Komisja Wenecka a CETA.

Obrazek użytkownika miarka
Kraj

Co za idioci powołali tą Komisję Wenecką? Co za idioci ustalają zasady handlu mające obowiązywać w państwach demokratycznych z nadrzędnego punktu widzenia praworządności?

Demokracja to całkiem co innego jak praworządność.

 

"Komisja Wenecka to organ doradczy Rady Europy. Jest jedną z najważniejszych instytucji działających na rzecz umocnienia demokracji i praworządności na świecie. Europejska Komisja na rzecz Demokracji przez Prawo, bo tak brzmi jej pełna nazwa, doradza rządom 61 krajów świata”.

 

Demokracja przez Prawo to oszustwo. Demokracji się nie ustanawia na drodze prawnej. – Ona nie jest skutkiem obowiązywania w życiu publicznym państwa prawodawstwa, bo jego efektem są prawa i obowiązki nie zaś wartości ludzkie, do których należy i sprawiedliwość wspólnotowa, która znaczy dokładnie tyle, co demokracja.

 

Owszem, prawodawstwo może normować pewne zasady towarzyszące np temu, żeby sposoby ustanawiania i odwoływania władz były demokratyczne, czy przechodzenia od demokracji przedstawicielskiej, do bezpośredniej i na odwrót, ale żeby to miało sens, to demokracja i w ogóle sprawiedliwość musi najpierw zaistnieć w sposób nie kwestionowany.

 

Komisji Weneckiej chodzi więc o fikcję demokracji.

 

Prawodawstwo jako takie może być uchwalane oddolnie - jako wyraz służby na rzecz demokracji i sprawiedliwości, ale może być i narzucane, a więc i ustanawiane na drodze odgórnej, na drodze stawiania prawodawcy na pozycje „nadludzkie” - a więc faszystowskie w znaczeniu szowinistyczno-ideologicznym.

 

Jednak demokratycznym jest tylko prawodawstwo oddolne. Oparte o pełną świadomość i pełną dobrowolność całych wspólnot, których dotyczy. Nie może ono być odgórnym (choć bywa, że władze polityczne przygotowują projekty aktów prawnych).

 

Odgórnym w demokracji to jest „równanie w górę”, czyli pomoc tych, którzy już dysponują pewnymi nadmiarami dóbr i możliwości działania na rzecz tych, którzy potrzebują autentycznej „pomocy w dobru”, w podniesieniu ich do stanu, kiedy już będą w stanie samodzielnie funkcjonować – czyli zadbać tak o swoje potrzeby i odpowiedzialności, jak i aktywnie działać na rzecz swojej wspólnoty – a więc i podobnie do samemu zaznanej pomocy, dobrze używać swoich nadmiarów do „podnoszenia w górę” innych potrzebujących.

 

Komisja Wenecka wychodzi tu na twór czysto faszystowski odwołujący się do „demokracji” ZSRR. - Twór zmierzający do „równania w dół” ogółu narodu, po to by jego elity polityczne zagarniały całą korzyść.

Patologią szczególną jest tutaj, że Komisja Wenecka doradza „rządom” („w tym” Sejmowi polskiemu w kwestii ustaw o Trybunale Konstytucyjnym), a nie samemu Narodowi – rozpoznając sytuację powinna sięgać po głos ludu, rozmawiać z autentycznymi przedstawicielami Narodu. Na pewno nie byli nimi przedstawiciele antynarodowej opozycji.

– To, na rzecz czego działa Komisja Wenecka, to nie demokracja, a spokraczony republikanizm antynarodowy, a więc wprost szowinistyczny i budowany na zdrajcach narodu.

 

Tu widać, że demokracja jest sposobem na samoorganizację się społeczności funkcjonującym w układzie samopodtrzymania.

Jeśli nie będą zaburzonymi podstawy jej funkcjonowania, ma cechy trwałości.

Stąd jest przeciwieństwem do wszelkich tworów ideologicznych, a zarazem stąd i one lubią zwać się demokracjami, choć mogą być tylko ich atrapami opartymi o przemoc i terror.

 

Rzecz w tym, że nie da się dojść do demokracji przez ustanowione w tym celu prawo, tak samo jak nie można zostać człowiekiem sprawiedliwym  tylko z racji przestrzegania praw.

 

Ten stan, do którego można dojść przez przestrzeganie stanu prawnego, to dopiero praworządność.

 

Owszem, praworządność służy sprawiedliwości, a więc i demokracji, ale nie zawsze.

Nie służy, kiedy stan prawny nie wynika z potrzeb samej sprawiedliwości (w tym demokracji rozumianej jako sprawiedliwość wspólnotowa (nie mylić z typową dla komuny sprawiedliwością społeczną!)).

Owszem, demokracja w państwie wykracza poza sprawiedliwość wewnętrzną wspólnoty narodowej, ale za to to ją bierze sobie za wzór – jej najwyższe ludzkie standardy, wartości i cele - nie szuka „najmniejszych wspólnych mianowników”, czyli najniższych możliwych standardów życia publicznego żeby „każdemu dogodzić” (zresztą nie da się dogodzić każdemu, nie da sie zaspokoić potrzeb każdego, jego roszczeń, zwłaszcza tzw. „praw” stawianych na pozycji wartości).

 

Wielką tu patologią jest liberalizm rozumiany jako wywyższenie potrzeb jednostki przed dobro wspólnoty jako całości, przed odpowiedzialność za nią. Nie da się, bo to utopia. Nie da się, bo to stan wymagający nieustannego zasilania z zewnątrz, a więc jedynie drogą rabunku.

Liberalizm to jeden rabunek, a jego pełne przeciwieństwo – socjalizm – to drugi rabunek. Demokracja musi stronić od obu.

 

 – Stronić, bo to w ten sposób te jednostki czy grupy socjalne zaczynają pasożytować na wspólnocie, a nawet organizują się do wspólnego jej pasożytowania w układy, kliki, sitwy, mafie i spiski.

– Socjalizm chce dawać – i każdemu można dać – ale tylko szanse wzrostu, zaczynając od tych „w moralności i człowieczeństwie, oraz współpracy dla zgodnego osiągania celów wspólnych”.

W ten sposób „potrzeby” i „prawa” od razu zostają urealnione do możliwości zasłużenia na nie, do możliwości uczciwego i dalekowzrocznego ich wypracowania.

Na rozdawnictwo „praw” i przywilejów w demokracji miejsca nie ma.

 

Praworządność służy sprawiedliwości, kiedy wynika z potrzeb całego systemu ludzkich wartości, którym sama sprawiedliwość ma służyć.

Służąc ogółowi społeczności je wyznającej i jej celom – zwłaszcza zdrowiu, życiu i pokojowi, wzrostowi – zwłaszcza w człowieczeństwie dojrzałym, dobrym wychowaniu potomstwa i kulturze życia.

 

Przestrzeganie prawa (praworządność) nie jest żadną ludzką wartością – jest po prostu obowiązkiem, który trzeba wypełniać, żeby nabywać jakichkolwiek praw.

Starczy pójść do zwykłego sklepu, żeby się przekonać, że praw do towaru nabywa się dopiero po zapłaceniu za niego, a więc spełnieniu obowiązku zapłaty. Na tym przykładzie łatwo zobaczyć też, że praworządność może nie mieć nic wspólnego ze sprawiedliwością.

Typową dla handlu sprawą są np. inne ceny dla różnych klientów – przywileje dla kupców hurtowych, czy pracowników, czy ceny zmieniane w zależności od stanu magazynu. Praworządność, rozumiana jako oparcie się o literę prawa  zwykle mnoży niesprawiedliwości. Zwłaszcza patrzy na zyski sprzedawcy (czyli tego, który pierwszy otrzymuje korzyść z transakcji), a nie na dobro klienta.

Jest w tym nawet przestępcze wymuszenie, kiedy sprzedawca najpierw otrzymuje swoją zaplanowaną korzyść (korzyść materialna), a dopiero później wydaje towar nawet zgodnie z umową, ale towar nie spełniający oczekiwań i potrzeb klienta (korzyść moralna).

 

Moralność zawsze musi iść przed prawem, a korzyść moralna przed korzyścią materialną.

 

Kiedy panuje sprawiedliwość, prawodawstwo narzuca klient, bo to on jest tą stroną moralną i zainteresowaną by otrzymywać to, co mu najlepiej służy, a zarazem wymagający odbiorca znający swoje potrzeby jak nikt innych i kontroler jakości.

 

Odpowiednio w polityce państwa prawodawstwo musi narzucać naród właścicielski tego państwa (to nie zawsze to samo co ogół obywateli) – i dawać władzom państwowym do wykonania.

 

Taka pozycja narodu w kwestii stanowienia prawodawstwa to samo sedno demokracji. W Polsce to już obowiązywało w XIV wieku, aż po około 300 latach władzę zaczęła przejmować magnateria (odpwiednik dzisiejszych ponadnarodowych korporacji prywatnych), a Państwo zaczęło zmierzać ko rozbiorom.

 

I dziś mamy demokrację – i Sejm ma reprezentować Naród, a nie rząd, jak to jest w dzisiejszych patokracjach – zwykle faszyzmach podszywających się pod demokrację.

 

W sklepie zawołanie „klient nasz pan” jest tylko w praktyce sloganem – bo klient nie jest żadną władzą. Sprzedawca może być sobie nie tylko niedemokratyczny, niesprawiedliwy , ale i niemoralny. Zarazem dokąd przestrzega prawodawstwa, nie ponosi żadnych konsekwencji tego, że szkodzi klientom. – Często nawet nie traci klientów - kiedy ci nie mają gdzie pójść. W sumie to już forma niewolnictwa.

W praworządności nie obowiązuje sprzedawcy żadna odpowiedzialność – bo odpowiedzialność to już cecha sprawiedliwości – wciąż niedoceniana a najważniejsza.

 

Nie tylko zresztą pomijana – odpowiedzialność świadomie została wyrzucona z kręgu najważniejszych ludzkich wartości życia wspólnotowego.

Wrogowie demokracji używają słowa odpowiedzialność w sensie postawy osobistej i to w okolicznościach odpowiadania przed sądem, czyli z manipulatorską podmianą znaczenia słów „odpowiedzialności” na treść słowa „obowiązek”.

 

Sprawy wokół tematu odpowiedzialność są tak drażliwe dla wrogów demokracji bo demaskatorsko sięgają sedna władzy.

Zaczęło się od tego, że Monteskiusz wymyślił zasadę trójpodziału władzy. Jednocześnie pewnej grupie wybranych do rządzenia powierzył specjalną rolę – rolę ręcznego sterowania wszystkim. Musiał już wiedzieć, że to będzie i ogrom zbrodni i utopia.

Planując przyszły ustrój Monteskiusz wziął ją właśnie rabując narodowi jego wartość niezbywalną – władzę zwierzchnią w państwie.

 

Monteskiusz się się dopuścił w teorii, a idąca za tym pomysłem Rewolucja Francuska dodatkowo zataiła przed uczestniczącym w niej narodem, jak ma być naprawdę i to poszło do realizacji przez jej zbrodniczych następców, którzy wybrali taką, rewolucyjną drogę (i to po dziś dzień).

 

W rezultacie, tak jak poszło w świat hasło "wolność, równość, braterstwo" (z zatajoną odpowiedzialnością i harmonią między tymi czterema wartościami występującymi zawsze razem i w zgodzie), tak samo poszła w świat "trójwładza" z zatajeniem, tego, że ma ona wyrastać z narodu i narodowi służyć. Służyć naprawdę, a nie tylko w kłamliwej propagandzie.

 

Nadto do dziś nie głosi się narodom, że nie może być żadnych zabiegów o „równowagę” między władzami - bo to już i destrukcyjne podziały, i traktowanie władzy państwowej jako łupu do podziału przez grabieżców z trójwładzy. Nadto to droga do zmów i nadużyć związanych z zawłaszczaniem władzy, z pozbawianiem narodu jego władzy zwierzchniej w państwie.

 

Także do dziś nie podkreśla się, że zamiast złodziejskiej „równowagi między władzami” ma być ich „harmonijna współpraca” – współpraca koniecznie najpierw dla dobra wspólnego narodu i zgodna współpraca tak w realizacji jego celów, jak stwarzanie obywatelom optymalnych, prawdziwie pokojowych, a więc i moralnych warunków do życia i rozwoju.

 

Trzeba tu podkreślić, że w zdrowych relacjach życia publicznego w państwie cała trójwładza wyrasta z pnia narodowego (czwarta władza), i jemu służy. Te trzy władze – ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza nie mogą wchodzić w relacje tak między sobą, jak również ze sferą polityki szczegółowej (zaczynając od gospodarki, ekonomii i handlu).

Tu cały naród jest winien politykom najwyższą nieufność i czujne patrzenie im na ręce.

 

Zawołanie „klient nasz pan” w  sklepie jest tylko sloganem – bo klient nie jest żadną władzą, ale i to samo mamy tutaj w sprawie powoływania się na demokrację przez Komisję Wenecką.

Tu też demokracja, zwykle rozumiana jako władza ludu (czy sprawiedliwość wspólnotowa) jest tylko bałamutnym sloganem. Oni chcą praworządności, a nie demokracji.

Mało tego – praworządności względem prawodawstwa narzucanego ludowi odgórnie, a więc według widzimisię korporacjonistów-syjonistów-globalistów. Odgórnie, a więc bez patrzenia na faktyczne uprawnienie ze strony narodu, a więc z uzurpacji, a więc „na prawie kaduka”, a więc „z mocy bezprawia”.

 

Lud w praworządności nie ma praktycznie nic do władzy – jest tylko owieczką - dojoną i strzyżoną, do czasu pasioną i strzeżoną, a w końcu zjadaną.

Wychodzą od praw, to na praworządność, a nie na demokrację się Komisja Wenecka powinna powoływać.

Taki twór jak Komisja Wenecka ma tyle do mówienia o demokracji co prostytutka o cnocie.

 

Temu „dojeniu i strzyżeniu, a w końcu zjadaniu owieczek”, jak i całych państw ma służyć również umowa CETA.

W konsekwencji ma ona służyć również do legalizacji grabieży niezbywalnych dóbr wspólnych narodów, które już zostały dokonane, oraz zapewnić bezkarność oligarchom, korporacjom i innym rabusiom „w majestacie „prawa” i morderców „w białych kołnierzykach” tak za zbrodnie fizyczne, oraz korupcji i zdrady już dokonane, a także zapewnić podstawy prawne dla kontynuacji ich procederów w przyszłości.

Ma to też doprowadzić do faktycznego rozproszenia i wymieszania narodów, czyli pozbawienia ich zdolności organizacyjnych i samoobronnych.

Wiadomo – owieczki rozproszone – łup dla wilków łatwy.

Tu dochodzi i atak na Kościół. Na cały to nie – ci co godzą się na rozproszenie i faktyczną demoralizację wiernych nawet są hołubionymi celebrytami.

 

To, że CETA chce to chodzić do sądu przeciw państwu i to w obronie zysków korporacji prywatnych to zupełne niezrozumienie logiki z której wynika kto ma być dla kogo.

 

Nie wolno za żadne pieniądze sprzedawać takich praw (tak, praw, bo zawarcie umowy już jest ustanowieniem prawa).

Wręcz zbrodniczy wymiar ma sprzedaż komuś obcemu, a więc i nieodpowiedzialnemu za nas i naszych bliskich, czy nasze wspólnoty rzeczy niezbędnych nam lub komuś innemu – nawet, kiedy jesteśmy samodzielnym tego właścicielem. (Np. wielką tu zbrodnią jest sprzedaż przez władze państwowe źródeł wody w państwie – już zbrodnicze waadze tym handlują, ale za obowiązywania CETA mogłyby to robić legalnie).

 

Roszczenia CETA wkraczają już w kwestie moralności. Nie istnieje szczebel, z którego możnaby uzasadnić taką umowę.

To można zrozumieć tylko jako wymysł satanistów. A więc i koniecznym jest pogonienie wszystkich, którzy taką umowę nam podsuwają.

 

CETA chce wprowadzać zrównywanie w prawach państw z podmiotami gospodarczymi. A więc chce przywilejów korporacji względem państw, bo tylko w prawach, ale już nie w obowiązkach, ani odpowiedzialnościach, służbach i własności, sprawiedliwości, prawości i moralności.

 Taka równość, czy takie równouprawnienie to fikcja, przekręt, czy oszukańcza ideologia.

 

Jeszcze można by to rozumieć, gdyby tak chciały przywilejów względem indywidualnych obywateli z racji tego, że pełnią szczególnie pożyteczne dla ogółu misje społeczne – np. prowadzą działalność „non profit” i nie osiągają z tego tytułu wystarczających na przetrwanie i rozwój dochodów.

Tak jednak nie jest - one wyraźnie mówią o zyskach. A są to zwykłe, bandyckie „zyski za wszelką cenę”. Mówią o zyskach liczonych nawet wtedy, kiedy nabywcy ich prodktów sami nie osiągają zysków, żeby sie nimi dzielić.

 

Mało tego – jak im to wygodne, to chcą stać na pozycji szeregowych, indywidualnych obywateli państw – chcą zgody reszty współobywateli na swoją pozycję.

Mają od tego media nadające na rynek publiczny poza kontrolą narodu, którego niezbywalną własnością ten rynek jest. – Za to właśnie pod ich kontrolą – korporacyjną kontrolą właścicielską strony materialnej i organizacyjnej samych mediów, (ale nie właścicielską strony moralnej, strony duchowej samego rynku, tak jak i państwa w którym ten rynek jest. To, że doszło do takiego zozdziału to już skutek zdrady w organach Państwa.

Wchodzi w rachubę również korupcja, z której korporacje prywatne na każdym kroku korzystają – i to w sposób bezkarny z tytułu skorumpowanych i przez nich organów władzy sądowniczej.

 

Chodzi tu o wielką sprawę - o kontrolę tego, co zawsze jest niezbywalną własnością narodu za pomocą sztuczki prawniczej. Chodzi o podmianę znaczeń słów posiadanie i własność.

Media prywatne są zbywalne i nie sa nikomu niezbędne – więc to posiadanie. – Odpowiednio rynek publiczny jest własnością – i to własnością niezbywalną, jest narodowi niezbędny do istnienia i władzy nad nim nie wolno mu oddać nikomu.

 

Perfidnie kłamliwą sztuczką jest tu rozpowszechnienie twierdzenia, że na posiadanie można mówić własność.  To dotyczy i własności intelektualnej.

 

Tu też ingeruje CETA – całe akapity z odrzuconej umowy ACTA zostały wpisane do umowy CETA. Tu też tytuł własności jest fikcją i sztuczką prawniczą.

 

A różnica jest niebagatelna, bo do ochrony własności swoich członków zobowiązana jest wspólnota, zaś posiadanie już tylko w granicach prawa publicznego w państwie.

 

– To po to decyzją reprezentującej interesy korporacjonistów Komisji Europejskiej CETA ma przejść procedurę głosowania w parlamentach

– według manipulacji że „chcącemu krzywda się nie dzieje” chcą zgody obywateli wyrażonej przez ich reprezentację sejmową. – jasne, że po to, aby ubrudzić ich współodpowiedzialnością, a po to, aby im maksymalnie utrudnić przyszłe odzyskiwanie władzy – mimo iż to władza narodu niezbywalna (no ale skoro wielu uwierzyło w to, że  „chcącemu krzywda się nie dzieje”???)

Tu już są dwa problemy. Ta „chęć” to zwykle owoc siania strachu, wymuszeń, manipulacji, półprawd i jawnych kłamstw – a więc liczą, że tu zadziałają ich media.

Drugi, że ta „reprezentacja sejmowa” najwyraźniej zdradziła naród, a skoro postępuje niemoralnie, to i obowiązuje obywatelskie nieposłuszeństwo – takiej władzy słuchać nie wolno. Taka władza nie ma już demokratycznego mandatu (a prawny według „litery prawa” to za mało).

 

Jest tu oczywiście gigantyczny przekręt – przestawienie służebności.

Działalność gospodarcza, handlowa, czy ekonomiczna to podstawowe dziedziny polityki państwa. Państwo jest powołane przez naród, po to, aby realizowało cele jego obywateli, których bez niego by nie mogli na odpowiednim poziomie realizować.

Podstawowym zadaniem państwa i jego polityki jest służba na rzecz dóbr wspólnych narodu.

 

Trzeba pamiętać, że to działalności gospodarcze mają być źródłem dochodów państwa, a nie dochody państwa przysparzać zysków działalnościom gospodarczym.

To działalności gospodarcze mają służyć  polityce państwa, a nie polityka państwa działalnościom gospodarczym.                                                                                            

To państwo ma ustanawiać ramy działania działalnościom gospodarczym, handlowym i ekonomicznym, a nie one narzucać państwu priorytet swoich interesów.

 

Złamanie tych zasad prowadzi wprost do „prywatyzacji zysków, a uspołeczniania kosztów i strat (czyli obciążania nimi obywateli)”, a to już najgorszy z faszyzmów szowinistycznych. To szczyt siesprawiedliwości strony prywatnej – w praktyce dzisiejszej korporacji prywatnych o charakterze ponadnarodowym.

Z nim może jedynie konkurować „drukowanie pieniędzy z powietrza”, czyli piramida Ponziego. – Jest mniej groźna, bo to piramida – szybko kończy swój żywot jak każde oszustwo. Albo szybko to upadnie, albo będzie wojna po to tylko, aby ci co przeżyją mogli przez jakiś czas utrzymać nagrabione tą piramidą majątki.

 

Różnica tu jest taka, że w kwestiach prawnych wchodzi w rachubę reset praw, czy obowiązków, w kwestiach ludzkich wartości już nie ma żadnych resetów, czy wymian tego co „od nas” czy „dla nas”– nie wolno handlować odpowiedzialnosciami, wolnościami, czy zdrowiem, albo życiem. To nie tylko skrajna głupota, oraz krótkowzroczność i niemoralność – to jest nieludzkie, a nawet skrajny faszyzm to robiących i ich mordercze wobec objętych tymi handlami zamiary.

Nie wolno tym handlować, ani nic równouprawniać, bo to nie są kwestie polityczne – handel, czy równouprawnienie tu nic nie zmienia – nie zatrzymuje puszczonych w ruch procesów życiowych. Tu każdy musi sam wypić piwo, którego sobie nawarzył.

 

Tu konsekwencje już muszą być poniesione, każda wyrządzona krzywda musi być naprawiona – stan moralny sprzed spowodowania zagrożenia zdrowia i życia musi być przywrócony, żeby można było dalej trwać w jakichkolwiek związkach międzyludzkich.

 

Do tego czasu nie ma nawet mowy o prawości, sprawiedliwości, czy praworządności.

 

Tak samo z symbolem równowagi, czyli Temidą. To ona tutaj jest jakimś wzorcem dla Komisji Weneckiej i umowy CETA.

Ona się tylko nadaje do porównywania praw i obowiązków – ona nigdy nie może wkraczać w dziedziny sprawiedliwości i demokracji, bo nie ma z nimi nic wpólnego.

Śmiało można stwierdzić, że to przez nią upadł starożytny Rzym. To ona zabijając Juliusza Cezara wywindowała prawo nad sprawiedliwość, a niemoralną oligarchię i republikę umocniła nad moralną demokracją ku której Rzym zmierzał.

 

Sprawiedliwość bowiem czy demokracja nic nie muszą - są nad prawami, które wprowadzają przymus. Stare istniejące prawa nie obowiązują tam, gdzie nie ma sprawiedliwości, prawości lub moralności, a nowe nie zaistnieją tam gdzie sprawiedliwość, prawość i moralność nie będą w pełni funkcjonowały.

 

Tu dobitnie widać, że i praworządność Komisji Weneckiej i umów CETA są fikcją. To wszystko bałamuctwo obliczone wyłącznie na krótkotrwały zysk tych, którym się wydaje że nad tym zapanują, a jednocześnie wiąże się to z wielkimi krzywdami tych, których kosztem miałoby sie to odbywać.

Równość musi być od razu w harmonii z wolnością i braterstwem (a to co innego jak równość), a do tego musi wyrastać z odpowiedzialności i odpowiedzialności służyć. Odpowiedzialności za związki wewnątrzwspólnotowe i wspólnototwórcze.

 

W demokracji prawo w ogóle nie jest wartością ludzką. Jest tylko wartością polityczną, składową polityki i ma realizować jej cele. Dlatego prawodawstwo jest bytem niższego rzędu jak sprawiedliwość. A co się dzieje, kiedy go ludzie wywyższą? Wywyższą nad sprawiedliwość, a może i nad wartości, którym sprawiedliwość jako wartość niższego od nich rzędu służy?

– Otóż mamy wtedy wszelkie formy tyranii, z pierwszoplanowym faszyzmem takim, w którym to są rządy „odgórne” z „równaniem inteligenta z robotnikiem, robotnika z chłopem, a chłopa z ziemią”. Mamy wynoszenie się jednych na nadludzi, a oni resztę, według różnych ideologii szowinistycznych będą „równali w dół”, pozbawiali nawet tego, co im konieczne do życia, pasożytowali na nich.

Mamy opieranie życia publicznego na wciąż zaniżanych standardach, z wyborem zawsze „najmniejszego wspolnego mianownika”, mamy wybieranie „mniejszego zła”, a więc iluzji i manipulacji, bo to „mniejsze” zwykle okazuje się w dystansie czasowym tym „gorszym”.

 

W Ameryce każdy towar, zgodnie z prawem – również żywność i leki jest dopuszczony do sprzedaży – do czasu, aż ktoś udowodni, że jest on szkodliwy.

To znaczy tyle, że prawo handlowe jest u nich ważniejsze jak moralność, bo jednak kwestie zdrowia i życia to sedno moralności.

 

W Europie dotąd było dokładnie odwrotnie. Tego zresztą wymaga demokracja, która jest niczym innym, jak sprawiedliwością wspólnotową, a więc najpierw dbałością o dobro wspólnoty złączonej wspólną historią i doświadczeniami dobrami wspólnymi i wspólnym systemem wartości – z moralnościa najwyższą możliwą, zabigającą o dalekowzroczne jej przetrwnie.

 

Godząc sie na zaniżenie standardów moralnych Europa już jest stratna, bo tym samym wyzbywa sie swojego potencjału – wartości nieprzeliczalnych na pieniądze. Formalnie dla zysku. Nawet jeśli to zysku niemoralnych korporacji prywatnych a kosztem strat własnych narodów.

 

Tu też mamy rozbieżność amerykańskich, republikańskich źródeł prawa od europejskich – demokratycznych. W demokracji prawo wynika z potrzeb sprawiedliwości i ludzkich wartości wyższego od niej rzędu, zwłaszcza prawości i moralności, oraz dążenia do docelowego życia w pokoju jako sedno człowieczeństwa dojrzałego.

W Ameryce jest system prawa republikańsko-faszystowski, prawodawstwa odgrórnego według „woli politycznej”, prawodawstwa stanowionego na mocy „prawa kaduka”, czyli bezprawia. W nim wszelkie zapisy prawne są dyktowane przez aktualnie modne ideologie idoraźne interesy prawodawców i widzimisię aktualnego kacyka przy władzy.

 

CETA tutaj, tak samo jak Komisja Wenecka, chce praworządności – praworządności oderwanej od sprawiedliwości (w tym demokracji jako sprawiedliwości wspólnotowej), praworządności oszukańczo wywindowanej do pozycji wartości, a nawet wartości samej w sobie, wartości iluzorycznej, abstrakcyjnej, wirtualnej i matrixowej, „obiecanki cacanki a głupiemu radość”.

 

WARTOŚCIĄ SAMĄ W SOBIE JEST TYLKO BÓG. TWÓRCY CETA, CZY KOMISJI WENECKIEJ STAWIAJĄC NA TAKIE ROZUMIENIE PRAWORZĄDNOŚCI WPROST STAWIAJĄ SIEBIE NA POZYCJI BOGA. TO POSTAWA TYPOWA DLA SATANISTÓW.

 

Przed każdym z nas, przed Polską, Europą i ludzkością stanęło wielkie wyzwanie odseparować od siebie tych szaleńców, pozbawić ich wszelkich możliwości oddziaływania na życie polityczne, a nawet na nasze dzieci i na nas samych.

 

 

Dziś, 15.10 sobota i jutro 16.10. 2016 - niedziela protesty przeciw CETA w całej Polsce. Kto odpowiedzialny, a może, ten pójdzie. Jak nie może, to będzie z protestującymi duchem i modlitwą.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.4 (głosów:12)

Komentarze

Ukryty komentarz

Komentarz użytkownika Bombowy Szybowi... został oceniony przez społeczność negatywnie. Jeśli chcesz go na chwilę odkryć kliknij mały przycisk z cyferką 2. Odkrywając komentarz działasz na własną odpowiedzialność. Pamiętaj że nie chcieliśmy Ci pokazywać tego komentarza..

Właściwie to tok myślenia Autora jest logiczny i bez zarzutu, ciężko więc polemizować.

"Np. wielką tu zbrodnią jest sprzedaż przez władze państwowe źródeł wody w państwie – już zbrodnicze waadze tym handlują, ale za obowiązywania CETA mogłyby to robić legalnie".

Tak dokładnie jest, takie umowy przepychane kolanem tylnymi drzwiami służą usankcjonowaniu praktyk, które już się odbywają. Tak było z osławioną Konstytucją Europejską, która utrącona w referendach krajowych wróciła pod płaszczykiem Traktatu Lisbońskiego. W jeszcze gorszej wersji.

Całe zło zaczęło się od Rewolucji Francuskiej, która obaliła istniejący porządek społeczny i odciska piętno do dziś bo stała się "uniwersalnym" punktem odniesienia. Stąd narodziły się wszystkie -izmy, często bardzo różniące się od siebie. Ale tylko pozornie bo zawsze nadrzędnym celem było postawienie Prawa (stanowionego) ponad Sprawiedliwością (wynikającą z prawa naturalnego).

Komisja Wenecka to tylko jeden z organów, mających pilnować tego wynaturzonego porządku świata, narzuconego nam siłą. Tak jak słusznie zauważyłeś - Prawo powinno płynąć oddolnie. Przykładem takiego schematu były m.in Konfederacje, instytucja prawna I RP, dziś zapomniana i celowo odrzucona bo zapewniała podmiotowość obywateli. Udawanie, że Prawo jest stanowione przez "przedstawicieli narodu" w interesie tego narodu jest czystą fikcją sankcjonującą niewolniczy charakter obecnego porządku społecznego. Obywatele bowiem (przynajmniej w naszym kraju) nie wybierają swoich przedstawicieli tylko głosują na kacyków partyjnych i w rezultacie rządzi nami wąska klika prezesów partii i stojące za nimi lobby (niewidoczne dla zwykłego obywatela).
W ten sposób "demokracja" stała się czystą dyktaturą a rola obywatela została sprowadzona do mechanicznej czynności oddania głosu. Z reguły na "mniejsze zło". Obecnie mamy do czynienia dokładnie z taką sytuacją.
Potrzebne są głębokie zmiany systemowe, które upodmiotowiłyby obywateli i odebrałyby totalną władzę oligarchom finansowym i sterowanym przez nich politykom. Obawiam się jednak, że w obecnych warunkach jest to niemożliwe i chyba tylko jakiś powszechny kataklizm może stworzyć warunki do tego.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-7

Bombowy Szybowiec Antka

Bądź zawsze lojalny wobec Ojczyzny , wobec rządu tylko wtedy , gdy na to zasługuje - Mark Twain

#1522284

Dziękuję za ten komentarz. Widzę, że się doskonale rozumiemy.

Pozdrawiam

miarka

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-2
#1522286

sporo trudu zadałeś sobie pisząc ten artykuł,chyba zbyt mądry jak na poziom NP. Dzięki Ci za to i za nadzieję, która jak widać, Cię nie opuszcza. Pozdrawiam

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-3

Verita

#1522318

Piszesz..."Potrzebne są głębokie zmiany systemowe, które upodmiotowiłyby obywateli ..."
Problem w tym, że obywatele wolą być przedmiotem i nie chcą być podmiotem. Polaków ogarnęła mentalność niewolnika-leminga i syndrom sztokholmski zarazem. W takiej sytuacji niewiele można zdziałać. Pozdrawiam

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-3

Verita

#1522319

Źle oceniony komentarz

Komentarz użytkownika Bombowy Szybowi... nie został doceniony przez społeczność niepoprawnych.. Odsuwamy go troszkę na dalszy plan.

taką pesymistą? Może nie jest jeszcze tak źle?

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-5

Bombowy Szybowiec Antka

Bądź zawsze lojalny wobec Ojczyzny , wobec rządu tylko wtedy , gdy na to zasługuje - Mark Twain

#1522321

,,Prawo jest stanowione przez "przedstawicieli narodu" w interesie tego narodu jest czystą fikcją sankcjonującą niewolniczy charakter obecnego porządku społecznego. Obywatele bowiem (przynajmniej w naszym kraju) nie wybierają swoich przedstawicieli tylko głosują na kacyków partyjnych i w rezultacie rządzi nami wąska klika prezesów partii i stojące za nimi lobby (niewidoczne dla zwykłego obywatela).

W ten sposób "demokracja" stała się czystą dyktaturą a rola obywatela została sprowadzona do mechanicznej czynności oddania głosu. Z reguły na "mniejsze zło". "

 

Jest to komentarz oddający sedno oszustwa demokracji nazywanej przez niektórych ,,dyktaturą większości" podczas gdy de facto rządzi w interesie własnym ( bez względu na retorykę) mała grupa wybrana przez stosunkowo niewielki procent wyborców, co z przedstawicielstwem ogółu nie ma kompletnie nic wspólnego, natomiast jest dyktaturą mniej lub bardziej jawnej oligarchii.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-4
#1522320

Źle oceniony komentarz

Komentarz użytkownika Bombowy Szybowi... nie został doceniony przez społeczność niepoprawnych.. Odsuwamy go troszkę na dalszy plan.

jakaś "oświecona dyktatura".
Dziś pozycja PiS jest zbliżona do tego wzorca ale niestety nie dorasta do roli, którą mogłaby spełnić.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-6

Bombowy Szybowiec Antka

Bądź zawsze lojalny wobec Ojczyzny , wobec rządu tylko wtedy , gdy na to zasługuje - Mark Twain

#1522323

,,W demokracji prawo w ogóle nie jest wartością ludzką. Jest tylko wartością polityczną, składową polityki i ma realizować jej cele. Dlatego prawodawstwo jest bytem niższego rzędu jak sprawiedliwość."

 

Dlatego właśnie niektórzy studenci pierwszego roku prawa na wykładach wprowadzających dowiadują się od swoich profesorów, że prawo rzadko kiedy jest sprawiedliwe, a najczęściej ze sprawiedliwością nie ma nic wspólnego. Prawnicy o tym wiedzą, natomiast Kowalski zazwyczaj sądzi, że jest odwrotnie.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-5
#1522322