzbie", w których podobno prześcigają się wszyscy kandydaci – a może jednak nie wszyscy! Sztuką jest więc przekonanie elektoratu, z jednej strony co do wiarygodności tych obietnic, czyli o szczerych chęciach ich spełnienia przez kandydata a z drugiej strony – co do realnych możliwości ich zrealizowania, poprzez wskazanie źródeł ich finansowania. Z kolei kontrkandydat, jako główny zarzut, oprócz kwestii finansowych, ekonomicznych, przeważnie stawia brak kompleksowego programu – choć sam w gruncie rzeczy, też nie wychodzi poza złożenie kilku wyborczych, oderwanych od siebie, obietnic. Przykładem może być prezydent Komorowski, który chwalił się jako swoim sukcesem, Kartą Dużych Rodzin a której efekt finansowy dla rodzin zależy li tylko od deklaracji firm a nie od niego, czy też - przetargami wojskowymi..., przy których prawdopodobnie więcej napsuł niż pomógł. Później wyskoczył z bezsensowaną propozycją przeprowadzenia referendum na temat JOW-ów. Nie było widać u niego całościowej koncepcji i tym bardziej nie było widać żadnej zapowiedzi jakiejś jakościowej zmiany odnośnie państwa lub gospodarki. Co istotne, taka licytacja pomiędzy kandydatami, na szczegółowe pomysły, choćby nie wiadomo jak realne i korzystne, raczej nie przynosi pożądanego skutku, choćby w notowaniach przedwyborczych, gdyż z reguły, wobec opozycji prawicowej, zostanie odwrócona, zakrzyczana we wszystkich mainstreamowych mediach, przez tabun (pseudo)ekspertów, (pseudo)dziennikarzy.

Dlatego chyba warto, szczególnie w końcówce kampanii, zaskoczyć przeciwnika przedstawieniem ogólnej, ale spójnej nowej Koncepcji Funkcjonowania Państwa i Gospodarki i to tak by tenże przeciwnik już nie mógł tych propozycji przywłaszczyć sobie! Nie można też pozwolić jemu na dyskredytowanie proponowanych rozwiązań, poprzez ich etykietkowanie, jako np. socjalistyczne, liberalne, konserwatywne, czy jako rozwiązania prawicowe, lewicowe... Koncepcję taką warto sytuować ponad tymi podziałami, nie zgadzając się na żadne szufladkowanie, tłumacząc, że o celowości konkretnego rozwiązania decyduje, nie przypisanie go do jakiejś teorii ekonomicznej, socjologicznej, ideologicznej lecz to, czy wynikające z niego zmiany, niosą korzyści dla obywateli, gospodarki, państwa... Mamy tu do czynienia z tym samym problemem jaki pojawia się przy próbach zaszufladkowania poszczególnych partii politycznych, w których koncepcje socjalne można przypisać jako lewicowe a system wartości - jako prawicowy. Wzajemne przenikanie się różnych trendów powoduje, że użycie określeń, partia: lewicowa, prawicowa, konserwatywna, socjaldemokratyczna..., nie zawsze – a raczej nigdy - nie wyjaśnia, z jaką tak naprawdę partią, mamy do czynienia.

Dlatego i przy tej nowej Koncepcji Funkcjonowania Państwa i Gospodarki, nie można dać się wciągnąć w dyskusje ideologiczne a jedynie w merytoryczne, dotyczące tego co konkretne rozwiązanie daje i czy w efekcie daje poprawę czy regres. Taka Koncepcja, oprócz niezbędnych najpilniejszych i dlatego szczegółowych rozwiązań, musi nakreślać kierunek zmian w poszczególnych sferach państwa, a które - już po audycie stanu Państwa i rozpracowaniu przez Zespół Ekspertów - w późniejszym terminie będą mogły przybierać kształt konkretnych rozwiązań ustawowych.

Na czym ma ta nowa Koncepcja Funkcjonowania Państwa i Gospodarki polegać... Otóż, dotąd tworzenie budżetu państwa a następnie wydatkowanie państwowych środków, odbywało się w ramach zastanego systemu funkcjonowania państwa, na zasadzie zbierania propozycji poszczególnych resortów i ich zatwierdzaniu w części lub w całości, w zależności od siły przebicia reprezentantów poszczególnych resortów i aktualnych poglądów premiera, często kierującego się interesem politycznym swoim i swojej Partii. Z taką praktyką warto skończyć choćby z tego względu, że realizacja wielu zadań często wykracza daleko poza czteroletnią kadencję więc - jeśli jest słuszna - nie powinna być zależna w trakcie roku budżetowego, od zmian personalnych w resortach, w rządzie. Zmiany koncepcji wraz z przychodzeniem do administracji nowych ludzi, czy nawet drobne poprawki, są źródłem ogromnych strat, także finansowych, za które najczęściej nikt dotąd nie odpowiadał – bo potencjalni winni, "właśnie odeszli".

Należy więc wprowadzić jasne priorytety, mówiącą wprost, co jest w pierwszej kolejności obowiązkiem państwa - w czasie pokoju, oczywiście! Co bardzo ważne, powinny to być takie priorytety, co do których pozostałym siłom politycznym nie na rękę byłoby ich krytykowanie. Chyba takim najważniejszym problemem, którym państwo musi się zajmować - bo bez jego udziału nie da się go rozwiązać - jest sytuacja zdrowotna i socjalno-bytowa obywateli.

Złośliwi w tym momencie mogliby zarzucić:

Jak to! W pierwszej kolejności "pełna micha"?

A gdzie tu szczytne ideały tych "prawdziwych patriotów"!

Gdzie ten ich: Bóg Honor i Ojczyzna!

Gdzie historia, religia, tradycja, obyczaje, których podobno bronią przed dekonstrukcją ze strony genderowców!

...

Odpowiedź jest bardzo prosta:

Państwo, jako organizm skupiający na pewnym obszarze określoną grupę ludzi, musi zachowywać się pragmatycznie:

Chorzy, wycieńczeni a tym bardziej – w kontekście obecnej fali imigrantów niewiadomego pochodzenia - martwi obywatele, nie dość, że nie obronią tegoż państwa przed zagrożeniami zewnętrznymi, to nie będą w stanie być nośnikami jakichkolwiek idei, przez co nie zapewnią mu ani ciągłości, ani nawet integralności wewnętrznej!

Stare powiedzenie mówi: "W zdrowym ciele zdrowy duch"... - bo tylko gdy człowiek jest zdrowy, to jest w stanie w pełni docierać do korzeni swego człowieczeństwa. Do wiary, tradycji, obyczajów, historii ..., do przeszłości swojej, kraju, świata, Wszechświata. Dopiero wtedy – gdy ma zdrowy duch w zdrowym ciele - jest w stanie swoją wiedzę przekazywać kolejnym pokoleniom...

I w ten sposób objawiły się kolejne priorytety państwa: obronność i edukacja!

Otrzymaliśmy więc odpowiedź na pytanie:

O jakie sprawy szczególnie powinno zadbać państwo – w tym prezydent i rząd – by wypełniać swe konstytucyjne obowiązki wobec swoich obywateli. Są to sprawy zdrowotne, socjalne, obronność i edukacja.

Wszelkie inne dziedziny aktywności państwa powinniśmy potraktować jako tzw. "środki prowadzące do celu" a nie jako cel sam w sobie – choć z takim właśnie podejściem mamy niejednokrotnie do czynienia! Politycy (a także urzędnicy i funkcjonariusze) muszą wreszcie sobie uświadomić, że każda ich decyzja, wszystko co robią w dziedzinie, gospodarki, finansów, infrastruktury... a także prawa, to tylko środek prowadzący do wymienionych celów a nie cel sam w sobie! Dlatego, za każdym razem powinni się "dziesięć" razy zastanowić nad tym, jak ich pomysł wpisuje się w realizację priorytetów i czy im nie zaszkodzi - zanim wybudują kolejny już przysłowiowy pałac dla ZUS-u, zanim nałożą kolejne opłaty lub podatki, czy zanim zlikwidują kolejną polską firmę, za nie zawsze prawidłowo naliczone zaległości podatkowe!

Takim pierwszym krokiem w walce z patologiami - a których szczególny wysyp zawdzięczamy ustępującej ekipie politycznej - powinno być natychmiastowe odstapienie od doktryny mówiącej, że opieka socjalna i zdrowotna, służba zdrowia jako taka, poszczególne jej placówki wraz z lekarzami, pielęgniarkami, z całym wyposażeniem, środkami niezbędnymi do leczenia pacjentów..., są – ze strony państwa – jakimś kosztem a tym bardziej, że mają się same bilansować! Czy w codziennym swym życiu traktujemy jedzenie posiłków, ubranie, mieszkanie..., jako koszt, który powinniśmy na wszelkie sposoby ograniczać??? Jeśli tak, to powinniśmy ograniczyć jedzenie do minimum, do jak najtańszych, czyli do najgorszej jakości, posiłków. Tak samo musielibyśmy ograniczać się z ubiorem lub z zamieszkaniem – np. w budzie bez światła i ogrzewania! Wszak to jest KOSZT!!! który należy – a tak mówią "światłe i postępowe" siły – ograniczać do tego stopnia, by się ZBILANSOWAŁ! Ktoś powie: Paranoja, bezsensowne postawienie sprawy? Nie! Nie jest paranoją. Bezsensowne jest właśnie takie oddzielanie od siebie poszczególnych dziedzin życia prywatnego, ale także - poszczególnych dziedzin dotyczących całego państwa, mówiąc przy tym, że one, KAŻDA Z OSOBNA, ma na siebie zarobić. Czyżby, ci co tak twierdzą, wiedzieli jak ma na siebie zarobić mój obiad, marynarka, mieszkanie, samochód...??? Można z góry odpowiedzieć: Nie wiedzą! I można od razu ich zapytać: To dlaczego uważają, że ma zarabiać na siebie szkoła, szpital, czy dom opieki? Wszak to też są podstawowe potrzeby, które ma zaspokoić państwo względem swych obywateli. I tak jak - oprócz samorealizacji – po to pracujemy by mieć pieniądze na sfinansowanie jedzenia, ubrania, mieszkania... tak państwo nie może "płakać" jakież to ma koszty związane z zaspokajaniem podstawowych potrzeb obywateli, tylko ma obowiązek szukać środków finansowych w INNYCH DZIEDZINACH i przeznaczać je zgodnie ze swą podstawową funkcją państwa!

Z takiego powodu, obojętne czy mówimy o przedszkolu, szkole, urzędzie administracji państwowej, państwowej placówce kultury, służby zdrowia, pogotowiu, o domu opieki czy nawet o izbie wytrzeźwień, nie powinniśmy – z punktu widzenia państwa – mówić o kosztach a tym bardziej wymagać jakiegoś samobilansowania. Trzeba rozdzielić, dbanie w tych miejscach, by racjonalizować wydatki, oszczędzać, unikać rozrzutności przy wydawaniu środków publicznych, od wymogu samofinansowania. Owszem "bilans musi wyjść na zero"... ale wtedy gdy po jednej stronie mamy właśnie ogólne wydatki na zdrowie, edukację, i obronność a po drugiej – ogólne wpływy państwa z innych sfer działalności. Tylko wtedy szkoła, dom kultury będzie miejscem, w którym się uczy i poszerza horyzonty, ośrodek zdrowia miejscem, gdzie się niesie pomoc chorym a dom pomocy społecznej – potrzebującym. Wtedy też służby i wojsko będzie się zajmowało swoimi zadaniami, czyli tylko związanymi z bezpieczeństwem państwa a nie z zarabianiem, bo na coś brakuje! Tylko wtedy wszystko wróci na swoje miejsce! Także szpital znowu stanie się miejscem W KTÓRYM SIĘ LECZY a nie miejscem, w którym się wypracowuje zysk! Wreszcie, po latach "liberalnych błędów i wypaczeń" chory człowiek, z jednostki chorobowej poddawanej określonym procedurom, na powrót stanie się pacjentempo prostu: PACJENTEM, który jest leczony... do skutku a nie do wyczerpania środków finansowych na daną procedurę!

Takie myślenie wprost narzuci logiczną kolejność wydatkowania środków publicznych zgodnie z bieżącymi potrzebami z zakresu opieki zdrowotnej, edukacji, bezpieczeństwa wewnętrzego, łącznie z infrastrukturą drogową i kolejową, telekomunikacją oraz na bezpieczeństwo zewnętrzne. Dopiero w kolejnych krokach można będzie rozdysponować budżetowe środki i siły na inne dziedziny. Przyjęcie takich priorytetów jako fundamentu funkcjonowania państwa spowoduje, że nie będzie mogło dojść do takiej sytuacji, w której na przykład znajdą się pieniądze na reklamę państwowych instytucji w mediach lub na wypuszczanie przysłowiowych kolorowych baloników, a gdzieś w Polsce, ograniczy się lub nawet odbierze pieniądze na leczenie w szpitalu, na opiekę w domu opieki, na realizację programu w szkole lub państwo odmówi, ograniczy pomoc podczas klęsk żywiołowych i w innych losowych przypadkach. Po prostu państwo ma być przede wszystkim najpierw dla obywatela a dopiero - o wiele później - dla siebie, dla urzędnika, dla funkcjonariusza. Państwo powinno funkcjonować jak taka specyficzna instytucja ubezpieczeniowa, do której wszyscy obywatele, niczym składkę ubezpieczeniową, na miarę swoich możliwości wpłacają (w formie podatków, opłat) - by później z niej korzystali ci, którzy z przeróżnych powodów losowych, takiej pomocy potrzebują! Bo jeśli państwo, jako takie, ma istnieć nie po to właśnie, by pomagać... to: Po co? Do czego ma być nam potrzebne!

Podobna zasada priorytetów mogłaby zafunkcjonować w sprawach niematerialnych, tzw. "ideologicznych" – współgrając ściśle z postanowieniami Konstytucji RP! Czyli mówiąc teraz, w czasach w których coraz częściej są naruszane prawa WIĘKSZOŚCI:

- najpierw obrona rodziny i małżeństwa jako podstawowej komórki, z której składa się - i w której trwa – państwo

- a dopiero później ewentualne spełnianie indywidualnych oczekiwań mniejszości.

I tu musi obowiązywać jedna podstawowa zasada:

To co się kłóci z interesem rodziny, małżeństwa, nie może być wprowadzane w życie za pomocą żadnej ustawy, jakiegokolwiek przepisu czy nawet zalecenia!

Tym sposobem jednym ruchem pozbędziemy się problemów "genderowych" i sex edukatorów ze szkół i przedszkoli(żłobków) a niejeden z przepisów unijnych, straci rację bytu...

Nad tym wszystkim powinien czuwać zarówno Prezydent RP jak i cały nowy rząd oraz wszyscy urzędnicy!

Wtedy na pewno nadejdzie dla Polski: Czas na normalność i na przyzwoitość

we wszystkich sferach życia.

A jeśli ktoś jeszcze jest niezdecydowany, nie wie jak zachować się 25 października, niech po prostu zachowa się przyzwoicie. Przyzwoicie wobec Ojczyzny, przyzwoicie wobec nas, swoich Rodaków i przyzwoicie wobec samego Siebie...

Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (4 głosy)