Opowieść Wigilijna o ikonach

Obrazek użytkownika MagdaF.
Kraj

QCHNIA POLITYCZNA

Opowieść Wigilijna o ikonach

„W kraju zniwelowanym, pozbawionym wszelkich elit, siłą faktu elitą zostaje centralistyczno-biurokratyczna partyjna sitwa, której służy zastrachana i skurwiona inteligencja naukowo-techniczna i prasowo-artystyczna”. (Kisiel)

Za komuny nie funkcjonowało słowo „ikona” w odniesieniu do popularności osób publicznych. Nakaz omijania nazewnictwa okołoreligijnego musiał jednak być zastąpiony określeniem dostojnym i odpowiednim, choć równie bałwochwalczym, ale wysyłającym jasny przekaz: elity partyjne oraz te, które partię popierają, działające na rzecz jej umocnienia, są godne królów. I o ile zachód promował królów popu, królowe seksu, mody i książęta estrady, był to zawsze wybór odbiorców, sympatyków, fanów. Cenzurowana rzeczywistość komuny nie pozwalała na subiektywne wybory. Królowe, królowie i książęta byli nam narzuceni, naznaczeni przez system, przez niego tuczeni, a nawet wysyłani do krajów zaprzyjaźnionych na tournee jako produkt doskonały i gotowy, wzorem szynki Krakus czy Ekstra Żytniej. Mieliśmy więc królów mniejszych i większych: centralnych, powiatowych i gminnych, prasy i telewizji, kultury i sportu, królowe estrady, szklanego ekranu, mikrofonu, divy RWPG, pieśniarzy Kołobrzegu, nawet jedną carycę i jednego czerwonego księcia, który zasłynął umiejętnością rozbijania samochodów rajdowych i mniejszą - przy podpisywaniu umowy licencyjnej na produkcję Fiata 125p.

Gdy w 2011 roku nakładem Wydawnictwa Demart ukazała się książka pt.: Ikony PRL. Bohaterowie Tamtych Lat, opisująca styl życia i bycia przywódców, bohaterów estrady, ekranu, sportu, mediów i propagandy, termin „ikona” funkcjonował już w mediach i odbiorze społecznym, wprowadzony wraz z transformacją ustrojową, obyczajową i miękkim relatywizmem w sferze moralności, wg postdurkheimowskiego modelu. Desakralizacja, również na poziomie politycznym, socjologicznym i kulturowym, zdewaluowała znaczenie pojęcia „ikony”, sprowadzając je do mass mediów, kultury niskiej i równie małych moralnie uzurpatorów „rządu dusz”, którzy, gdyby nie gruba kreska Mazowieckiego, gniliby dziś albo w więzieniach, albo leżeli gdzieś w zapomnieniu na poboczach dróg ludzkiej pamięci. Która może i skłonna jest przebaczać, ale pod warunkiem wyznania winy i ekspiacji, jako jedynej drogi powrotu do człowieczeństwa.

Gdy za trzydziesci lat hagiografowie naszej równie kalekiej rzeczywistości pokuszą się o podobne opracowanie, klucz do jego powstania będzie taki sam. Wystarczy popatrzeć na załączone zdjęcie. Toż to cały ikonostas, z jego charakterystycznym, ściśle określonym układem: po pięc ikon w rzędach. Trawestując Poetę można powiedzieć: piątkami do piekła szli. Piekła zbrodni, kłamstwa, przekrętów, kompromitowania Polski, jej historii i wiary. Te „piątki” można mnożyć w nieskończoność, ale ich wspólnym mianownikiem jest III RP konserwowana PRL-em, z agentami w Pałacu Prezydenckim, polityce, rządzie, mediach, gospodarce. Agenci-prezydenci byli i niedoszli oraz ostatni, miłościwie nam panujący, dla którego stan wojenny był złem, co wcale nie przeszkadza mu gościć owo zło w swoim pałacu. Obecny premier-marionetka i ten, zwany przywódcą „pierwszego niekomunistycznego rządu”, z komunistycznymi ministrami i funkcjonariuszami SB w Urzędzie Ochrony Państwa, znany z miękkiej charyzmy. Wszyscy z wielkimi osiągnięciami w utrwalaniu pookrągłostołowego status quo, wszyscy uśmiechnięci, wręcz rozbawieni faktem, że tak łatwo udało im się wykiwać Naród, doprowadzić kraj do ruiny, a przy okazji wykreować na lata samozwańcze „ikony” przyjęte przez aklamację przez różowoczerwony salon.
Kogóż my tam mamy?
Moralnie zdegenerowane towarzystwo „świata sztuki”: aktorów i reżyserów, którzy nie splamili się znajomością książek historyków, naczelny językoznawca „salonu” i gloryfikator PRL-u, który staje w obronie ZOMO, wtórujący mu rysownik nazywający ludzi spod krzyża guanem i usprawiedliwiający śmiertelne ofiary stanu wojennego ... kosztami strajkowania. Dalej redaktorzy szmatławca gloryfikujący mądrość i roztropność generała i inni propagandziści mainstreamu, tramwajarki i kierowcy tirów, którzy utuczyli się na kontaktach z SB, żałosne p(i)ętaki a także cała plejada agentów, donosicieli, złodziei i innych „utrwalaczy systemu”, organicznie zrośniętych z PRL-em poprzez rodziców politruków i dziadków esbeków. Cechą tej sitwy, prócz kłamstw, że mamy wolną i demokratyczną Polskę, w której najważniejsza jest wolność, własność i odpowiedzialność, jest zakłamanie, bezwzględność, cynizm i megalomania. Oraz niespotykana agresja i nienawiść, skierowana w stronę tych, którzy pierwsi odsłonili fałsz, obnażyli kłamstwo założycielskie III RP, zdjęli z oczu Polaków zasłonę fałszywej „miłości” , udowodnili, że wolności mamy tylko tyle, by wystarczyło na obronę zbrodniarzy i złodziei, a własności tyle, by samozwańczym „ikonom” żyło się wygodnie i bezpiecznie.

Ostatnie obchody rocznicy stanu wojennego, zupełnie niezamierzenie, podzieliły „ikony”. Tak zwani waleczni „związkowcy” umoczeni agenturą zainicjowali grę pod nazwą „mały kombatant” i zaczęli licytację, kto był gdzie i na ile internowany oraz jakie ma zasługi. I wyszło oczywiście, bo tak miało wyjść, że J.Kaczyński nie dostąpił tej chluby, więc pewnie nie miał żadnych zasług. Donald Tusk to co innego; palił jointy, pijał tanie wina i kopał piłkę, lecz był za młody na jakąkolwiek karę, ale zakatowany Grzegorz Przemyk, już był w sam raz. Do tej grupy należy też „ikona” Solidarności, której zazdrości nam cały świat (bo nie zna jej cv), internowana na wczasy w ośrodku wypoczynkowym URM w Arłamowie, która piła wódkę z esbeckimi szpiclami i chwaląc stan wojenny zagryzała głodówkę czekoladkami. „Kombatantom” pozazdrościła nawet wokalistka Bajmu, która nagle, po 31 latach wyjawiła, że jej hit „Józek, nie daruję ci tej nocy”, jest protest songiem wobec stanu wojennego, a zmiana imienia, to sprytne obejście cenzury. Druga grupa „ikon” w rocznicę stanu wojennego organizuje manifestację, by zatrzymać „faszyzm” i otwiera szampana, polityczne knury czuwają przy łóżku zbrodniarza, który skrył się w szpitalu, a reszta politruków gloryfikuje jego dzieło w mediach.

Apel więc oderwanego od rzeczywistości premiera, który zachęca, by usiąść „przy wspólnym stole, jak jedna polska rodzina”, musi brzmieć jak ponury żart, na który odpowiada ojciec Piotra Staruchowicza, przetrzymywanego w areszcie autora hasła „Donald matole...”. Bo nie będziemy razem z samozwańczymi ikonami, które wiele złego zrobiły dla Polski i wiele złego dla siebie, odsłaniając przy okazji całą prawdę o III RP.

Jak każda opowieść wigilijna, także i ta, musi mieć morał. Dickensowska, ku radości czytelników, zakłada przemianę bohatera, który uświadamia sobie kogo skrzywdził, o jakich istotnych wartościach zapomniał, i jak postanawia zmienić swoje życie. Nasza rodzima opowieść nie jest tak optymistyczna. Nie tylko dlatego, że przemiana naszych „ikon” szła w kierunku odwrotnym: od bohatera do zera, co odkryli rzetelni historycy, ale i przede wszystkim z tego powodu, że ich autokompromitacja dokonuje się codziennie. A wiemy wszyscy, że ikony nie da się zbudować z wydmuszki, która pęka pod wypływem kłamstwa i nadmiernie napompowanego ego. Prawdziwe ikony, które zniszczono i próbuje się niszczyć nadal, to nie podróbki, to egzemplarze unikalne.

Z okazji więc Świąt Bożego Narodzenia życzę Szanownym Czytelnikom tylko oryginałów przy wspólnym stole i głębokiej wiary, że żywot podróbek będzie krótki.

Tekst opublikowany w nr.51/2012 Warszawskiej Gazety

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Czy mogłabyś nagrać dla radia tę notkę ?

Bylibyśmy zaszczyceni.

pozdrawiam
NiepoprawneRadio.PL

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrawiam
NiepoprawneRadio.PL

#316197

to ja jestem zaszczycona i daję Wam wolną rękę, bo jestem przeziębiona i strasznie chrypię. Na pewno zrobicie to lepiej. Tylko dajcie znać, kiedy.
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

MagdaF.

#316212

Bardzo dziękuję za te słowa
Życzę by Święta Bożego Narodzenia napełniły miłością
serca Całej Pani Rodziny

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#316326