"demokracja" contra D e m o k r a c j a

Obrazek użytkownika wilre
Idee
 
 

 

O Demokracji - nie w Ameryce:

 

 (  )


 

Tę alternatywę „wewnątrzdemokratyczną” opisał swego czasu dobrze francuski autor konserwatywny Jean Madiran w pracy pod znamiennym tytułem „Deux democraties” – „Dwie demokracje” (fragmenty opublikowano w najnowszym numerze „Christianitas”).
Obok demokracji liberalizmów nowoczesnych i ponowoczesnych istnieje bowiem faktyczna potomkini demokracji klasycznej i klasycznego republikanizmu – nazywana niekiedy demokracją konserwatywną. Ich różnica jest zupełnie zasadnicza: o ile demokracja klasyczna oznaczała po prostu i jedynie przyjęcie procedury wyboru rządzących przez rządzonych, z zachowaniem nienaruszonej sfery prawa moralnego – o tyle demokracja oświeceniowa i rewolucyjna oznacza ( i dziś ) wykluczenie wszelkich zasad i autorytetów, które nie mogą się wylegitymować wolą większości. 
Inaczej mówiąc, w demokracji klasycznej uznaje się, że są takie świętości i normy, których nie sprawdza się przez głosowanie, lecz przyjmuje jako podstawę życia społecznego – natomiast w demokracji „nowoczesnej” przyjmuje się, że obowiązuje tylko to, co zostanie przegłosowane, włącznie z zasadami moralnie wrażliwymi.
W dokumentach Kościoła można znaleźć akceptację wyłącznie dla demokracji klasycznej – podczas gdy jej konkurentka, „demokracja bez wartości”, jest rzeczywiście uznawana za formę przejściową do totalitaryzmu (jak to zaznaczył Jan Paweł II). 

Niestety, wbrew propagandzie liberałów, demokracja nie kojarzy się w naszej najnowszej historii wyłącznie z poczciwymi republikami – lecz właśnie także z totalitaryzmami, które z czasem zaowocowały gułagiem i Auschwitz, choć początkowo miały demokratyczną legitymację lub uznanie demokratycznej opinii. Nadwiślański „liberał” każe nam wierzyć, że coś takiego już się nie powtórzy. Słowo honoru?

(  )

PDF] 

JEAN MADIRAN . Dwie demokracje

 

p.s. Krowy, a ustrój polityczny

 

FEUDALIZM:

Masz dwie krowy.

Opiekujesz się nimi,

a Twój senior zabiera Ci część mleka.

 

USTRÓJ NIEWOLNICZY:

Twój pan ma dwie krowy.

Ty się nimi opiekujesz,

on daje Ci część mleka.

 

CZYSTY SOCJALIZM:

Masz dwie krowy.

Rząd je zabiera i umieszcza w oborze razem z krowami innych.

Ty musisz opiekować się wszystkimi krowami.

Rząd wydaje Ci tyle mleka, ile potrzebujesz.

 

SOCJALIZM BIUROKRATYCZNY:

Masz dwie krowy.

Rząd zabiera je i umieszcza w oborze razem z krowami innych.

Zajmują się nimi dawni hodowcy kurczaków. Ty musisz zajmować się kurczakami, które rząd odebrał ich hodowcom.

Rząd daje Ci tyle mleka i jajek, ile zgodnie z przepisami potrzebujesz.

 

FASZYZM:

Masz dwie krowy.

Rząd zabiera obie, wynajmuje Cię, żebyś się nimi opiekował i sprzedaje Ci mleko.

 

CZYSTY KOMUNIZM:

Masz dwie krowy.

Sąsiedzi pomagają Ci się nimi opiekować

i wszyscy dzielicie się mlekiem.

 

KOMUNIZM RADZIECKI:

Masz dwie krowy.

Musisz się nimi opiekować,

a rząd zabiera całe mleko.

 

DYKTATURA:

Masz dwie krowy.

Rząd zabiera obie

i zostajesz rozstrzelany.

 

DEMOKRACJA SINGAPURSKA:

Masz dwie krowy.

Rząd karze Cię grzywną za trzymanie dwóch zwierząt hodowlanych w mieszkaniu bez zezwolenia.

 

MILITARYZM:

Masz dwie krowy.

Rząd zabiera obie i wciela Cię do armii.

 

CZYSTA DEMOKRACJA:

Masz dwie krowy.

Twoi sąsiedzi decydują, kto dostaje mleko.

 

DEMOKRACJA PRZEDSTAWICIELSKA:

Masz dwie krowy.

Twoi sąsiedzi wybierają kogoś, kto powie Ci, czyje jest mleko.

 

DEMOKRACJA AMERYKAŃSKA:

Rząd obiecuje Ci dwie krowy, jeśli na niego zagłosujesz.

Po wyborach prezydent zostaje odwołany za spekulacje na rynku terminowych transakcji na krowy. Prasa rozdmuchuje aferę "Cowgate".

 

DEMOKRACJA BRYTYJSKA:

Masz dwie krowy.

Karmisz je mózgami owiec tak długo, aż zwariują.

Rząd nic nie robi.

 

DEMOKRACJA WŁOSKA:

Masz dwie krowy.

Przed rannym udojem słuchasz radia, żeby dowiedzieć się, kto jest dzisiaj premierem.

 

BIUROKRACJA:

Masz dwie krowy.

Najpierw rząd wydaje przepisy, które mówią kiedy możesz karmić i doić swoje krowy.

Potem płaci Ci, żebyś ich nie doił.

Następnie zabiera obie krowy, jedną zabija, drugą doi i wylewa mleko do ścieków.

Na koniec domaga się od Ciebie wypełnienia formularzy wyjaśniających zaginięcie jednej z krów.

 

ANARCHIA:

Masz dwie krowy.

Albo sprzedajesz mleko po dobrej cenie, albo Twoi sąsiedzi będą próbowali Cię zabić i przejąć krowy.

 

KAPITALIZM:

Masz dwie krowy.

Sprzedajesz jedną i kupujesz byka.

 

KAPITALIZM DALEKOWSCHODNI:

Masz dwie krowy.

Sprzedajesz je swojej spółce giełdowej, korzystając z akredytywy nieodwołalnej poręczonej przez bank szwagra. Następnie wykonujesz transakcję swapową z funduszem powierniczym, dzięki czemu odzyskujesz wszystkie swoje cztery krowy i dostajesz ulgę podatkową za hodowanie pięciu krów.

Prawa do mleka sześciu krów sprzedajesz na rynku transakcji terminowych przez pośrednika z Panamy firmie z Kajmanów, której ukrytym udziałowcem jest żona szwagra. Prawa do mleka wszystkich siedmiu krów odkupuje Twoja spółka giełdowa, która w rocznym sprawozdaniu wykazuje osiem krów na stanie z opcją na zakup jeszcze jednej.

W tym samym czasie zabijasz swoje dwie krowy, bo miały złe Feng Shui.

 

PROEKOLOGIZM:

Masz dwie krowy.

Rząd zabrania Ci je doić i zabijać.

 

FEMINIZM:

Masz dwie krowy.

Pobierają się i adoptują cielaka.

 

TOTALITARYZM:

Masz dwie krowy.

Rząd zabiera obie i zaprzecza, by one kiedykolwiek istniały.

Mleko jest objęte zakazem produkcji i konsumpcji.

 

LIBERTYNIZM:

Masz dwie krowy.

Jedna przeczytała konstytucję, wierzy w nią i ma kilka dobrych pomysłów na rządzenie. Startuje w wyborach i podczas gdy większość ludzi uważa, że krowa jest najlepszym kandydatem, nikt oprócz drugiej krowy na nią nie głosuje, bo wszyscy sądzą, że byłoby to wyrzucanie ich głosu w błoto.

 

SURREALIZM:

Masz dwie żyrafy.

Rząd wymaga, by brały lekcje gry na harmonijce.

 

APPENDIX.

POpolsza i jej "demokracja"

 

Rewolucji nie było

Na początek oficjalne wielkie podziękowania dla chłopaków z warszawskipis.pl. Później się zrobi na druki firmowym, z wpisem do akt  Na razie- jeszcze raz wielkie dzięki za gościnę.

Teraz sam Marsz.

Najpierw to, co było źle.

Źle było, że się marsz rozdzielił. Nie będę udawał, że wiem czyja to wina. Czy to dlatego, że Sakiewicza pogięło i się wycofał, czy to dlatego (jak mówią narodowcy), że policja im uniemożliwiła przejście pod pomnik Piłsudskiego, czy co tam. Źle się stało i tak być w przyszłości nie może. Niezależnie od tego, czy zostanie powołany do życia Ruch Narodowy, czy nie. Osobiście jestem za tym by powstał, choć to jest realna konkurencja dla PiS i jeśli ktoś naprawdę jest nam w stanie coś ująć, to właśnie radykałowie prawicy. Za nimi po prostu idzie młodzież. Ta cała wkurwiona i agresywna (co cenne i co ja popieram), nie pieprząca się w tańcu, aktywna i gotowa do konfrontacji. Ba, gotowa. Gotowa to mało. I ci ludzie są Polsce bardzo potrzebni, bo Polsce po prostu potrzebni są ludzie, którzy są zdolni przypierdolić. A tych, którym by przypierdolić trzeba jest sporo, mimo że coraz bardziej zestrachani są silni i na rzęsach stają, by na nas wymusić przestrzeganie ich reguł, które sobie sami dla siebie ustanowili, żeby im było wygodnie. Tego się nie skruszy ani pokojowymi marszami, ani krucjatami różańcowymi, ani ogólnie pojętą grzecznością. Tzn. to wszystko jest potrzebne, niezbędne wręcz, ale na końcu tego różańca i tej modlitwy muszą stać ludzie gotowi to całe gadanie o Polsce traktować poważnie i na poważnie wybijać zęby tej całej lewackiej hołocie, tym komoruskim pajacom „maszerującym” w ramach pensji itp. No i radykałowie chyba o niczym innym nie marzą, żeby się za to zbożne dzieło w końcu wziąć i sprawić, żebyśmy wszyscy byli po właściwej stronie stryczka, tzn. po tej, po której się taboret wykopuje, niż po tej, gdzie taboret jest wykopywany.

Ruch Narodowy może być tym, o czym bajali durnie od Ziobry, czyli tym drugim płucem prawicy. Zbrojną pięścią. Tymi, którzy nie mają ochoty na debaty z jakimiś Żakowskimi, Lisami i resztą tego plugawego towarzycha, za to zamiast debaty mogą ww. pyski prać. A z lewusami trochę jest jak z krnąbrnymi, zdradliwymi babami. Trzeba tłuc tak długo, aż krnąbrność ustąpi miejsca szacunkowi i miłości. Dana krnąbrna i zdradliwa baba uważa bowiem, że w obecnym systemie facet jest po prostu bezsilny, w żaden sposób nie jest jej w stanie zagrozić, przez co nie zasługuje na szacunek i można mu srać na głowę. Remedium na tę nowomodną degenerę, z której nie wynika nic dobrego poza tym, że przybywa tych popsutych bab, jest naga przemoc. Naga przemoc zaś to jest ten niezbędny składnik, bez którego nie ma mowy o miłości kobiety do mężczyzny, czyli specyficznej mieszanki pożądania, strachu i fascynacji zwierzęcą siłą.

Z naszą lewicą jest więc jak z tymi rozpuszczonymi babami. Po prostu jak się lewactwa nie bije, to mu wątroba gnije.

Mamy więc ten rozdzielony marsz i mamy odkopywanie tych przedwojennych trumien Dmowskiego i Piłsudskiego. Dla normalnego człowieka były one zagrzebane w miarę solidnie i z dorobku obu tych panów można było sobie wybrać to co najlepsze, dokonać syntezy i na niej bazując myśleć o tym, co zrobić z tą całą postkomuną i jak sprawić, by Polska pojawiła się na powrót na realnych mapach politycznych Europy i Świata. Okazuje się zaś, że z tej syntezy mogą być nici i zamiast wspólnie to postsowieckie bydło pogonić za Don, będziemy się teraz przepychać między sobą i kłócić o to, który trup ważniejszy.

Tak na moje oko to najbardziej o to chodzi, kto zostanie Michnikiem prawicy. Tzn. każdy z ośrodków, w okół którego zaczyna się koncentrować jakakolwiek prawicowa siła polityczna, natychmiast zaczyna kombinować nad tym, jak tu przejąć rząd dusz nad całą resztą prawej strony. Informuję, że to się nie uda. My nie jesteśmy lewica, czy inna Platforma, żeby po naszej stronie mógł zaistnieć jakiś guru, jak Aaaadam, który będzie całej reszcie mówił, co ma myśleć i tresował ku nowemu, lepszemu mrówkoczłowieczeństwu. Jeśli chcemy wygrać trzeba pogodzić się z tym, że niczego takiego nie będzie, za to naszą siłą jest nasza róznorodność. Różnorodność, która koncentruje się wokół idei Polski. Naszym wspólnym mianownikiem są bowiem słowa Hemara:

Chcemy, aby Najjaśniejsza Rzeczpospolita była wielka, bo albo będziemy wielcy, albo nie będzie nas wcale

I teraz to nie jest ważne, jak sobie różni ludzie wyobrażają tę wielką Polskę. Różnie sobie wyobrażają, bo są różni. I o tym wszystkim możemy sobie dyskutować i spierać się między sobą, bo trzeba nam będzie znaleźć sposób na takie poukładanie Polski, byśmy się w niej zmieścili wszyscy i żeby nikogo Polska w dupę nie kopała. Clou jednak w tym, że taka debata może się toczyć wyłącznie wśród tych, którzy Polski wielkiej pragną i sami się do polskości poczuwają. To zaś od razu wyrzuca poza margines te wszystkie euromichniki, biłgorajskie szumowiny, wszystkich tych leberałów, postkomuchów, zdrajców, jurgieltników i innych Smolarów, te wszystkie Stokrotki, Miecugowy, ryże wnuczki z Wehrmachtu i spoconego posła Olszewskiego, czyli sowiecką progeniturę w gumofilcach od Testoni. No ale żeby temu plugastwu móc powiedzieć gromkie: WY-PIE-DA-LAĆ!!! to trzeba, by po naszej stronie zapanowała zgoda przynajmniej co do tego. To zaś oznacza, że wszelkie ośrodki prawicowe muszą się po prostu ze sobą zacząć porozumiewać i traktować jak partnerów, a nie wrogów. Oczywiście przy zachowaniu proporcji i ważeniu sił, niemniej jednak.

A teraz o tym, jak się na te marsze przygotowała natchnięta Duchem Świętym Bufetowa. Pewnie niewielu o tym pamięta, bo to było dawniej niż przedwczoraj, dlatego ten świński ryjek z warszawskiego ratusza (no nie mówcie, że ona z profilu nie wygląda jak loszka, a ąfas jak zapóźniona w rozwoju pegeerowska młodsza oborowa), może uchodzić w oczach Młodych Zadłużonych z Wielkich Miast, za postępowca i nadzieję na niski kurs franka, ale jeszcze nie tak dawno opowiadała przecież, jak to ją Duch Święty natchnął i jaka to z niej  jest gorliwa katoliczka. No ale to było w czasach, gdy ryży wnuczek z Wehrmachtu na chybcika się kościelnie żenił i nie było jeszcze rozkazu, żeby nie klękac przed księżmi.

Przygotowano się na nasz przyjazd wspaniale. Kontrole drogowe zaczęły się już przed Bełchatowem (jadąc od Wrocka). Oczywiście podejrzliwość policji wzbudzały pojazdy z polską flagą. No bo, powiedzmy to sobie otwarcie, kto to widział, żeby obywatel wywieszał biało- czerwoną flagę w święto państwowe? W jakieś święto niepodległości? No dajcież spokój! Nie po to dziadzio Szechter AKowcom paznokcie otwieraczem do butelek zrywał, nie po to babcia Wolińska wydawała wyroki śmierci, nie po to tate Popiełuszkę mordował, żeby teraz ich potomstwu w mundurach jacyś Polaczkowie ze swoimi flagami przed oczy leźli. To chyba jasne?

Nas, czyli mnie i mojego sąsiada, zawinięto dopiero w Jankach. Popatrzono do bagażnika, ale tak dobrze ukryliśmy kałasznikowy i wyrzutnie rakiet ziemia ziemia, że ich nie znaleziono. Tu akurat nie wiem jednej rzeczy, bo się nas policjant pytał, po co do Warszawy jedziemy i czy na Marsz. Policjant takie pytanie może obywatelowi zadać w ogóle? Jak to jest?Bo chyba nie ma takiego prawa w Polsce jeszcze, żeby się byle psu spowiadać z tego, gdzie i po co się jedzie swoim prywatnym samochodem, za swoje prywatne pieniądze?

Generalnie, już przed Jankami, wszędzie pełno suk. I małych, takich suczek i takich dużych, nastajaszczych suk. Psiarnia w pełnej zbroi, ochraniacze od stóp do głowy. Wszystko to na sygnałach, choć nie spieszyli się nigdzie. Ot, jedzie sobie taka suka, w środku te jej opancerzone szczenięta, niespiesznie się toczy, ale wyje jak wszyscy diabli. Nie wiem, może to miało kogoś przestraszyć, a może chodziło o to, żeby taką kabaretową atmosferą grozy kogoś wkurzyć, żeby co wyrywniejsi szybciej potracili nerwy. Ogólnie jednak wyglądało to wszystko dosyć żenująco, jak na pokaz siły.

Tu mi się przypomniało, jak kiedyś jechaliśmy z Grześkiem Braunem do Warszawy, całkiem nie po to, żeby demonstrować, tylko do telewizora sprawę załatwić i zatrzymano nas w ramach jakiejś sierpniowej akcji znicz. Zjechałem na pobocze i dopiero wtedy zobaczyłem, że ci policjanci uzbrojeni jak na wojnę w kałasznikowy itp., to dzieciaki jakieś mizerne i trochę przestraszone. Na to Grzesiek otworzył okno i powiedział do jednego z tych dzieciaków w mundurach tak:

- Proszę pana, niech pan lepiej schowa ten karabin, bo jak przyjadą prawdziwi bandyci, to pana zbiją i panu ten karabin zabiorą.

Tym razem tych dzieciaków z pryszczami nie było widać, ale gdzież temu nowomodnemu ZOMO Donalda Tuska, do pierwowzoru pod dowództwem ludzi honoru Gazety Wyborczej? Donaldowi Tuskowi rozlicznych talentów odmówić nie sposób, ale powiedzmy sobie prawdę, Cześkowi Kiszczakowi nie godzien czyścić walonek.

Sam marsz, gdyby nie to ZOMO właśnie, odbyłby się bez jednego incydentu.

Tak naprawdę były tylko dwie blokady- ta pierwsza, na samym początku, jak tylko marsz ruszył i to ewidentnie było szykowane dla kamer zaprzyjaźnionych telewizji towarzyszy ojców założycieli

- i druga, kiedy to ZOMO zastąpiło drogę pomniejszonemu już marszowi, gdy Kluby Gazety Polskiej, czyli w jakichś 60% mohery i ludzie niezdolni do zadym z racji wieku, odłączyły się od radykałów na Rozdrożu i szły w kierunku pomnika Piłsudskiego. Nikt jednak nie chciał w ZOMO rzucać niczym, nawet ich nie wygwizdano, więc po chwili ta bezsensowna blokada została zdjęta i pod pomnik Marszałka doszliśmy.

Teraz odczucia.

Zdarzyło mi się parę razy w życiu być uczestnikiem sytuacji, po których następowała zmiana. Sytuacji publiczno- politycznych. W takich razach, na języku, wyczuwa się taki metaliczny posmak. Jakby w powietrzu unosiła się rozpylona krew. To zapewne tylko projekcja, ale tak to się odbiera. Po prostu czuć, że zaraz będzie bitka i to bitka prawdziwa. Nie jakieś tam ciskanie petardami, tylko bitwa. Że nie będzie się brało jeńców i nie skończy się na guzach. Wtedy to powietrze ma naprawdę inny zapach i czuje się rosnące z chwili na chwilę napięcie, które musi znaleźć jakieś ujście, jest tak wielkie, że trzeba je rozładować i rozładować je można tylko w jeden sposób.

W niedzielę 11.XI.2012   t e g o nie było.

Nie było tego już od Bełchatowa.

Była za to szopka. Po obu stronach. Oni udawali że są groźni, a my trochę udawaliśmy, że w tę ich grozę wierzymy, ale będziemy niezłomnie maszerować. Do zwycięstwa. Wbrew wszystkiemu.

Tzn. z tym udawaniem, to może nie jest właściwe słowo. Oni po prostu nie potrafią być groźni. A my nie potrafiliśmy się ich bać i bohatersko ten lęk zwyciężywszy rozbić te ich opancerzone zastępy. Po prostu sobie pomaszerowaliśmy śpiewając rózne wywrotowe zwrotki i wznosząc hasła typu „Donald pedał Polskę sprzedał”. Itp.

I można by powiedzieć, że to była obustronna impotencja, gdyby nie to, że po naszej stronie była gotowość, by się z nimi bić. I gdyby poseł Górski nie zatrzymał tej ZOMOwskiej ciężarówki, którą oni chcieli staranować czoło pochodu, to zamiast tych kilkudziesięciu psów Donalda Tuska, do szpitala trafiłoby ich parę setek. Z tej prostej przyczyny, że na czele pochodu nie szedł nikt z różańcem- czyli pokornego serca i łatwy do spałowania, za to jakieś 30 tysięcy wkurwionych chłopaków prosto z sal MMA itp. mordobić. I te chłopaki by tych gliniarzy rozerwały na strzępy. Tak o. I nawet by się szczególnie nie spocili. A mieli na to naprawdę wielką ochotę. Więc jeśli na 13 grudnia, w Warszawie, policja będzie miała pomysł być bardziej stanowcza, to ja już teraz sugeruję, żeby krawężniki brały urlopy, bo ci, którzy demonstrantom drogę zagrodzą, zapłacą za to straszną cenę. I wszystko to za tę uwłaczającą ludzkiej godności pensję. I wszystko to w imię tej odrażającej hołoty nazywającej się rządem.

Żeby nie było, ja tu nikogo do niczego nie namawiam, ja po prostu stwierdzam fakt. Moje gadanie niczego tu nie zmieni. Jeśli władza wyśle psy przeciwko ludziom, to te psy będą skamleć z bólu. Niech lepiej siedzą w budzie.

I na koniec, jakby kto nie wiedział, gdzie się podziewają nasze pieniądze i dlaczegóż to te drogi, co to je nam Donaldu buduje ze starych sedesów są w cenie sztabek złota. Poniższe zdjęcie zrobiliśmy wczoraj, wracając do Wrocławia. To jest odcinek trasy S8 która ma łączyć Wrocław z Warszawą. Odcinek zamknięty dla ruchu, w budowie. A te świecące kropki, to są lampy oświetlające tę pustą, zamkniętą autostradę i pusty, zamknięty parking przy niej. Kilometry lamp świecących psu w dupę. A rachunki płacimy my. Za prąd wytwarzany (dzięki ci DOnaldu za pakiet klimatyczny) nie z naszego węgla, a z gazu kupowanego u pułkownika KGB, Putina, za co ten przemiły dżentelmen i morderca Litwinienki (oraz min. kilkudziesięciu dziennikarzy niezależnych, widzów spektaklu na Dubrowce, czy tych dzieciaków z Biesłanu), kupi sobie trochę nowych rakiet Iskander, które z ukradzionego nam Królewca wyceluje w nas.

Sorry za niską jakość zdjęć, ale nie bardzo miałem się jak bawić komórką śmigając jeszcze o lasce. Bojowej bo bojowej, ale jednak lasce. A o lasce to pstrykanie fotek nie idzie. Zresztą, net pełen jest zdjęć w dobrej i bardzo dobrej jakości. Choćby tutaj.

Te moje fotki, jak je kliknąć, to najpierw się pokaże jeszcze raz miniaturka, a po drugim kliknięciu całe, duże zdjęcie.

------------------------- Boże chroń Jarosława Kaczyńskiego ------------------APPENDIX II.

SEE

 

Prawnie usankcjonowany koniec demokracji ... i konstytucji RP                        14-4-2012

Kategoria: Polska
Autor: GlobalnaSwiadomosc

 

Poniższy tekst jest skorzystaniem z mojego konstytucyjnego prawa do wyrażania prywatnej opinii i tylko w ten sposób powinien być traktowany. Moim zamiarem nie jest ocenianie, a tym bardziej obrażanie kogokolwiek, a tym bardziej wielce szanownego pana Premiera Tuska i jego zaufanych współpracowników. Jeśli ktokolwiek, jednak poczuje się poniższym tekstem urażony, lub skrzywdzony, z góry tą osobę przepraszam.

 

Czy polskie władze pełnią swoje obowiązki zgodnie z Konstytucją, jako przedstawiciele woli Narodu ? 

Moim zdaniem tak się nie dzieje, co pozostaje w jaskrawej sprzeczności z ideąDemokracji ! Inaczej mówiąc, w Polsce pozostały jedynie pozory demokracji, za którymi kryje się totalitaryzm UE, oparty na służalczości polityków-karierowiczów, celowo nieprzejrzystym, acz wykonującym wolę władz systemie egzekwującym ich prawo oraz na armii cynicznych spin-doktorów.

Wiem, wielu tak twierdzi, ale co innego mówić, a co innego, konkretnie, punkt po punkcie to wykazywać.  

 

Cytat z portalu SkutecznyAdwokat.pl (link):

Sąd Najwyższy stwierdził, iż "Obietnice wyborcze nie powodują skutków cywilnoprawnych. Nie są one bowiem zdarzeniami prawnymi w rozumieniu źródeł zobowiązania cywilnego. Bliżej uściślając zakres rozważań, należy stwierdzić, że głoszenie przez kandydata obietnic nie oznacza, że doszła do skutku czynność prawna. Istotnym elementem takiej czynności jest oświadczenie woli złożone w celu wywołania skutków w zakresie stosunków prawa cywilnego, w szczególności w celu powstania, zmiany lub ustania określonego stosunku. Tymczasem kandydat do wyboru na urząd, przyjmując dany program wyborczy i uszczegóławiając go w akcji agitacyjnej mniej lub bardziej konkretnymi obietnicami, nie wyraża woli nawiązania z wyborcą stosunku cywilnoprawnego, rodzącego określone zobowiązanie do spełnienia obiecanego świadczenia w razie wygrania wyborów (...) Przyjęcie odmiennego stanowiska prowadziłoby do powstania trudno wyobrażalnych konsekwencji w postaci warunków sprzyjających licznym procesom sądowym, angażujących po obydwu stronach uczestników kampanii wyborczych, na różnych szczeblach, także samorządowych, gdzie również w okresie wyborów popularyzowane są programy zawierające wiele obietnic skonkretyzowanych w proponowanych zadaniach."

 

Takie stanowisko zajął Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 1996.09.20 III CZP 72/96 (OSNC 1997/1/4). 

W krótkich słowach: SN stwierdził, że nie można pociągać do odpowiedzialności prawnej polityków nie dotrzymujących swoich obietnic wyborczych, tylko dlatego, że było by zbyt dużo spraw sądowych i motywuje to brakiem jakiejś konkretnej umowy cywilno prawnej, która w warunkach agitacji wyborczej nie jest nigdy i nigdzie stosowana !!! 

Nasz system demokratyczny opiera się na wybieraniu przedstawicieli społeczeństwa do władz RP, w tym do Sejmu i Senatu. W ten sposób, poprzez przedstawicieli społeczeństwa, powinna być realizowana, tylko i wyłącznie wola tegoż społeczeństwa. Wedle Konstytucji RP:

 Rozdział I RZECZPOSPOLITA Art. 4.
"Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu" oraz "Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.".

 

Przy tym wszystkim trzeba nadmienić, że Konstytucja, jak i całe prawo powinno być jasne i zrozumiale dla obywatela, przy czym Konstytucja powinna być stosowana bezpośrednio, czyli bez żadnych interpretacji: 

Rozdział I RZECZPOSPOLITA Art. 8. 
“Konstytucji RP: " Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej”oraz “Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej.”

   

Wróćmy zatem do ww. Art. 4 Konstytucji. Wedle tego zapisu, to my NARÓD sprawujemy władzę, bezpośrednio lub poprzez naszych przedstawicieli, których wybieramy na podstawie ich obietnic wyborczych. Jeśli nasz przedstawiciel sprzeniewierzy się swoim, przez nas zaakceptowanym obietnicom, to powinien on utracić swoje podstawy do pełnienia mandatu naszego przedstawiciela. A jednak tak się nie dzieje, co pozostaje w jaskrawej sprzeczności z  Art. 4 Konstytucji...

 

Wybory do Sejmu i Senatu nie są działalnością cywilno-prawną lecz aktem wykonywania konstytucyjnego prawa do ustanawiania przedstawicieli. W takiej sytuacji nie ma tam zatem miejsca dla umów cywilno-prawnych. Przedstawiciel / reprezentant osoby prawnej, lub cywilnej, nie wykonujący woli tejże osoby, nie wypełnia kryteriów reprezentowania tej osoby. To chyba powinno być jasne dla każdego, a jednak jak widać nie jest. 

Co to oznacza w praktyce ? 

SN zagwarantował prawnie, lecz wbrew Art. 4 Konstytucji, że polityk może czynić powinności przedstawiciela grupy społeczeństwa, która go obrała, nawet wtedy, kiedy jego poczynania nie są zgodne z wolą tej grupy (z obietnicami dzięki którym go wybrano), czyniąc go de facto bezkarnym względem wyborców, ponieważ uznał, że nie można go z jego poczynań w żaden sposób prawnie rozliczać.

Dzięki takiemu orzeczeniu, SN zatwierdził niechlubną i niebezpieczną dla nas wszystkichzasadę, iż w wyborach można stosować wszelkie metody, łącznie z kłamstwem i podstępem, aby zostać wybranym i rządzić. Jest to precedens, w jaskrawy sposób łamiący demokratyczne (uczciwe) zasady sprawowania rządów przez przedstawicieli społeczeństwa. Inaczej mówiąc jest to koniec Demokracji i koniec Konstytucji, w ich jasnym i uczciwym rozumieniu. Precedens, który w niezauważony przez większość z nas sposób, zmienił oblicze polskiej polityki, już prawie 16 lat temu.

Polska, już od lat nie jest krajem demokratycznym, utrzymując tylko pozory demokracji, wyłącznie na potrzeby manipulacji społeczeństwem.

Dobitnym tego przykładem jest nowa reforma emerytalna. Sondaże wykazują jednoznacznie, iż ponad 72 % społeczeństwa nie zgadza się na jej wdrożenie, co jest równoznaczne z potrzebą przeprowadzenia referendum, lub zaniechania wdrożenia reformy. Co w takiej sytuacji robi premier Tusk ? Odrzuca propozycje przeprowadzenia referendum i wdraża reformę mimo wszystko, zachowując przy tym pozór przeprowadzenia (mocno ograniczonych) konsultacji, szumnie określanymi jako społeczne. 

"Z badania KalkulatoraPolitycznego.pl wynika, że przeciwko planom podwyższania wieku emerytalnego do 67 roku życia jest 72% ankietowanych posiadających dostęp do Internetu (w tym 55% „całkowicie przeciw”). Zaledwie 22% internautów stanowi ewentualną bazę wsparcia dla planowanej reformy..."  (link)

Już tylko powyższe, wystarczająco dobitnie świadczy o tym, że reforma emerytalna jest wdrażana wbrew woli społeczeństwa i tylko poprzez referendum premier Tusk mógłby udowodnić coś odwrotnego. To znowuż oznacza, że NARÓD nie ma już wpływu na władzę, więc nie sprawuje władzy, a władza nie jest już jego reprezentantem.

 

zdjęcie z:  http://eurybiades.salon24.pl/319066,donald-do-psychiatry

 

Mamy do wyboru: albo pogodzimy się z tym stanem rzeczy, albo też skorzystamy z zapisów Konstytucji i zaczniemy sprawować władzę bezpośrednio... chociażby domagając się naszych praw na ulicy i jak to niegdyś czynił Mahatma Gandhi - masowo, ostentacyjnie ignorując prawa, które jako społeczeństwo uważamy za niesprawiedliwe oraz ignorując tych co je bez naszego przyzwolenia ustanawiają.

Wybór należy do Was ! Brak naszego działania oznacza ciche przyzwolenie na dalsze działanie nie reprezentującej nas władzy.

 

                          zdjęcie z: http://www.demokracjabezposrednia.pl/frontpage?page=3

 

warto przeczytać:  
http://minakowski.tek24.pl/1107,koniec-demokracji-przedstawicielskiej-przejmujemy-panstwo

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Do wyliczanki dodalbym:

UNIA EUROPEJSKA z ubojem rytualnym: masz dwie krowy, możesz je zarżnąć bez ogłuszania.

cui bono

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

cui bono

#310091