W poszukiwaniu CNOTY (1)

Obrazek użytkownika Krispin
Idee

Zaprawdę nie jest to ogłoszenie towarzyskie ani reklama serwisu randkowego. Cóż pocznę, że słowo „cnota” nie jest już dziś powszechnie kojarzone z zaletą, przymiotem charakteru, pragnieniem dobra, hołdowaniem wartościom, przestrzeganiem zasad, ani z siłą moralną, która sprawia, że człowiek konsekwentnie dąży do doskonałości. Życie bez wartości jest bezwartościowe. Ale czy wszystkie wartości są wartościowe? Które są? I dlaczego? W świecie jakich wartości chcielibyśmy żyć? Jeśli są takie, z pewnością nie powinny pozostać w lamusie, ale być „na świeczniku”. To znaczy świecić, dawać przykład. I nam, i innym.

Celem tego eseju jest wzbudzenie dyskusji, może nawet szerszej debaty o potrzebie powrotu do pielęgnowania wartości, hołdowania – nie tylko werbalnego, udawanego – cnotom. Chodzi o ich jak najbardziej realne poznawanie, ćwiczenie i umacnianie. Dość długo krążyłem wokół tego tematu i nie miałem dość odwagi, aby się do tego zabrać. Ale chyba nadszedł już czas, żeby zacząć mówić o tym głośno, a nawet wołać. Ktoś może powiedzieć, że to głos wołającego na puszczy. Puszcza to ładne miejsce, EKOlogiczne. A zatem w tych okolicznościach przyrody...

Edmund Burke[1] powiedział: „Wolność bez mądrości i cnoty? To jest zło największe z możliwych”. Ale co to są cnoty? Czy w dzisiejszym świecie mają rację bytu? Czy mogą nadal pełnić rolę, jaką pełniły niegdyś? Dźwięk słowa „cnota” może dziś wywoływać uśmieszek. Nic dziwnego, skoro cnota kojarzy się z „cnotką”, czyli kimś, kto nie wie, co dobre. Socjolog Jadwiga Staniszkis twierdzi, że „w dzisiejszym świecie nie liczą się cnoty, które są już czymś archaicznym, tylko tupet, przebojowość, cwaniactwo”. Czy przebojowość i tupet, zastępując cnotę, doprowadzą nas do świata wartości wartościowych?

Na żadne zbytki nie mam ochoty, a zwłaszcza już na zbytek cnoty. (Jan Izydor Sztaudynger)

Wg Słownika języka polskiego cnota to zespół dodatnich cech moralnych lub przestrzeganie zasad etyki, lub czyjeś dodatnie cechy charakteru, lub dziewictwo, niewinność, czystość. Dodatnie cechy, moralność, zasady etyki, charakter, niewinność, czystość... – czy to nadal słowa z naszej bajki? Relatywizm potęguje erozję tych filarów ideału człowieka. Wikipedia niegdyś tak definiowała to pojęcie:

Cnota (łac. virtus, gr. ἀρετή - arete ) – pozytywna cecha moralna, trwała możliwość przestrzegania zasad moralnych. Uważana przez różne koncepcje etyczne za najwyższe dobro. Składające się na nią cechy charakterologiczne są kryterium idealnego życia.

Ale hasła w Wikipedii można edytować. Edycja to korekta, poprawa... zmiana. I po tej poprawie hasło to brzmi dziś tak:

Cnota (łac. virtus, gr. ἀρετή - arete ) – ugruntowana, stała etyczna dyspozycja człowieka gotowego posługiwać się swoimi władzami moralnymi – rozumem, wolą i zmysłami – do postaw i konkretnych czynów zgodnych z dobrem etycznym. Cnota jest trwałą sprawnością moralną osoby, dzięki której przestrzeganie zasad moralnych staje się łatwe. Osoba jest w tym pewna – nawet wobec okoliczności niesprzyjających. Bycie kimś prawym, wiernym dobru moralnemu, sprawia człowiekowi, który posiadł cnoty, wewnętrzną przyjemność.

Też ładnie. „Ludzie prawi nienawidzą występku przez umiłowanie cnoty”, twierdził Horacy. Ale jakoś tęskno mi do poprzednich stwierdzeń: „najwyższe dobro” lub „kryterium idealnego życia”. Przypomina się myśl Epikteta z Hierapolis: „Cnota dobrem jest jedynie, a wszystko inne dobrem wyłącznie w naszym mniemaniu”. Tak po prostu. Dalej (lub wyżej) ściana, nie ma nic lepszego. Dlaczego więc wyrzekać się czegoś takiego? A może ktoś nam tylko wmówił, że można się tego wyrzec i to bez większej szkody? Ale kto i po co by nam to wmawiał? I dlaczego mielibyśmy uwierzyć?

Cnota jest zdrowym stanem duszy, jej pięknem i siłą, natomiast małoduszność jest jej plagą, brzydotą i chorobą. [Platon]

Chyba nie cenimy już tego, co mieli nam do powiedzenia dawni myśliciele. A nie ma wątpliwości, że cnoty uważali za ważne. Niemal każdy system etyczny zajmował się badaniem natury cech, które uznawał za cnoty. W etyce starożytnej Grecji i Rzymu cnota stanowiła ideał tężyzny fizycznej i duchowej.  Platon podkreślał znaczenie cnoty (arete) jako dzielności, szlachetności duszy. Cnota była dla niego harmonią, zdrowiem, pięknem, siłą duszy, przeciwieństwem wady. Arystoteles nazywał cnotami zalety etyczne, a osobą cnotliwą (dzielną etycznie) człowieka, który bez trudu rozpoznaje wymagania moralne, jakie stawia przed nim dana sytuacja i postępuje według nich nieprzymuszony. Rozróżniał cnoty moralne, czyli cechy charakteru oraz intelektualne – będące cechami umysłu. Konfucjusz wśród cnót podstawowych widział: humanitaryzm (człowiek, który kocha innych jest w stanie spełniać dla dobra innych swoje obowiązki w społeczeństwie), prawość (spełnianie słusznych rzeczy ze względu na zawarte w nich dobro moralne jest obowiązkiem, nie ma w tym działaniu oczekiwania na korzyści) i lojalność (gdy czyni się dla innych to, co chciałoby się dla siebie). Wg Konfucjusza wartość wynikająca z działań nie leży w efekcie, lecz w podjętym wewnętrznym wysiłku. Należy działać wypełniając obowiązki, a efekty powierzyć woli Niebios, losowi, przeznaczeniu. Nie należy zwracać uwagi na porażki lub powodzenia, a działać i wypełniać swoje obowiązki. To daje wolność od niepokoju o powodzenie naszych działań i od lęku przed porażką.

...bracia, wszystko, co jest prawdziwe, co godne [poczciwe, uczciwe, godne szacunku, szlachetne], co sprawiedliwe, co czyste [święte], co [Bogu] miłe, co zasługuje na uznanie [na pochwałę, chlubne, chwalebne, godne polecenia]: jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym [godnym pochwały, chwałą karności] - to miejcie na myśli! (List Do Filipian 4:8)

W etyce chrześcijańskiej cnota jest powszednią i trwałą dyspozycją do czynienia dobra. Pozwala ona osobie nie tylko wypełniać dobre czyny, ale także dawać z siebie to, co najlepsze. Osoba cnotliwa wszystkimi swoimi siłami zmysłowymi i duchowymi dąży do dobra; zabiega o nie i wybiera je w konkretnych działaniach[2] (Katechizm Kościoła Katolickiego).


Cnoty ludzkie są trwałymi postawami, stałymi dyspozycjami, habitualnymi przymiotami umysłu i woli, które regulują nasze czyny, porządkują nasze uczucia i kierują naszym postępowaniem zgodnie z rozumem i wiarą. Zapewniają one łatwość, pewność i radość w prowadzeniu życia moralnie dobrego. Człowiek cnotliwy to ten, który dobrowolnie czyni dobro. Cnoty moralne zdobywa się wysiłkami człowieka. Są one owocami i zalążkami czynów moralnie dobrych; uzdalniają one wszystkie władze człowieka, by doszedł do zjednoczenia z miłością Bożą[2].


Teologia moralna dzieli cnoty na nadprzyrodzone i przyrodzone. Te pierwsze – nazwane cnotami teologicznymi lub głównymi (wiara, nadzieja, miłość) – wzbudzane są dzięki łasce, są darem Bożym. Człowiek nie jest w stanie cnót tych wypracować, wyćwiczyć, czy otrzymać w wyniku dziedziczenia lub wychowania. Cnoty naturalnego pochodzenia, to cnoty kardynalne i cnoty heroiczne. Cnoty kardynalne (roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie, męstwo) zyskały taką nazwę, bowiem uznano je za najistotniejsze. Zdolności moralne przekraczające normalny poziom moralności osoby wierzącej określono jako heroiczne. Pierwszy użył tego określenia Arystoteles, mówiąc o: nadludzkiej cnocie i cnocie moralnej w skali heroicznej albo boskiej („Etyka nikomachejska”). Wg KKK cnoty heroiczne nie są jedynie wypełnieniem Dekalogu, ale także przekazu nauczania Kazania na górze (Ewangelia Mateusza 5:7). Czy z tego wynika, że należałoby do wymienionych wcześniej cnót dodać jeszcze: miłosierdzie i pokorę?

Najmniejsza zaś z cnót lepszą jest od pięknych manier. [Stephanie Felicite de Genlis]

Poza już wspomnianymi istnieje też grupa cnót obywatelskich, do której zalicza się: dyscyplinę wewnętrzną, odpowiedzialność, tolerancję, uspołecznienie, uczciwość i sprawiedliwość. Warto też wspomnieć o jeszcze jednym zbiorze cnót, który stanowi siedem darów Ducha Świętego (mądrość, rozum, rada, męstwo, umiejętność, pobożność i bojaźń Boża), dopełniających i udoskonalających cnoty ludzi, którzy je otrzymują. Jest zatem sporo różnych zestawów cnót, w których jedne się powtarzają, a inne nie. Czy można zatem ułożyć jedną listę kilku, kilkunastu najważniejszych cnót - praktycznych, o których warto pamiętać, które trzeba pielęgnować, które warto posiadać, które trzeba wyćwiczyć i posiąść. Można, choć nie jest to łatwe, bo są one ze sobą powiązane i trudno mówić o jakiejś jednej cnocie w całkowitym oderwaniu od innych. Po prostu się nie da. Ale spróbujmy. 


1. WIARA

Wiara to przekonanie, że coś jest słuszne, prawdziwe, wartościowe lub że coś się spełni (SJP). Psycholog określi w ten sposób: nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzenia w warunkach braku wystarczającej wiedzy. A chrześcijanin wtedy powie:


...wiara jest pewnością [poręką, podstawą] tego [dóbr], czego się spodziewamy, przeświadczeniem [dowodem] o tym, czego nie widzimy. (List do Hebrajczyków 11:1)

Co więcej: „Bez wiary nie można podobać się Bogu” (myśl wyrażona przez apostoła Pawła w tym samym rozdziale Listu do Hebrajczyków). Ale czy trzeba być chrześcijaninem, żeby wierzyć? 

„Trudno nie wierzyć w nic” – napisał w teście piosenki Adam Nowak, lider i wokalista zespołu „Raz Dwa Trzy”. „Wierzący to ten, kto zdaje sobie sprawę, że wszystko, co posiada, dostał od Osoby, w którą wierzy. W moim wypadku jest to Pan Bóg” – przyznał w jednym z wywiadów. Czy można się z tym nie zgodzić? Nawet ateista wierzy, że idąc na przystanek autobusowy, zastanie tam ten przystanek i autobus przyjedzie, a wracając do domu wierzy, że ten dom i jego mieszkanie istnieją na pewno. Oczywiście jest drobna różnica, która polega na tym, iż powracający do domu wie, że ten dom stał (bo wcześniej w nim był), a wierzący ma pewność, mimo że nie widział i jest przeświadczony o tym, czego nie widział. Gdyby widział, nie musiałby już wierzyć.

Wiara bywa krytykowana z punktu widzenia nieweryfikowalności na płaszczyźnie naukowej, jednak w rzeczywistości, w epistemologii wiara to „wszystko uznawane za prawdziwe, niezależnie czy twierdzenie jest uzasadnione”. Cały światopogląd jest tym, w co wierzymy. Zarówno uzasadnienie, jak i jego brak nie implikują prawdziwości lub fałszywości treści wiary. Z tego powodu niektórzy uczeni postulowali, że występowanie wiary było zjawiskiem występującym w początkowej fazie rozwoju nauki. Kiedy to pierwszy raz w dziejach świata ludzie podeszli rozumowo do mitycznej materii, narodziły się filozofia i nauka, które zresztą wówczas stanowiły jedno – tymi pionierami racjonalizmu byli Grecy. (Wikipedia

Ale wiara nie stoi wcale w sprzeczności z nauką. Zdaje się nawet, że nauka powoli udowadnia wszystko to, o czym czytamy w Biblii. „Naukowcy przekonują, że nauka i religia nie muszą być siłami przeciwstawnymi. Jak wskazują badacze, wielu z najlepszych naukowców na świecie to osoby wierzące, w tym 90 proc. noblistów XXI wieku” – takie treści można było przeczytać w 2016 r. w dodatku do GW „Wysokie Obcasy”. I mimo że instytucje przyznające nagrody Nobla starają się usilnie tę sytuację zmienić, to jak na razie powyższy cytat nadal jest zdaniem prawdziwym.

Polskich badań nad stosunkiem naukowców do wiary religijnej było dotąd niewiele. Oprócz wspomnianego studium Libiszowskiej-Żółtkowskiej (2000) można wymienić właściwie jedynie badanie Erenca (2010). Zbadał on kwotową próbę naukowców z Uniwersytetu Gdańskiego (14% tej populacji – 281 osób). Zastosował kategorie zbliżone do użytych przez Libiszowską-Żółtkowską. Badanych wierzących było 72,3%, w tym 16,4% uznało swą wiarę za głęboką. 10,7% podało, że z religią łączy ich tylko przywiązanie do tradycji. Niewierzących było 7,5%, obojętnych 7,8%. Nie udzieliło odpowiedzi 1,8% ("Wiara lub niewiara polskich naukowców...", Andrzej Gołąb, emerytowany prof. Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Warszawie).

Czy ma to jakiekolwiek znaczenie? Chyba tak, skoro wiara przedstawiana jest przez niektóre „światłe” i „postępowe” umysły jako zabobon, przykład zacofania, swoiste „opium dla ludu”. Również archeologia potwierdza biblijne teksty (Archeologia i Pismo Święte) co jakiś czas dorzucając kolejne odkrycia – m. in. rękopisy (w tym 233 manuskrypty biblijne), odnalezione w jaskiniach w Qumran, czy filistyńskie miasto Ziklag, wspomnianym w biblijnej Księdze Samuela. W Biblii czytamy:

Bojaźń Pańska początkiem mądrości; wspaniała zapłata dla tych, co według niej postępują. (Psalm 111:10)  

Podstawą wiedzy jest bojaźń Pańska, lecz głupcy odrzucają mądrość i karność. (Psalm 1:7)

Niektórzy kwestionują takie podejście i wiązanie kwestii wiary z mądrością. Jaka to bowiem mądrość? Dla jednych żadna, dla innych wszechstronna. Fundamentem cywilizacji zachodu jest dekalog. Normy w nim zawarte pozostają trwałe, czy w to wierzymy czy nie. Czy dobro wzięło się z powietrza? Czy to wirus humanizmu? Czy też jego źródło tkwi gdzie indziej, gdzieś dalej, wyżej? Ci, którzy bardzo konkretnie podchodzą do wiary i Biblii uważają, że:

...sprawiedliwy z wiary żyć będzie. (List do Rzymian 1:17)

Oczywiście nie chodzi o to, że wierzący nie musi pracować, ani o to, że Bóg sprawi, że zawsze będzie mu się wszystko udawało, że nie będzie miał problemów i wrogów. Chodzi raczej o to, jak będzie reagować na te problemy i ataki wrogich mu osób, w jakim stanie będzie jego serce i umysł, czy mimo wszystko będzie żyć w pokoju (nie takim, jaki daje świat, ale takim, jaki daje Bóg) i czy ta postawa będzie miała wpływ na innych. Ukułem nawet takie powiedzenie: prawdziwa historia naszego życia to nie lista tego, co się w nim wydarzyło, ale ciąg naszych reakcji na te wydarzenia.

...i [choćbym] posiadał wszelką wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak, żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym[3] (1 List do Koryntian 13)

Zatem wiara (mądrość i hojność) to nie wszystko. Dlatego Jezus zostawił swoim uczniom (czyli także nam) przykazanie miłości, będące fundamentem Nowego Przymierza. 

Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. (Ewangelia Jana 13:34)

Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami - do zbawienia. (List do Rzymian 10:10)

„Miłość jest formą wiary” uważa św. Tomasz z Akwinu. A wiara góry przenosi. Ale czasem można odnieść wrażenie, że wiara nie wystarcza do przesunięcia drzazgi (lub źdźbła – porównaj to z Ew. Mateusza 7:3). Jest to tym bardziej bolesne, gdy ta drzazga tkwi w oku osoby wierzącej.

Czymże jest decyzja na wiarę? Jest rzuceniem się w ramiona Boga, oddaniem się Mu, powierzeniem. (...)  Oddaję się w ręce Kogoś, kto jest mocny, kto mnie kocha i zarazem w pełni szanuje moją indywidualność i wolność. Oddaję się Mu po prostu, bo jest Bogiem, i nie liczę na to, że będzie mi lżej i przyjemniej. Droga wiary jest drogą, a na drodze bywa różnie. (Ludwik Wiśniewski OP)

Gilbert Keith Chesterton miał ponoć kiedyś powiedzieć, że: „Kto nie wierzy w Boga uwierzy we wszystko”. Dziś chyba widzimy jaśniej niż kiedykolwiek, że jest to najprawdziwsza prawda. Mógłbym tu wypisać całą listę tych nowych (lub wiecznie żywych) wierzeń. Nie wiem, czy Chesterton powiedział wyżej cytowane słowa czy nie, ale na pewno powiedział co innego:

Bluźnierstwo to efekt artystyczny, który działa na światopogląd. Bluźnierstwo zależy od wiary - i blaknie razem z wiarą. Ten, kto w to wątpi, niechaj usiądzie sobie wygodnie i spróbuje wymyślić oburzające bluźnierstwo przeciw Thorowi. Coś mi się zdaje, że pod wieczór zostanie odnaleziony przez rodzinę w stanie skrajnego wyczerpania. (G. K. Chesterton)

W słowie wstępnym do polskiego wydania „Sumy Teologicznej” św. Tomasza z Akwinu prymas Stefan kardynał Wyszyński napisał: „Doświadczenie naszych czasów poucza, że walka z religią jest programem beznadziejnym, że może tylko odsłonić nieznane dotychczas możliwości kontaktowania z Bogiem. (...) W „religii” bowiem są dwa dążenia: Boga pociągającego ku Sobie, i człowieka szukającego, nadsłuchującego Głosów bożych na puszczy. (...) „religia” będzie zawsze otwartą bramą ku wolności Synów Bożych, - którzy tęsknią w okowach determistycznych więzień niewiary - dla ducha ludzkości, obezwładnianego dziś przez materialistyczny zamach na godność i wielkość Bożego człowieka” (Rzym, 4 XI 1970).

Mimo upływu czasu, to nadal aktualne słowa. Może zmieniłbym słowo „religia” na „wiara”. Poza tym – ani przecinka. Chyba warto zastanowić się nad zawartym w tym cytacie stwierdzeniem „brama ku wolności”. Wolności od strachu – powszechnie królującego w dzisiejszym świecie – od paraliżującego poczucia odpowiedzialności, od troski, od niepewności i poczucia winy

 

2. MORALNOŚĆ / WSTRZEMIĘŹLIWOŚĆ

Cnota to dyspozycja człowieka do tego, co najlepsze. (św. Tomasz z Akwinu)

Moralność to poważny temat. Poważny i pojemny. Moralność to zbiór zasad (norm), które określają, co jest dobre, a co złe (Wikipedia). Wg SJP to zespół ocen, norm i zasad określających zakres poglądów i zachowań uważanych za właściwe lub całokształt zachowań i postaw jednostki lub grupy, oceniany według jakiegoś społecznie funkcjonującego systemu ocen i norm moralnych. Encyklopedia PWN rozwija te definicje m.in. o preferowanie dodatnich postaw, wzorów osobowych, wyboru dobra, a nie zła, prawdomówności, a nie kłamstwa, traktowanie ich jako celu samego w sobie, a nie jedynie jako środka do celu, stosowanie np. zasady równej wobec wszystkich, poczuwanie się do odpowiedzialności za motywy, intencje, słowa, czyny (bądź zaniechanie czynów), ich następstwa; kształtowanie i utrwalanie pozytywnych etycznie postaw moralnych (np. prawości, prawdomówności, życzliwości, miłości bliźniego, obiektywizmu, męstwa) — czynienie tego, co jest powinnością etyczną. Do etyki jeszcze powrócę, ale najpierw jeszcze kilka cytatów.

Cnoty moralne wzrastają przez wychowanie, świadome czyny i wytrwałość w wysiłku. Łaska Boża oczyszcza je i podnosi. (KKK 1839)

Moralność polega na czynieniu dobra i chodzi o to, by dobro przychodziło nam łatwo i szybko. Byśmy nie musieli za każdym razem zastanawiać się, czy coś jest dobre czy złe. (...) Zasady moralne nie dotyczą tylko działań wielkiej wagi, dotyczą także małych, drobnych, codziennych spraw. (...) NIE WYSTARCZY TYLKO PROPONOWAĆ ZASADY, należy ćwiczyć cnoty, czyli sprawność czynienia dobra! STAJEMY SIĘ TACY, JAKIE SĄ NASZE CZYNY! Nawyki czynią z nas ludzi, jakimi jesteśmy. (o. Marcin Kozyra, Salezjanin[4])

Czy dobro przychodzi nam łatwo? Jeśli tak, to jesteśmy ludźmi moralnymi. Problem w tym, że dla różnych ludzi „dobro” oznacza co innego, więc należałoby zacząć od zdefiniowania tego terminu. Dobro to wszystko to, co oceniane jest jako pożyteczne, wartościowe, zgodne z nakazami etyki (SJP). Dobro jest przeciwieństwem zła; dobro moralne — podstawowe pojęcie etyki, oznaczające wszystko to, co realizuje przyjęty ideał moralności lub stanowi najwyższy cel moralnego postępowania. Za dobro najwyższe, tzw. summum bonum, uważano np. przyjemność, szczęście, cnotę... (EPWN) - ciekawe czy w takiej kolejności? A co jest pożyteczne? Czy nie jest tak, że – znowu – dla każdego znaczy to co innego? Może moje dobro (na tej samej zasadzie jak wolność) kończy się tam, gdzie zaczyna się dobro innego człowieka? Chyba że jest „wspólne dobro” (ale nie to socjalistyczne, czyli niczyje), które możemy dzielić z innymi. Są ludzie, którzy gotowi są walczyć o „dobro” swoje i innych. Oni myślą (są nawet pewni), że walczą o „wspólne dobro”. Jak komuniści? Oni przecież chcieli „naszego dobra”. Ale to tylko dygresja.

Przejdźmy zatem do etyki. Zasady etyczne w odróżnieniu od moralnych są ogólnymi, filozoficznymi twierdzeniami, wynikającymi z danego światopoglądu[5]. Pojawiło się tu słowo „światopogląd”, które często krąży w przestrzeni publicznej. Są różne światopoglądy, a zatem różne będą także zasady etyczne z nich wynikające. Na przykład: „Życie ludzkie jest święte, gdyż jest ono darem Boga” to zasada etyczna uznawana przez chrześcijaństwo oraz islam, co nie przeszkadza muzułmanom – podobno jedynie radykalnym – zabijać (lub pozwalać na zabijanie) niewiernych. „Odbieranie życia ludzkiego jest zadawaniem największego cierpienia”... zasada prawdziwa w buddyzmie, w świecie zachodnim, do niedawna opartym na prawie rzymskim i moralności chrześcijańskiej, już nie jest prawdziwa (choć miłość do korników i dzików może to jeszcze zmienić). Dlaczego? Bo nawet teoretycznie wierzący (na razie niektórzy) opowiadają się za prawem kobiety do aborcji. Dlaczego „teoretycznie wierzący”? Bo tego nie aprobuje prawo Boże i moralność chrześcijańska, w której przykazanie „nie zabijaj” jest niepodważalne. 

Humanizm głosi, że życie ludzkie jest podstawową wartością, bo „wszyscy jesteśmy równoprawnymi członkami ludzkiej wspólnoty” – oczywiście prócz ludzkiego zarodka, jeśli nie jest on człowiekiem. Z punktu widzenia liberalizmu, indywidualizmu i anarchizmu: „życie ludzkie jest własnością jednostki oraz podstawą jej wolności, a odbieranie go jest pozbawianiem wolności w sposób ostateczny (oczywiście nie mówimy tu o aborcji i eutanazji). Podobno z każdej z wymienionych wyżej zasad etycznych można wyprowadzić nakaz moralny „nie zabijaj” (mimo że światopoglądowe podstawy tych zasad są różne). Nie jestem tego do końca pewien. Może znani mi wyznawcy wspomnianych filozofii i doktryn są nimi jedynie deklaratywnie, nie faktycznie.

[Miłość] nie dopuszcza się bezwstydu...[3] (1 List do Koryntian 13)  

Wróćmy do moralności. Skąd się wzięła? Brendan Perry (lider zespołu „Dead Can Dance”) uważa, że „moralność wywodzi się z dobroci i chęci czynienia dobra, nie z wiary”. A dobroć wywodzi się z czego? Albo chęć czynienie dobra? Z powietrza? Czy z wielkiego bucha... pardon, z wielkiego wybuchu? Niektórzy są tak zakręceni, że mieszają koniec z początkiem. Czy dlatego, że widzą pętelkę? Może dlatego guzik rozumieją. Brendan twierdzi, że „religia narzuca prawa, które są jarzmem dla ludzkości”. Ciekawe które. Chodzi pewnie o „nie kradnij” lub „nie zabijaj”? A może „nie cudzołóż”? To rzeczywiście jarzmo, które wielu chciałoby pewnie zrzucić z „chęci czynienia dobra”. Poplątanie z pomieszaniem. Wyraźnie widać, że Brendan ma kłopot ze zrozumieniem słów Jezusa „jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”, przytoczonych w Ewangelii Mateusza.

Głównie ze względu na sprawiedliwość nazywamy ludzi dobrymi, gdyż w niej właśnie najbardziej jaśnieje blask cnoty. (Cyceron)

To moralność określa, co jest dobre, a co złe. A jeśli jakieś działanie jest złe – np. nieprawe, kłamliwe, nieżyczliwe, okrutne, pozbawione miłości bliźniego, obiektywizmu... – można je nazwać działaniem niemoralnym (albo realizowaniem norm przeciwnych normom etyki), nieprzyzwoitym (z uwagi na nieprzestrzeganie dobrych obyczajów lub norm etycznych), a nawet nihilizmem. Jednym z synonimów słowa moralność jest „obyczajność”, czyli postępowanie zgodne z powszechnymi normami moralnymi, a przestarzale (czyli powoli zapominamy, że tak to leciało): dobre obyczaje, właściwe zachowanie; przyzwoitość (SJP). Kindersztuba.

Przestrzeganie jakichś norm (lub zakazów czy nakazów) wiąże się zwykle z unikaniem czegoś. Człowiek wstrzemięźliwy to ktoś umiejący powstrzymać się od czegoś lub zachować w czymś umiar (SJP). Powstrzymywanie się od czego (abstynencja, powściągliwość, umiar) nie jest sprawą prostą – nie tylko dziś, choć dziś chyba trudniejszą niż kiedyś. Jak tu być wstrzemięźliwym, statecznym, umiarkowanym, kiedy wszyscy chcą mieć wszystko? I to zaraz. Tomasz z Akwinu głosił, że dar pobożności pomaga w opanowaniu „nieuporządkowanego pożądania przyjemności”.

Cnoty ludzkie są trwałymi dyspozycjami umysłu i woli, które regulują nasze czyny, porządkują nasze uczucia i kierują naszym postępowaniem zgodnie z rozumem i wiarą. Umiarkowanie pozwala opanować dążenie do przyjemności zmysłowych i zapewnia równowagę w używaniu dóbr stworzonych. [KKK, 1838]

Powyższy cytat z Katechizmu Kościoła Katolickiego uzmysławia nam, że pojęcie moralności wiąże się z wiarą. Właściwie wszystkie cnoty są z nią powiązane. Dlatego też wiążą się ze sobą i trudno mówić o jednej cnocie nie wspominając o drugiej, i kolejnej... Dostojewski napisał (w „Braciach Karamazow”), że „Jeśli nie ma Boga, wtedy wszystko jest dozwolone”. Da się usprawiedliwić największą zbrodnię. Nie ma kary. Kto nas powstrzyma przed złym, niemoralnym postępowaniem, skoro to popłaca (a więc jest dla nas „dobre”)? Dostrzegając związek moralności z wiarą i Bogiem, łatwiej zrozumieć upadek moralny zachodu. Kiedy wiara została zakwestionowana, kiedy relatywizm podmył fundamenty tej wiary, demoralizacja mogła się łatwiej rozprzestrzeniać. Przyzwolenie na nią stawało się coraz bardziej powszechne. Czy nie z tym właśnie mamy do czynienia teraz w Polsce? W tym kraju – jak to niektórzy ujmują – nie dzieje się dobrze. I owoce tego nie mogą być dobre.

Nie może (...) drzewo wydać dobrych owoców. (Ewangelia Mateusza 7:18)  

A jakie są owoce na zachodzie? Dojrzałe. Podam tylko jeden przykład. Francis Galton – brytyjski podróżnik, przyrodnik, antropolog, wynalazca, meteorolog, pisarz, lekarz, psychometra i statystyk, prekursor badań nad inteligencją – wszechstronny naukowiec, człowiek nietuzinkowy, światły i inteligentny (jak można mniemać) wpadł na pomysł rozwinięcia myśli swojego kuzyna Karola Darwina, twórcy teorii ewolucji. Darwin sądził, że procesem ewolucji rządzi mechanizm, który nazwał „doborem naturalnym”. Galton (autor sformułowania „nature versus nurture” - geny kontra wychowanie), chcąc pomóc naturze, a może nawet samemu Bogu, stworzył podwaliny eugeniki, czyli selektywnego rozmnażania zwierząt i ludzi w celu ulepszania gatunku z pokolenia na pokolenie (kwestia cech dziedziczonych). W swojej definicji uwzględnił specyfikę eugeniki pozytywnej, zachęcającej do częstszego reprodukowania się najlepszych osobników. Zmarł w styczniu 1911 r., nie mając pojęcia, że niecałe 22 lata wcześniej (w kwietniu 1889 r.) urodził się ktoś, kto kreatywnie rozwinie jego myśl. Nie był to naukowiec, ani wynalazca, tylko kapral Adolf Hitler. Brendan Perry powiedziałby zapewne, że obu motywowała „chęć czynienia dobra”.

Ciąg dalszy nastąpi. W drugiej, acz nieostatniej części eseju kontynuacja rozważań na temat kolejnych cnót. Tymczasem zachęcam do dyskusji - jeśli ktoś przebrnie przez ten materiał. Mam nadzieje...


-- -- -- -- -- 

[1] Edmund Burke (1729–1797) – irlandzki filozof i polityk, twórca nowoczesnego konserwatyzmu, krytyk rewolucji francuskiej: "Naród jest organiczną całością ukształtowaną przez przeszłość i tradycje"; "Aby zło zatriumfowało, wystarczy, by dobry człowiek niczego nie robił"

[2] Katechizm Kościoła Katolickiego, 1803-4  

[3] Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, 
a miłości bym nie miał, 
stałbym się jak miedź brzęcząca 
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania 
i znał wszystkie tajemnice, 
i posiadał wszelką wiedzę, 
i wszelką [możliwą] wiarę, 
tak iżbym góry przenosił, 
a miłości bym nie miał, 
byłbym niczym. 
I gdybym rozdał na jałmużnę 
całą majętność moją, 
a ciało wystawił na spalenie, 
lecz miłości bym nie miał, 
nic bym nie zyskał. 
Miłość cierpliwa jest, 
łaskawa jest. 
Miłość nie zazdrości, 
nie szuka poklasku, 
nie unosi się pychą; 
nie dopuszcza się bezwstydu, 
nie szuka swego, 
nie unosi się gniewem, 
nie pamięta złego; 
nie cieszy się z niesprawiedliwości, 
lecz współweseli się z prawdą. 
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, 
we wszystkim pokłada nadzieję, 
wszystko przetrzyma. 
Miłość nigdy nie ustaje... (1 List do Koryntian 13)  

[4] o. Marcin Kozyra „Czym jest cnota?”

[5] Moralność

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.6 (głosów:12)

Komentarze

Coś słabo z furorą i ocenami. Co prawda ostatnio mniej tu luda a i może o cnotę trudniej ale przynajmniej wypadałoby udawać zainteresowanie. Może i każden jeden zgadza się ale, jak by się wydawało, każdy ma swoje doświadczenia i mógłby coś powiedzieć, chyba że sam tak wielki grzesznik czy nawet kacerz.

U nas na wiosce to wiele o cnotach się nie dyskutowało, choć o niecnotach to bywało i to często. A to kot dobrał się do śmietanki, a to ktoś zjadł cukierka przed obiadem, a to ktoś w zapomnieniu zjadł skwarki w piątek jak ancychryst jaki. Nic dziwnego, że z takiego rozpasania to potem były różne katastrofy dziejowe.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-3

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1652759

Nie spodziewałem się euforii. I rozumiem, że łatwiej jest o niecnotach pogadać, przy kawie lub piwie. Ale naszło mnie na takie przemyslenia i co zrobisz? Co poradzisz, jak nic nie poradzisz?

Może będzie więcej wpisów przy kolejnych częściach eseju. Będzie jeszcze pięć części. Dlaczego tak dużo? Bo tekst wymaga podzielenia na mniejsze części, żeby nie wystraszyć nawet tych, którzy są skłonni przeczytać. 

A co do ocen. Negatywnie ocenił tekst jedynie pan Zygmunt, który po pięciu minutach (szybko czyta lub szybko się znudził) wystawił pałkę. Każdy ocenia, jak uważa.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1652852

a więc i potrzebny jest czas na zaznajomienie się.

Materiał jest erudycyjny, ale - jak widać - nie ma zapotrzebowania na dyskusję nad erudycyjnymi tekstami..

Może byłaby bardziej potrzebna wyraźniejsza zachęta do praktykowania cnót? Choćby na tutejszym portalu, w polityce, działalności społecznej, etc.?

PS. Jak działają "cnotliwi" na tym portalu, to widać po punktacji niniejszego komentarza ;)

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-4

"Trzeba przywrócić ducha miłości wszystkim normom prawnym". /Kardynał Stefan Wyszyński/

#1652834

Tekst długi, to prawda, ale trudno takie rozważania zamknąć w 5 zdaniach lub 2 akapitach. Dlatego rozumiem pewien dystans i namysł nad słowem komentarza. 

Zachęta? Właśnie o nią chodzi. O to jak, kiedy, gdzie. Dla tych ze swastykami także "po co?". A może i dla innych. Rozmawiajmy więc. Czy lubimy, czy nie lubimy Pospieszalskiego, tytuł jego programu trafia w sedno. Warto rozmawiać. Choć nie zawsze i nie z każdym. Ale próbować trzeba. 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1652853

Widać, że włożyłeś masę pracy. I temat jest jak najbardziej aktualny, bo stawiamy właśnie czoła neomarksistowskiej rewolucji. Wydaje mi się, że większość nie dostrzega strasznych niebezpieczeństw jakie wynikają z relatywizacji pojęć i wywrócenia całego ładu moralnego/etycznego do góry nogami. Tak jak wspomniałeś - jeśli nie będzie Boga, nie będzie zasad - to wolno będzie zrobić wszystko. Dziś neomarksiści postulują aby bezkarnie zabijać dzieci nienarodzone. Jutro padną postulaty bezkarnego zabijania ludzi chorych, starych.

Ludzkość zapomina powoli okrucieństwa II w.ś, po której nastąpiła odnowa ludzkości. Powoli brniemy w kolejny kryzys i kolejną katastrofę. Muszą chyba zdarzyć się znowu straszne rzeczy, abyśmy wszyscy, zbiorowo, się znowu ocknęli :( I taka walka dobra ze złem - patrząc na historię, która kołem się toczy - chyba będzie trwała wiecznie. Najgorsze przed nami.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Ratujmy Nasze Polskie Lasy!
AIM(S) - Artificial, Intelligent Moderation (System) © Gawrion

#1652836

Masa pracy razy czas to... wysiłek. 12 wysiłków kolejno (albo więcej) to mega-wysiłek - i to nocą :) 

Może masz rację, że lepiej już było. Ale zawsze może być trochę lepiej niż jest. Cnoty to SPRAWNOŚCI, które doskonalą. Należy ich używać, żeby przyniosły efekt. Wychowanie bezstresowe jest przewciwieństwem tego doskonalenia. Trzeba się przeciwstawiać bzdurnym teoriom - każdej, nawet najmniejszej. To one tworzą lawinę, która później nas zalewa i dusi.

Ludzie przyzwyczaili się do milczenia. Do biernego obserwowania. Do oddawania sterów rządów miłym Kuroniom, którzy są przecież dobrzy, wiedzą, potrafia. Większość - jak podczas wojny (i nie jest to nagana, ale proste porównanie) - chce przeżyć w spokoju, nie mieszając się, zachowując neutralność. Chyba już się tak nie da.

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1652854

Komentarz niedostępny

Komentarz użytkownika Verita został oceniony przez społeczność bardzo negatywnie i jest niedostępny. Nie można go już odkryć. Bardzo nam przykro.. :(

Verita

#1652886

Droga Verito, twoje gromkie "wypierdalaj" pod moim adresem, skłania mnie do uznania, że jesteś ogromnie zdolna. Niemal tak jak niejaka Lampert Duza. Może wsparłabyś ją i razem z Suchanow utworzyłybyście Tercet Egzotycznie Gorący, czyli TEGo - tam lub tu?

A na poważnie. Z niektórymi nie warto rozmawiać. Jesteś jak mała dziewczynka, która dostała piłkę, ale drze się:

- Zabieraj to! nie będę się bawić! Nie! Nie! Nie!

- Ale dlaczego, Vericiu?

- Nie chcę! Niedobry jesteś! Okropny! Beeeeeeeee!

- Ale dlaczego, Vericiu?

- Bo ja chę grać w piłkę! I już!

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-1

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1652917

Sformułowanie, że nie ma etyki chrześcijańskiej, źle brzmi. Bo czym w takim razie zajmowali się: Stefan Swieżawski, Mieczysław Albert Krąpiec czy Mieczysław Gogacz?

Etyki nie należy mylić z moralnością. Etyka jest nauką, doktryną traktującą o tym, co jest moralne.

Etyka chrześcijańska, to inaczej teologia moralna. W katolicyzmie dominującą teologią moralną jest tomizm, a jej źródłami: Pismo Święte i tradycja.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-2

"Trzeba przywrócić ducha miłości wszystkim normom prawnym". /Kardynał Stefan Wyszyński/

#1652924

przecież Verita nie użyła takiego brzydkiego "eufemizmu". Można się z nią nie zgodzić, ale przesada jest niepotrzebna.

I żeby nie było żadnych wątpliwości, to - ponieważ komentarz Verity jest ukryty (dlaczego?) - przytaczam ten schowany komment Verity:

Szwarc, mydło i powidło …

W tej dłużyźnie i chaosie , pełnym sprzeczności i przypadkowych cytatów nie bardzo można było się zorientować „co autor miał na myśli”. Dopiero zachwyt Gawriona skłonił mnie do starannego „pochylenia” się na tą rewelacją. Miałam bowiem nadzieję, że coś drgnęło w etyce i moralności umiłowanego przywódcy...niestety, ciągle ten sam zrównoważony rozwój co w UE. Ośmielę się jednak zauważyć, że etyka chrześcijańska nie istnieje. Jest jeden Bóg jedna prawda i jedna wiara katolicka. Tylko z niej i z sakramentów można czerpać łaski do praktykowania cnót. O etyce chrześcijańskiej mówią tylko heretycy, którzy odpadli od kościoła katolickiego i ekumeniczni moderniści...czyli tzw. katolicy teoretyczni...podobnie jak Polska istnieje tylko teoretycznie ...i Niepoprawni też.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-5

"Trzeba przywrócić ducha miłości wszystkim normom prawnym". /Kardynał Stefan Wyszyński/

#1652925

Źle oceniony komentarz

Komentarz użytkownika Verita nie został doceniony przez społeczność niepoprawnych.. Odsuwamy go troszkę na dalszy plan.

Zachował się jak prowokator na czarnych marszach, zarówno język jak i zdolność percepcji rzeczywistości jest podobny.
Ale nie to jest najgorsze. Nawet nie to, że sfora gawrionowych trolii zbiegła się natychmiast...i go poparła.
Najgorsze jest to, że dziesiątki „dobrych” Niepoprawnych pacyfistów, naiwnych i biernych Polaków(?) nie reaguje.
Podobnie jak w Polsce.

Na pożywce takich, wierzących egoistów, słabych, zastraszonych i wielebnych, zło wzrasta bez przeszkód bo oni chcą mieć spokój.

Jedynie Rebeliantka zareagowała sprawiedliwie ...( nie mylić z prawem i sprawiedliwością).
To jest katolicka powinność, obowiązek sprzeciwu wobec zła....a nie tolerancja.
Niestety , pole katolickiej powinności jest ugorem nieuprawianym od pokoleń.
Gdyby było więcej takich sprawiedliwych, inaczej by wyglądała Polska.

P.S. Co do etyki chrześcijańskiej ...dlatego źle brzmi, że moralność protestancka i prawosławna jest zaprzeczeniem moralności lkatolickiej.
Nie można więc, przynajmniej w potocznym użyciu, tym pojęciem obejmować sprzeczności.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-4

Verita

#1652935

Droga Verito, ty chyba nie rozumiesz, co czytasz. Napisałem kiedyś, że "Verita" i "Veritas" to prawie to samo. PRAWIE. Nadal chcesz grać w piłkę?

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-1

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1652949

Tak konkretnie, to o co chodzi, Verito?

Czuć, że coś Cię osobiście  boli, uwiera i  że jest  to dyskomfort prawdziwy. Ale  patrząc z boku, to  też wygląda, jakby cierpiący człowiek obwiniał  za swój ból wszystkich i wszystko dookoła, nie widząc, że sam rani innych i nie widząc, że przyczyny swojego bólu w ten sposób nie usunie.

Często Twoje wypowiedzi są:

  1. bardziej  papieskie od papieskich 
  2. bardziej protestanckie (czyli zwracające się ku ewangelii w proteście protestujące przeciwko odstępstwom, korupcji i degrengoladzie osób na pełniących funkcje nadzorcze  we wspólnotach chrześcijańskich (biskup, tj. episkopos znaczy "nadzorca") od protestanckich
  3. bardziej prawosławne, czyli ortodoksyjne, tj.  rygorystycznie przestrzegające zasad, od  prawosławnych
  4. bardziej teoretyczne od teoretycznych

a jednego i drugich, trzecich i czwartych osądzasz z taką lekkością.

Czekam więc na coś  osobistego, np. jakie  cnoty i w jaki sposób udało Ci się praktycznie  rozwinąć dzięki sakramentom i tradycji, bo słowo daję, takie wypowiedzi jak powyższy komentarz, jako żywo przypominają słynną modlitwę celnika.

 I piszę to bez  złośliwości, bo mam świadomość, że każdy z nas, w jakiejś skali, myśleniu w stylu celnika ulega. 

 

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

Nie minusuję bez uzasadnienia, bo to jak cios po ciemku w plecy.  Komentarze niemerytoryczne i agresywne minusuję bez dodatkowego wyjaśniania. Uwagi osobiste proszę kierować na PW.

#1652986

Dziękuje Rebeliantko za przytoczenie cytatu z Verity, bo trudno zajmować stanowisko w sprawie czegoś,czego nie widać. 

I coś mi się wydaje, że za dobry uczynek oberwałaś te minusy, które miały iść na konto Verity. I oto mamy cnotę szlachetności całkowicie niedocenioną. ;-). Ode mnie masz w każdym razie plusa, bo dzięki temu cytatowi mogę się wypowiedzieć.

Co do  komentarza Verity- cóż, często ma rację, ale chęć wydawania potępieńczych osądów i autorytatywnego wypowiadania się w imieniu Boga .. hmm... wysoka, oj wysoka....  Łaski to są od Boga,  a nie z sakramentów. Miłość, radość ,pokój, uprzejmość, łagodność- bez kitu , jeśli się komuś wydaje, że zamiast z ducha ma to czerpać z tradycji i sakramentów, to  się wydaje.... Koń jaki jest, każdy widzi. Chyba, że ktoś widzi tylko to, co chce widzieć.

 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Nie minusuję bez uzasadnienia, bo to jak cios po ciemku w plecy.  Komentarze niemerytoryczne i agresywne minusuję bez dodatkowego wyjaśniania. Uwagi osobiste proszę kierować na PW.

#1652969

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Babies Lives Matter
White Lives Matter

#1652843

 Ostatecznie chodzi o sens życia ale o to chodzi zawsze, choćbyśmy nie chcieli zauważyć. Tak więc stąd wielka rola tzw. wartości. Cnoty nie są wartościami same w sobie ale narzędziem do celu- aktywnymi, wytrenowanymi postawami opartymi na wartościach. Załóżmy, że chodzi o władzę, kasę, pozycję społeczną (w zasadzie wszystko to walka o władzę, która da nie tylko samorealizację i spełnianie zachcianek ale i władzę nad innymi), najjaskrawiej widać to w systemach totalitarnych. Na drodze do tego co innego będzie cnotą, choćby bezwzględność, cynizm, pragmatyzm, dominacja. Mamy więc zupełnie inny garnitur cech, które występują i tak, jako że nie wszyscy na świecie kierują się jedną kulturą prowadzącą do zbawienia. Tak więc wszelkie szlachetne cnoty wypada widzieć w świecie realnym, nie tylko idei. Co więcej, takie postawy są z dawien dawna opisywane (np. "Książe" Machiavellego) i uznawane a to nawet nie antywartości, tylko różne kultury, różne rozumienie i potrzeby. Cnoty wszak pełnią rolę służebną, rolę narzędzia wobec przyjmowanej kultury i zespołu idei, wg którego żyje się lepiej i jest akceptowanym przez grupę podobnych sobie. Tymże jest chrześcijaństwo, wciela idee w praktykę- religia to zorganizowana forma wierzeń, wyrażona w życiu społecznym (stąd zresztą lewackie próby zredukowania jej do jednostkowych, prywatnych wierzeń). Tak i ideologie oraz doktryny przypominają zespół wierzeń, mają cel, są również oparte na jakiś wartościach i potrzebują szczególnych postaw, nie tylko ukierunkowanych ale wypracowanych, na drodze do celu. Mogą to być choćby "gorące serca i czyste ręce"- to nie wartość ale czemuś służące narzędzie, oparte na wartościowaniu.

Cnoty można wpajać przez wychowanie oraz formację, stąd tak wielka rola rodziny oraz ośrodków ideologiczno-duchowych. Niedocenianą cnota jest wytrwałość a to ona pozwala trwać przy wartościach oraz praktykować służące im cnoty. To wszystko jednak dzieje się w imię pewnego zespołu idei, np. religii i ma prowadzić do jakiegoś celu, np. zbawienia. Praktykowanie cnoty nie jest celem samym w sobie ale ma czemuś służyć. Ostatecznie zawsze chodzi o jednostkowy sens życia, pozostaje kwestia okreslenia pożądanych i niepożądanych wpływów społecznych. Co prawda zostawając na uboczu dziejów można przyzwoicie żyć albo szlachetnie umrzeć ale cały czas trwa walka idei, czy to widzimy, czy bierzemy udział, czy też nie.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-3

„Od rewolucji światowej dzieli nas tylko Chrystus” J. Stalin

#1652871

Chyba za dużo naraz chciałeś powiedzieć i trochę zagmatwany wyszedł ci ten komentarz.

1. co to znaczy, że cnoty nie są wartościami? To zależy jak zdefiiniujesz pojęcie wartości. Św. Tomasz nazwał je sprawnościami. Czy sprawności są wartościami? Jeśli są wartościowe (a raczej są) to jak najbardziej.

2. co to są "szlachetne cnoty"? Wszystkie cnoty są szlachetne. Wymieniasz anty-cnoty i twierdzisz, że ktoś nazywa je cnotami. Kradzież i gwałt to też dla niektĻórych "cnoty", ale nie o takich mówimy. To, że ktoś usiłuje narzucić nam postawy, które promują inne normy i inne pojmowanie wartości, nie znaczy, że musimy się z tym zgadzać.

3. co to jest "gorące serce" czy "czyste ręce"? To przecież tylko inne nazwy dobrze znanych cnót: "gorące serce" to życzliwość, serdeczność w stos. do innych, a "czyste ręce" - to uczciwość.

4. Byłbym skłonny zgodzić się z 2 akapitem, gdyby nie zmieszanie w to zbawienia. Cnoty nie są drogą do zbawienia.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1652918

Jednak odniosę się do zarzutów formowanych przez drogą Veritę, choć forma w jakiej je formuuje nakazywałaby raczej pominąć je milczeniem.

1. Długi tekst to dłużyzna, owszem. W pewnością wielu uznało by ten tekst za... zbyt krótki, aby można było poruszyć wszystkie ważne wątki. Przyznaję, mógłby być dłuższy. Tylko kto by go wtedy przeczytał? Z pewnością nie Verita.

2. Chaos, sprzeczności i przypadkowość... Poprosze o przykłady. Słowa, słowa, słowa... Zwykle pisząc tekst, liczymy na inteligencję odbiorcy.

3. "Nie bardzo można było się zorientować, co autor miał na myśli”. Nie tak jak w bryku. Tak szybko i jasno. I czytać dłużyzn nie trzeba.

4. Jesli dopiero zachwyt innej osoby sprawia, że „pochylamy” się nad (nie "na") czymś, żeby... to coś skrytykować, to znaczy, że zachwyt tej osoby był po prostu "pocałunkiem śmierci". Ech, i ty Gawrionie? :)

5. "etyka chrześcijańska nie istnieje" - bez komentarza

6. "tylko z wiary (...) można czerpać łaski do praktykowania cnót". A o czym jest ten tekst?

7. Ja zachowałem się "jak prowokator na czarnych marszach, zarówno język jak i zdolność percepcji rzeczywistości jest podobny". Zaraz, czy to ja napisałem "zwarc, mydło i powidło. W tej dłużyźnie i chaosie, pełnym sprzeczności i przypadkowych cytatów ...". Ja oceniam, pisząc: "Na pożywce takich, wierzących egoistów, słabych, zastraszonych i wielebnych, zło wzrasta bez przeszkód bo oni chcą mieć spokój"? Nie przypominam sobie.

8. Gawrion stał się "sforą gawrionowych trolii". Bo czy można mieć za złe, że ktoś docenia czyjś wysiłek zdejmując kapelusz? Tak, to można uznać za najgorszy, obrzydliwy gest, na dodatek będący oznaką poparcia. A fe...

9. Ponoć dziesiątki „dobrych” Niepoprawnych pacyfistów, naiwnych i biernych Polaków(?) nie reaguje. Ale... Alle... Alee... Allee... na co? Na inwazję kosmitów?

Masza droga Verito, jeśli rzucasz kamieniem w ścianę, nie dziw się, że kamień może się odbić i zaliczysz w czółko. I nie jest to bynajmniej efekt działania "oko za oko", tylko praw fizyki. Są pewne zasady, które działają bez zwględu na to, czy w nie wierzysz, czy nie. A teraz "nastaw drugi policzek", a jak nie, to przynajmniej zapoznaj się z egzegezą tego okreslenia.

Kochamy cię. Verito - mogę chyba użyć liczby mnogiej, poatrząc na oceny (i te dodatnie, i te mniej). Niektórzy namiętnie, a niektórzy jak celnika (patrz Ewangelia Mateusza 18:17). Pardon, jak celniczkę.

Miłego weekendu.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Lepiej uczyć się na cudzych!

#1652973