Konkurs imienia Jana Pawła II na obcej planecie

Obrazek użytkownika Godny Ojciec
Kultura

 

Nie bardzo byłem zorientowany kiedy i jakim sposobem moja córka dowiedziała się i wkręciła na zajęcia szkolnego kółka religijnego. To znaczy pewnego dnia wróciła ze szkoły podpalona na to kółko i przyniosła do podpisu bumażkę pod tytułem „zgoda rodziców”. Okazało się, że jako jedyna w klasie zgłosiła chęć uczestniczenia w tego typu zajęciach pozalekcyjnych, nawet w paru już wzięła udział. Bardzo jej się one podobały. Zwłaszcza podkreślała fakt, iż uczą się tam ciekawych wierszyków i piosenek, oraz spotkała fajne starsze dzieci.

- Od najmłodszego jestem młodsza o 2 a nawet trzy lata... - podkreślała z dumą.

Po nawiązaniu kontaktu z panią prowadzącą te zajęcia, dowiedzieliśmy się, że dzieci wykonują na nich różne prace plastyczne, przygotowują się do ciekawych konkursów, uczą piosenek - nie tylko religijnych i przygotowują całkiem poważne przedstawienia. Podpisaliśmy zgodę. Przeważyło to, że zajęcia są zsynchronizowane z planem lekcji, nic nie kosztują, odbywają się w tej samej szkole i nie trzeba będzie specjalnie na nie dziecka prowadzać. Wystarczy odbierać ucznia ze szkoły godzinę później.

Wcześniej już rozważaliśmy inne modne wśród rodziców oferty np.: karate, kurs tańca, czy choćby kurs tzw „dobrych obyczajów”. Znaliśmy paru kursantów studiujących te „dobre obyczaje” więc nie mieliśmy żadnych oporów żeby z nich zrezygnować, kurs tańca był za drogi, a karate... cóż z bólem serca musieliśmy wybić je dziecku z głowy gdyż treningi odbywają się na drugim końcu miasta i to w godzinach wieczornych. Zdezorganizowałoby nam to cały rozkład dnia. Że innym rodzicom to nie przeszkadza? Cóż, coś za coś...

Za darmo nie ma nic. Widocznie my bardziej niż inne rodziny cenimy sobie czas wolny i wspólne spędzanie tego czasu. Rodzinne spacery, posiłki...

Dlaczego piszę o tak banalnych sprawach? Cierpliwości :) zaraz będzie mniej banalnie.

Pewnego dnia pani prowadząca kółko religijne zwróciła się do nas z dylematem, otóż wszystkie starsze klasy oraz jej kółko od jakiegoś już czasu przygotowywały się do ogólnoszkolnego konkursu wiedzy na temat życia świętego Jana Pawła II, patrona szkoły. Oczywiście nasza Justysia też postanowiła wziąć udział w tym konkursie, ale pani miała wyraźnie mieszane uczucia na ten temat. Już nawet nie chodziło o to, że od niedawna uczęszcza na zajęcia i nie ma potrzebnej wiedzy, ale że jest dopiero w drugiej klasie i najprawdopodobniej nie da sobie rady z odczytaniem i zrozumieniem pytań z pisemnych testów. To może być dla siedmiolatka za trudne.

Po zastanowieniu ustaliliśmy, że należy mimo wszystko pozwolić dziecku spróbować się sprawdzić. Zobowiązaliśmy się w związku z tym, że postaramy się przygotować i uodpornić córkę na nieuchronność porażki w takiej rywalizacji.

Ku zaskoczeniu wszystkich żadnej porażki nie było. Justysia zajęła drugie miejsce i w wojowniczym nastroju już szykowała się na wzięcie szturmem etapu międzyszkolnego.

Pani miała jeszcze bardziej mieszane uczucia, a my uświadomiliśmy sobie, że to całe przygotowywanie na ewentualną porażkę traktowaliśmy do tej pory trochę z przymrużeniem oka. Lecz żarty się skończyły. Trzeba było wytłumaczyć dziecku, że tym razem to już będzie poważna sprawa, że w drugim etapie wezmą udział laureaci wyselekcjonowani z kilkunastu szkół, że wszyscy będą od niej starsi i lepiej przygotowani.

Udało się przekonać córkę, że już sam udział w konkursie będzie dla niej sukcesem, a dla nas powodem do wielkiej dumy, że doświadczenie takiego egzaminu jest o wiele cenniejsze na przyszłość niż krótkoterminowe laury zwycięstwa i sława z tym związana.

Trochę mi się żal zrobiło mojej kruszynki kiedy ją prowadziłem na ów egzamin. Różnica wieku pomiędzy nią a innymi uczestnikami wyraźnie rzucała się w oczy. Liczba uczestników onieśmielała. Mieliśmy trochę kłopot ze znalezieniem właściwej sali, całe piętro szkoły było zajęte na potrzeby konkursu. Po zakończeniu egzaminu Justynka wyszła nieco oszołomiona, nie potrafiła jednoznacznie ocenić jak jej poszło. Chyba dobrze – odparła. Czy było trudno? Potwierdziła, że bardzo było trudno, ale napisała coś tam na każde pytanie. Kiedy zostaliśmy poinformowani, że wyniki będą podane dopiero za kilka dni, trochę byłem zawiedziony. Po co te ceregiele? Dostałem informację, że wyniki ogłoszone zostaną w trakcie uroczystej akademii. Nie lubię takiego czekania. Dzieci jeszcze gorzej je znoszą - ale co robić?

Organizatorzy przygotowywali się do finału konkursu z rozmachem. W końcu był to element umacniania pozytywnego wizerunku szkoły i popularyzacji jej znamienitego patrona w pokoleniu najmłodszych Polaków. Na zakończenie konkursu miała być zorganizowana prawdziwa akademia z artystycznym programem uświetniającym uroczystość oficjalnego ogłoszenia laureatów i wręczenia im cennych nagród.

Nie byłem na tej akademii. Rodziców raczej nie zachęcano do wzięcia w niej udziału. Podobno ze względu na liczbę zaproszonych gości. Rzekomo mieli być nawet dziennikarze z lokalnych mediów... Ubrałem tylko córkę na galowo i zaprowadziłem w umówione miejsce.

Żona miała ją odebrać po całej imprezie.

Proszę sobie wyobrazić zdziwienie kiedy moje dziewczyny przyniosły do domu wiadomość, że Justysia zajęła pierwsze miejsce! A na dowód okazały dyplom oraz starannie wydaną księgę - wielką i bogato ilustrowaną. Podobno był to szok dla wszystkich kiedy moje maleństwo stawiło się po nagrodę.

Kilka dni później moja żona starannie przejrzała skierniewicką prasę w poszukiwaniu jakiejkolwiek wzmianki na temat wspomnianego konkursu. Spodziewała się znaleźć w któreś z gazet zdjęcie naszej czempionki. Nic nie znalazła. Skomentowałem to, że przecież takich konkursów w mieście jest wiele i trudno oczekiwać żeby prasa wszystkimi nimi się interesowała.

Na to moja żona z przekąsem zaczęła mi cytować prawdziwe bzdury którymi lokalna prasa jednak się zainteresowała.

  • I co sądzisz, że to są rzeczy ważniejsze, ciekawsze? - podsumowała zaczepnie.

  • No... raczej nie – odparłem.

  • A widzisz! Mówię ci, to z powodu naszego dziecka. Gdyby wygrał kto inny niż nasza Justysia byłyby tu ze dwie strony komentarzy zdjęć laureatów i zaproszonych polityków.

  • Daj spokój – machnąłem na to ręką.

  • Mogę się założyć, że nawet na stronie internetowej szkoły nie ma żadnej wzmianki o tym konkursie.

Tego było mi za wiele. Wklepałem w googla adres szkolnej strony i faktycznie niczego nie znalazłem. Na Facebooku również nie. Dziwne, tydzień mija...

Za to były tam wzmianki o wycieczkach do biblioteki, nawet o jakichś konkursikach wewnątrzklasowych, były listy laureatów tych konkursików i zdjęcia wszystkich uczestników.

Faktycznie, komuś wpływowemu w tym mieście bardzo musi przeszkadzać nasze nazwisko.

Może nawet samemu prezydentowi, który zdecydował się wspierać tutejszych MOPR-yszków kosztem prawdy i dobra swoich wyborców? Bo przecież dyrektor szkoły nic do nas nie ma.

(zainteresowanych szczegółami zapraszam na portal salon24.pl na mój blog: „Godny Ojciec”http://godnoscojca.salon24.pl )

Od tamtego czasu codziennie zaglądamy na stronę szkoły. Minęły już dwa tygodnie od wydarzenia.

Rzeczywiście dziwne to... wciąż żadnej wzmianki o międzyszkolnym konkursie dotyczącym patrona szkoły nr 5, żadnych nazwisk laureatów. Nic!

Nie było żadnego konkursu...

Po prostu NIC!

 

 

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.6 (głosów:6)

Komentarze

problem konkursów z tej i z obcej planety jest mi znany aż nadto. Jestem nauczycielką edukacji wczesnoszkolnej, z wieloletnim stażem i z ...powołaniem. Miałam w swoim życiu zawodowym wiele okazji przygotowywać moich kilkuletnich uczniów do różnorakich konkursów - zwłaszcza plastycznych, sportowych, recytatorskich, do których potrzebna była także wiedza z zakresu historii, religii, czy przyrody. Media lokalne , a raczej tzw. redaktorzy, postępowali dokładnie, jak ci, o których piszesz - laurki wystawiali zgodnie z poprawnością "polityczną" dominującą w środowisku, a pomijali wszystkie te przedsięwzięcia, które nie zasługiwały na uwagę "estabiliszmętu". Kiedy dzieciaki z mojej szkoły zdobyły II miejsce w ogólnopolskim konkursie Szkoła z tradycją - było cicho, kiedy zdobyły I miejsce i szablę w ogólnopolskim konkursie Chwała  Powstańcom Wielkopolskim - z łaską  jedna z lokalnych gazet zamieściła u siebie podesłaną przeze mnie informację i zdjęcia, a kiedy moje pierwszaki zdobyły I miejsce w województwie, za album "Urodziliśmy się w Rzeczpospolitej" - tak samo, jak Twoja córka - wywołały niemałą konsternację i w nagrodę wręczono im....czekoladowe jajka - niespodzianki, które, z powodu upału,  roztopiły się w samochodowym bagażniku, kiedy wracaliśmy do domu. A kiedy moja sekcja plastyczna urządziła wernisaż swoich pięknych prac w klubie garnizonowym - mimo zaproszenia, nie pojawił się nawet przysłowiowy portier, który reprezentowałby lokalne władze miasta. Za to wszelkie inne duperele nagłaśnia się w środowisku , aż huczy - bo nie ważne jest, co zasługuje naprawdę na uwagę, tylko kto się w towarzystwie liczy, kto ma poparcie, kogo, zgodnie z cichymi wytycznymi należy promować. A dzieci? - po kiego licha traktować je poważnie? Wielkie mi mecyje!

Dlatego wzięłam sprawy w swoje ręce i - traktując dzieci poważnie - sama organizuję im konkursy, sama załatwiam nagrody, sama zamieszczam artykuły na stronie szkoły i w d...alekim poważaniu mam lokalną poprawność pt." tego wywyższymy , tego zlekceważymy". Szkoda tylko , że w takie układy wciąga się niewinne, pełne zapału i spontaniczności dzieci. Mimo wszystko bądźcie dumni ze swojej Laureatki i nie zważajcie na tę zaściankowość. Jeśli dziecko ma kochających i wspierających je rodziców - żadne sukcesy nie pójdą na marne i zaowocują w przyszłości. Pozdrawiam świątecznie!

 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1509837

Konkurs był dobrze zaplanowany, zorganizowany i przeprowadzony uczciwie. Nagrody były wartościowe i ze smakiem. Na zakończenie byłaby z pewnością wielka uroczystość (jak zaplanowano) a potem reportaże w lokalnej prasie (tradycyjnie). Problem pojawił się kiedy się okazało że wygrało dziecko, które wg oficjalnego stanowiska  Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie jest zaniedbane, zaszczute i pochodzi z rodziny patologicznej. Dziecka po które MOPR zorganizował w naszym mieszkaniu przed ponad dwoma laty bandycki napad zwany przez lokalną biurokrację interwencją w celu rzekomego ratowania jej życia i zdrowia. Gdyby dziecko w tym czasie nie przebywało akurat w przedszkolu z pewnością tak by ją uratowali, że do dziś dziadkowie by jej szukali. My z żoną byśmy wtedy siedzieli w więzieniu jak nam obiecywał Jarosław Rosłon funkcjonariuszy MOPR -  wielki miłośnik "dobra dziecka".

Kiedy ktoś z tej sitwy skojarzył, że pierwsze miejsce zdobyła moja córka musiał dostać małpiego rozumu. Zastopowanie takiej machiny z pewnością sporo pracy go kosztowało. Argumenty których użył musiały być tak przekonywujące, że teraz szkoła boi się nawet zamieścić standardowych komunikatów na swojej stronie internetowej.

Wszystko to jest jakąś ponurą farsą i pokazuje w jak groźnym i zdegenerowanym matriksie żyjemy.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

LechG

#1509866

Gratulacje dla córeczki, mądra i odważna. Może to sama tematyka konkursu w  tym mieście jest niezbyt popularna. a co na to pani prowadząca kólko? Jak widać mala zostala oceniona uczciwie.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1509854

Tematyka jest jak najbardziej popularna w tym mieście, a zwłaszcza w tej szkole. Jan Paweł II jest w końcu jej patronem!

W tym mieście nawet ateiści służą do mszy i przyjmują komunię. Pisałem o takich cudach we wcześniejszych felietonach

http://niepoprawni.pl/blog/godny-ojciec/a-jesli-nawet-kosciola-nie-uslucha-niech-ci-bedzie-jak-poganin-i-celnik

Mała została oceniona uczciwie, odpowiednio nagrodzona i dowartościowana przez szkołę. Więc nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że jedynym wytłumczeniem faktu, że przez 2 tyg nie pojawiła się żadna wzmianka na stronach internetowych szkoły jest potworne, odbierające wręcz rozum, zastraszenie. (do dnia dzisiejszego nie ma tam nic)

 

 

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

LechG

#1509867

Gratulacje Dla Maleńkiej Justysi - Victorii.

I Dla Taty. I Dla Mamy. I Dla Pani z kółka.....

A dla tych co nie wzmiankują:

a pies im mordę lizał !

a Skierniewice to trochę moje miasto jest. Przez 3 lata było. Tam moja szkoła pewnie wciąż stoi na Pomologicznej, naprzeciwko Instytutu Sadownictwa prof. Szczepana Pieniążka. 

Stoi ?

Pozdrawia były mieszkaniec internatu TM 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1509873