Karaganow Rosja wejdzie w strategiczny sojusz z Chinami.

Obrazek użytkownika Marek Mojsiewicz
Świat

Radosław Sikora „ Demografia rządzi światem, czyli jak chrześcijaństwo wygrało z islamem”...”Triumf, ale czy trwały?

     Jak wspomniałem, jeszcze w roku 1683 Imperium Osmańskie było śmiertelnym zagrożeniem dla krajów środkowo-wschodniej Europy. Nic dziwnego. Z populacją około 25–30 mln ludzi dominowało w tej części świata. Dla porównania Rzeczpospolitą zamieszkiwało wówczas około 7 mln, a państwo moskiewskie mniej więcej 15 mln ludzi. Ale trendy były już wtedy dla Turków niekorzystne. W XVIII i XIX wieku najwięksi ich rywale, czyli Rosjanie, dynamicznie zwiększali populację. Imperium Rosyjskie w roku 1800 miała już 37 mln ludzi, by w roku 1913, czyli przed wybuchem I WŚ, urosnąć aż do 175,1 mln! Imperium Osmańskie nie tylko się nie rozwinęło, ale skurczyło. Częściowo wynikało to ze zmian terytorialnych, ale także z niższej dzietności jego mieszkańców. W roku 1914 miało ledwie 21 mln ludzi. W roku 1923 Imperium Osmańskie legło w gruzach, a na nich powstało nowe państwo – dzisiejsza, świecka Turcja. W roku 1927 państwo to zamieszkiwało 13,6 mln ludzi.

     Pierwsza Wojna Światowa miała także olbrzymi wpływ na Rosję. Imperium carów, wraz z carską rodziną odeszło w przeszłość. Na jego gruzach powstał zdominowany przez Rosję i Rosjan, odżegnujący się od jakiejkolwiek religii Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. W 1926 roku miał 148,6 mln mieszkańców, czyli powiększył swoją i tak już dotąd olbrzymią przewagę demograficzną nad Turcją. Ale...

      Po IIWŚ, która nie zmniejszyła populacji ZSRR (mimo olbrzymich strat, jakie ten kraj poniósł w czasie wojny!), doszło do ostrego wyhamowania rozwoju demograficznego ZSRR. Pod wpływem propagandy i nacisków USA, Wielkiej Brytanii i Francji, na przełomie lat 1955 / 1956, Chruszczow wprowadził politykę ograniczającą przyrost naturalny. Na przykład zalegalizowano wówczas przerywanie ciąży. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Dzietność w ZSRR, a tym samym w Rosji, dramatycznie spadła. W roku 1967 wskaźnik dzietności (płodności) Rosjanek spadł poniżej progu odtwarzalności pokoleń, bo do poziomu 2,04. W tym samy czasie w Turcji wynosił 5,75 co oznaczało gwałtowny wzrost populacji tego kraju.

     W roku 1991 rozpadł się ZSRR. Z 293 mln ludzi, którzy go wówczas zamieszkiwali 148,4 mln żyło w samej Rosji. Dla porównania, Turcja miała wówczas 57 mln ludzi.

W 2014 roku Rosja miała 146 mln ludzi, a Turcja 76,6 mln. Według prognoz, Turcja do 2030 roku zwiększy swą populację do niemal 87 mln. A Rosja? Dzietność w Rosji od 1967 roku pozostaje na dramatycznie niskim poziomie. Raz tylko, w latach 1986–1988 przekroczyła nieznacznie poziom odtwarzalności pokoleń. Co prawda teraz wskaźnik dzietności w Rosji powoli rośnie, ale po pierwsze nie wiadomo, czy kiedykolwiek znów osiągnie poziom 2,1 (czyli pozwalający na prostą zastępowalność pokoleń), a po drugie, w Rosji dynamicznie rozwijają się tylko mniejszości niesłowiańskie, co oznacza, że wkrótce kraj ten całkowicie zmieni swoje oblicze.

     W rozdziale tym skoncentrowałem się na przemianach demograficznych w Rosji i Turcji, gdyż w XVII – XIX w. byli to najważniejsi (obok Austrii) rywale polityczni w tej części świata. Przemiany demograficzne wskazują, że staną się nimi ponownie. I to w dość bliskiej przyszłości. Staną się nimi zwłaszcza w sytuacji, gdyby Turkom udało się doprowadzić do odrodzenia Imperium, na gruzach którego powstało ich obecne państwo. 

A co to wszystko oznacza dla Polski? Dla Polski, która jeszcze w roku 1966 miała tyle samo ludzi (około 32 mln), co Turcja? Dla Polski, której populacja, w wyniku olbrzymiego odpływu ludności i bardzo niskiej dzietności spada? Ano to, że jeśli nie odwrócimy tego procesu, to będziemy mieli poważne problemy. I nie chodzi tu nawet o ekspansję islamu, która może być dla Polski również szansą (jeśli ten islam osłabi naszych głównych rywali, a do nas nie dotrze). Zmniejszająca i starzejąca się populacja oznacza nic innego jak „wygaszanie państwa”.....(źródło )



Siergiej Karaganow "Dwie fale rozszerzenia NATO Rosja przełknęła" ….'"Unia Europejska próbowała rozszerzyć swoją miękką kontrolę na terytoria, które Rosja uznawała za strefę swoich interesów" „...”"Ekspansji UE towarzyszyła ofensywa NATO. A ta organizacja jednoznacznie była postrzegana jako potencjalnie wroga, szczególnie po trzymiesięcznych bombardowaniach Jugosławii w 1999 roku, które wstrząsnęły nawet rosyjskimi zapadnikami (zwolennikami zbliżenia z Zachodem – red.)" …..”Politolog przekonuje, że w Rosji rozszerzenie NATO postrzegano jako otwarte naruszenie jawnych i niejawnych umów wypracowanych w czasach, gdy ZSRR zaprzestał polityki konfrontacji, wycofał wojska z krajów Układu Warszawskiego i zgodził się na zjednoczenie Niemiec. "Dwie fale rozszerzenia NATO Rosja przełknęła (być może to był błąd), ale rozprzestrzenianie tego paktu na Ukrainę, które stworzyłoby niezabezpieczoną granicę z blokiem o długości 2 tys. km, było nie do przyjęcia, (...) było postrzegane jako potencjalna przyczyna dla wielkiej wojny" ….”Karaganow uważa, że na tym tle poparcie Zachodu dla Majdanu w Kijowie i obalenie Janukowycza doprowadziło do tego, że tym razem Rosja zadała "wyprzedzający cios". "Dla Moskwy przyłączenie Krymu, poparcie powstańców w Donbasie to działania nakierowane na zapobieżenie znacznie większej katastrofie" …..”ego zdaniem Europa, "wygrawszy zimną wojnę, teraz - po jej zakończeniu - być może przegrywa pokój i wkracza w kolejną fazę stosunków międzynarodowych osłabiona i podzielona, stojąc na krawędzi konfrontacji, a może nawet wielkiej wojny". …..”"Europa może ponownie próbować schronić się pod skrzydłami USA, a Rosja zawrzeć de facto strategiczny sojusz z Chinami, to oba te rozwiązania będą "końcem nadziei na zjednoczoną Europę" - przekonuje Karaganow. „...Ekspert zarzuca elitom Zachodu, że zamiast poważnej rozmowy z Rosją wybrały "walkę o spadek posowiecki", czemu towarzyszyła "próba geopolitycznego dociśnięcia Rosji, która skończyła się najpierw wojną o Osetię Południową, a teraz bratobójczą wojną na Ukrainie". Co więcej - zdaniem Karaganowa - Zachód w relacjach z Rosją ograniczał się albo do "pouczeń, albo bardzo powierzchownych zapewnień o wspólnej przyszłości". ….”"Rosję, której główną ideą narodową przez całą historię była obrona suwerenności, traktowano z góry, czasem nawet próbując dyktować skład rady ministrów (tego nie robili Europejczycy)" – pisze. Zachód - zdaniem analityka – systematycznie poddawał Rosję presji, traktując ją jak kraj pokonany i mieszając się do "sfer jej interesów ekonomicznych, politycznych i wojskowych". Tymczasem – pisze ekspert – Rosjanie wcale nie uważali się za pokonanych. „....”Karaganow pisze też, że w dobie kryzysu w relacjach UE z Rosją, ta ostatnia ma ekonomiczną alternatywę w postaci Azji, która jest coraz mocniejsza.”..”Ekspert zarzuca elitom Zachodu, że zamiast poważnej rozmowy z Rosją wybrały "walkę o spadek posowiecki", czemu towarzyszyła "próba geopolitycznego dociśnięcia Rosji, która skończyła się najpierw wojną o Osetię Południową, a teraz bratobójczą wojną na Ukrainie". Co więcej - zdaniem Karaganowa - Zachód w relacjach z Rosją ograniczał się albo do "pouczeń, albo bardzo powierzchownych zapewnień o wspólnej przyszłości". ...”"Rosję, której główną ideą narodową przez całą historię była obrona suwerenności, traktowano z góry, czasem nawet próbując dyktować skład rady ministrów (tego nie robili Europejczycy)" – pisze. Zachód - zdaniem analityka – systematycznie poddawał Rosję presji, traktując ją jak kraj pokonany i mieszając się do "sfer jej interesów ekonomicznych, politycznych i wojskowych". Tymczasem – pisze ekspert – Rosjanie wcale nie uważali się za pokonanych. „....”"Wbrew iluzorycznym nadziejom żywionym na początku lat 90., Rosja i Europa wewnątrz UE, rozwijały się z różną prędkością i w różnych kierunkach. Te procesy nosiły w wielu aspektach charakter obiektywny, ale prawie nie toczono o tym dyskusji, co jest błędem wszystkich europejskich elit. One nie chciały i nie zdołały zobaczyć prawdy. I dlatego obecny kryzys spadł na nie jak grom z jasnego nieba i jedni gorączkowo próbują demonizować Putina, a inni oskarżają »zdrajczynię Merkel«"”...”Wskazuje też na to, że nadzieje na wprowadzenie demokracji na wzór europejski w Rosji się nie ziściły. Jak pisze, "odbywało się to pod hasłem forsownej prywatyzacji", którą "zdecydowana większość Rosjan uznała za akt złodziejstwa". Wtedy, jak pisze Karaganow, "pojawił się jeden z najbardziej szpetnych wariantów oligarchicznego kwasikapitalizmu", który poskutkował tym, że do dzisiaj w Rosji "wielka własność prywatna do dziś jest postrzegana w Rosji jako moralnie wątpliwa".....”Innymi słowy, pisze Karaganow, "to, co Zachód brał za pozory europeizacji", doprowadziło do krachu państwa. Własność nie była chroniona przez prawo, "trzymanie aktywów w Rosji i inwestycje były ryzykowane, a elit nie wyróżniał patriotyzm".  Wskazuje też na błędy popełnione w swoim kraju. Pierwszy – wprowadzano demokrację "odgórnie" poprzez wybieranie parlamentów, gubernatorów, merów. "Nie zatroszczono się o najważniejsze – wychowywanie odpowiedzialnego obywatela, podstawowego kapitału każdego narodu" – zaznacza, podkreślając, że dopiero niedawno w Rosji wzięto się za tworzenia samorządu terytorialnego. „...” "Do 1999 roku kraj faktycznie przekształcił się w państwo upadłe i gdyby doszło wtedy do maleńkiego Majdanu w Moskwie, to Rosja by się ostatecznie posypała" – podkreśla. I przypomina, że lata 90. większości Rosjan kojarzą się z biedą i upokorzeniem. Dlatego – pisze Karaganow - "rosyjska elita dokonała niezbyt miłego, ale nieuchronnego zwrotu ku demokracji sterowanej".....”Zdaniem Karaganowa "Rosja odbudowywała suwerenność i państwowość, a UE próbowała przezwyciężyć suwerenność, państwowy nacjonalizm i zbudować ponadnarodową wspólnotę". Analityk wskazuje też, że "większość Rosjan dążyła do odbudowania zniszczonej za czasów komunizmu tradycyjnej moralności, ciągnęło ich do wcześniej zakazanego chrześcijaństwa". „.....”"W społeczeństwie pojawiło się zapotrzebowanie: na państwowy patriotyzm, niezbudowany na komunistycznym mesjanizmie; na nową tożsamość narodową; konserwatyzm jako antytezę idei rewolucyjnych, który przyniosły narodowi tyle wstrząsów i tragedii w XX wieku. Przy tym uważało się, że w ten sposób Rosja wraca nie tylko do siebie, ale także do Europy, od której odeszła w 1917 roku.  Tymczasem europejska elita była już przesycona tymi wartościami, coraz bardziej uważała je za przebrzmiałe, a nawet reakcyjne. Stary Świat postawił sobie za cel przezwyciężyć nacjonalizm, a nawet narodowy patriotyzm, odrzucał wiele tradycyjnych wartości moralnych i coraz bardziej odchodził od chrześcijaństwa" …..”"Dążenie Kremla do wzięcia na sztandary tradycyjnych wartości wywołuje u elit rządzących Europy niechęć i obawy. Przecież one wiedzą, że tym wartościom hołduje większość ich ludności" ….”"Większość społeczeństw i kręgów rządzących krajów Zachodu dawno zapomniała o swoich rewolucjach. Rosyjska wierchuszka panicznie boi się powtórzenia fatalnych wstrząsów – demokratycznego lutego 1917 roku, po którym przyszedł koszmar bolszewizmu i nawet demokratycznej rewolucji 1991 roku, która na razie koszmarem się nie zakończyła, ale o mały włos nie doprowadziła do upadku państwa" …..”Analityk wskazuje, że europejscy politycy sądzili, że jednoczyć się i współdziałać należy w oparciu o wspólne wartości, tymczasem "takie podejście u swoich podstaw przeczyło europejskiej tradycji politycznej, gdy kraje, ich przywódcy i społeczeństwa bardzo często jednoczyły się według interesów". ….”w pierwszym dziesięcioleciu XXI w. UE "wkroczyła w długi systemowy kryzys". "A tymczasem zaczęła się seria wstydliwych i upokarzających porażek Zachodu, UE i szczególnie okrętu flagowego w postaci USA" „.....”Przekonuje, że UE zaczęła podskórnie szukać impulsu do mocniejszego zjednoczenia i wroga zewnętrznego, tym bardziej że dołączyły do niego "kraje z prawie że genetyczną potrzebą zemszczenia się za klęski i upokorzenia poprzednich wieków". W efekcie - pisze ekspert - "w latach 2011-2012 z Rosji zaczęli rzeźbić wroga" ….”Natomiast elity w Rosji "nie chciały albo nie mogły uznać swoich błędów z przeszłości i zacząć nowej tury reform". Stąd – "usprawiedliwianie ślepej uliczki, w której znalazł się kraj, chęć wyjścia z niej poprzez tradycyjne szukanie wroga zewnętrznego i wzmaganie konfrontacji, aby przynajmniej uciszyć niezadowolonych i zjednoczonych społeczeństwo". ...”"W Berlinie sądzą, że rosyjska polityka w stosunku do Krymu i Ukrainy jest podyktowana prawie wyłącznie przesłankami utrzymania się przy władzy przez obecny reżim. A Niemcy powinny przywrócić status quo ante, aby zabezpieczyć porządek i pokój w Europie, za którego gwaranta się uznają.W Rosji, kraju z bardziej szerokim aniżeli europejski horyzontem, sądzą, że głupota i bezprawie w Jugosławii, Iraku, Libii, poparcie przez Zachód samobójczej arabskiej wiosny zniszczyły ład międzynarodowy i jego zasady: trzeba go więc albo odbudowywać, albo grać według zasad »prawa dżungli”...”"Jaka będzie Europa po tym starciu, nawet jeśli Rosja nie wyjdzie z niego zwycięsko, nie chcę nawet myśleć. Wszystkie dążenia Europejczyków do stworzenia pokojowego kontynentu po II wojnie światowej obrócą się w pył" – przestrzega, wskazując, że Chiny i "cały coraz mocniejszy świat niezachodni raczej sympatyzują z Moskwą". Siergiej Karaganow - rosyjski politolog i analityk stosunków międzynarodowych, dziekan wydziału Polityki Międzynarodowej i Gospodarczej Wyższej Szkoły Ekonomii w Moskwie. Od 1991 roku członek Rady Polityki Zagranicznej przy rosyjskim MSZ; w latach 2001-2013 doradzał Administracji Prezydenta Rosji; twórca i przewodniczący Rady Redakcyjnej prestiżowego czasopisma "Rosja w globalnej polityce". W latach 2004-2013 przewodniczący międzynarodowego klubu dyskusyjnego "Wałdaj". Karaganow uchodzi za analityka, którego głos jest uważnie słuchany na Kremlu. Cieszy się też dużym poważaniem na Zachodzie. Kilka tam temu w rankingu "Foregin Policy" i "The Prospect" znalazł się na liście 100 najbardziej wpływowych intelektualistów świata.....….(źródło) 



Politolog Zbigniew Brzeziński w rozmowie z The Times sugeruje władzom amerykańskim, by wypracowały koncepcję rozwiązania ukraińskiego kryzysu, która byłaby korzystna dla Zachodu i Federacji Rosyjskiej.  „...” „Musimy znaleźć rozwiązanie, w którym nasze [amerykańskie] oraz ich [rosyjskie] interesy stałyby się zgodne”.  Według znanego politologa Stany Zjednoczone powinny dać Rosji zapewnienie, że Kijów nie przystąpi do NATO. Przy czym, według jego zdania, Zachód powinien pomóc Ukrainie stać się demokratycznym członkiem Unii Europejskiej. „...”Brzeziński poruszył także temat dotyczący zaopatrzenia Ukrainę przez Zachód w militarne środki wojenne. „Musimy powiedzieć Putinowi, oczywiście, że jeśli on zacznie działania wojenne, to u nas nie będzie ani politycznego ani innego wyboru, niż dostarczyć Ukrainie uzbrojenia” – wyjaśnił politolog. Wyraził on  opinię, że w sytuacji realnego zawieszenia broni Stany Zjednoczone powinny powstrzymać retorykę dostarczania uzbrojenia, które może być używane „jako uzasadnienie do wznowienia konfliktu”.Według zdania popularnego sowietologa, Prezydent Barack Obama powinien nie tylko grozić Rosji sankcjami ale też przedstawiać dwustronną koncepcję rozwiązania ukraińskiego kryzysu.”...(źródło ) 



Radosław Sikora „Lekcja historii” W roku 1569 do Królestwa Polskiego przyłączono nowe, rozległe terytoria, powiększając jego obszar ponad dwukrotnie. Tak gwałtowna ekspansja terytorialna nie oznaczała jednak podwojenia populacji. Ta wzrosła nieznacznie, gdyż nowe prowincje były słabo zaludnione. O ile dotychczasowe ziemie Królestwa Polskiego cechowały się gęstością zaludnienia wynoszącą około 20 osób na km2, o tyle bardzo rozległe obszary Ukrainy (tak wkrótce zaczęto nazywać terytorium dwóch województw włączonych w 1569 do Polski: kijowskiego i bracławskiego) były niemal bezludne. Gęstość zaludnienia Ukrainy w ostatniej ćwierci XVI stulecia szacuje się na ledwie 3 osoby na km2.[3]

Rok 1569 był jednak przełomowy dla demografii nowo wcielonych ziem ukrainnych. Ruszyła ich gwałtowna kolonizacja. Między rokiem 1569 a 1648 na Ukrainie powstało ponad 300 nowych osiedli typu miejskiego, a istniejące już miasta zwielokrotniły swą populację. Na przykład w Kijowie wzrosła ona 3,6 razy, w Kaniowie – czterokrotnie, w Czerkasach – niemal pięciokrotnie[4]. Równie, jeśli nie bardziej dynamicznie rosła liczba ludności wiejskiej. Jak słusznie notuje ukraińska historyk, było to możliwe dzięki osłabieniu najazdów tatarskich oraz protekcyjnej polityce państwa[5]. Od siebie dodam, że było to możliwe także dzięki migracji ludności Korony na jej południowo-wschodnie pogranicze, ale przede wszystkim dzięki fenomenalnej rozrodczości ludności Ukrainy. Zauważył i ze zdziwieniem opisał ją Paweł z Aleppo, prawosławny duchowny z Syrii, który podróżował po Ukrainie w latach 1654 – 1656. Notował on na przykład:

„Szczególnie zadziwił nas widok tak ogromnej ilości dzieci; było ich niczym ziaren piasku”[6]

„Każda osada czy miasteczko w kraju Kozaków jest przeludnione, szczególnie dużo jest tam małych dzieci. [...] Panuje tu zwyczaj zawierania związków małżeńskich w bardzo młodym wieku i wynikiem tego jest taka ilość dzieci – większa od gwiazd na niebie i piasku morskiego.”[7]

Czy też:

„Możesz tu zobaczyć w domu niemal każdego Kozaka dziesięcioro i więcej dzieci z białymi włosami na głowie, dlatego też nazywaliśmy je starcami. Różnica wieku między nimi wynosi około roku, chodzą razem, jedno za drugim. Ich widok zdumiewał nas. Wychodziły, by nas podziwiać, a tymczasem myśmy patrzyli na nie z zachwytem. Gdybyś mógł [czytelniku] je widzieć - największy stał na początku szeregu, obok niego niższy o piędź i dalej niższy i jeszcze niższy, aż do zupełnie maleńkiego na samym końcu. [...] W ciągu ostatnich lat wymordowano ich setki tysięcy, Tatarzy uprowadzili do niewoli tysiące ludzi. Zarazy morowej wcześniej nie znali, ale ostatnio pojawiła się u nich i zabrała dziesiątki tysięcy spośród nich do rajskich ogrodów. Mimo utraty takiej ilości ludzi nadal jest ich niczym mrówek i niezliczonych gwiazd. Pomyślałbyś, iż kobieta u nich jest brzemienna trzy lub cztery razy w roku i za każdym razem rodzi po troje czy czworo dzieci. Jak nam opowiadano powodem tak wielkiego przyrostu jest to, że nie ma tu kobiet bezpłodnych a to dzięki działaniu tutejszej wody, której właściwości są dobrze znane i zbadane.”[8]

Gwałtowny wzrost liczby ludności miał swoje konsekwencje. W przeciwieństwie do Wielkopolski, Małopolski i Mazowsza, na Ukrainie w zdecydowanej mierze mieszkali nie Polacy, lecz Rusini. To przede wszystkim ich liczba wzrastała. Wzrastała dużo szybciej niż populacja pozostałej części Królestwa Polskiego. Gwałtownie w siłę rosła również kozaczyzna, której szeregi powiększały się dzięki miejscowej, ukrainnej ludności. Po jej kilku nieudanych zrywach, które coraz krwawiej tłumiono, w 1648 roku Bohdan Chmielnicki pociągnął Kozaków i miejscowy lud do kolejnego. Okazał się on wyjątkowy. W przeciwieństwie do poprzednich, ten do głębi wstrząsnął fundamentami państwa i po dekadzie pokoju, którym cieszyła się Rzeczpospolita, zainicjował lawinę wojen, które trwały kilkadziesiąt lat. Dla całej Rzeczpospolitej poskutkowały one utratą dotychczasowej, mocarstwowej pozycji, utratą sporej części terytoriów, ale nade wszystko katastrofalnym zniszczeniem i wyludnieniem. Będące w unii z Królestwem Polskim Wielkie Księstwo Litewskie, którego populację w 1648 roku szacuje się na 4 mln, w wyniku tych wojen (nie tyle z Kozakami, co późniejszych, czyli z Rosją i Szwecją), w latach 1650 – 1670 straciło około 48% ludności. Nieco łagodniej los obszedł się z ziemiami koronnymi. Tutaj z około 7 mln ludzi, po wojnie zostało około 5 mln, przy czym ludność centralnych, etnicznych ziem polskich (Wielkopolski, Małopolski i Mazowsza) zmniejszyła się z około 3,83 mln przed wojną do około 2,90 mln w 1660 roku[9]. Najgorzej jednak działo się na Ukrainie. Skutkiem tych wojen było jej i straszliwe spustoszenie wraz z depopulacją, i podział między Polskę a Rosję.

Nie jest oczywiście prawdą stwierdzenie, że sam wzrost populacji Ukrainy doprowadził do tych wszystkich nieszczęść. Powody zrywów zbrojnych były inne. Faktem jest jednak, że tak głęboki wpływ na losy Rzeczpospolitej mogły one wywrzeć tylko wówczas, gdy były odpowiednio potężne, a to już bezpośrednio zależało od demografii tych terenów. Nieliczni w stosunku do Polaków mieszkańcy Ukrainy, nawet przy swoich najlepszych chęciach i nie wiadomo jak wielkim zapale bojowym, nie byliby w stanie zagrozić potędze Królestwa Polskiego.

Opisana powyżej historia, na mniejszą skalę, powtórzyła się ponad wiek później. Po podziale Ukrainy między Polskę a Rosję, jej polska część, przez kilkadziesiąt lat pozostała niemal wyludnioną pustynią. Nie sprawiała wówczas poważniejszych problemów. W drugiej dekadzie XVIII wieku zakończył się ciąg wojen, które dotąd, z minimalnymi tylko przerwami, toczyła Rzeczpospolita. Również polska część Ukrainy zaznała wytchnienia. Nastał okres kilkudziesięciu lat pokoju, przerwany tylko krótką, ale niezbyt niszczycielską wojną o sukcesję po śmierci króla Augusta II Sasa. Ukraina ponownie zaludniła się. Przykładem mogą być ukrainne dobra Franciszka Salezego Potockiego. W latach 1760 – 1763 liczba wsi miała w nich wzrosnąć aż pięciokrotnie, z niecałych 100 do niemal 500[10]! Gwałtowny wzrost populacji Ukrainy doprowadził wkrótce do kolejnego zrywu. W 1768 roku, w ciągu ledwie kilku miesięcy tak zwanej koliszczyzny, ruska, prawosławna ludność Ukrainy, wymordowała około 200 tys. rzymsko i grekokatolików, oraz żydów. Cztery lata później doszło do pierwszego rozbioru Polski.

I znów zastrzec muszę, że nie sam wzrost demograficzny prawosławnej ludności Ukrainy doprowadził do takich konsekwencji. Powody rzezi nieprawosławnych były inne. Wśród nich niemałą rolę grała inspiracja sąsiedniej Rosji, która żywotnie zainteresowana była wewnętrznym osłabieniem Rzeczpospolitej. Gdy 17 kwietnia 1794 roku, podczas powstania kościuszkowskiego, warszawiacy zdobyli ambasadę rosyjską, znaleziono w niej starannie dotąd skrywane dokumenty carskiej dyplomacji. Wyszły wówczas na jaw różne, kompromitujące Rosjan fakty. Między innymi:

„okazało się, jak Rossya zawsze starała się robić rozruchy w Polsce pod różnemi pozorami, jakoż z tych [dokumentów] okazało się, że rzeź, do której chłopi w Ukrainie przeciwko swym polskim panom, których wiele wybili, należeli, była z poduszczenia rossyjskiego, pierwsza w roku 1648, druga w roku 1768, do której to okropnej rzezi chłopi ukraińscy, poddani polskiej szlachty przez księży ruskich religii greckiej byli namówieni i za pośrednictwem tych księży przysłane im były noże z głębi Rossyi do zarzynania swych panów, i tych, co religię katolicką wyznawali.”[11]

Jednak nie tylko wzrost demograficzny Rusinów sprawiał problemy Polsce. Wkrótce to szybko rozmnażający się Polacy stali się problemem dla państw, które w latach 1772 – 1795 dokonały rozbiorów Polski. Szacuje się, że Rzeczpospolita w granicach sprzed 1772 roku miała około 12,3 mln ludzi, co stawiało ją w gronie najbardziej zaludnionych państw Europy[12]. Nie wszyscy jej mieszkańcy byli jednak Polakami[13]. Ich liczba jest bardzo trudna do ustalenia. Historycy podają bowiem dane dla okresu albo z połowy XVII w. (40% z 11 mln populacji Rzeczpospolitej), albo dla okresu po pierwszym rozbiorze, (60% z 8,6 mln dla 1790 roku). Niestety, w tym czasie granice państwa bardzo się zmieniły, więc te dane nie pozwalają na określenie całkowitej liczby Polaków przed pierwszym rozbiorem Polski. Po nim, czyli po 1772 roku, znaczna liczba Polaków nie mieszkała już w granicach wciąż istniejącej Rzeczpospolitej. Nie zmienia to faktu, że liczba Polaków w XIX wieku, a już zwłaszcza na początku XX wieku, bardzo wzrosła. To między innymi dzięki temu możliwe stało się odrodzenie państwa polskiego. O niepodległą Polskę było komu walczyć.

Piotr Eberhardt oblicza, że na przełomie XIX i XX w., na terenach byłej Rzeczpospolitej (w granicach z 1771 roku, czyli sprzed pierwszego rozbioru), mieszkało przeszło 14 mln Polaków[14], a ich liczba dynamicznie rosła. Szczególnie silny był wzrost demograficzny Królestwa Polskiego, zwanego potocznie Kongresówką – integralnej części Imperium Rosyjskiego. Eberhardt notuje:

„Obszar Królestwa Polskiego, jak i otaczające go terytoria, na których skupiała się ludność polska, odznaczały się w końcu XIX i na początku XX w. bardzo wysokim przyrostem naturalnym, co później miało duże znaczenie polityczne. Pomimo wysokich strat wywołanych I wojną światową ludność polska reprezentowała stosunkowo duży potencjał demograficzny, który – obok ukształtowanej, wysokiej świadomości narodowej i determinacji – umożliwił uformowanie się niepodległego państwa polskiego. Silną dynamiką cechowały się zwłaszcza lata od 1897 do 1913. O skali tego wzrostu mówią dane odnoszące się do Królestwa Polskiego, w którym koncentrowała się największa liczba Polaków. W ciągu zaledwie 16 lat na terenie Królestwa liczba ludności zwiększyła się prawie o 3,9 mln, a liczba Polaków – o ponad 2,7 mln.”[15]

Oznaczało to wzrost populacji całej Kongresówki o około 40% w ciągu zaledwie 16 lat! Zaledwie kilka lat później przełożyło się to, na odzyskanie przez Polskę niepodległości.

I co z tego wynika?

Nierównomierny wzrost demograficzny poszczególnych narodów, czy grup religijnych, prędzej czy później prowadził do gwałtownych zmian na mapie politycznej Europy. W okresie inkubacji niewiele się działo. Ludzie żyli obok siebie, zajęci swoimi codziennymi sprawami. W takim właśnie okresie dziś żyjemy. Europa jest obecnie w fazie inkubacji. Gdy jednak przemiany są już dostatecznie głębokie, jedno wydarzenie (często inspirowane z zewnątrz) może stać się katalizatorem gwałtownych wstrząsów, które zmieniają rzeczywistość. Nie chcę tu zajmować się mniej czy bardziej prawdopodobnymi scenariuszami zmian. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na fakt, że Polska z takich wstrząsów wyjdzie w stanie odpowiadającym temu, w jakim będzie jej populacja. Mamy dziś kilka atutów w rękach, ale też i kilka rzeczy powinno nas bardzo niepokoić. Atutem jest to, że Polska jest krajem niemal monoetnicznym. Dzięki temu nie grozi nam rozpad terytorialny państwa. Mniejszości narodowe są bowiem za słabe, by do tego doprowadzić. Należy dbać o to, by ten stan się nie zmienił. W szczególności nie można ulec pokusie, by imigrantami łatać niedobory rąk pracy w Polsce. A już wkrótce będzie to bardzo mocno forsowane przez pewne środowiska. Te niedobory muszą wystąpić, gdyż sami Polacy mają za mało dzieci, a na dodatek młodzi ludzie masowo emigrują. Środowiskom, które już dziś proponują, by zacząć sprowadzać imigrantów, którzy będą pracowali na emerytury Polaków, należy się zdecydowanie przeciwstawiać. Nie tędy droga...

Polska jest członkiem Unii Europejskiej i jako taka ma otwarte granice, ale na szczęście jesteśmy wciąż za mało atrakcyjnym krajem dla imigrantów. Przede wszystkim ze względu na swoje relatywne ubóstwo. Jednak, wraz z wyrównywaniem się poziomów życia, atrakcyjność Polski będzie rosła. Będzie rosła zwłaszcza dla jej uboższych sąsiadów, którzy dzisiaj są poza Unią Europejską. Jeśli kiedykolwiek wejdą oni do UE, naszym żywotnym interesem będzie wprowadzenie okresu przejściowego, chroniącego nasz rynek pracy. Czyli postępowanie analogiczne do tego co zrobiły Niemcy po wejściu Polski do UE. Dzięki roztropnej polityce  główna fala emigracji młodych Polaków nie ruszyła do Niemiec, lecz do Wielkiej Brytanii. Wyludniające się Niemcy wschodnie (ludność byłego NRD masowo opuszczała je szukając lepszych warunków życia w zachodnich Niemczech) nie zostały skolonizowane przez Polaków. Niemcy nie mają więc obaw, że Polacy kiedykolwiek wysuną roszczenia terytorialne względem nich.

Ostatnią dobrą stroną obecnej sytuacji jest fakt, że jeśli chodzi o ilość sprowadzanych na świat dzieci, wszyscy nasi sąsiedzi znajdują się w równie opłakanym stanie co my. Można to porównać do tonących okrętów. Toniemy wszyscy, więc upływ czasu nie pomaga żadnej ze stron. W tej sytuacji nie musimy aż tak bardzo obawiać się, że rozwijający się demograficznie sąsiad łakomym okiem spojrzy na wyludniającą się Polskę. Choć trudno w to uwierzyć, ale to raczej my możemy być postrzegani jako problem dla „szybciej tonących” sąsiadów.  Przykładem Litwa, która w ciągu ostatnich 2 dekad straciła 20% ludności. Pamiętajmy, że populacja tego kraju jest  przeszło 12 razy mniejsza od polskiej i że Litwa cierpi na równie wysoką (procentowo) emigrację młodych ludzi, przy równie niskim współczynniku dzietności co my. A to wszystko przy istnieniu znaczącej mniejszości polskiej na Litwie i potencjalnych roszczeniach terytorialnych (o Wilno i Wileńszczyznę), których póki co nie wysuwa żadna licząca się siła polityczna w Polsce, ale kto Litwinom da gwarancję, że to się nie zmieni?

Tyle atutów. A teraz o minusach obecnej sytuacji.

Pierwszą i najbardziej oczywistą wadą jest ta, że przy zachowaniu obecnych trendów Polacy muszą zniknąć z powierzchni ziemi. Tak po prostu. Wymrzemy jak dinozaury. Zanim to nastąpi, depopulacja Polski będzie obniżać naszą pozycję w świecie. Liczba ludności świata systematycznie wzrasta i w takiej rzeczywistości kurcząca się Polska będzie spychana już nie na margines polityki światowej, ale poza niego. Dość powiedzieć, że mniej więcej 8 dekad temu Rzeczpospolita miała nieco tylko mniej ludności niż ma dziś, lecz świat liczył sobie wówczas nie przeszło 7 mld ludzi, lecz około 2 mld. Aby utrzymać naszą przedwojenną pozycję, Polska powinna sobie dziś liczyć około 120 mln ludzi! To niemożliwe? Spójrzmy na Turcję. Przed IIWŚ miała ona 17 mln ludzi (połowę tego co wówczas Polska), a dziś ma ich 74 mln! W roku 1966 Polska i Turcja miały tyle samo ludzi – niemal 32 mln. Dzisiaj Turcja ma ich dwa razy tyle co Polska, a co gorsze, ta dysproporcja wciąż będzie się powiększać. Liczba Turków w Turcji nadal szybko rośnie, a liczba Polaków w Polsce już spada. Turcja nie jest zresztą jakimś wyjątkiem. We wspomnianym 1966 roku liczba ludności Polski i Filipin była równa. Dzisiaj Filipiny mają 97 mln ludzi! Wzrost nieco ponad 300% w ciągu niecałych 5 dekad! Identyczny, trzykrotny wzrost populacji, zanotował w tym czasie również Izrael. Oba te państwa – Filipiny skrajnie biedne; Izrael znacznie zamożniejszy od Polski – cieszą się niemal identycznie wysoką dzietnością. Współczynnik dzietności wynosi w nich około 3, co oznacza, że ich populacje nadal będą dynamicznie wzrastać.....(źródło ) 



2010 rok Karaganow  „Związek Europejski - podobnie jak UE - może zostać stworzony mocąjednego dużego traktatu oraz czterech umów regulujących główne sfery współpracy oraz wielu drobnych umów sektorowych. Pierwszy duży traktat może dotyczyć utworzenia wspólnego obszaru strategicznego zakładającego ścisłą koordynację polityk zagranicznych. Miękka siła Europy mogłaby się połączyć z twardą siłą niemałego potencjału strategicznego Rosji. Ktoś może powiedzieć, że UE nie jest dla nas partnerem. Ale zaraz odpowiem mu, że powinniśmy być zainteresowani wzrostem jego wpływów. Słaba Europa będzie osłabiać Rosję.”… 

…”Jeszcze gorzej rysują się geopolityczne perspektywy Europy. Projekt integracyjny zaszedł w ślepą uliczkę. Na fali euforii spowodowanej zwycięstwem nad komunizmemUnia popełniła sporo błędów, za które teraz musi płacić. Po pierwsze, bez ustanowienia silnego centrum politycznego dopuszczono do strefy euro kraje, które mają inną kulturę gospodarczą niż Europejczycy z Zachodu

Po drugie, rozszerzenie Unii było zbyt szybkie i praktycznie bezwarunkowe. W efekcie klub państw z problemami poszerzył się, a podejmowanie wspólnych decyzji stało się jeszcze trudniejsze. Potem nastąpiło zmęczenie rozszerzeniem, więc waga polityczna UE w oczach takich państwach, jak: Turcja, Ukraina, Rosja się zmniejszyła.Błędem była też próba stworzenia wspólnej polityki zagranicznej. Dziś ta słaba wspólna polityka wiąże ręce wielkim państwom i nie pozwala zwiększać wpływów całej Europie. Po strasznym wieku XX, który złamał kręgosłupy prawie wszystkim państwom europejskim, Europejczycy nie są gotowi niczego poświęcać dla wielkiej polityki strategicznej. I pozostają coraz bardziej na jej obrzeżach. „

.. „Rywalizując o wpływy w strefie naszego sąsiedztwa - w krajach zachodniej części postsowieckiej Wspólnoty Państw Niepodległych – „…”Rywalizując na linii Rosja - UE czy też niedokończone boje linii Rosja - NATO obie części Europy zaczęły przegrywać w geopolitycznej rywalizacji nowego świata. Przespaliśmy rozwój nowej Azji oraz ruchy tektoniczne w światowej gospodarce i polityce.”…”Główny interes. Aby uniknąć nieporozumień, należy więc sformułować wspólny interes łączący Europę i Rosję w sferze geopolityki i geogospodarki. Zaczynają to powoli rozumieć zarówno wMoskwie, jak i w stolicach starych państw Unii” 

..„Dlatego Rosja i Europa powinny dążyć do stworzenia wspólnego Związku Europy i do włączania do niego państw, które dotąd jeszcze nie określiły swej orientacji: Turcji, Ukrainy, Kazachstanu itp.”.(więcej)



raper Tau (niegdyś Medium) – Piotr Kowalczyk „Życie bez Boga jest jak choroba psychiczna i wciąż dopadają cię kryzysy „....(źródło ) 



„Kanclerz Niemiec Angela Merkel zapowiedziała w Bundestagu, że podczas dwudniowego szczytu UE, który rozpoczyna się dziś w Brukseli, będzie zabiegała o uzależnienie decyzji o zniesieniu sankcji wobec Rosji od pełnej realizacji porozumienia z Mińska; apelowała do krajów UE o jedność. Bez jednomyślnej decyzji 28 państw UE wygasną one bowiem pod koniec lipca. „...”Dlatego dziś wieczorem (w Brukseli) będę zabiegała o to, aby czas trwania sankcji powiązany był z pakietem z Mińska i jego realizacją „...”Kanclerz Niemiec i prezydent USA stwierdzili podczas tej rozmowy, że są zgodni, iż sankcje wobec Rosji powinny być podtrzymane „..”Dodatkowe sankcje, bądź zaostrzenie już istniejących, to ostateczne rozwiązanie, które nie może zastąpić planu pokojowego „...(źródło ) 

---------

Ważne



Siergiej Karaganow "Europa może ponownie próbować schronić się pod skrzydłami USA, a Rosja zawrzeć de facto strategiczny sojusz z Chinami, to oba te rozwiązania będą "końcem nadziei na zjednoczoną Europę" - przekonuje Karaganow. …..”Karaganow pisze też, że w dobie kryzysu w relacjach UE z Rosją, ta ostatnia ma ekonomiczną alternatywę w postaci Azji, która jest coraz mocniejsza. „...”Wskazuje też na to, że nadzieje na wprowadzenie demokracji na wzór europejski w Rosji się nie ziściły. Jak pisze, "odbywało się to pod hasłem forsownej prywatyzacji", którą "zdecydowana większość Rosjan uznała za akt złodziejstwa". Wtedy, jak pisze Karaganow, "pojawił się jeden z najbardziej szpetnych wariantów oligarchicznego kwasikapitalizmu", który poskutkował tym, że do dzisiaj w Rosji "wielka własność prywatna do dziś jest postrzegana w Rosji jako moralnie wątpliwa". ….” "Do 1999 roku kraj faktycznie przekształcił się w państwo upadłe i gdyby doszło wtedy do maleńkiego Majdanu w Moskwie, to Rosja by się ostatecznie posypała" – podkreśla. I przypomina, że lata 90. większości Rosjan kojarzą się z biedą i upokorzeniem. Dlatego – pisze Karaganow - "rosyjska elita dokonała niezbyt miłego, ale nieuchronnego zwrotu ku demokracji sterowanej". ….”"gdzieś na początku XXI wieku w brukselskiej polityce zaczął narastać demokratyczny mesjanizm, wcześniej właściwy tylko krewnym Europy zza oceanu". Tymczasem między Rosją i UE rozdźwięk w postrzeganiu świata i roli państwa był i jest ogromny. „...”"W Berlinie sądzą, że rosyjska polityka w stosunku do Krymu i Ukrainy jest podyktowana prawie wyłącznie przesłankami utrzymania się przy władzy przez obecny reżim. A Niemcy powinny przywrócić status quo ante, aby zabezpieczyć porządek i pokój w Europie, za którego gwaranta się uznają. „...



---------

Mój komentarz



Bez likwidacji socjalizmu i przymusowych ubezpieczeń społecznych Polska upadnie . Zdechnie jak pies pod płotem Wszędzie tam gdzie wprowadzono przymusowe ubezpieczenia społeczne ludzie wymierają . Od Japonii, Korei Południowej , Tajwanu , Rosji po całą Europę. Trzeba wrócić do uczciwych zasad . Rodzice mają obowiązek utrzymania swoich , a nie cudzych dzieci ,a dzieci mają obowiązek utrzymania swoich , a nie cudzych rodziców.



Do tej pory , jeszcze kilka lat temu Europa to był obszar rozgrywek państw europejskich w tym głównie Rosji i Niemiec oraz USA . Teraz Karaganow mówi o strategicznym sojuszu z Chinami, który faktycznie przekształci się w protektorat ekonomiczny a z czasem polityczny . Grecja pokazuje ,że Chiny już mocno zaczynają grać w Europie . Do rywalizacji o Rosję z Chinami staje Indie , które wcześniej , czy później zainteresują się też Europą. Zza chwilę 80 milionowa Turcja zacznie walczyć z Niemcami o wpływy na Bałkanach,a z Rosją na Kaukazie i w Azji Centralnej . 90 milionowy Iran ma obok siebie prawie pusta przestrzeń Rosji wokół Morza Kaspijskiego . Niedługo , bo za kilkanaście lat prawie 120 milionowy Egipt zacznie rozgrywać swoje interesy w południowej Europie.



I Rosja i kraje Europy niepostrzeżenie stają się już teraz przedmiotem rozgrywek mocarstw spoza Europy . Bo może już niedługo , za jakieś dwadzieścia lat to Turcja będzie uzgadniała z Iranem strefy wpływów w Rosji , A Egipt z prawie 300 milionową Nigeria podział rynków w Hiszpanii , czy Francji .



To co mówi Karaganow i te wszystkie analizy to krótkowzroczne  otumanionego socjalizm analityka  ,który nie widzi ,że Rosja to socjalistyczny trup z przymusowymi ubezpieczeniami społecznymi, podatkiem dochodowym, który za chwilę sam z siebie się przewróci .



Te rosyjskie głąby  nie potrafią sobie wyobrazić Rosji bez przymusowych ubezpieczeń społecznych, podatku dochodowego



Ale w Polscy chyba jest to samo.......



video Gazeta Polska prof. Gunnar Heinsohn

video Szanse Europy Środkowej





Marek Mojsiewicz

Osoby podzielające moje poglądy , lub po prostu chcące otrzymywać informację o nowych tekstach proszę o kliknięcie „lubię to „ na mojej stronie facebooka Marek Mojsiewicz Twitter 

Zapraszam do przeczytania mojej powieści „ Klechda Krakowska „

rozdziały 1
„ Dobre złego początki „ Na końcu którego będzie o bogini Kali „ Nienależynerwosolu pić na oko „ O rzeźbie Niosącego Światło Impreza u Starskiego „ Tych filmów już się oglądać nie da „ 7. „ Mutant „ „ Anne Vanderbilt „ „ Fenotyp rozszerzony.amborghini„ 10. „ Spisek w służbach specjalnych „11. Marzenia ministra o łapówkach „ 12. „ Niemierz i kontakt z cybernetyką „

Powiadomienia o publikacji kolejnych części mojej powieści . Facebook „ Klechda Krakowska

Ci z Państwa , którzy chcieliby wesprzeć finansowo moją działalność blogerską mogą to zrobić wpłacając dowolną kwotę w formie darowizny na moje konto bankowe

Nazwa banku Kasa Stefczyka , Marek Mojsiewicz , numer konta 39 7999 9995 0651 6233 3003 0001 

Serdecznie dziękuję za pierwsze trzy darowizny w wysokości 200 złotych , 100 złotych i 30 złotych. Wpłynęły kolejne darowizny . 50 zł, 15 zł , 30 zł 30 zł ,30 zł 30 zł . Postaram się zrobić oddzielną stronę . Wszystkim Państwu jeszcze raz dziękuję. 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:2)

Komentarze

To raczej rosja stanie się strategicznym terytorium Chin.

PO CO Chińczycy mieliby podnosić dzicz do poziomu partnerstwa?

Oni nie zapomnieli spalonych czołgów nad Żółtą Rzeką.

Teraz czekają, aby rosja wyprztykała swoje straszaki na Europę,

a wtedy...daleki wschód jest taki bogaty w surowce... i taki bezludny.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Tylko ta myśl ma wartość, która przekona kogoś jeszcze

#1470343