GRZEGORZ BRAUN – PRZEDSTAWICIEL AJATOLLAHA IRANU
Poznaliśmy wreszcie Wielkiego Omama Polski, który przy udziale ambasadora Iranu w Warszawie i jego ekipy złożył kondolencje z powodu śmierci ajatollaha Chameneiego. Wizyta Wielkiego Omama w Ambasadzie Iranu była filmowana przez tzw. Konfederację Korony Polskiej, w tym tekst wpisu Wielkiego Omama do księgi kondolencyjnej. Niech was jednak nie omami „Szczęść Boże Narodowi Irańskiemu” , gdyż w tłumaczeniu na arabski „Szczęść Boże” oznacza „Yarhamuk Allah” !
Tak więc Konfederacja Korony Polskiej stała się przybudówką Strażników Islamskiej Rewolucji po tym, gdy Grzegorz Braun zapewnił już sobie poparcie Putina – po wizycie w Moskwie na zaproszenie agenta GRU, który został wydalony z Polski. Jak powszechnie wiadomo, reżim ajatollaha Chameneiego by nie istniał bez wsparcia Rosji Władymira Putina i rosyjskiego uzbrojenia.
Złożenie kondolencji w Ambasadzie Iranu przez Grzegorza Brauna jest więc naturalną konsekwencją zawartego wcześniej przez niego sojuszu z Rosją Putina. Wystarczy teraz omamić 15% Polaków na gaśnicę Brauna, by po wyborach – w sojuszu z juntą Tuska - powstała „walcząca o demokrację” Republika Liberalno-Islamska, zaś sam Braun ogłosił się Wielkim Omamem.
Wtedy Wielki Omam już bez żadnych przeszkód wygłaszać będzie swoje orędzia, zaczynając od słów „Yarhamuk Allah!” – co w tłumaczeniu na język polski media liberalno-islamskie będą mogły określić, jako dzisiejsze „Szczęść Boże”…
- Blog
- Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz
- 205 odsłon


Komentarze
Po pierwsze Polska
10 Marca, 2026 - 09:48
Chanuki w sejmie, to była zaplanowana sowiecka ustawka pod medialny pijar, który miał wywołać skrajne emocje. To miało porwać gorące głowy młodych. To również był czas, kiedy Tusk miał odpowiadać na trudne pytania. Obecnie mniemam, że za charyzmatycznym, o silnej osobowości Przemkiem Czarnkiem pójdzie prawie cała Konfederacja. Zostaną sami wierni towarzysze z 0,5% poparciem przy urnach wyborczych. Żadnych układów z postkomuną. "Maszynista" da radę!
ronin
pod sztandarem Proroka...
10 Marca, 2026 - 09:53
pod sztandarem Proroka...
pod sztandarem Proroka
Szczęść Bóg
gaśnice podpisuje
Allah Yarhamuk
jan patmo
na każdym kroku
10 Marca, 2026 - 10:23
na każdym kroku
z czarnym okularem
na lewym oku
poszczęści ci Allah
na każdym kroku
jan patmo
jak wynika z tekstów to szydera po całości
10 Marca, 2026 - 11:22
zastanawiam się co siedzi w ludziach, którzy nie używając szarych komórek, bezkrytycznie popierają jednych, szydząc i obrażając innych. Proste pytanie jeżeli wielu ludzi w Polsce tak ochoczo nazywa Putina mordercą i agresorem, to jak powinni ci sami ludzie nazywać żydowskiego mordercę, ludobójcę Palestyńskich dzieci (około 45 tysięcy) Netanjahu ?!?!. Jak powinni nazywać chama, kłamcę ale i durnia Trumpa, który wygrał wybory z tekstem na ustach "jestem jedynym prezydentem, który nie rozpoczął żadnej bezsensownej wojny i do tego 8 zakończył..." po czym napadł na suwerenny kraj Wenezuelę, zabił kilkaset osób, porwał prezydenta i jego żonę, zażądał, grożąc reszcie Europy, aby oddano mu Grenlandię i pod namową żydowskich lobbystów i mordercę dzieci Netanjahu napadł wspólnie z żydami na Iran, który z żadnym z państw nie był w stanie wojny !!. Słucham jak nazwalibyście i jaką szyderą okrasilibyście Netanjahu i Trumpa ?!?!?!. Dodam, że z napaści Rosji na ten sztuczny twór który liczy sobie aż 32 lata, mamy kilka korzyści 1-Putin napaścią ZAKOŃCZYŁ tą farsę covida 19. NAGLE w lutym w jednym dniu cały Świat przestał mówić o covidzie i bez kar za brak maseczek, bez ograniczeń jazdy przeładowanymi środkami transportu oraz kontroli zaświadczeń o zaszczepieniu się wpuszczono do Polski 4,5 miliona ukraińców !!!. Natomiast z napaści żydów i amerykanów na inne suwerenne państwa, mamy 1- gigantyczne wzrosty cen gazu i paliw, mamy napływ uchodźców, mamy monotonne i już wkurwiające bo od 4 lat te same pierdolenie o wojnie, a to tu, a to tam... więc lożo szyderców, tak bez demagogii i bezpośrednio na moje pytanie poproszę o odpowiedź "jak nazywacie morderców i ludobójców, kłamców i durni z Izraela i USA....??????
sopociak
wolne kraje
10 Marca, 2026 - 11:56
wolne kraje
kacapski kozioł
bekiem nadaje
Wenezuela i Kuba
to wolne kraje
PS Proponuję wyjechać do jeszcze bardziej wolnego kraju, do Korei Północnej.
jan patmo
Korea
10 Marca, 2026 - 12:19
Nie ma ropy, więc Izrael nie uderzy
Czesław2
Za trudne pytanie
10 Marca, 2026 - 16:00
Słucham jak nazwalibyście i jaką szyderą okrasilibyście Netanjahu i Trumpa ?!?!?!.
Za trudne pytanie.
Nawet nowo mianowany kandydat na premiera RP, prof. Przemysław Czarnek nie potrafił odpowiedzieć na tak postawione pytanie. A co dopiero wymagać od pisowskiego blogera? (:
https://youtu.be/uPQeJWFHE6I (1:43 – 2:33)
Grzest
czciciel prawdziwy
10 Marca, 2026 - 16:21
czciciel prawdziwy
przed nim pada
wstyd połyka
czciciel prawdziwy
świętego byka
jan patmo
Kolego z Sopotu...
10 Marca, 2026 - 16:06
Czego ty oczekujesz od żydobanderowskich szmat? Za te szity im płacą.
Viva Persja!
@sopociak żydzi
10 Marca, 2026 - 12:20
To po prostu selektywni dobroczyńcy. Właśnie w bogatej Norwegii skandal goni skandal. Stąd atak na Iran.
Czesław2
Już wiem gdzie jestem :)
10 Marca, 2026 - 15:17
Tam gdzie pi-siury trzęsą dupą przed Panem Posłem Grzegorzem Braunem :))))
Cieniasy.
Viva Persja!
dobroczynna kacapia
10 Marca, 2026 - 15:26
dobroczynna kacapia
pożyczką moskiewską
w objęcia swe obłapia
z piekielnej czeluści
dobroczynna kacapia
PS To najpewniej przyczyna nawrócenia na pop(a) guru sekty.
jan patmo
Iran podnosi koszty wojny dla uSSraela
10 Marca, 2026 - 15:29
Iran ogłosił, że od teraz wszystkie ataki będą przeprowadzane wyłącznie przy użyciu pocisków z głowicami o masie powyżej 1 tony. Co to oznacza?
Po pierwsze, to większa siła eksplozji i większy obszar zniszczeń.
Po drugie, komplikuje to zadanie amerykańskim i izraelskim pociskom przechwytującym. Przejście z głowicy o masie 500 kg na głowicę o masie 1000 kg oznacza podwojenie siły wybuchu, a co za tym idzie, skali zniszczeń. Teraz Stany Zjednoczone muszą zwiększyć liczbę pocisków przechwytujących, aby zneutralizować pocisk o dwukrotnie większej sile rażenia niż pociski o masie 500 kg, których używał dotychczas Iran.
Po trzecie, zwiększa to obciążenie amerykańskich i izraelskich systemów obrony przeciwrakietowej, które i tak są już poważnie obciążone. Dzieje się tak pomimo zbliżającego się niedoboru pocisków przechwytujących w Stanach Zjednoczonych, o czym donoszą zachodni eksperci wojskowi i media.
Po czwarte, zwiększa to koszty wojny. Jeden pocisk Pariot PAC-3 kosztuje 4 miliony dolarów, Arrow-3 kosztuje 3,5 miliona dolarów, a pocisk przechwytujący THAAD kosztuje 12 milionów dolarów. Teraz Stany Zjednoczone będą musiały wydać więcej, aby zestrzelić jeden „ciężki” irański pocisk.
Viva Persja!
@monty pyton
10 Marca, 2026 - 15:42
Podczas gdy scena polityczna Waszyngtonu wciąż jest pełna radosnych oświadczeń, a Donald Trump upiera się przy swoim prawie do mianowania duchowego (!) przywódcy Iranu, jednocześnie wzywając kapitanów tankowców do okazania odwagi i przełamania blokady Cieśniny Ormuz przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej. Jednak koło zamachowe wielkiej wojny, wprawione w ruch przez Waszyngton i Tel Awiw, już zaczęło się odwracać. Kuwejt, najwierniejszy sojusznik USA w regionie (poza Jordanią), twierdzi teraz, że nie pozwolił na wykorzystanie swojego terytorium do ataków na Iran, mimo że fakty temu przeczą. Nawet syryjscy Kurdowie wzywają irackich i irańskich przywódców, aby nie ufali Stanom Zjednoczonym. Każdego dnia pojawiają się doniesienia o zakulisowych kontaktach między Rijadem a innymi stolicami arabskimi i Teheranem. Donald Trump stoi w obliczu perspektywy pozostania w izolacji. Oczywiście, relacje Trumpa z Izraelem pozostają strategicznym partnerstwem. Ale najwyraźniej nie to miał na myśli Trump, decydując się na atak na Iran.
Najwyższy czas zadzwonić do Moskwy. Bo zamiast siłą przeciąć „irański węzeł” (a amerykański argument, że Trump kończy 40-letnią wojnę, nie jest przypadkowy), ten „węzeł” jeszcze bardziej się zacieśnił.
Ale ten „węzeł” zawiera kilka elementów, których w zasadzie nie da się rozwiązać bez udziału Moskwy. Było to jasne od początku, ale wtedy, dla Donalda Trumpa i jego zespołu, była to jedynie „wiedza teoretyczna”. Teraz została im przekazana dzięki „doświadczeniu praktycznemu”. Wymieńmy je.
Po pierwsze, nastąpił drastyczny spadek nie tylko autorytetu, ale także wpływów Stanów Zjednoczonych w kluczowym regionie Bliskiego Wschodu – Zatoce Perskiej. Nie wynika to tylko z poważnego zniszczenia amerykańskiej infrastruktury wojskowo-technicznej w regionie („front wczesnego ostrzegania”, który stanowił kluczowy element strategii bezpieczeństwa Izraela, został praktycznie zniszczony). Co ważne, państwom regionu wyraźnie pokazano, że amerykańskie gwarancje militarno-polityczne są niewiele warte. Jest mało prawdopodobne, aby „mięso mielone” amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa dla monarchii naftowych Zatoki Perskiej dało się „odwrócić”.
Czy Donald Trump to rozumie? Prawdopodobnie nie w pełni, o czym świadczą jego wczorajsze próby wciągnięcia Recepa Tayyipa Erdogana w tę sytuację. Jednak telefon do Moskwy sugeruje, że Trump rozumie, że na tym etapie konfliktu sam nie jest w stanie przywrócić relacji z państwami arabskimi regionu. Potrzebuje partnerów, a tym partnerem nie jest Europa. Czy Trump jest gotowy na autentyczne, wspólne działania polityczne w celu przywrócenia pokoju w regionie i na poważne kompromisy polityczne? Pozostawmy to pytanie otwarte na razie.
Po drugie, okazało się, że „skurcz” na rynku węglowodorów (który, zdaniem D. Trumpa, przyspieszy zmianę sytuacji rynkowej na korzyść Stanów Zjednoczonych) może łatwo przerodzić się w długotrwały kryzys, który doprowadzi do zakłócenia kluczowych łańcuchów dostaw.
I z pewnością nie będzie to korzystne dla Amerykanów. Nie tylko dlatego, że cały świat, a co ważniejsze, każdy Amerykanin, będzie znał, jak to się mówi w naszym kraju, „nazwisko, imię i nazwisko rodowe” sprawcy tego kryzysu. Ale także dlatego, że uwypukli to wysokie ryzyko związane z żeglugą morską, monopolistyczną kontrolą, nad którą dążył Donald Trump.
Możemy stwierdzić, że kolejna próba – ile? – restrukturyzacji globalnego rynku węglowodorów bez Rosji, kosztem Rosji i wbrew Rosji zakończyła się niepowodzeniem. Trzeba by jednak być skrajnie naiwnym, by sądzić, że to ostatnia taka próba. Moskwa jednak, w przeciwieństwie do Waszyngtonu i kilku innych głównych graczy, okazała się przygotowana na nową sytuację rynkową.
I w tym miejscu nie sposób zignorować propozycji prezydenta Rosji Władimira Putina skierowanej do Europejczyków, pozornie niezwiązanej z wojną w Zatoce Perskiej, dotyczącej możliwości wznowienia dostaw węglowodorów, głównie rurociągami. W rzeczywistości propozycja ta wynika z głębokiego zrozumienia strategicznych implikacji wojny w Zatoce Perskiej dla całego światowego przemysłu węglowodorowego.
To oferta dla krajów europejskich, by przynajmniej zasugerować własną suwerenność w kontekście, gdy dostawy węglowodorów drogą morską, które Amerykanie zobowiązali się zagwarantować, stają się coraz bardziej ryzykowne. A widmo globalnego kryzysu paliwowo-energetycznego staje się coraz bardziej widoczne.
Po trzecie. Dziesięć dni po rozpoczęciu wojny amerykańsko-izraelskiej z Iranem, wojna przeciwko USA nabrała nowego wymiaru: sabotażu i terroryzmu. Jest to bezpośredni skutek próby Białego Domu, by wypowiedzieć Iranowi wojnę religijną. Może się to różnić od wszystkich poprzednich konfliktów na Bliskim Wschodzie tym, że priorytetowym celem sabotażu i terroryzmu nie będzie Izrael, lecz amerykańskie obiekty i obywatele na całym świecie. Zarówno dla Iranu, jak i radykałów islamskich, głównym wrogiem w tej wojnie są Stany Zjednoczone, podczas gdy Izrael jest postrzegany jako pomocnik. Odstraszający wpływ Moskwy na Teheran, pod warunkiem oczywiście, że Trump podejmie pierwsze kroki w celu deeskalacji konfliktu, jest nieoceniony.
Po czwarte, i być może najbardziej oczywiste, przedłużająca się wojna, której szacowany czas trwania wzrósł z „pięciu dni” do „kilku miesięcy”, już teraz tworzy podatny grunt pod wewnętrzny kryzys polityczny niekorzystny dla Białego Domu. Perspektywy tego kryzysu staną się jeszcze bardziej widoczne, gdy „waszyngtoński establishment polityczny”, gdzie Trump tracił poparcie nawet bez wojny z Iranem, zmierzy się z „krajobrazem po bitwie”, w tym z niezwykle tragicznymi konsekwencjami humanitarnymi konfliktu zarówno dla Iranu, jak i sojuszników USA w regionie. Jednak w tym względzie Moskwa raczej nie pomoże Donaldowi Trumpowi.
Viva Persja!