Prawda a fakt. - W kontekście dyskusji o Adamie Mickiewiczu.

Obrazek użytkownika miarka
Idee

Bez prawdy nie ma sprawiedliwości. Dopiero prawda jest fundamentem dla sprawiedliwości, a także dla tych wartości ludzkich, którym sprawiedliwość służy. Od stanięcia w postawie prawdy zaczyna się w nas wszystko co ludzkie.

Błądzimy jednak, kiedy pomylimy fakty z prawdą, czy patrząc szerzej – literę prawa z prawem sprawiedliwym, czy literalnie rozumianą praworządność ze sprawiedliwością.

Z patrzenia z punktu widzenia litery prawa bierze się wszelka manipulacja, oszustwo, iluzja i matrix oznaczający sytuację, kiedy każda nasza decyzja oparta na obowiązującej narracji rzeczywistości przez prawo jest dla nas nie tylko zła, ale i zabójcza.

– Bierze się cała tak dotkliwa dziś antycywilizacja zmierzająca do zniszczenia cywilizacji zachodniej zwanej też łacińską, a mającej stać na gruncie prawa sprawiedliwego, lecz już nie stojącej.

 

Rolą prawdy nie jest chwalić, ani ganić - rolą prawdy jest stwierdzać fakt. Fakt, że istnieje lub nie istnieje coś, co spełnia określone kryteria logiczne i definicyjne. Że coś się stawało, jest lub staje się.

Dopiero później, na podstawie doprecyzowań poznawanej prawdy na drodze osądu faktów jest możliwym stwierdzać, co jest dobre, a więc i konstruktywne dla ludzkich aktywności i zaniechań, osądzać ważność, potrzebność, intencje i owoce działań i zaniechań.

Prawda to nie fakt. Nie wolno ulec tej iluzji i tym stwierdzeniem się zadowolić, a trzeba rozróżniać prawdę od faktu. Nie wszystkie fakty nas interesują – większość to balast, szum informacyjny i dezinformacja. Z nich prawdy odczytać nie idzie.

Prawda jest zawsze nad faktem rozumianym jako informacja. Informacja o konkretnej materii dotyczącej interesującego nas stanu rzeczywistości.

Fakt to informacja, materia nieożywiona. Ma wartość istniejącą obiektywnie. Prawda to już rzeczywistość duchowa. Prawda to tyle co duchowa treść zawarta w tej informacji. O ile fakt idzie opisać informacją wyrażoną szeregiem bezdusznych cyferek, to prawdą jest już treść ukryta w w tych cyferkach odnosząca się do naszego życia. Cyferki można mylić, kasować i odtwarzać jak były. Treść dotycząca życia raz „skasowana” taką pozostaje – procesy życiowe są nieodwracalne.

To dlatego tak ważne jest to rozróżnienie faktów i prawdy, że informację zawartą w faktach sfałszować jest łatwo nawet nic nie czując, prawdę mającą ogromny wpływ na życie ludzi zmienić to może radykalnie.

Granica oddzielająca prawdę od faktów jest dziś jest dziś frontem walki polityków z jednej strony, a antypolityków z drugiej, ledzi uczciwych z jednej, oszustów, złodziei i bandytów z drugiej, cywilizacji życia, z cywilizacją śmierci, ludzi, Polaków i katolików z frankistami, judeopolonistami i syjonistami itd.

 

Fakty nie mają wartości moralnej – nie są ani prożyciowe, ani antyżyciowe. Dla normalnych ludzi nie są nawet ani dobre, ani złe, filosemickie, czy antysemickie, filorosyjskie, czy rusofobiczne.

Dobre lub złe może być dopiero to, co zostanie z nimi zrobione.

Dobra lub zła może być dopiero nowina zmieniająca nasz stan świadomości o rzeczywistości. Nowina zmieniająca w nas relację tego co było i jest, do tego co będzie.

Właśnie to, co jest dodaną do faktu nowiną wyraża jego prawdziwość lub kłamliwość – pozwala stwierdzić czy to prawda, czy fałsz, a więc i  użyteczność lub szkodliwość dla odbiorców tej nowiny, które wynikną z wykorzystania informacji jaką przekazują przedstawiane fakty jeżeli na niej będą podjęte decyzje działania lub odpowiednio zaniechania działania, które by było podjęte bez znajomości tej nowiny.

W rozpoznaniu prawdy chodzi o jakość tej nowiny – zwłaszcza czy jest to nowina dobra, czy zła – czyli chodzi o złączonego z nią ducha, o to czy niesie nam pocieszenie, czy strapienie, o jej stronę moralną i cel.

Prawda jest to to w rzeczywistości, na czym trzeba się oprzeć, aby nasze wznoszone konstrukcje mogły być trwałe, aby nawiązywały do ludzkiego dobrego ducha i do ludzkich, podjętych raz na zawsze decyzji uczuciowych. Prawda to to, co prowadzi nas ku życiu.

 

Na odbiór prawdy przez naszą świadomość rzeczywistości wpływ największy ma jej narracja przez osoby usiłujące zostać naszymi pośrednikami  w jej poznaniu.

Typowy jest obraz fałszu naracji, kiedy to ktoś mocno stojący na ziemi dobrze widzi swoimi oczami i wie, gdzie jest, a popatrzenie na rzeczywistość oczami narratora wprowadza go w błąd (czyli narrator manipuluje nim). Wrogi nam narrator zwykle odwołuje się do naszego lenistwa, wygodnictwa, złego gospodarowania własnym czasem, pożądliwościami, pychą, czy innymi grzechami, albo uzależnieniami, idolami, modami, poprawnościami, konformizmami, hedonizmem, czy konsumpcjonizmem. Tu pojawia się sytuacja, że jego punkt widzenia (a w praktyce to ten punkt widzenia który on chce żebyśmy uznawali za swój), uznajemy za swój ... i jesteśmy ugotowani.

Warunkiem więc, by komukolwiek wierzyć, czyli uznać że głosi prawdę jest nie tylko patrzenie jego oczami, a więc z jego punktu widzenia, czyli z jego perspektywy w danym momencie, z perspektywy sugerowanej, abstrakcyjnej, ale i jednoczesna weryfikacja jego sugestii „z pozycji spoczynku nóg”, z pozycji tego, co wspólne i niezmienne, nie podlegające narracji.

Tu grozi  błąd perspektywy, czy dokładniej, to błąd narracji jest zarazem problemem nie tyle mówienia prawdy przez fakty które odczytujemy, co naszej ich interpretacji.

Warunkiem, który musi poprzedzać wytrwanie we właściwej, trzeźwej perspektywie patrzenia na sprawy które nas dotyczą, jest nasze trwanie w naszej tożsamości – w naszym niezmiennym poczuciu bycia sobą i u siebie, w świadomości bycia w trakcie realizacji swoich powołań. To wymaga ciągłej weryfikacji i naszych narzędzi poznawczych, jak i osób na których musimy polegać i bezpieczeństwa dystansu od osób nam wrogich.

               

Dokładnie to samo jest z wierzeniem emocjom, naszemu posiadaniu, czy naszym możliwościom działania. Tu wszędzie też grozi zgubienie perspektywy nadrzędnej jaką mamy za sprawą naszych uczuć, własności czy wolności. Ich trzeba bronić koniecznie.

Podobnie jest z naszymi ludzkimi wartościami, wśród których te „wyższego rzędu” dają nam duchową perspektywę na te wartości niższego rzędu, które w konieczności wyboru – to dlatego ich bronimy z poświęceniem tych niższych jak poświęcenie przez nadstawienie na cios drugiego policzka: „by dać świadectwo prawdzie”.

 

Prawda nie istnieje bowiem subiektywnie, a obiektywnie, jest więc zawsze tylko jedna. Jak jest prawdą w obliczu Boga, to jest i prawdą budującą nasze wspólnoty i przy tym nasze cele osobiste jako dobre i ważne dla nas.

Prawda to to, co faktycznie jest - to nie sugerowany jakiś choćby przekonywująco sąd o rzeczywistości, sugerowane wyobrażenie rzeczywistości, ale prawda to dopiero sama rzeczywistość.

Emocje są osobistymi, ale normalnymi, mówiącymi prawdę, kiedy są poddane kontroli uczuć. Kiedy brakuje uczuć wystarczająco silnych i trwałych, emocje wyradzają się w nademocjonalizm, odczłowieczają, odcinają od rozumu, świadomości rzeczywistości, wolnej woli, uczyć, moralności, cywilizacji i kultury, oraz naszego ludzkiego ducha, i głoszą fałsz prowadząc nas ku samozatraceniu.

 

Tematyka prawdy i fałszu wiąże się mocno z relacjami emocji i uczuć. Dobrze to można przedstawić na przykładzie Adama Mickiewicza.

Mickiewicz widząc swoją chorobę duszy zapisał: „Kocham i cierpię katusze”.  Tylko że on już on nie kochał (o ile w ogóle wcześniej kochał). Bo gdyby kochał, to by czuł miłość, która ze swojej natury jest mimo bólu, a on czuł cierpienie. On jednak cierpiał. Cierpiał bo pożądał, i jego pożądanie było nadmiernym, a przez to niezaspokajalnym, nienasycalnym, już wypranym z uczucia, które z natury skierowane jest ku temu co dobre dla osoby kochanej, a nie kochającej.

W miłości jest ból, ale nie ma cierpienia, bo ból to informacja zmysłów – cierpienie zaś jest aktem psychicznym, ludzką emocją,  zawsze jakimś aktem woli.  Normalny człowiek na ból reaguje cierpliwością nie cierpieniem.  – Kiedy cierpi, jego cierpienie jest emocją wyrwaną spod naturalnej kontroli przez rozum i uczucie.  – Jest już stanem choroby psychicznej stwarzającej blokadę dla władzy dobrego ducha (zły niestety ma dalej dostęp do osoby chorej).

Ból to fakt.  – Fakt nie jest ani dobry, ani zły.

Stan emocjonalny Mickiewicza wyrażany słowami: „Kocham i cierpię katusze” pozbawiał go i  rozumu, i ducha ludzkiego. Jego „kocham” było tylko zapisem litery tego stanu emocjonalnego, nie zaś uczuciem duchowym, nakierowanym ku dobru w osobie kochanej, aby ono wzrastało dla dobra jej samej, wzrastało w dobrym, ich wspólnym duchu.

 

Mickiewicza bolało to, że jego zaloty do Polki zostały odrzucone. Ból to informacja: Jak boli to ma boleć. - Powinien więc w sobie szukać źródła choroby, a nie powinien pozwalać rozwijać się cierpieniu.

Nie wiemy, co dokładnie co dokładnie było powodem odtrącenia jego zalotów, ale narzuca się nieodparta myśl, że to mogła być jego półżydowskość, a więc polskość tylko nominalna, tylko prawnicza, jeszcze nie duchowa, jeszcze nie realna. Nie można było w prawdzie powiedzieć, że był Polakiem.

Wydanie panny z dobrego domu za faktycznego niepolaka byłoby mezaliansem, a więc postawa zdroworozsądkowa rodziców panny chroniła i ją, i jego, bo doświadczenie uczy, że takie małżeństwa szczęśliwe nie są. Prawdopodobnie sam Mickiewicz tu swoją pychą zawinił, bo gdyby tak zaczął od wykazywania swoich zasług dla Polski, wykazując swój niezłomny patriotyzm (jeśli go miał), to kto wie...

 

Tak więc jeżeli ktoś uzna, że ból jest zły, a więc to jego uzna za prawdę, ten zbłądzi.

Uśmierzy ból, a nie dotrze do jego przyczyny, której usunięcie przywróciłoby mu zdrowie.

Tak więc nie pozna prawdy o istocie swojej dolegliwości, a nie leczona prawdziwa choroba może go nawet zabić. U Mickiewicza jego cierpienie zabiło ducha polskości i mimo swoich korzeni zaczął być nie tylko duchowym Żydem, ale i żydowskim szowinistą.

Zajął sie budową poronionej, iluzorycznej, sprzecznej w sobie ideologii judeopolonii na trupie Polski. Chciał w tym celu wykorzystać patriotyzm Polaków i całą wmawianą im, stworzoną przez siebie ideologię polskiego mesjanizmu.

 

W trakcie dyskusji ujawnił się konflikt grupy dyskutantów, głównie mój z blogerem X.

Ujawniły się i jego poglądy i antychrześcijańskich i antypolskich, aż po zwrot w kierunku pogaństwa i słowiańszczyzny typowych również i dla poglądów Adama Mickiewicza. Adama Mickiewicza, który był wielkim kontynuatorem ideologii Jakuba Franka, Żyda, który w XVIII wieku podjął próbę zbudowania judeopolonii na terenie Polski. Chodziło o religię pogaństwa i ideologię słowiańszczyzny zupełnie iluzoryczne, bo pozbawione jakichkolwiek szans na ciągłość duchową - słowiańszczyzny nadającej się jednak na słabą ideologię szowinistyczną opartą o literę zapisków z badań historyków-antropologów, nadającą się w sumie tylko na podporządkowanie jej ideologii syjonistycznej judeopolonii.

W ostatnich dyskusjach zarzuciłem mu, że chce się grzebać w naszych, Polaków i katolików ekskrementach. Chodzi właśnie o informacje o naszej przeszłości, czyli fakty które już spełniły swoją rolę, które nie są dobrą nowiną na której można śmiało budować przyszłość.

To, co on opowiada to fakty które nie są prawdą. Także to, co z naszej historii jest złe, a jeszcze nie nakierowane w stronę dobra, co uczciwy dyskutant, dyskutant rozumiejący cel naszej dyskusji, dyskutant stojący na gruncie jednakowo pojmowanych definicji słów i tego samego systemu wartości przedstawiałby szukając w tym prawdy, a dyskusja przez to zmierzałaby do wniosków konstruktywnych - też jest w wykonaniu blogera X kłamstwem.

Jest to kłamstwem, bo on faktom już w chwili prezentacji nadaje znaczenie złej nowiny dla nas, niezależnie od tego, jakie inne fakty wtedy i później, aż po dziś dzień miały w tym temacie miejsce.

To manipulacja blogera X faktami dla inicjowania w nas destrukcyjnych, nadmiernych emocji zabijających w nas rozum i dobrego ducha, a w szczególności nasze wiarę, nadzieję i miłość niezbędne dla podejmowania skutecznych działań na naszej drodze rozwiązywania naszych problemów.

Sam bloger X ukazuje się tu jako wirus-trojan, co babra się w naszych ekskrementach, chce nas pobrudzić i zdołować, wpędzić w defetyzm, fatalizm (w tym i rozumienie Apokalipsy swoiste dla kabały, z bogiem bezosobowym i dla frankistów, podstępnych syjonistów, zmierzających do spasożytowania dla swoich celów i chrześcijaństwa i polskości celem budowy judeopolonii pod swoją władzą). Ma to w zamiarze wpędzić nas Polaków i katolików w depresję i autodestrukcję, w wycofanie się z życia czystego, szlachetnego i wzniosłego, w wycofanie się z naszych miłości i wolności, odpowiedzialności i suwerennej władzy.

Dąży do naszego zatracenia naszych zdolności do poprawy (w tym przez odcinanie nas od sakramentów Kościoła przedstawianego kłamliwie jako „bramy piekielne”). Jego kłamstwa, manipulacje i interpretacje faktów dążą do osłabienia naszej silnej woli do naprawy złych skutków naszych wcześniejszych grzechów i ogólniej błędów, zdolności do regeneracji i nawrócenia ducha ku dobru, ku aktywności w życiu życia politycznym, a nawet w ogóle publicznym. Mielibyśmy zostać jakimiś żydokatolikami zniewolonymi przez „judeopolaków”, czyli Żydów władających Polską – możliwe że rozszerzoną na część Ukrainy dla zniszczenia polskiej spójności narodowej na poczet iluzorycznej słowiańskiej (choć banderowcy to nie żadni Słowianie tylko syjoniści i szowiniści).

Blogerowi X zarzucam też posługiwanie się półprawdami. Wychodzi z tego kłamstwo szczególnie perfidne, bo w pozorach prawdy. Jest tu tylko fakt w randze cytatu wyrwanego z kontekstu, lub użytej jako cytat części zdania, które ma w całości zupełnie inną wymowę jak ta część zdania. Podobnie wchodzą tu w rachubę i fałszywe definicje słów. Np. „judeopolakiem” wcale nie miałby być Polak-wyznawca judaizmu, a np. Żyd-ateista.

 

Półprawda to szczególnie często używany motyw oszustwa. Zwłaszcza dotyczy „obiecanek-cacanek, a głupiemu radość”. Może ona stać i na 80 i więcej procentach faktów potwierdzalnych, ale i na jakiejś części złej woli i  ukrytych faktów świadczących o złych zamiarach, aby cała transakcja z oszustem z zapowiadającej się korzystnie okazała się być oszustwem, a cała jego charakterystyka z pozytywnej zmieniła się w negatywną.

Półprawdą jest wynik każdego „demokratyczne głosowania” nad tematyką prawdy i sprawiedliwości (bezpośrednio na niej stojącej), oraz nad tematyką innych ludzkich wartości którym sprawiedliwość musi służyć. To są wszystko dziedziny o których może się wypowiadać tylko naród i warunkach konsensusu po zasadę „liberum weto”, w pełnej wolności, wolnej i dobrej woli oraz świadomości i stanu wyjściowego, oraz możliwych konsekwencji danej decyzji. Nie ma ani demokracji, ani odpowiedzialności narodu za decyzje nie podjęte w warunkach znajomości przez niego prawdy, a co mowa w warunkach uzurpowania sobie suwerenności przez władze państwowe, czy inne polityczne – dziś głównie ekonomiczne.

 

Zaufanie faktom i pośrednikom między faktami a prawdą zniewala tak ufających, rezygnujących z własnego osądu. „Diabeł siedzi w szczegółach”. „Poznajcie prawdę, a prawda was wyzwoli”.

 

Ważne linki:

http://www.ultramontes.pl/ricossa_karol_adam_jakub.htm

http://thot.neon24.pl/post/67307,adam-mickiewicz-czego-polakom-nie-wolno-wiedziec

http://wentylator.neon24.pl/post/136652,teraz-polska

 

http://mediologia.pl.neon24.pl/post/136674,jak-zydzi-tworzyli-polske

Ocena wpisu: 
3
Twoja ocena: Brak Średnio: 2.1 (głosów:7)

Komentarze

Uściślijmy pojęcia:

Fakt to zdarzenie związane z jakimś obietem.

Informacja to różnica między aktualnym stanem obserwowanego obiektu a stanem poprzednim w umyśle obserwatora. Stara "informacja" w tym sensie, jako bezużyteczna już, informacją być przestaje.

Prawda to relacja adekwatności między faktem a umysłowym obrazem tego faktu. Dopiero powtarzana obserwacja obiektu i obróbka obrazu dają w miarę obiektywny, czyli prawdziwy obraz rzeczy.

Kwestii literackich nie należy utożsamiać z kwestią prawdy. Literatura to kreacja nowego swoistego świata, dla ktorego miarą nie jest adekwatność do świata realnego, lecz wewnętrzna spójność obrazu literackiego. Tak więc literatura s-f może być albo literaturą dobrą albo złą, choć nie ma nic wspólnego z realną rzeczywistością.

 

 

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1531960

Co do kwestii literackich to zgoda, ale jak chodzo o fakt, informację i prawdę, to proponuję moje definicje:

Fakt to zdarzenie zarówno już dokonane w naszej rzeczywistości, jak aktualnie trwające: stan, zmiana stanu, zajście czegoś, czy wejście w coś.

Fakt dotyczy bytu lub szczegółu, związku lub relacji w oderwaniu od tła rzeczywistości. Widzimy go jako wyizolowany i niezmienny.

Fakty istnieją obiektywnie, tak w aspekcie materialnym, jak duchowym – nie wymagają ani obecności obserwatora, ani jego świadomości, wiary, woli i zgody.

 

Informacja to fakt w jego aspekcie materialnym (dotyczącym również natury duchowej), wyrażony cyframi, literami, znakami lub słowami, odczuwany zmysłami, odbierany narzędziami, zachowywany środkami technicznymi, pamiętany i przekazywany.

Informacja jest szczególnie podatna na fałszerstwo pośredników zarówno w zakresie treści, formy, czy dołączonej interpretacji (zwykle dla dezinformacji lum zdradliwej manipulacji) i narracji erystycznej i socjotechnicznej, narracji ideologicznej, (sugerującej, lub wmuszającej określony sposób wykładni tej informacji dla formowania zaprogramowanego przez pośrednika przekonania odbiorcy o prawdziwości przekazu, jak i prawdziwość jego własnego obrazu rzeczywistości w jego świadomości w umyśle i duchowości, z którym wchodzi w relację dana informacja), oraz jej użyteczności dla pożądanych decyzji, zwłaszcza szczególnie zdradzieckiej marracji rzeczywistości przez prawo, bo to już dotyczy samej materialnej natury informacji i nakłania jej odbiorcę do myślenia wyłącznie materialistycznego.

 

 

Prawda to obraz relacji faktu do rzeczywistości. Prawda jest pierwotna względem wiary, świadomości, poglądu i woli obserwatora.

Prawda to fakt w jego aspekcie duchowym dotyczącym relacji treści informacji go opisującej do życia osób, których prawda dotyczy, połączona z interpretacją tej użyteczności jako lokalnej, chwilowej, lub habitualnej, wymuszającej jedynie sensowną, logiczną, trwałą postawę i konstruktywne dla przyszłości działanie (tą nazywamy całą prawdą).

Kiedy nie ma odniesienia faktu do strony duchowej naszego życia mówimy tylko o fakcie, informacji, czy szczególe, albo aspekcie w sensie literalnym (typowym dla nadużyć prawniczych).

Kiedy ma to odniesienie, dotyczy aspektów interesujących nas jako potencjalnie użytecznych dla naszych decyzji, czynów i zastosowań w życiu. Dotyczy wtedy stanu naszych związków i relacji, emocji i uczuć, chęci, woli, wiedzy, świadomości, rozumu, sądów, ocen, logiki, mądrości, praw natury, tożsamości i tradycji, planów, celów, intencji, potrzeb, pożądań, systemu wartości duchowych, religijnych, politycznych, społecznych relacji międzyludzkich indywidualnych, wspólnotowych czy dotyczących Boga, potencjalnych związków i relacji, konsekwencji związków logicznych, osobistych, emocjonalnych, uczuciowych, zawodowych, wspólnotowych czy społecznych, itp.

Różnica między prawdą i informacją o fakcie w ich stosunku do rzeczywistości wyraża się tym, że manipulując prawdami nie da się kłamać, zaś manipulując faktami, czy informacjami da się.

miarka

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1531990