Wspólnotowe, a indywidualne, czyli „swój złodziej” – domowy grabieżca

Obrazek użytkownika miarka
Idee

Właśnie odkryłem bardzo ważny wpis sprzed paru tygodni: http://niepoprawni.pl/blog/matka-trzech-corek/czarna-owca , co do którego, w mojej ocenie, dyskusja nie dotarła do sedna problemu. A sprawa jest „wyborczo fundamentalna”.

 

 „Dokonać przeobrażeń na tak wielką skalę mógł tylko jeden wróg, taki, który działa jak przysłowiowy  „swój złodziej” –  domowy grabieżca. Przed takim niczego nie ukryjesz i niczego nie uchronisz, bo on wie wszystko, widzi wszystko i ma świadomość, że kary bać się nie musi....”

„...bo tylko w przysłowiu „kalający ptak” wyrzucany jest z gniazda. Człowiek postępuje inaczej. Daje szansę: pierwszą, drugą, trzecią i tak do końca. Do szarego, smutnego finału”.

 

Czy na pewno człowiek jako człowiek, osoba ludzka? Człowiek przebacza, bo kocha, a więc i w ramach przebaczenia bierze na siebie winę swojego winowajcy i ciężar zadośćuczynienia, czyli naprawy skutków tej winy, jeżeli winowajca sam nie potrafi tego naprawić, sam, czy pod naszym (przebaczającego, czy osoby go reprezentującej) kierownictwem, czy z naszą pomocą.

Ale to tylko połowa prawdy (czyli jak to niedawno przypomniał JzL: g-no prawda). Chodzi o cel, o to, by ten ktoś odciążony od czekającej go kary mógł wrócić no normalnego życia dobrego człowieka, dobrego członka „wspólnoty miłości”, ale zarazem i do „wspólnoty dobrych ludzi”. A bez patrzenia celu, wszystko jest głupotą.

Owszem, bywa że ten, co mu przebaczono zawiedzie pokładane w nim zaufanie, a wtedy...

- inaczej postępuje człowiek, osoba ludzka, wolna, ale i świadoma rzeczywistości, a inaczej osobnik uważający się za człowieka, ale już oderwany od realizmu.

Problem, że ponowna zdrada zaufania nie zawsze jest nową winą, jest również przerwaniem łaski przebaczenia wobec winy już przebaczonej, kiedy dotyczy tego samego rodzaju grzechu.

Bo przebaczenie jest łaską a nie darem – trwa tylko tyle, ile trwa łaska, a powrót do grzechu objętego łaską przebaczenia jest wzgardzeniem tą łaską, jej odrzuceniem.

Zanim nastąpi ewentualna łaska przebaczenia i zapanuje sprawiedliwość, musi nastąpić przywrócenie miłości obrażonej, wzgardzonej grzechem.

Teraz, przed ewentualnym udzieleniem nowej łaski tak wobec grzechu nowego, jak i starego, człowiek musi patrzeć, czy skutki tej starej winy są już naprawione, a także czy go stać na to, czy jest w stanie wziąć na siebie ciężar naprawy skutków nowej winy, gdyby osoba, której chce przebaczyć znów zawiodła. Jeśli nie jest w stanie, a przebacza, grzeszy pychą, a nawet przeciw Duchowi Świętemu, bo liczy na to że to Bóg weźmie na siebie ciężar naprawy skutków tej winy. Inaczej mówiąc - jeśli nierealistycznie przebaczy, robi to nie jako człowiek, tylko jako grzesznik sam popełniający grzech. Sam ściągnie na siebie skutki tego nowego grzechu przeciw Bogu, a temu, któremu tak wspaniałomyślnie przebaczył w niczym nie pomoże, bo ... w gruncie rzeczy wcale nie przebaczył, bo takie przebaczenie jest nieważne, bo człowiek nie ma takiej mocy, by podejmować zobowiązania za Boga – a mówiąc w skrócie – obaj i „przebaczający” i doznający takiego „przebaczenia” wejdą w samozatracenie. Pierwszy z pychy i głupoty, drugi z wyboru drogi utracjusza i złodzieja.

Skąd więc ten przeskok z człowieka – osoby do człowieka – osobnika, z relacji osób ludzkich do relacji osobników? Skąd tak radykalna zmiana postaw, że zamierzana miłość nie służy już życiu, a samozatraceniu i śmierci?

 

To, czego dziś nam najbardziej brakuje, czego postrzeganie zatraciliśmy – to  zdolność rozróżniania tego, co wspólnotowe, a co indywidualne.

„Swój złodziej” –  domowy grabieżca to nie jest osoba z którą nas łączą relacje osobiste, tylko wspólnotowe (osobiste mogą, ale nie muszą).

A to oznacza tyle, że nie wchodzi tu w ogóle w rachubę relacja miłości, tylko miłosierdzia.

I jedna i druga jest łaską, z tym, że pierwsza buduje relacje indywidualne, a druga wspólnotowe.

Co nam z tego, jak przywrócimy ze złoczyńcą relacje indywidualne, jak dalszemu ruinowaniu będą podlegały nasze relacje wspólnotowe, a więc i będzie niszczona sama wspólnota?.

Droga miłosierdzia – zdrowienia jest podobna do drogi miłości – przebaczenia, w obu następuje powrót do wspólnego pojmowania dobra, z tym, że w przypadku miłości jest to dobro indywidualne, zaś w przypadku miłosierdzia dobro wspólne.

A dobro wspólne to dobro wspólnotowe, świętość dla osób indywidualnych, nie zaś „dobro społeczne”, w ramach „sprawiedliwości społecznej” znanej z patologii socjalizmu, czy komuny...

„Swój złodziej” –  domowy grabieżca, to inaczej mówiąc komunista. On nie ma szacunku dla dobra indywidualnego, dla osoby ludzkiej, to osobnik.

Jeżeli taka skompromitowana Kopaczowa potrafiła zastąpić takiego skompromitowanego Tuska na stanowisku premiera (o tym że również na stanowisku herszta przestępczej organizacji upodobnionej do partii politycznej, a mającej na celu partyjniactwo i prywatę już nie mówię – to kwestia tych, co popierają istnienie tego patologicznego tworu w przestrzeni publicznej i urzędów ochrony Państwa, oraz sądów i prokuratury, które dopuszczają do tego), to znaczy, że komuna siedzi jeszcze w nas mocno.

To zły prognostyk na nadchodzące wybory, skoro mamy tak wielką tolerancję dla ideologii tak bardzo skompromitowanych.

Czy teraz, e niecałe 3 miesiące potrafimy odnaleźć dość kandydatów na najwyższe urzędy państwowe dość mocno ideowych, wystarczająco odpornych na ideologie, głupotę i prywatę, krótkowzroczność i nostalgie, na złudne ciepełko ... – dość trzeźwych i dość twardych, dość mężnych, by nie ulec złudzeniom?

Czy znajdziemy takich, co pójdą nie jakimiś ścieżkami indywidualizmu, partyjniactwa i prywaty, a naszą drogą wspólnotową, ku naszemu dobru wspólnemu by odzyskać co ostatnio utracone a obronić co zagrożone, by iść i prowadzić nas wszystkich, którzy ich poprzemy drogą jasną, prostą i jednoznaczną i tam gdzie naprawdę, dalekowzrocznie patrząc jako Polacy pewni swojej tożsamości potrzebujemy iść?

 

I jeszcze jedno – przypilnować wspólnotowego może tylko wspólnota – a w skali kraju, to Naród, Suweren, to organizacje i ruchy obywatelskie. To one muszą odzyskać swoją główną rolę w Państwie – i na czas wyborów, i po nich, żeby już na bieżąco czuwać nad poczynaniami władzy, by ją z użyciem podległych sobie w treści merytorycznej przekazu kierowanego na rynek publiczny kontrolować, by decydować kiedy jakieś elementy tej władzy trzeba zmieniać i przeprowadzać wiążące referenda, do czego je upoważnia demokracja bezpośrednia.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.6 (głosów:6)