Kandydat wywietrzony, Mniejsze zło 2

Obrazek użytkownika miarka
Idee

 

  Po wyborach wypowiedź wychodzącego: „No, obowiązek obywatelski spełniony” (wcześniej nie krył, że zagłosuje na Dudę). „U mnie patriotyczny” – mówi drugi (wcześniej mówiący dobrze o Braunie).

„Trzeba czasami przewietrzyć” - mówił na zagajenie dyskusji przed wyborami ten pierwszy, wskazując swoją preferencję, że nie Komorowski, tylko Duda. - „Tu nie pomoże wietrzenie, tu trzeba porządnie wymyć” - mówił ten drugi.

   

Ten pierwszy chyba się wstydził swojego wyboru, bo nie mówił dosłownie „Duda”, tylko „Głosuję na PiS”, choć w wyborach prezydenckich to preferencje partyjniackie powinny być szczególnie wstydliwe, a moralne chwalebne.

„Braun nie ma szansy wygrać” - ciągnął ten pierwszy. – „Nieważne, czy wygra, ważne kogo chcemy, żeby wygrał. Starczy że dostanie realne poparcie, a wygra następnym razem, bo ci, co dziś mają najlepsze sondaże skompromitują się na pewno. Ważne żeby Polska wygrała, ważne, żeby powstrzymać to, co jej najbardziej zagraża – ten obłędny, patokratyczny i zdradziecki system” – mówił drugi.

Pierwszy głosil coś w stylu lekceważenia gróźb tego, co może sprawić pozostawiany bez zwalczenia system, że ludzie „nie mogą” być tacy źli, że on „pierwszy by był przeciw...” i że „ludzie się nie dadzą”. Drugi wskazywał, że ludzie często już się dają, szukają miejsca dla siebie przy systemie jaki by nie był, co ma już rangę kolaboracji z okupantem, a nadto często są przeciw tym, co „są sobie winni”, bo o coś walczyli i zostali przez system skrzywdzeni, choć ich „winą”, było tylko upomnienie się o normalność, naturę, czy warunki do życia, o rzeczy oczywiste, prawa naturalne, z których człowiekowi rezygnować nie wolno.

Konieczne więc jest, by dobrzy ludzie wygrywali już dziś, budowali bastiony zasad, bo wokół widać, że demoralizacja postępuje, a tam, gdzie słabość, niezdecydowanie i naiwny optymizm, tam zło i tolerancja dla zła (czyli deprawacja) się umacnia, i szanse na wygraną jutro maleją.

Nie tylko co do Komorowskiego, ae i co do tego, że nie można głosować na głośnego w mediach i wysoko stawianego w sondażach Kukiza obaj byli zgodni, bo jego pomysł z JOW-ami jest jeszcze gorszy od dzisiejszej ordynacji wyborczej, gdyż nie ma silnych organizacji autentycznie obywatelskich i w praktyce będą wygrywały tylko najsilniejsze partie. Pomysł dobry, ale do zastosowania tylko w silnej demokracji. Najpierw trzeba demokracji.

Kiedy zeszło w rozmowie na drugą turę: „Nie można głosować na tak zwane „mniejsze zło”” – dobijał dyskutanta ten drugi tłumacząc że nie wie, czy będzie głosował w drugiej turze, jeśli wybór stanie między Komorowskim a Dudą. - „No to wybierajmy na zasadzie „większego dobra”” – „salomonową” radę mądrość wrzucił tu pierwszy. - „To akurat tu nie jest możliwe” -  kończył drugi.

 

 

 

Tak już refleksyjnie i powyborczo, to wciąż trwają stare pytania.

„Dlaczego „mniejsze zło” bywa mylone z dobrem, kiedy to dobrem jest dopiero „wybór wartości wyższego rzędu jak „mniejsze zło” w danej sytuacji, choćby „najmniejszego” w postaci braku dobra powodowanego biernością?”.

„Najboleśniejsze jest przyznanie się do tego, że daliśmy się oszukać, choć boli i na myśl, by przyznać się do złego wyboru, do własnego błędu. – To dlatego odnowa jest wygodniejsza i bezpieczniejsza. Niech się później martwią ci, co chcą myśleć o przyszłości, czyli młodzi, jak za parę lat się okaże, że znów wróciło stare, a nawet bardziej spotworniało”. Młodzi już to rozumieją. Wśród młodych Kukiz wygrał wybory - dostał tyle głosów, co dwaj najpoważniejsi kandydaci starych RAZEM, jedynie tylko, że młodzi mylą możliwości z praktyką, traktują wszystkich jako dobrych, jakimi są sami.

„Zmiana, czy odnowa?” - pytają myślący.  „Zmienić nawet dużo, byleby nic się nie zmieniło” - mówią cyniczne cwaniaczki.

„Nie ruszać, bo będzie śmierdzieć”, mówią jedni. „Niech nawet śmierdzi, ale trzeba zatkać nos i „zrobić co trzeba”” – odpowiadają drudzy.

„Polityka to k-wa. - Nie dyskutujmy o polityce” – słychać od „ludzi sumienia, wraźliwych i pobożnych”. Inni znów odwrotnie – nie rozróżniają zajmowania się, od uprawiania, czy „polityki”, jako tego, co z niej pozostaje w jej spatologizowanej praktyce, od tego, jaka powinna być – szlachetna i ludzka, służebna sprawiedliwości, w tym sprawiedliwości wspólnotowej, czyli demokracji, oraz wyższym od niej ludzkim wartościom, włącznie z człowieczeństwem dojrzałym i jego kierowaniem się wrażliwością i sumieniem:

 

Nie widać możliwości dogadania się stron pytających i odpowiadających, bo to nie przezbytki typowe dla rozmów o polityce, o potrzebach indywidualnych, które można łączyć, godzić i dzielić, czy wchodzić w kompromisy czasowo-przestrzenne, o pomysłach na współpracę, bo tu w gruncie rzeczy chodzi o to, co jest nadrzędne nad polityką, o to, czemu sama polityka musi służyć. Nasze tu rozmowy przestały być otwarte, niewinne, czy naiwne. Ideologie, te chwasty idei, są coraz głośniejsze i zagłuszają wrażliwe roślinki czystych idei, z których wyrasta nasze człowieczeństwo, na których opiera się ciągłość naszego życia. Teraz przestały już toczyć się rozmowy o naszych poglądach, a zaczął się żywy konflikt o sprawy najważniejsze, sprawy naszych ludzkich wartości, a także o miejsce w hierarchii ich uporządkowania, by najlepiej wyrażały mądrość Bożą na ich szczycie, to już kwestie wyboru komu my służymy, kwestie moralne, w których kompromisy nie są możliwe.

Odchodzenie od budowy świata na tyle czystego, żeby nadawał się do życia, odejście więc od minimum idei powoduje brud, który wrodzy nam (a częto tylko głupi) ideolodzy usiłują wszczepiać w nasze życie duchowe i publiczne, z którym nam dziś przychodzi się zmagać, to w ogóle synonim pomieszania pojęć, a więc najgorszej z możliwych demoralizacji, bo zaraz z nimi idziemy w życie, a każdy pod danym słowem może rozumieć co innego, czym innym się w życiu kierować, do innego celu zmierzać, czemu innemu służyć mimo pozornej zgody, stając się z czasem jawnymi wrogami, lub niejawnymi, ale w praktyce otwartymi na zdradę z tymi, z którymi ujawni się rzeczywista wspólność wartości, a więc i celów.

Ta demoralizacja zasadza się zwłaszcza na „odwrotkach logicznych”, czyli sprzecznościach wewnętrznych, inaczej mówiąc na równouprawnianiu przeciwieństw, które już same w sobie stanowi materiał wybuchowy powodujący nie tylko ich anihilację, ale i wyzwolenie niszczycielskich, destrukcyjnych i samozatraceńczych energii – i to w sposób nie tylko przez nas niekontrolowany co do czasu i miejsca, zwłaszcza poddany ulotnym emocjom, ale i wyrażający na to przyzwolenie przez przyzwyczajenie się do takiego życia, życia osoby zniewolonej i ubezwłasnowolnionej, skłonnej do bierności.

Bo brud jest lepki i paraliżujący wolę, zaraźliwy i konformistycznie wygodny: „Kupą panowie, kupy nikt nie ruszy” – niestety ma to i związek z parodią demokracji, którą przeżywamy, w której to większości przyznaje się rację, podejmuje decyzje mające dotyczyć wszystkich, a później nie egzekwuje tego, by ta większość już logicznie i na spokojnie wytłumaczyła te racje przegłosowanej mniejszości, albo zrezygnowała z realizacji uchwały. W ten sposób mniejszość pozostaje przy swoim i nie włącza się z przekonaniem w realizację decyzji większości, a więc i społeczność się rozpada, skłóca, upada jej morale wspólnotowe, a za nim i indywidualne. Bo racja, jak prawda – jest gdzie jest, a nie zawsze tam, gdzie by ją chciała widzieć większość. I nie jest tak, że jedni budują, a drudzy pasożytują, bo dopiero zgodność buduje. Owszem, buduje i zgodność oparta o oszustwo i krzywdę, tylko że to się w końcu zawsze rozpada. Dopiero w zgodności efekty pracy będą funfamentem dla kolejnych dzieł. Dotyczy to złaszcza kwestii sprawiedliwości, prawości, czy dobra – kwestii moralnych, wszystkiego, co stoi ponad polityką.

Nigdy nam nie jest wolno budować satanistycznej „jedności wszystkiego” - mieszać ze sobą prawdy i kłamstwa, dobra i zła, przyjaciół i wrogów (w efekcie wychodzi fałszywy przyjaciel, czyli zdrajca najgorszy, Judasz), pokoju i wojny (wychodzi fałszywy pokój, znacznie bardziej niebezpieczny jak wojna otwarta, w którym widać tylko skutki ruiny wojennej), miłości do dobra i miłości do zła,  życzliwości i nienawiści, miłości i interesowności, ofiarności i szukania wynagrodzeń; piękna i brzydoty, życia i śmierci, błogosławieństw i przekleństw (za to samo), sprawiedliwości i krzywdy, budować struktury  łączące patriotów i zdrajców, ludzi i bestie, sprawujących władzę ze sprawującymi kontrolę, by służyła powierzonym jej celom, policjantów i złodziei, kotów z myszami, owiec z wilkami, dóbr realnych i wirtualnych, typu „w drodze”, czy „obietnica” („obiecanki cacanki, a głupiemu radość”) ...

Jedność to mamy tylko w Bogu i jest to jedność w dobru i w poszanowaniu całej płynącej od Boga hierarchi tych naszych ludzkich wartości, by w przypadku konfliktu opowiadać się zawsze za wartością wyższego rzędu, by w chwilach zagubienia móc łatwo wracać do miejsca gdzie się zagubiliśmy „Goniąc za żywiołkami drobniejszego płazu.

W świetle powyższego, same w sobie nasze wybory polityczne nie cieszą, ani nie smucą, jakie by nie były (poza przypadkiem ludzi mocno zmanipulowanych, którzy intensywnie przeżywają zaszczepiane im emocje, dla których te ich emocje stają się już ich emocjami nadmiernymi, a nademocjonalizm, to już wielka patologia - ślepota uczuciowa i duchowa w ogóle).

Nie cieszą, ani nie smucą, bo to nie cel, a dopiero narzędzie, środek do celu – a więc to jest dopiero w naszych rękach, i tylko od nas zależy, co z tym zrobimy – a możemy tak dobro, jak zło, możemy rozwijać swoją aktywność i odpowiedzialność za dobro wspólne, patrzeć dalekowzrocznie i konstruktywnie, poszerzać sfery własności i przedsiębiorczości, budować bazę dla życia, bezpieczeństwa, zaufania i pokoju prawdziwego, a możemy i spoczywać na laurach, nie przekuwać zwycięstwa w bitwie na zwycięstwo w wojnie, zadowalać się zwycięstwem zastępczym, gdy w tym czasie armia wroga się przegrupowuje (tematy zastępcze), poddawać się bierności, lenistwu i pysze, wchodzić w bierność i reagowanie, dawać się wywłaszczać i zniewalać...

Tylko co nam da to planowane pisowskie „wietrzenie”, jak PiS to tylko partia – wydmuszka skazana na życie w wiecznych kompromisach i układach, bez twardych zasad i mocnego stania na gruncie ludzkich wartości, a więc ostatecznie zawsze po stronie systemu, a przeciw narodowi, a nawet zawsze po stronie ideologii (te co do zasady zawsze są koncyliacyjne, zawsze „dialogują” i „uśredniają”, zawsze mieszają przeciwności – zawsze obiecują jedno – to, czego ludzie chcą, choć są to w stanie dać tylko grupce „wybranych” – kosztem reszty, a cała reszta jest dyskryminowana -  dostaje akurat to drugie - to, czego nie chce, poza kolejnymi obiecankami-cacankami tego, co wciąż chce, a nawet czegoś zastępczego, żeby tylko nie poznała, że jest „rżnięta na kasie”.

PiS to przekręt – trudno wykazać, że się szykuje do faktycznych rządów, bo do tego to trzeba setek tysięcy ludzi – tymczasem to partyjka parodziesięciotysięczna – a więc i bez struktur terenowych wymuszających jakąkolwiek odpowiedzialność. Dopiero struktury terenowe są w stanie być prawdziwie obywatelskimi, stojącymi na ziemi, gwarantującymi, że chodzi im o dobro wspólne narodu, w tym państwo, a nie o dobro grupki „przyszywańców”, co to nie reprezentują faktycznie nikogo, grupki iluzjonistów, co chcą mocno zasugerować wyborców, że ich program jest najlepszy, a więc to im trzeba zaufać, że będą go realizowali. Oczywiście realne możliwości i faktyczną moralność mocno ukrywają (a dopiero później bezczelnie się przyznają, że wychodząc „do pracy” zostawiają sumienie w domu)

Im piękniejszy program, tym lepiej – tym bardziej wygra z kontynuacją brzydoty już zainstalowanej (która też kiedyś obiecywała wszystko wszystkim, aż po społeczeństwo utopijne, w którym każdy dostanie według potrzeb: „Mam prawo”, „Należy mi się”, „Jestem tego warta”, a na to wszystko „Nie uprawiajmy polityki, budujmy stadiony”, „Liczy się tylko tu i teraz”.

Tak samo zresztą i PO nie jest partią poważną, też jest wydmuszką do zagospodarowania przez struktury pokomunistyczne, mafijne, unijne, korporacyjne i globalistyczne, banksterskie, agenturalne i lewackie (faszystowskie i satanistyczne) – przez całą „stajnię Augiasza”, całą patokrację i całe piekło.

PiS to partyjka wykreowana wyłącznie medialnie na użytek propagandy systemu – taki „dobry glina” wobec PO-wskiego „złego gliny” – na pozór nadzieja krzywdzonych, a faktycznie pułapka dla naiwnych pozostawiająca im „furtkę „z deszczu pod rynnę” – owszem mogąca „odkęcić zbytnio dociśniętą śrubę”, ale bez żadne gwarancji, że jej zaraz mocniej nie dokręci, jak było. PiS to od początku potwór z twarzą ”mniejszego zła”.

Cały system tak działa – luzowanie i dokręcanie śruby - i PiS jest tu mocno wpasowany. Weźmy nazwę. Jedni optują za prawem, jego wypełnienie już nazywając sprawiedliwością (z wymierzaniem sprawiedliwości, choć tu chodzi tylko o praworządność), a uchwalają jego przepisy motywowani swoim widzimisię, często ideologicznym, prawem kaduka, prawem bestii, faktycznym bezprawiem, terrorem prawnym. Drudzy widzą w sprawiedliwości, z potrzeb której uchwalają prawo wartość wyższego rzędu jak prawo prawo więc uchwalają takie, żeby służyło jej, a nadto wyższym od niej ludzkim wartościom. Jest więc konflikt, którego PiS najwyrażniej nie zamierza rozwiązywać. A to właśnie znaczy, że zamiary ma nieczyste, że od początku knuje, że będzie manipulował pojęciami dobra i zła dla zwodzenia ludzi, dla wprowadzenia manipulatorskiego wynalazku „mniejszego zła”. Tu „nieczyste” znaczy zwłaszcza brak jasnej wizji przyszłości.

A jak bez tego walczyć z patologiami?

 

PiS, to „partyjka wydmuszka” bez reprezentowania praktycznie nikogo oddolnie, partyjka nie tylko wodzowska, ale i zagrażająca socjalizmem/faszyzmem „odgórnie” stanowionej władzy zupełnie jak PO – od razu jako „zły glina”, jako przestępcza organizacja upodobniona do partii politycznej, a mająca na celu partyjniactwo i prywatę z „równaniem w dół” – „inteligenta z robotnikiem, robotnika ...”.

Ta „odgórność” to od razu wielkie kłamstwo systemu że żyjemy w demokracji, bo demokracja to oddolność i „równanie w górę”, a odgórne są w niej tylko idee. W szczególności „odgórność” to wszelkie potworki ideologiczne, począwszy od „praw człowieka” dorzyconych odgórnie, a ideologicznie do prawa naturalnego, czy potrzeby, pożądaniami i chciejstwami celowo mylone i mieszane z wartościami, po „wartości europejskie” – superideologię satanistyczną szykującą Europejczyków superkoszmar totalitaryzmu.

Cejrowskiego z jego „Wszyscy won” trzeba ogłosić prorokiem.

I skończyć raz na zawsze z ideologiami. XX wiek nas nauczył: dość ideologii, dość totalitaryzmów. Już czas na realizację tego.

Państwo to idea – tak ma zostać, żeby do polityki nie mieszać żadnych ideologii. Chwasty też mają do odegrania swoją pożyteczną rolę, ale tylko wtedy to zrobią, jeśli wszyscy będą wiedzieli, że to chwasty i ich nie równouprawnią z bytami kultywowanymi, ani nie będą tolerowali tam, gdzie szkodzą temu, co jest pożyteczne. Kultura najpierw wymaga nazywania rzeczy po imieniu, a więc dokonania poznania prawdy i osądu w prawdzie

Pierwsze wrażenie po pierwszej przymiarce do wyników, to zaskakująco wysokie poparcie dla Komorowskiego, który po tak wielkiej kompromitacji i wykazanej zdradzie nie powinien dostać nawet procenta głosów – ot, głosy swojej zbrodniczej sitwy. To wielka wina systemu wyborczego, który go preferował w propagandzie medialnej i sondażach, oraz całej „niby demokracji”, w której to nie ma możliwości impeachmentu, ani aresztowania takiego osobnika, ani delegalizacji przestępczej organizacji upodobnionej do partii politycznej, która go lansowała i broniła.

Kukiz moim zdaniem niezałużenie pozbierał głosy przypisane Komorowskiemu w sondażach, a odebrane mu przez innych kandydatów, zwłaszcza Grzegorza Brauna. Odebrał mu i inne, na które sam zasłużył przez to, że był nagłaśniany w mediach, a Braun wyciszany. Patrząc na wkład pracy i poziom, który reprezentuje, Braun to największy przegrany tych wyborów – na przynajmniej 10 % poparcia wyborców zasłużył z pewnością.

Wygrywa kandydat PiS Andzej Duda. I drugą turę też z pewnością wygra. Jednak nie wolno zapomnieć, że to tylko kandydat wywietrzony. Będzie więc i „prezydentem wywietrzonym”. Trzeba się więc martwić, żeby w wyniku tych wyborów i cała Polska nie poprzestała na wywietrzeniu sceny politycznej, żeby doszło do konkretnego „wielkiego mycia”, by tylko „w pełni czyści”, głęboko moralni i patriotyczni, wolni od jakichkolwiek powiązań systemowych kandydaci do Sejmu i Senatu byli wystawionymi do jesiennych wyborów. Oby w nich zwycięzcami byli zwolennicy Brauna i Kukiza, może przy wsparciu Kowalskiego i Ruchu Narodowego, który powinien powrócić do formuły ponadpartyjnego ruchu narodowych organizacji obywatelskich - ci którzy już dopilnują wielkiego mycia całego życia politycznego. Koło samego Kukiza też powinni się skupić i narodowcy, i organizacje obywatelskie (poważnie obawiać się tylko trzeba, że starszy elektorat „pokomorowski” może tu mieć „słomiany zapał” i nie będzie tu nazbyt narodowy i będzie optował za upartyjnieniem zwolenników Kukiza z parciem na szkło i kariery we władzy, a młodszy będzie nazbyt krótkowzroczny).

„Wymycie” tego całego życia politycznego musi nastąpić, ale to dopiero wolna społeczność patriotyczna (która musi teraz już szybko dojrzeć) dopilnuje w przyszłości, aby „smrodliwe bakterie” nie przekraczały obszarów dobrze zamkniętych.

W gruncie rzeczy chodzi o walkę z „brudem, smrodem i ubóstwem”.

 

 

To naiwność pochodzenia komunistycznego, czy faszystowskiego sądzić, że wybór prezydenta względnie najlepszego spośród wystawionych obywatelom do wyboru, cokolwiek nam załatwi.

On sam nic a nic nie może – liczy się tylko to, na co pozwoli mu, czy wymusi na nim jego zaplecze i liczy się umocowanie tego zaplecza – w demokracji to musi być jego umocowanie w narodzie, który pozostaje właścicielem dóbr wspólnych tym państwa, zasobów i przestrzeni, które się na niego składają, oraz suwerenem względem wyłanianych „demokratycznie” władz państwowych, oraz kontrolerem względem działających w nim tworów organizacyjnych. To naród pozostaje jego jedynym mocodawcą.

Przy NASZYM prezydencie głos mocny będziemy mieli właśnie my, Naród ale tylko na tyle, na ile będziemy mogli bez przeszkód realizować swoją wolność ludzką, wolność prawdziwą, wolność czynienia dobrze i realizować swoje odpowiedzialności związane z życiem w swoich wspólnotach, w tym zwłaszcza związane z roztropną troską o dobro wspólne.

Który więc kandydat jest naszym, czyli narodowym?

Jeśli chodzi zaś o brud, to jest to głównie kwestia dobrze rozumianych ludzkich wartości, dojrzałości w człowieczeństwie, sumienia i godności, a więc i morale...To kwestia podejścia do życia i zdrowia. To kwestia dobrze rozumianej pracy, nie pasożytnictwa, spekulacji, wymuszanego pośrednictwa i lichwy. To kwestia ducha, zwłaszcza zdolności do życia, szacunku dla życia i dla swojej ludzkiej godności i woli walki o to, jak być powinno, „jak trzeba”, by pozostać człowiekiem.

 

To kwestia nastawienia na zysk, a wię i na godzenie się z konsekwencją, że będzie „za wszelką cenę” – najpierw za cenę oderwania pieniądza od pracy z uczciwy zarobkiem płynącym z dawania komuś tego, co mu jest konieczne, a nie zaspokajania czyichś potrzeb pompowanych i grzesznych, albo destrukcyjnych dla życia, życia publicznegi i życia wiecznego pożądań. To kwestia pilnowania, by to własność stawała się źródłem posiadania koniecznego dla godnego życia ogółu obywateli. To tu najbardziej uwidacznia się potrzeba władania przez naród swoimi dobrami wspólnymi, zwłaszcza państwem, bo to ono gospodarując roztropnie dobrami wspólnymi narodu organizują im nie tylko możliwości nieskrępowanej działalności gospodarczej, ale i godnej, a zapewniającej godziwe warunki bytu pracy najemnej (podatki od pracy najemnej to skandal i niesprawiedliwość wołająca o pomstę do nieba).

, a nie jakieś komunizmy, czy socjalizmy w których to mnożą się ci, którym „się należy” to co im obiecano, albo nawet dano jako prawa czyjeś zobowiązania dłużne, czy dyskryminacyjne („pożądacie, a nie macie”), w których to naród staje na pozycji petenta, czy natręta oczekującego jałmużny od tych, którzy środkami przemocy i terroru dziś przejmują dobra wspólne narodu, nazywają je swoją własnością i aspirująć do rządów nad światem.

To kwestia problemów płynących z aktualnego lansowania ideologii w miejsce idei – a stan idealny to nieustanny wzrost w czystości i cnotach, w gromadzeniu tego, co jest dla życia niezbędne i to najpierw walorów duchowych, espólnotowych, jednoczących ludzi do życia w pokoju prawdziwym – dobrych ludzi.

Ubóstwo, to kwestia własności, wolności i odpowiedzialności, myślenia dalekowzrocznego, logicznego i konsekwencji w decyzjach, kwestia niezbywalności dóbr wspólnych narodu, kwestia dawania się okradać przez uprzywilejowanych cudzoziemców, gangsterów, korporacje prywatne, zwłaszcza banksterów, przez obłąkańczą ideologię zadłużania.

Oczywiście, że Komorowski to syndykat zbrodni i gangsterstwo, kłamstwo i złodziejstwo, a nade wszystkim totalne zniewolenie społeczeństwa i bezkarność przestępców, przyzwyczajanie do patologii i patokracji jako normalności,

ale też i Duda może się okazać tylko populistą od wietrzenia - zamiast myć i szorować, zamiast walczyć o ideały, o ludzkie wartości, zamiast walczyć nie tylko ze smrodem, ale i brudem i ubóstwem, porządek tu zaczynając od sfer władzy, jako że „przykład płynie z góry”, bo „ryba się psuje od głowy”.

  

Porządek robiąc nie tylko z osobami ze świeczników władzy, ale i z całymi oraz ją chroniącymi spatologizowanymi strukturami państwa, wyrwanymi przez dziś rządzący komunistyczno-faszystowski system spod kontroli autentycznie niezależnych struktur społeczeństwa obywatelskiego - zwłaszcza z tajnymi służbami, sądami i mediami nadającymi na rynek publiczny, a przez nie i ze strukturami ekonomicznymi i gospodarczymi w Państwie działającymi wbrew polskiej racji stanu, wbrew polskiemu, dalekowzrocznemu interesowi.

 

Mamy dwa tygodnie na obserwowanie, co obaj kandydaci mają tu do zaproponowania, co oni i ich zaplecze chcą i mogą zrobić dla dobra Polski i Polaków, dobra wspólnego, a przy nim indywidualnego, na ile Polsce rzeczywiście chcą służyć, a nie partyjniactwu i prywacie oraz pozycji własnej płynącej z wasalstwa i zdrady względem mocy zewnętrznych względem Państwa Polskiego - na ile są gotowi dokonać realnych zmian w organizacji życia politycznego, by prawdziwie służyło Narodowi, a przy nim i ogółowi obywateli.

Bo i całe to wietrzenie to znacznie będzie ważniejsze na „po drugiej turze”, kiedy to już zaczną się przygotowania do wyborów jesiennych.

 

Ocena wpisu: 
4
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.2 (głosów:14)

Komentarze

"Mamy dwa tygodnie na obserwowanie, co obaj kandydaci mają tu do zaproponowania, co oni i ich zaplecze chcą i mogą zrobić dla dobra Polski i Polaków"

Oczywiście, że 5 lat prezydentury to małe miki i nic nie wiadomo o takim kandydacie. Najważniejsze jest to co
powie i obieca teraz w ostatnich dwóch tygodniach kampanii... Niektórym więc nie pozostaje nic innego jak porządnie wyszorować uszy i słuchać. Pozdrowienia z pałą w tle..

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-4
#1478568

Nie zrozumiałeś intencji wpisu. To nie o to na kogo głosować w drugiej turze chodzi, bo to oczywiste.

Intencją jest poziom, z którego będziemy wchodzili w dyskusję o wyborach jesiennych - do Sejmu i Senatu, bo o nich trzeba rozmawiać już - to dopiero one wprowadzą istotne zmiany.

To, co będzie mówione przed drugą turą ma sens tylko o tyle, o ile będzie niosło realne zmiany a i to nie za sprawą samych kandydatów i ich zaplecz, co samej polskiej społeczności, jej to aktywności, jej ruchów obywatelskich zwłaszcza tam, gdzie kandydaci pozostawią perspektywy braku ich odpowiedzialnej i konstruktywnej działalności.

Twoja wypowiedź miała by jeszcze sens, gdybyśm mogli wybrać sobie takiego kandydata-samograja, rycerza na białym koniu, co to już wszystko nam załatwi, albo że jak odrzucimy złego, to ten drugi będzie na pewno dobry. Wybacz, ale to naiwność.

Pozdrawiam

miarka

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-2
#1478573

Pisząc post do ciebie, mam włączone TVP Info, i widzę jak TVP nachalnie i cały czas promuje Komorowskiego, z rzadka POkazując pana Dudę.

Widoczny jest strach, w TV ubeckich, wszystkie ręce na POkład.

Nawet już Komorowski nie ukrywa swojej ubeckiej POstawy, zapraszając komucha Kwaśniewskiego do POmocy i POparcia dla swojej kandydatury.

Jeżeli Kukiz to co mówi jest prawdą, to musi poprzeć Dudę, właśnie jeżeli.

Mało mam przekonania do ludzi, co bez granicznie POpierali PO, i nagle zmieniają zdanie.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

Jestem jakim jestem

-------------------------

"Polska zawsze z Bogiem, nigdy przeciw Bogu".

#1478575

Zaraz, zaraz, a czy Kukiz już nie zapowiedział, że nie poprze nikogo?

To i według mnie znaczy tyle, że jego sympatie pro-POwskie nie wygasły, a to tyle, co i przyzwolenie tym, co odeszli od Komorowskiego na powrót do niego jako "mniejszego zła".

Myślę więc, że sama kampania w II rundzie za sprawą Komorowskiego, a przy bierności Dudy może być licytacją w tym, które "zło mniejsze" - wszak do propagandy Komorowski ma dostęp większy. To bardzo zły kierunek - dla Polski.

Wciąż jako blogosfera  powinniśmy walczyć o to, by to była licytacja o "większe dobro", większą odpowiedzialność, jaśniejszą przyszłość. By to była licytacja o większą dalekowzroczność i prożyciowość całego Narodu, by to był czas formowania się autentycznych ruchów obywatelskich.

Sam Duda też się musi określić z całą wyrazistością - nie programy wygrywają, a ci, od których kandydat bierze moc. Wciąż nie jest pewne, czy więc Duda liczy na system, czy na Naród Polski, bo że Komorowski za sprawą Kwaśniewskiego pójdzie za najczarniejszym systemem to już wydaje się przesądzone.

Pozdrawiam

miarka

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-1
#1478584

I dla tego piszę, ze nie wierzę ludziom, nagle zmieniających POglądy, i slePO POpierających dawniej PO.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

Jestem jakim jestem

-------------------------

"Polska zawsze z Bogiem, nigdy przeciw Bogu".

#1478587

Witaj

Myśl głęboka.

Choć nieco ukryta za ułomnością słów.

Ale myślę, że u celu się spotykamy...

Pozdrawiam

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

Tylko ta myśl ma wartość, która przekona kogoś jeszcze

#1478581

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Przemoc nie jest konieczna, by zniszczyć cywilizację. Każda cywilizacja ginie z powodu obojętności wobec unikalnych wartości jakie ją stworzyły. — Nicolas Gomez Davila.

#1478582