Pokłosie konferencji w Wannsee. Czemu 30 gdy można mieć 100?

Obrazek użytkownika Mariusz Cysewski
Kraj



Według PIS i posła Bartosza Kownackiego, wskaźnik skazywalności zaczął się niebezpiecznie oddalać od 100%. Pan Kownacki, mijając się z prawdą o mało skądinąd sensownej nowelizacji procedury karnej po 1 lipca 2015 raczył był zasugerować, że nowelizacja doprowadzi do skutku straszliwego, jakim dlań byłoby 30% uniewinnień.

 

Ale 30% uniewinnień było w Polsce Niepodległej (do 1939 r.) i współcześnie w państwach cywilizowanych. Musimy do tej wartości powrócić. Dlaczego?

 

 Przy 30% uniewinnień i 70% skazań można powiedzieć, że mamy w ogóle sądy - w sensie właściwym tego słowa, bez cudzysłowów, takie, jakie być powinny. „Społeczeństwo” zaspokaja swe co najmniej dwie rozbieżnie skierowane potrzeby: z jednej strony zamyka oprychów, a z drugiej chroni niewinnych, lub zwyczajnie indywidualistów (np. ten człek od bizonów pod Krakowem) przed dyktatorską władzą i przed lokalnymi sitwami i mafią. Część oskarżonych wygrywa, część przegrywa. Sądy coś sądzą, a wyniku procesów nie znamy z góry. Wszyscy mają tu motywację: adwokaci by skutecznie bronić, prokuratorzy by przygotowywać się do rozpraw (B. Kownacki przyznał, że obecnie ta kasta nie przygotowuje się do procesów[1]).

 

Szczerze mówiąc zastanawiam się, czy sama organizacja wymiaru sprawiedliwości nie jest drugorzędna wobec perspektywy osiągnięcia skutku w postaci właśnie 30% uniewinnień. Teoretycznie możliwe są nie tylko ławy przysięgłych. Można sobie wyobrazić, że w procesach orzekać będą np. sędziowie pokoju wybierani bezpośrednio w wyborach, i że nie będą to prawnicy. Jak jednak wiemy, władza demoralizuje. Nawet wybrany w uczciwych wyborach sędzia prędzej czy później wrasta w lokalną sitwę, idąc na rękę a to prokuratorowi, a to burmistrzowi, a to obrotnemu przedsiębiorcy i mielibyśmy niewiele lepiej niż teraz. Rozwiązanie takie można i trzeba byłoby obudować dodatkowymi zabezpieczeniami, np. przez możliwość przedterminowego odwołania sędziego w referendum o niskich progach frekwencyjnych w razie rażącego nadużycia władzy, góra jedna kadencja, albo kadencja krótka.

 

Jak widać, ten tok myślenia znów prowadzi nas w stronę ław przysięgłych. Raz że ich członkowie nie są wybierani, a losowani, na ogół wbrew własnej woli, chęci itd. Dwa, że ich kadencja jest najkrótsza bo obejmuje jeden proces. Trzy, jest to kadencja jedna właśnie. Z puli potencjalnych członków ław przysięgłych wyklucza się osoby w jakikolwiek sposób zależne od władzy, zwłaszcza zatrudnionych na posadach państwowych. Niezależności sądów i gołosłownie dziś i kłamliwie deklarowanej przez "konstytucję" ich „separacji” od „władzy wykonawczej” (jak i innych wpływów zewnętrznych) warto dodatkowo bronić, np. ustanawiając drakońskie kary za choćby rozmowę z członkiem ławy. By uchronić ławę przysięgłych przed sugestiami mediów, sędzia w jednym z filmów zarządził izolację członków ławy do końca procesu. Zrozumiałe, że taki proces trwa dni, może z tydzień, a nie kilka czy kilkanaście lat jak dziś w Polsce. 

 

Sądzę że nic nie zastąpi ław przysięgłych.

 

Co do stosunku 70% skazań – 30% uniewinnień trudno rzec, czy jest właściwy. II Rzeczpospolita raczej nie ma opinii nadmiernie łaskawej dla oskarżonych; może więc 65%? Z drugiej strony zajść mogły jakieś zmiany, które trudno nam bez solidnych badań zrozumieć – a które mogły prowadzić do zwiększenia liczby skazanych w sposób naturalny, np. do 75%. Sądzę jednak, że 30% uniewinnień jako minimum to dobry punkt wyjścia i jeśli ktoś chce liczbę tę zmienić, a zwłaszcza zmniejszyć, to najwyżej o 5% i po dziesięciu latach szeroko zakrojonych badań co do skutków takiego posunięcia. Uważam nawet, że gdyby liczba skazań zaczęła samoczynnie odchylać się od 70% z przyczyn obiektywnych (np. racjonalizacji działania prokuratury albo degrengolady adwokatury) – ustawodawca powinien interweniować i zmienić jeden z parametrów systemu tak, by powrócić do i utrzymać 70%. Bo czego nie rozumieją posłowie z frakcji stalinowskiej PIS, równowaga uprawnionych interesów, status cywilizacyjny i przyszłość Polski są ważniejsze niż jakaś racjonalizacja czy degrengolada nawet istotnych instytucji, a tym bardziej grupowy interes jakiejś kasty.

 

Jedno jest pewne: liczba skazań nie może wynosić 100% jak i 0%. Gdybym miał firmować jeden z tych wyników, podałbym się do dymisji. Byłby to też żelazny dowód na bezsens systemu prawnego danego państwa, jak i samego państwa jako takiego. Propozycje do tego zmierzające kompromitują ich autorów, Bartosza Kownackiego, i PIS. Liczba ta nie może nawet być w „strefie śmierci”, blisko tych krańców (np. ponad 95 albo mniej niż 5%), bo skutek tego stanu rzeczy nie jest zbytnio inny od śmierci. Jak to właśnie teraz widać w atrapach sądów w Polsce (98,25%).

 

Logicznie rzecz biorąc, jeśli wskaźnik skazań ma wynosić 100% to można zaoszczędzić na płacach, budynkach, infrastrukturze – a trochę pieniędzy na sądy idzie – i zamiast nich zakupić wajchę z pieczęcią „winny” i ten milion akt spraw karnych w Polsce rocznie podstemplować „winny”. Podobnie „niewinny”, w razie wskaźnika skazań 0%.



Osiągniemy nieznaną w Europie ekspresowość. Nie będzie już "przewlekłości procesów".

 

Mariusz Cysewski



O programie PIS dla wymiaru niesprawiedliwości zobacz: 

http://naszeblogi.pl/55476-jak-pis-naprawe-wymiaru-niesprawiedliwosci-chcial-pozorowac

http://naszeblogi.pl/55856-dlaczego-pis-bez-procesow-procesowych-konferencja-w-wannsee 



Kontakt: tel. 511 060 559

ppraworzadnosc@gmail.com

https://www.facebook.com/groups/517163485099279

https://sites.google.com/site/wolnyczyn

http://www.youtube.com/user/WolnyCzyn  

http://mariuszcysewski.blogspot.com  

http://www.facebook.com/cysewski1

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)