Niegdyś z wieczornym zmierzchem,
Udawano się śpiesznie na sen,
By zaraz bladym wstać świtem,
Pracy na roli poświęcając się ciężkiej,
A liche małe gospodarstwa,
Dziedziczone z ojca na syna,
Pozwalały wszechobecną biedę przetrwać,
Przez kolejne wielodzietnych rodzin pokolenia…
Dziś uliczne latarnie,
Oświetlają długie ulice,
Choć niekiedy blask ich łapczywie,
Kradną zalegające brudne kałuże...