Kolejne "ocieplanie wizerunku"?

Obrazek użytkownika Honic
Kraj

Krótka informacja z "Interii":
"23 grudnia 1946 roku z więzienia na ul. Montelupich w Krakowie uciekła Johanna Langefeld, komendantka SS z obozów koncentracyjnych w Ravensbrck i Auschwitz. Wygląda na to, że pomogły jej... Polki. Tę niezwykłą historię badają właśnie reżyserzy Władysław Jurkow i Gerburg Rohde-Dahl, autorzy filmu dokumentalnego "Sekret Johanny".
"Prowadzimy rodzaj filmowego śledztwa, które ma odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób Johanna Langefeld zbiegła z polskiego więzienia" - powiedział "Dziennikowi Polskiemu" Władysław Jurkow.
Dokument powstaje w koprodukcji polsko-niemieckiej, przy wsparciu Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej oraz Polsko-Niemieckiego Funduszu Rozwoju Projektu Filmowego. Dokument ma być emitowany w telewizjach obu krajów, twórcy liczą też na szerszą dystrybucję. Premiera ma się odbyć wiosną 2014 r."
Tutaj: http://fakty.interia.pl/prasa/news-dziennik-polski-filmowe-sledztwo-i-tajemnica-ss-manki,nId,997540
Przyznam, że informacja mnie nieco zszokowała. Może to taka postmodernistyczno-eurokomunistyczna
moda żeby przedstawiać wszystko jako kontrowersyjne?
Znam historię na tyle aby wiedzieć czym były obozy w Ravensbrueck i Auschwitz. Wiem też, że aby zostać przyjętą do SS i zostać komendantką obozu trzeba było wykazać się nieco bardziej niż "zwykła" Niemka z tamtych czasów.
Po produkcji "Unsere Mütter, Unsere Väter" nie spodziewam się po tym projekcie czegoś odmiennego.
Ciekawe, że bierze w nim udział niejaki Władysław Jurkow, który może jest ideowo zaangażowany (nie wiem po czyjej stronie), ale tamtych czasów pamiętać nie może. Kapuchy podsypuje, a przynajmniej wspiera - jak wynika z komunikatu - Polski Instytut Sztuki Filmowej.
Zdjęcie: wśród niemieckiej załogi Auschwitz było około 170 kobiet. Czy któraś z nich to Johanna Langefeld?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Ze wspomnień Alicji Gawlikowskiej-Świerczyńskiej, byłej więźniarki i przewodniczącej Klubu Kobiet Ravensbrück:

"Tak, miała proces i polskie więźniarki jej broniły, a personel więzienia pomógł, że wyszła na przepustkę i nie wróciła.

Dziewczyny ukrywały ją w Krakowie i pozwoliły jej uciec do Niemiec. Ale ona na to zasługiwała. Miała jakąś słabość do Polek(śmiech). Langefeld była wspaniała."

Coś mi się wydaje, że ten "śmiech" to dopiero mógłby ocieplić wizerunek w nowoczesnej Europie.
Źle kojarzę?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#370498

Swoją drogą ciekawe, że w październiku 1946 roku wyszła na przepustkę...

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#370500

"grzeszki"?

Również pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#370502

No, cóż... Widać, że słuszną linię miała nasza władza... ludowa...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#370503

że w SS i w Gestapo też byli sami porządni ludzie z wyjątkiem kilku psychopatów których "uczciwi Niemcy" sami podkablowali armiom okupacyjnym żeby było kogo sądzić w Norymberdze.
Powtarzam, żeby wstąpić do SS i osiągnąć wysokie stanowisko w administracji obozu, trzeba było być "kimś więcej" niż normalnym Niemcem. Dopóki ta sprawa nie jest jednoznaczna, wystrzegałbym się robienia "kontrowersyjnych" filmów, w koprodukcji zwłaszcza.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#370506

Była członkiem NSDAP od 1937 roku. W następnym roku rozpoczęła karierę zawodową w KL Lichtenburg. Potem Ravensbruck i Auschwitz, gdzie selekcjonowała do gazu. A potem pokłóciła się komendantem Rudolfem Hossem. Sąd SS przygotowywał sprawę przeciwko niej, ale ostatecznie nie doszło do rozprawy.

http://en.wikipedia.org/wiki/Johanna_Langefeld

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#370510

Od 1935 r. pracowała jako strażnik w tzw Arbeitsanstalt w Brauweiler . W rzeczywistości było to więzienie dla prostytutek, kobiet bezrobotnych i bezdomnych i innych tak zwanych "aspołecznych" kobiet.

Powołanie czy Matka "Johanna" od Aniołów?

:)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#370512

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#370505

rzecz jest sama w sobie dziwna. Jest jeszcze jedna możliwość; wiem na pewno że takie istniały z relacji świadków. Jednym z zapewne najwierniejszych pracowników UB był w latach powojennych były Volksdeutsch. Jako kierowca woził pułkowników a więc osoby postawione dość wysoko w tej instytucji. Osoba z taką przeszłością jak Johanna Langefeld, po dorobieniu odpowiedniego życiorysu mogłaby być idealną funkcjonariuszką choćby NKWD czy jakiejkolwiek innej instytucji tego typu. I byłaby wierna do końca, z gwarancją milczenia. Ale tego państwo reżyserstwo zapewne nie zechce sprawdzać, bo z pewnością nie odniesie sukcesu.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#370514

do Niemiec(1957) jest jedenastoletnia dziura w życiorysie, wypełniona pobytem w klasztorze i sprzątaniem w prywatnym domu

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#370517

Powtórzę, bo mój komentarz trafił nie tam gdzie winien trafić.

[quote]„W obozie siedziały Polki od 1939 roku, właścicielki dóbr z Pomorza, doskonale mówiły po niemiecku i dogadywały się w różnych sprawach. Przekupić można każdego. I posadę można było załatwić.”[/quote]

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,10856128,Kobiety_Ravensbr%C3%BCck.html?as=2

Przecież za możliwość podjadania z królikami niektórzy z więźniów różnych KL-ów mogli uważać dotychczasowych swoich katów za ludzi godnych ich ochrony i ich pomocy gdy zbrodniarz znaleźli się w więzieniach PRL.

[quote]„Na przykład?

Na parę miesięcy dostałam się do hodowli królików angora. Ich właściciel, esesman, zajmował dobre stanowisko. Pracowały tam badaczki Pisma Świętego i ja.

Co pani robiła?

Czesałam króliki, szorowałam klatki, karmiłam. Króliki były ciepłe. Trzymałam je i mnie grzały, były piękne, miłe. Potem z mężczyznami z małego obozu jeździłam do lasu po zieleninę, kosili trawę, schła, a my jadłyśmy jagody. Cudownie było, zapach skoszonej trawy do dzisiaj mi to przypomina. Wieczorem wracaliśmy, w obozie był głód, a króliki miały dobre kartofle gotowane z otrębami, a nie zgniłe, tak jak my.

Można było pojeść z królikami?

Troszkę pojadłam. (śmiech) Ale ich nie głodziłam, broń Boże, miały dużo jedzenia. Od tamtej pory nie zjem królika. To dla mnie osoba święta. Wie pan, pracownie artystyczne działały parę lat, ale ja już nie mogłam usiedzieć, myślałam, że się pochoruję. Po półtora roku załatwiłam sobie pracę w magazynach i dźwigałam materiały po 40 kilo, a sama ważyłam 38. Ale był ruch.

Każda z was potrafiła załatwić sobie pracę?

Koleżankom niezdarnym pomagałyśmy. Pomysł, żeby zgromadzić dziewczyny do pracowni artystycznej - niby dla potrzeb wszystkich pracowników obozu - miała pani ze Śląska, która świetnie znała niemiecki. Wmówiła to w naczelniczkę Niemkę, o dziwo, bardzo pozytywnie nastawioną wobec Polek.

Johannę Langefeld, która po wojnie uciekła z więzienia Montelupich w Krakowie?

Tak, miała proces i polskie więźniarki jej broniły, a personel więzienia pomógł, że wyszła na przepustkę i nie wróciła.

Dziewczyny ukrywały ją w Krakowie i pozwoliły jej uciec do Niemiec. Ale ona na to zasługiwała. Miała jakąś słabość do Polek. (śmiech) Langefeld była wspaniała.

Podobno Langefeld, gdy usłyszała, że na rozstrzelanie szła Kazia Pobiedzimska z matką, zaczęła wydzwaniać i uratowała 13-letnią Kazię?

Dobrze je znałam. Kazia po wojnie była pielęgniarką, w Rabce wyszła za mąż, miała dzieci, ale popełniła samobójstwo. Coś w niej siedziało. Straciła matkę w Ravensbrück. Żegnałam się z jej matką poprzedniej nocy, jak już było wiadomo, że pójdzie na rozstrzelanie. Pani Jadwiga Pobiedzimska spała obok mnie na bloku. Spokojna, zrównoważona kobieta. Prosiła, żeby zająć się córką. Tak samo żegnałam się z Małgosią Dębowską. Jej rodzony brat jest dziś emerytowanym biskupem. Żegnałam się z Małgosią przed jej śmiercią, a ona mówiła, że jedyne, co potrafi, to umrzeć za ojczyznę. Miała 18 lat, fajna dziewczyna była.

Jak się żegnałyście?

Zawsze mówiłyśmy, że mają ładnie wyglądać. Czesałyśmy je, żeby nie pokazywały przed Niemcami, że się boją. Chodziło o to, żeby zachować twarz. Pożegnanie tych, które szły na rozstrzelanie, utkwiło mi w pamięci na całe życie. Z naszego transportu około 70 Polek. Za każdym razem czułam, że następna mogę być ja. Zwłaszcza jeśli te kobiety też trafiły za sprawę polityczną, myślałam, że to może być mój ostatni dzień.”[/quote]

Tu można przeczytać całość wywiadu.

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,10856128,Kobiety_Ravensbr%C3%BCck.html?as=2

Jak mało było potrzeba by więźniarka uznała, że kata za swego opiekuna czy bożka, a no tylko kartofle z otrębami z klatki od królików.
Pamiętajmy też i o tym.

[quote]„Oprócz niemieckiego pionu władzy istniał drugi, więźniarski, przeznaczony przede wszystkim do utrzymania porządku i dyscypliny w obozie. Od tzw. więźniarek funkcyjnych (m.in. blokowych, sztubowych, kolonek) bezpośrednio zależał los innych, gdyż posiadały bardzo duży zakres uprawnień. W pierwszych latach funkcjonowania Ravensbrűck stanowiska te piastowały więźniarki osadzone za przestępstwa kryminalne, będące narodowości niemieckiej. Później, na skutek zwiększenia się liczby osadzonych, a także ogólnej zmiany polityki władz, stanowiska te obejmowały kobiety innych narodowości, należące przede wszystkim do kategorii więźniarek politycznych.”[/quote]

http://www.poland.us/strona,25,7824,0.html#.UeZw_1JUGSo

Po prostu w więzieniach razem z tą niemiecką zbrodniarką siedziały inne zbrodniarki pełniące w różnych obozach funkcje blokowych, sztubowych, kolonek, bo przecież nie siedziały za niewinność, prawda?

Dlatego pomogły w ucieczce, bo i w obsłudze więzienie byli funkcyjni z różnych obozów, bo znali się na „robocie”, a jak już posmakowali smak absolutnych swoich rządów i wyżywania się nad innymi ludźmi, to bez tych afrodyzjaków żyć już po prostu nie mogli i dlatego garnęli się do pracy w więzieniach nie tylko w PRL.
Proszę sobie porównać sytuację tak z okresu wojny jak i okresu powojennego di tej z okresy PRL i PRP II, czy widzi ktoś różnicę, bo ja jej nie zauważam.
Komunistyczni klawisze i zbrodniarze z PRL po prostu z marszu zostali klawiszami III RP, którzy przez samą zmianę nazwy zostali rzekomo innymi i prawymi klawiszami.
Polacy uwierzyli nie tylko w zabawę w chowanego z komunistycznymi klawiszami ale i ze zbrodniarzami w togach z sądów i prokuratur, adwokatów, MSW, MON, policji politycznej, MO i całego LWP, a także z urzędnikami różnych szczebli zapominając im ich cała haniebną przeszłość.
I tak to się kręci od tysięcy lat aż do dziś.

Pozdrawiam.

Obibok na własny koszt

PS
Od @TŁ była zwrotka mojego komentarza, z powody błędnego adresu.
Onwk.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Obibok na własny koszt

#370655