WESTERPLATTE - HISTORIA PRAWDZIWA - ŚLADAMI NIEPODLEGŁEJ

Obrazek użytkownika Aleszumm
Kraj
WESTERPLATTE

WESTERPLATTE  - HISTORIA PRAWDZIWA - ŚLADAMI  NIEPODLEGŁEJ 

Obrona Westerplatte przez polskich żołnierzy stałą się legendą kampanii wrześniowej. Jesienią 1925 roku Polacy przejęli do własnego użytku teren Westerplatte - składnicy amunicji w porcie gdańskim. Zagrożenie ze strony niemieckiej spowodowało, iż załogę Składnicy wzmocniono do 182 ludzi. Dowództwo nad tym małym oddziałem objął mjr Henryk Sucharski. Obrońcy mieli do swojej dyspozycji niewielki obszar ziemi, na którym mogli się bronić. Wyposażeni byli w 4 moździerze i 3 działa małego kalibru. Gdy 1 września 1939 roku o godz. 4:45 niemiecki pancernik "Schleswig-Holstein" rozpoczął ostrzeliwanie Westerplatte, symbolicznie dał początek II Wojnie Światowej. Kilka dni wcześniej przypłynął do Gdańska z "kurtuazyjną wizytą". Składnica stała się zatem pierwszym celem niemieckim, mimo iż w kilku punktach granicznych ofensywę rozpoczęto kilkanaście minut wcześniej. 18 dział pancernika umilkło dopiero wówczas, gdy przeniósł się on w inny rejon, aby ostrzeliwać Hel, znacznie ważniejszy dla Niemców. Jednocześnie przypuścili oni szturm lądowy. Pierwszym punktem oporu została placówka "Prom", którą dowodził Leon Pająk. Polacy pozwolili zbliżyć się Niemcom na możliwie bliską odległość, po czym otworzyli ogień ze swoich karabinów maszynowych.

Nieprzygotowani na tak skuteczną obronę Niemcy, zmuszani byli do wycofania się, zostawiając za sobą wielu zabitych i rannych. Również innym placówkom udało się przetrzymać pierwszy atak. "Schleswig-Holstein" podpłynął teraz na odległość zaledwie 500 metrów i zaczął razić Składnicę ogniem swoich dział. Po 28 strzałach zamilkło działo obrońców. 1 września zameldowano o pierwszych stratach.

Zginęli st. sierż. Wojciech Najsarek, kpr. Kowalczyk, st. leg. Ziemba oraz strzelec Bronisław Uss. W dniu tym Niemcy trzykrotnie podejmowali się przeprowadzenia ataku, lecz wszystkie zakończyły się niepowodzeniem. Początkowo placówka miała wytrzymać 12 godzin, aż do nadejścia wsparcia. Taki był plan Naczelnego Dowództwa, który i tak uznawano za optymistyczny, wziąwszy pod uwagę nikłość załogi Westerplatte. Liczono jednak na to, iż uda się przeprowadzić ofensywę pomocniczą, która oswobodzi zamkniętych w okrążeniu żołnierzy. To już był skrajny optymizm. Realia początku wojny, który zdecydowanie był na korzyść Niemców, zmusiły Polaków do trwania na pozycjach znacznie dłużej niż wspomniane 12 godzin. Od 2 września na Westerplatte dowodził faktycznie kpt. Franciszek Dąbrowski, który będąc zastępcą Sucharskiego, zmienił go na stanowisku. Dotychczasowy dowódca przeszedł głębokie załamanie nerwowe, przez co nie mógł stać na czele oddziałów broniących placówki. Z czasem zaczął siać niebezpieczny defetyzm wśród kolegów, z czym wiązała się historia dotycząca odizolowania Sucharskiego od reszty załogi. Tego samego dnia Niemcy ponawiają ataki lądowe. Pomimo tego żołnierze polscy wytrzymują natarcie. Dramat rozpoczął się około godz. 17.00, gdy nad Westerplatte nadleciały niemieckie bombowce. Obrońcy usłyszeli przeraźliwy gwizd kilkudziesięciu samolotów Luftwaffe, które zrzuciły swój śmiercionośny ładunek, obracając w gruzy Wartownię nr 5. Straty tego dnia wyniosły 9 zabitych i wielu rannych. Wieczorem niemieckie oddziały jeszcze raz próbują wedrzeć się do placówki. I tym razem górą jest polska załoga.

Mjr Henryk Sucharski rozkazuje zniszczyć dokumenty przechowywane na Westerplatte. Przybywa rannych. Lekarz placówki, kpt. Mieczysław Słaby, ma coraz mniej środków, którymi mógłby leczyć i ratować żołnierzy. Pomimo to warszawski spiker nadal nadaje komunikat: "Westerplatte broni się nadal". W kolejnych dniach Niemcy za wszelką cenę usiłują zdobyć placówkę. Irytuje ich, iż tak wątły oddział odpiera ataki kilkunastokrotnie przeważającego wroga. 5 września Sucharski zwołuje naradę dowódców, na której postanowiono trwać na stanowiskach (szczególnie kpt. Franciszek Dąbrowski był chętny do walki). Według niektórych relacji szlochający Sucharski prosił o poddanie Westerplatte. Byłby to akt wyjątkowego defetyzmu w szeregach obrońców. Dąbrowski prawdopodobnie zagroził, że jeśli major nie przestanie namawiać żołnierzy do kapitulacji, rozkaże go aresztować. Pomimo tego Sucharski nadal pozostawał faktycznym dowódcą obrony, a co za tym idzie zwierzchnikiem Dąbrowskiego, który winien mu był posłuszeństwo, niezależnie od warunków bojowych. Istnieją relacje, które przekazują, iż Sucharski faktycznie na krótko znalazł się "pod kluczem", co miało być akcją co bardziej bojowo nastawionych obrońców Składnicy. Rankiem 7 września szaleńczy szturm niemiecki dociera niemalże do centrum placówki. Bohaterstwo obrońców jeszcze raz pozwala na odrzucenie Niemców w tył. Pomimo, iż żołnierze cały czas są zorganizowanym oddziałem i skutecznie stawiają opór wielokrotnie silniejszemu przeciwnikowi, ich zmagania muszą zostać zakończone. Na skutek wyczerpania amunicji oraz fatalnej sytuacji sanitarnej mjr Sucharski decyduje się poddać placówkę. Także tutaj pojawiają się pewne rozbieżności dotyczące poddania Westerplatte - być może była to samowolna inicjatywa Sucharskiego. Po wojnie lansowano go na bohatera, a mit nieustępliwego dowódcy przetrwał wiele lat. Dopiero dzisiaj postać Sucharskiego zostaje odbrązowiona, wbrew temu, co mówiła komunistyczna propaganda.

Polacy skorzystali z możliwości honorowej kapitulacji, nie było to ujmą na ich honorze. Walczyli dopóki mogli, dalszy opór byłby pewną śmiercią. W dowód uznania gen. Eberhardt, kierujący niemieckim natarciem, pozwala Sucharskiemu zachować oficerską szablę, co jest pewnym symbolem bohaterstwa żołnierza Wojska Polskiego. Polskie straty wynoszą 15 zabitych oraz 50 rannych. Niemcy stracili ok. 400 zabitych, co było ogromnym wyczynem polskich obrońców. Mieli bronić się 12 godzin, utrzymali się aż 7 dni, budując wokół siebie mit nieustępliwości i bohaterstwa polskiego żołnierza.

Stali się symbolem Wojska Polskiego, które zawsze walczy do końca. Mit Polaków na Westerplatte szybko został rozpowszechniony. Niebagatelne znaczenie na tym polu miały audycje Polskiego Radia na bieżąco informującego o wydarzeniach w placówce. Drugim elementem budowania legendy był wiersz napisany przez Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, jeszcze w trakcie trwania kampanii wrześniowej. Warto przytoczyć jego słowa, , mit poszedł w świat, mit o żołnierzach Westerplatte, którzy "czwórkami do nieba szli".

Córka kapitana Franciszka Dąbrowskiego Elżbieta Dąbrowska – Hojka, zgromadziła wiele dowodów, Iż to kapitan Franciszek Dąbrowski we wrześniu 1939 roku dowodził obroną Westerplatte.

„Jest bardzo stara, najprawdopodobniej w stylu Księstwa Warszawskiego” – mówi, trzymając w ręce małą srebrną łyżeczkę – Elżbieta Dąbrowska - Hojka, córka kapitana Franciszka Dąbrowskiego. Kiedyś była pozłacana, ale złoto już dawno się wytarło. W naszym domu pojawiła się dopiero po wojnie, wraz z całym kompletem łyżeczek, broszek, pierścionków i innych kosztowności. Wszystkie należały do mojej babci wywiezionej na początku wojny „gdzieś” do Związku Radzieckiego. Dziadkowie mieszkali w Stanisławowie, byli tam jedną z najbardziej znanych rodzin wojskowych wyższej rangi. W tym pięknym kresowym mieście, generałów można było policzyć na palcach jednej ręki i pewnie by tych palców jeszcze zostało. Dziadek Romuald generał brygady okazale prezentował się „przy orderach”. Najważniejsze ordery „zapracował” po wstąpieniu do Wojska Polskiego w 1920 roku, na frontach wojny polsko-bolszewickiej. Czterokrotnie odznaczono go wówczas Krzyżem Walecznych, został też kawalerem Krzyża Srebrnego Orderu Wojennego Virtuti Militari. Życiorys mojego dziadka drukowany był w „Polsce Zbrojnej”. Kiedy patrzę na fotografię mojej babci Elizabeth, czyli Elżbiety z Broulików, córki Leopoldyny von Schweda, to trudno nie przyznać, że tak dostojnie prezentująca się kobieta nie mogła nie zwracać na siebie uwagi w każdej sytuacji, a cóż dopiero gdy szła z dziadkiem, po lewej jego ręce, żeby prawą mógł odpowiadać salutującym – bez przerwy, jak to w mieście garnizonowym – wojskowym. O tym jak wyglądał przed wojną Stanisławów, nie można było przeczytać w książkach, czy w podręcznikach szkolnych. Zmieniono miastu nazwę na Iwano-Frankiwsk.

O swoich rodzicach ojciec mało opowiadał. Może nie chciał, abym chwaliła się w szkole dziadkiem, przedwojennym generałem? I babcią z rodziny szlachetnie urodzonych z tym „von” przed nazwiskiem? Pięciopokojowym mieszkaniem dziadków w Stanisławowie? I to wówczas, gdy w Krakowie naszej czteroosobowej rodzinie wannę zastępowała poobijana miednica w kącie pokoju… W niektórych książkach podają, że dziadek zmarł w 1938 roku, ale faktycznie został aresztowany przez NKWD we wrześniu 1939 roku, o czym autorzy bali się napisać. Ta niepozorna łyżeczka, która cudem wróciła z wywózki do Kazachstanu i sygnet rodowy, ten sam który widać wyraźnie na palcu ojca na jednym ze zdjęć z kapitulacji Westerplatte, to wszystko co po wojnie zostało z majątku Dąbrowskich.

 

Po zakończeniu wojny wielu westerplatczyków rozmawiało z dziennikarzami, lub pisarzami. Różne opinie wygłaszali jedni koledzy o innych. Krytykowali brak odwagi, wytykali pozostawienie rannego bez pomocy, ale żaden nie zająknął się nawet na temat obecności bodaj jednej kobiety w koszarach czy na którejś z placówek. Jak potraktować zatem podaną 8 września 1939 roku w „Danziger Neueste Nachrichten” przez Fritza Jaenitzkego informację o jeńcach – kobietach wśród kapitulującej załogi Westerplatte? Takich „pomysłów” mających uatrakcyjnić książki, czy artykuły, nigdy nie brakowało. Całego zamieszania na temat obrony Westerplatte wywołała książka Melchiora Wańkowicza „Westerplatte”, w której autor powtarza plotkę, opowiadaną przez strażników więziennych w Gdańsku. Zaśmiewali się z „dowcipu” polskiej załogi, że wywiesiła białą flagę, a gdy niemieccy dostojnicy ruszyli w stronę niby kapitulujących Polaków, flaga zniknęła, a zagrały karabiny maszynowe. Wańkowicz wprawdzie komentuje tę informację jako niewiarygodną, jednak zapomina dodać w komentarzu, że za podobny „numer” po kapitulacji polscy żołnierze zapłaciliby życiem, a nie wysłaniem do stalagów, czy oflagów. Błędów i zmyśleń nie ustrzegło się wielu polskich autorów. Sporo naliczono ich u Melchiora Wańkowicza. Oprócz wspomnianego wyżej „dowcipu” z białą flagą w jego książce doliczono się trzydziestu innych. Skrytykowany pisarz nie chciał ich prostować, zasłaniając się, że pisał to co usłyszał od majora Henryka Sucharskiego we Włoszech w 1945 roku.

W wydanej w NRD w ogromnym nakładzie broszurze Hansa Haggego „Westerplatte” autor podkreśla, że obrońcy narzekają na polski rząd i dowództwo, które nie zdecydowało się na wyrażenie zgody, aby atakowanej przez hitlerowców Polsce pomogła Armia Czerwona.

Bezsporne jest, że komendantem, a więc i dowódcą WST (Wojskowa Składnica Tranzytowa) na Westerplatte był major Henryk Sucharski, natomiast obroną WST dowodził kapitan Franciszek Dąbrowski. Ale faktycznie to major Henryk Sucharski – co widać na publikowanym wielokrotnie zdjęciu – poszedł, żeby poddać Westerplatte.

Kto naprawdę dowodził obroną Westerplatte we wrześniu 1939 roku?

- Obronę rozpoczął major Henryk Sucharski, 2 września dowodzenie przejął kapitan Franciszek Dąbrowski, który kierował walką do 6 września – mówi w wywiadzie opublikowanym na łamach „Dziennika Polskiego” we wrześniu 2008 roku Mariusz Borowiak, - 7 września placówkę poddał major Henryk Sucharski. A zatem według prawdy historycznej major Henryk Sucharski rozpoczął i zakończył obronę Westerplatte.

- Do zmiany dowództwa w dniu 2 września doszło w dramatycznych okolicznościach…

Tego dnia wieczorem Niemcy zorganizowali ciężki nalot lotniczy na półwysep. Prawie sześćdziesiąt samolotów bombardowało składnicę przez pół godziny, niszcząc wartownię i koszary.

Pod wpływem nalotu i strat jakie wywołał, major Henryk Sucharski przeżył załamanie nerwowe i uznał, że należy się poddać. Wydał rozkaz spalenia dokumentów i szyfrów, a następnie kazał wywiesić białą flagę na dachu koszar. Gdy dowiedział się o tym zastępca majora Henryka Sucharskiego kapitan Franciszek Dąbrowski, natychmiast rozkazał zdjąć flagę, a majorowi zakomunikował, że nie ma mowy o kapitulacji. Major Henryk Sucharski zareagował ogromnym wzburzeniem, które przerodziło się w atak epilepsji. Wezwano lekarza składnicy kapitana Słabego, który zaaplikował dowódcy środki przeciwpadaczkowe i uspokajające i przywiązał go do łóżka. Od tego momentu obroną kierował de facto kapitan Franciszek Dąbrowski. Sucharski był w apatii, wielokrotnie powtarzając, że walka nie ma sensu i należy się poddać.

Janusz Roszko, krakowski dziennikarz ujawnił „tajemnicę Westerplatte” – historię białej flagi w „Polityce” w 1993 roku. Wokół artykułu Roszki rozpętało się autentyczne piekło. Zaatakowano Roszkę o naruszanie świętości, oskarżono o lekceważenie bohaterów, o chęć zdeskrydytowania majora Henryka Sucharskiego w porozumieniu z kapitanem Franciszkiem Dąbrowskim. Insynuacje poszły jeszcze dalej, posypały się oceny, wśród których najbardziej delikatne były słowa „bzdury” i „brednie”, „kubeł na śmieci”. W krakowskim klubie dziennikarzy "Pod Gruszką” insynuacje pod swoim adresem Roszko otrzymał od środowiska dziennikarskiego w czasie zakrapianego spotkania. W czasie tego spotkania w obronie red, Janusza Roszki wystąpili dziennikarze Olgierd Jędrzejczyk i Zdzisław Dudzik. Pijany Bruno Miecugow argumentował swoje racje ręcznie, a ja otrzymałem od niego uderzenie w twarz. Artykuł red. Janusza Roszki nazwano „jątrzeniem opinii publicznej”, czyli określeniami z arsenału komunistycznej propagandy, a przecież drukowanymi w 1993 roku.

"Ciekawą" dyskusję prowadzono wczoraj ( 24 lipca 2020 roku) w TVP.Info. - czy Westerplatte należy do Polski? Oraz czy Gdańsk to miasto polskie?

Uważam, iż taką dyskusję prowadzić można w kabarecie lub przez "dziennikarzy" mających "pełną wiedzę".

Westerplatte - tak oczywisty i znany każdemu  symbol Gdańska, dla nas Polaków niesie przekaz na którym się wychowaliśmy. To co znamienne i ważne dla naszego pokolenia nie zawsze przemawia do najmłodszych, będąc dziadkiem nastoletnich już wnuków.  Króluje więc "edukacja" następnych pokoleń. Niedługo pytani o dostęp Polski do morza odpowiedzą, że zwiedzili już Kielce, ale żadnego morza tam nie widzieli.

A więc wyjaśniam, że Westerplatte to półwysep w Gdańsku, położony w północno - wschodniej części miasta, pomiędzy Zatoką Gdańską i zakolem Martwej Wisły.  Szerokość półwyspu szacowana jest na około 200- 500 m, długość wynosi ok. 2 km. Nazwa półwyspu "Westerplatte" jest zbitkiem dwóch słów pochodzenia niemieckiego "wester" - zachodni oraz Platte, czyli płyta ( w znaczeniu wyspa).

W latach 1936 - 1939 działała tutaj wojskowa składnica tranzytowa, a wrzesień

1939 roku przyniósł znamienną obronę, która zapisała się jako symbol oporu Polski przeciwko najazdowi hitlerowców. Z racji symboliki miejsce to jako jedyne w Gdańsku zachowało nazwę brzmiącą w obcym języku.

Westerplatte kojarzy się jednoznacznie. To tutaj 1 września 1939 roku o godzinie 4.45 rozpoczął sie hitlerowski atak na nasz kraj. Niemiecki szkolny pancernik Schleswig - Holstein, który dobił do Gdańska już 25 sierpnia 1939 roku pod pretekstem kurtuazyjnej wizyty, zaatakował nasz kraj. Z zewnątrz pancernik nie wyglądał najnowocześniej, był on jednak silnie uzbrojony i przygotowany do ataku. Pod pokładem przewoził szturmową kompanię Kriegsmarine.

Obroną półwyspu w dniach 1 - 2 września dowodził mjr Henryk Sucharski, a w dniach 2 - 7 września dowodzenie przejął jego zastępca kpt. Franciszek Dąbrowski. Garnizon walczył samotnie z przeważającymi  liczebnie i zbrojnie siłami wroga. Po ogłoszeniu kapitulacji, niemieckie wojska juz 10 października sprowadziły na półwysep polskich więźniów, którzy mieli uporządkować teren po wcześniejszych walkach.

W marcu 1940 roku utworzono na Westerplatte podobóz (Abteilung Aussenstelle) obozu koncentracyjnego w Stutthofie. Jego komendantami byli SS- Hauptsturmführer Franz Chffelristofel, SS Unterssturmführer Paul Ehle i SS Unterssturmführer Kurt Mathesius.

W maju 1941 roku zakończono prace rozbiórkowe na Westerplatte (częściowe rozebranie koszar) przez ostatnią grupę więźniów i rozwiązano obóz.

Bezpośrednio po zakończeniu działań wojennych w 1946 roku rozpoczęto rozminowywanie terenu półwyspu. Utworzono też symboliczny cmentarz  Na miejscu Wartowni nr 5 ustawiono krzyż i tablicę z nazwiskami poległych. Jednocześnie w

budynku koszar detonowano niewybuchy, przyczyniając się do dewastacji obiektu.

2 lipca 1962 roku krzyż usunięto i postawiono na jego miejscu czołg T-34 z 1945 roku. Po zakończonej wojnie w 1966 roku Polacy chcąc oddać cześć bohaterom Westerplatte postawili pomnik Obrońców Wybrzeża przy wejściu do portu. Ma on 23 metry wysokości. Jego budowa trwała dwa lata, a powstał z 236 bloków granitowych i waży 1150 ton. Jest też zwyczaj, którego przestrzegają statki pływające pod obcymi banderami, wchodząc do portu oddają cześć naszym bohaterom za pomocą sygnałów.

Westerplatte jest obowiązkowym punktem dla turystów, którzy odwiedzają trójmiasto. Znajdują się tu miejsca, które należy zobaczyć, aby zrozumieć, jak bohatersko broniono wolności Polski. Półwysep zwiedzamy począwszy od przystani statków pasażerskich. Stąd mamy widok na kanał portowy, Kościół Niepokalanego Serca Maryi, Pomnik Obrońców Wybrzeża oraz Twierdzę Wisłoujście.

Następnie kierujemy się w kierunku schronu oraz wieży obserwacyjnej Westerplatte. Schron pochodzi z lat pięćdziesiątych XX wieku.

Kolejne kroki zawiodą nas do Fortu, który jest częścią Pola Bitwy. W tym miejscu w 1939 roku mieściło się centrum obrony przeciwdesantowej.

Westerplatte to kluczowy na wojennej mapie Polski punkt, który musi ocaleć od zapomnienia. My dziadkowie jesteśmy winni naszym wnukom opowieści, dzięki którym historia staje się żywa.

Pamięć o bohaterach naszego kraju nie zginie dopóki będziemy o nich mówić i przekazywać wiedzę naszym następcom.

 

                                                Aleksander Szumański "Kurier" Chicago

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:10)

Komentarze

Kilka tygodni temu młoda pani redaktor z Gdańska napisała o Westerplatte. Artykuł zamieszczono w Gazecie Wrocławskiej. Miedzy innymi stwierdziła, że dopiero za generała arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia polscy harcerze pojawili się na Westerplatte etc.

Zadzwoniłam do pani redaktor, przedstawiłam się i poinformowałam, że należałam do Hufca ZHP Gdynia podlegającego pod Chorągiew Gdańską! W 1966 roku uczestniczyłam kolejny raz w "Rajdzie Pomorskim szlakiem Rodła" zakończonym Zlotem Chorągwi Harcerskich z całej Polski na Westerplatte. Poinformowałam, że miałam wówczas możliwość spotkania z wieloma żyjącymi Obrońcami Westerplatte i wysłuchania ich prelekcji. Były pytania ze strony młodzieży, były odpowiedzi bezpośrednio z ust obrońców! Dodałam, że każdego roku podczas nauki w II Liceum Ogólnokształcącym im. Adama Mickiewicza w Gdyni pod przywództwem mgr Krystyny Sobienieckiej, historyka, łączniczki AK w II WŚ, porządkowaliśmy na miarę sił i możliwości historyczne obiekty obronne i ich bezpośrednią okolicę.  Poinformowałam też, że byłam w poczcie honorowym Hufca Gdynia podczas odsłonięcia Tablicy Pamiątkowej na Westerplatte. Pani redaktor sprostowania nie napisała do dzisiaj. Tak właśnie wypacza się prawdę i ogłupia młodzież bo nas starszych, świadków tamtych dni żaden manipulant nie oszuka!

PS

Szanowny Panie Aleksandrze Szumowski.

Nie odrobił pan sumiennie lekcji o Westerplatte! W pana notatce jest mydło i powidło, prawda pomieszana z nieprawdą, brak wiarygodnych źródeł i tylko napisano jak to jedna baba drugiej babie coś przy kolacji rodzinnej wspomniała.

Więcej napiszę w kolejnych komentarzach bo Westerplatte to moja miłość!

 

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-5

casium

#1641767

Nie do końca wydają się  być prawdziwe a raczej ścisłe informacje o Niemieckich atakach. Po pierwszych euforycznych uderzeniach, Niemcy przestraszyli się, że nie docenili Polskich umocnień. Po uderzeniu lotnictwa w dniu 2 września 1939 r. ataki zamarły. Niemcy na początku wojny nie mieli doświadczenia co mogło być powodem braku decyzji do szturmu i pokonania zszokowanych obrońców Westerplatte. Niemcy mogli też przecenić siłę polskich umocnień i siłę obrony. Zamiast kontynuować ataki Niemcy podjęli działania zmierzające do zgromadzenia miotaczy ognia etc. by skutecznie podpalić Westerplatte i nie mnożyć strat w sile żywej. Zaplanowano szturm na dzień 7 września, a następnie przełożono na 8.09.
Przeceniana jest skuteczność ognia pancernika "Szlezwik – Holsztyn’" a szczególnie jego dział głównego kalibru. Okazało sie, że stał za blisko i nie można było opuścić luf dział kalibru 280 mm tak by skutecznie razić pociskami obrońców. Znaczna część pocisków rykoszetowała do Zatoki Gdańskiej lub zaryła w grunt bez wybuchu! Dodatkowo na korzyść obrońców oddziaływało ukształtowanie terenu. Teren od strony zacumowanego pancernik był wyżej położony, a więc skuteczny ostrzał okazał się niemożliwy. Dodam, że osławione Junkersy Ju 87 Stuka także zawiodły! 60 Junkersów trafiło tylko w Wartownię Nr 5 (poległo 6 obrońców), w puste koszary i zniszczyły wszystkie moździerze! Od samego początku walki obronnej na Westerplatte brakowało sił i środków zabezpieczenia medycznego! Ten wątek ciekawie rozpisał K. Komuda w „Westerplatte”. Słynną operację rannego porucznika Leona Pająka lekarz wykonał prywatnym scyzorykiem! Szkoda, że kpt. Mieczysław Słaby nie może być języczkiem u wagi.

Major Słaby: lekarz z Westerplatte. Nowy patron Szkoły Podstawowej nr 7 w Gdańsku

W piątek, 8 grudnia 2017 roku odbyła się uroczystość nadania Szkole Podstawowej nr 7 imienia majora Mieczysława Słabego. Bohater obrony Westerplatte, po wojnie zakatowany przez komunistyczny Urząd Bezpieczeństwa, ma biografię godną patrona gdańskiej szkoły. Kim był, tłumaczy nam wybitny historyk Andrzej Drzycimski.

https://www.gdansk.pl/wiadomosci/major-slaby-lekarz-z-westerplatte-kim-byl-nowy-patron-szkoly-podstawowej-nr-7-w-gdansku,a,95640

W czasie walk poległo najprawdopodobniej około 30-50 żołnierzy i funkcjonariuszy niemieckich. Poniżej przedstawiono prawdopodobne straty poszczególnych jednostek, biorących udział w bitwie *.

1. Kompania Szturmowa Kriegsmarine - w czasie ataku 1.09 poległo 18 żołnierzy. Łącznie ze zmarłymi z ran zginęło prawdopodobnie 27 członków tej jednostki. Znani z nazwisk są Wilhelm Henningsen (dowódca kompanii), Walter Graf (dowódca 2. plutonu), Karl Griechen i Erich Hubner. W dniach od 2 do 7 września jednostka nie odnotowała strat.

Kompania Saperów Szturmowych - 3 poległych 7.09 w czasie rozpoznania bojem.

Wachsturmbann Eimann - prawdopodobnie 9 poległych - źródła podają 12 zabitych w walkach na terenie Gdańska (w ataku na Pocztę Polską zginęło 3 członków jednostki).

W źródłach niemieckich brak jest danych na temat strat w jednostkach SS-Heimwehr Danzig, Policji Wolnego Miasta Gdańsk i wśród członków załóg okrętów. Jeśli wystąpiły, to należy je przyjąć za porównywalne do strat Wachsturmbann Eimann.

* Mariusz Wójtowicz-Podhorski, Westerplatte 1939. Prawdziwa historia, 2009,ISBN 978-83-7237-208-6.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-2

casium

#1641773

WESTERPLATTE TO SYMBOL POLSKOŚCI - BOHATERSTWA.

Niestety brak jest właściwej edukacji. Sporo zamieszania uczyniła książka Melchiora Wańkowicza.

Ale nazywanie bohaterstwa mydłem powidłem?

 

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-1

lwowianka

#1641780

Tak, ma pani rację - też uważam Westerplatte za symbol polskiego bohaterstwa!

Natomiast uprzejmie informuję, że synonimy do wyrażenia „mydło i powidło” nie dotyczą "BOHATERSTWA" o czym wie każda osoba z maturą i większość blondynek.

Z wyrazami szacunku

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-1

casium

#1641792

Książki historyka Jacka Komudy przeczytałam z zapartym tchem! No może z wyjątkiem książki "Krzyżacka zawierucha" napisanej na poziomie licealisty!" Nawet liczącą 754 stron książkę "Hubal" przeczytałam w  trzy dni a wielu twierdzi, że jest niestrawna ze względu na dłużące opisy. Moja opinia jest przeciwna - książka jest genialna,  godne polecenia! Długo czekałam na "Westerplatte" i w końcu się doczekałam. Przeczytałam około 50 stron i oddałam książkę do biblioteki! 

Po przeczytaniu "Westerplatte Jacka Komudy oraz poniższych komentarzy moja decyzja może być zrozumiała!

Jacek Komuda – „Westerplatte” – recenzja i ocena

Czytaj więcej: https://histmag.org/Jacek-Komuda-Westerplatte-recenzja-i-ocena-19280/

Historyk Komuda od pierwszych stron Westerplatte strzyże mjr Sucharskiego. Sensacje, które trzeba przyznać zgrabnie reżyseruje wymagają podania źródła a takowych nie było i nie ma! Począwszy od opisywanej sytuacji kiedy to major opróżniania w samotności flaszkę za 120 zł poprzez oskarżenie o pedalstwo, narkomanię, zdradę załamanie nerwowe etc. Źródła takich rewelacji Komuda nie podaje. W ogóle w książce Westerplatte brak takich odnośników. Czyli co? Komuda kopie nieboszczyka bo taką przyjął narrację. Major bohater wojny 1920 r. odznaczony za odwagę Virtuti Militari pochodzenia ziemskiego jest be! Natomiast kapitan szlachcic syn generała jest cacy! Pamiętajmy jednak, że ten kapitan po wojnie awansował na kmdr ppor. wstąpił do PPR/PZPR i utrwalał władzę komunistów! Dowodził ośrodkiem wyszkolenia grup ochronno~propagandowych i zabezpieczał przebieg wyborów na Pomorzu Gdańskim w 1947 r. Dlaczego nie dołączył do Żołnierzy Wyklętych? Warto przeczytać: Henryk Sucharski ~ ofiarą hejtu... kłamstwa i zmyślenia ~ Romuald Karaś, 84 letni dziennikarz ~ Gorzkie losy Franciszka Dąbrowskiego. Por. Leon Pająk aż po ostatniego żyjącego żołnierza obrońcę Westerplatte plują w twarz oszczercom! Mjr H. Sucharski ~ żołnierz kochający życie i szanujący ludzi!

www.pl.aleteia.org/2018/09/02/major-sucharski-nieznane-zdjecie-dowodcy-z-westerplstte/pl

Co do "zdrady majora Sucharskiego" to warto zapoznać się z komentarzem Karola K.:

„Dużo fantazji , mało prawdy historycznej . Jako dziecko poznałem i do chwili obecnej towarzysko utrzymuję kontakty z rodziną ostatniego Premiera II RP. Miałem również dostęp do archiwum rodziny Składkowskich. Osobiście znałem Dobrosławę i wiem jakim była człowiekiem. Widząc jak Jacek Komuda wylewa pomyje na ludzi do których w normalnych warunkach nie miał by dostępu, to smutno mi się robi. Dobrosława Składkowska cały czas była pod opieką II - czyli wywiadu, a ludźmi utrzymującymi kontakt z ramienia II był major Niedzielski i major Henryk Sucharski. Ostatnie spotkanie Sucharskiego z Dobrosławą Składkowską miało miejsce w końcówce września 1939 w Jastrzębiej Górze - relację Dobrosławy Składkowskiej o tym spotkaniu można znaleźć w Zapiskach Puckich nr 18/2019 str. 42 i następne. W czasie wojny służyła w AK, trafiła do obozu koncentracyjnego. ... Trzeba twardo powiedzieć, że gdyby był choć cień wątpliwości co do postawy Dobrosławy wobec Niemiec , to po wojnie komuniści by to bezwzględnie wykorzystali. Rodzi się zatem pytanie o pobudki i inspirację dla chorych wymysłów niejakiego pana Jacka K. jak: " zdrada, szantaż, narkotyki, homoseksualizm, praca dla Abwehry siostry Premiera II RP"? Czyżby jakieś używki były stosowane przy pisaniu książki?

Taaaaaka prawda!

Pozdrawiam

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-1

casium

#1641768

Niniejsze opracowanie w formie listu zostało wydrukowane w miesięczniku „Odkrywca” (2007, nr 10). Było ono reakcją autora na szkalowanie dobrego imienia mjr. Sucharskiego.

Efekt tej publikacji okazał się widoczny. Od momentu ukazania się artykułu kpt. Dąbrowski pozostał w przysługującym mu miejscu w szyku obrońców Westerplatte, których dowódcą był mjr Henryk Sucharski – człowiek ze wsi, syn szewca, gorliwy katolik.

Cała ta nagonka na Sucharskiego zbiegła się (może przypadkowo) z wydaniem komiksu o obronie Westerplatte, w którym Major przedstawiony jest jako tchórz. Temat odbrązawiania Sucharskiego podjęła prasa ogólnopolska i także regionalna, niestety wyrażane tam opinie są jednostronne, a polemiczne do nich poglądy nie są drukowane. Mało tego, redakcje tych gazet chyba wiedzą, że uczestniczą w jakiejś farsie, bo nawet nie stać ich na powiedzenie „dziękujemy, nie wydrukujemy.
Po okresie stosunkowo długiej ciszy odezwała się jako pierwsza pewna nadmorska gazeta. Używając starych argumentów, „najechała” na Sucharskiego. Napisałem do redakcji swoją wykładnię problemu. Efekt wiadomy – odpowiedzi nie było. Zatem napisałem do redaktora naczelnego. Skutek był ten sam. Aż padł cios z innej, lecz znanej strony. Tym razem zaopatrzony został w ostrożne łagodzące uderzenie pytanie „Szokująca prawda czy ryzykowne tezy ? Mianowicie w popularnym miesięczniku pojawił się kolejny artykuł, idący w swojej treści jeszcze dalej, bo sugerujący ,że Sucharski był zdrajcą. Na końcu tego opracowania czytelników zachęca się do poznania jedynej prawdy i prezentuje się książkę, której dwuczłonowy tytuł zawiera zwrot „…Prawdziwa historia”. Oczywiście książka ta ma dopiero się ukazać. Cóż, prawa rynku. Lecz czemu ożywienie wokół Sucharskiego następuje przed wydaniem kolejnej książki ? W całej nagonce na Sucharskiego porusza się stereotypowe już problemy.

1. Pochodzenie – motyw propagandowy.
Red. Jan Iżycki zauważył, że Sucharski znał dobrze problemy szeregowych, być może jest to również przyczyna pewnej niechęci oficerów do niego. To, że Sucharski żył problemami podległych żołnierzy, przysporzyło mu pewnej popularności, a po wojnie stworzyło wizerunek majora z ludu. Wszak szeregowi byli też z tego ludu, dlatego Major był ich. Obecnie podkreśla się, że Sucharski dzięki komunistom z uwagi na plebejskie pochodzenie, w miejsce Dąbrowskiego, został wykreowany na niezłomnego bohatera. Sucharski był synem ubogiego szewca, a Dąbrowski miał szlacheckie korzenie (był synem węgierskiej baronówny i polskiego szlachcica).
Jeśliby nawet ta argumentacja miała być słuszna, to jaka w tym wina Sucharskiego? Żadna. Patrząc z innej strony, to biografia Sucharskiego nie pasuje do socjalistycznego stereotypu, gdyż brał czynny udział w wojnie polsko-bolszewickiej, pochodził z bardzo katolickiej rodziny, a stryj jego matki Jakub Bojko był znanym politykiem ludowym, dwukrotnym posłem na sejm (1919–1922 wicemarszałek i 1928–1930 marszałek senior) i senatorem – wicemarszałkiem senatu RP (1922–1927 ,1930–1935). Henryk Sucharski był za bardzo religijny, aby mieć cokolwiek wspólnego z nurtem lewicowym. Jak wspomina jeden z kapelanów: „Był człowiekiem dojrzałej wiary. (...) Często przystępował do komunii świętej”. Ani w Oflagu II B, ani w Oflagu II D nie przystawał do oficerów reprezentujących lewicowe poglądy. A mógł, wszak były tam takie tuzy socjalizmu, jak Rapacki czy Kruczkowski. Natomiast często widziano go modlącego się w kaplicy.
Myślę, że ze względu na swoje przekonania nie zdecydował się pozostać w Gross Born i czekać nadejścia frontu. Mimo słabego zdrowia poszedł na zachód. A mógł zostać, tak jak zrobiło to kilkuset oficerów tego oflagu, w tym i Kruczkowski.
Oczywiście, że zdjęcie Majora z krową pasowało propagandowo, ale Westerplatte było zbyt symboliczne, aby wizerunek chłopa Sucharskiego przeważył i zatuszował niewygodną prawdę. Po prostu nie lansowano by Majora tchórza, bo byłaby to propagandowa kompromitacja. Jak to? Major z ludu i tchórz – nie podjęto by takiego ryzyka. Przeważył Sucharski –żołnierz. Dobry żołnierz. Także jeśli chodzi o sprowadzenie jego szczątków do Polski, to inicjatywa ta wcale nie wyszła ze sfer rządowych, lecz ze środowiska kościelnego. Dlatego krytykując ówczesny trend propagandowy wokół Sucharskiego, trzeba o tym wszystkim pamiętać. Atakujący Sucharskiego zapominają, że kij ma dwa końce i już uderza w Dąbrowskiego, gdyż szlachcic Dąbrowski zaakceptował władzę ludową, wstąpił do LWP i dosłużył się stopnia komandora porucznika. Był członkiem PPR/PZPR i to aktywnym. Choć pochodzenie i status oficera sanacyjnego zaszkodziły mu, lecz nie on z „władzy ludowej”, lecz „władza ludowa” z niego zrezygnowała. Natomiast, co jest ciekawe, Dąbrowski nigdy, nawet przy kieliszku, nie wypowiadał się źle o Sucharskim.

2. Problem szabli.
Podobnie przeinacza się historię z szablą .Po wywiezieniu z Westerplatte, oficerów umieszczono w Central Hotelu. Podczas oczekiwania na przydzielenie pokoi mjr Sucharski, trzymając w ręku szablę, której prawo noszenia otrzymał podczas aktu kapitulacji, zwrócił się do Dąbrowskiego, mówiąc, żeby ją wziął, gdyż należy do niego. „Teraz nie jest już moja, generał dał ją tobie, więc noś ją, póki pozwolą” – miał odpowiedzieć Dąbrowski. To scena świadcząca o tym, że sprawa przynależności tej szabli została usankcjonowana również przez samego Dąbrowskiego. I nie była to ze strony Sucharskiego deklaracja uznania, że Dąbrowski dowodził obroną półwyspu, lecz zwykły akt uczciwości, gdyż oddawał szablę jej właścicielowi. Ponieważ Sucharski miał szablę Dąbrowskiego.
A stało się to tak: Tuż przed wyreżyserowaną kapitulacją Niemcy zorientowali się, że brakuje im bardzo ważnego rekwizytu dla tego aktu, a mianowicie szabli. Wysłano więc do willi oficerskiej żołnierza, który po pół godzinie ją przyniósł. Jak się okazało, była to szabla Dąbrowskiego. Niemiecki żołnierz, wpadając do willi, wziął albo pierwszą lepszą, albo najładniejszą, gdyż ta była ze złocistą frędzlą. Sucharskiego miała być skromniejsza. Ponoć zorientowano się w tym tuż przed ceremonią, lecz ze względu na czas i jako że dla propagandy był to szczegół mało istotny, zrezygnowano z ich zamiany. W obozie Klein Dexen według por. Kręgielskiego Sucharski, tłumacząc się z prawa noszenia szabli, miał zwrócić się do Dąbrowskiego w te słowa: „ta szabla tobie się należy, tyś na nią zasłużył, ale pozwól mi ją nosić, a ja po wojnie sprawę załatwię”. Zachodzi tylko pytanie: Po cóżby wracano do tej sprawy, skoro została ona rozstrzygnięta jeszcze w Gdańsku? Nie podano natomiast, w jakiej sytuacji padły te słowa. Możliwe, że Sucharski ponownie wrócił do kwestii jej własności. Możliwe też, że słów tych nie zacytowano dosłownie, innych świadków tej rozmowy nie było.

3. Relacja z obrony.
Jednym z żelaznych argumentów wyciąganych przeciw Sucharskiemu jest zarzut, że chociaż obiecał, to jednak nigdy prawdy o obronie półwyspu nie ujawnił, a wszystkie zasługi wziął na siebie.
Ukazało się tylko jedno wspomnienie autorstwa Sucharskiego o obronie Westerplatte. Wydrukowała je pod tytułem „Westerplatte” jeniecka gazeta „Za drutami” z 13 września 1940 r. w Oflagu II B Arnswalde (Choszczno) [opublikowaliśmy je jako 1. część cyklu o mjr. Sucharskim]. Wspomnienie Sucharskiego przyjęło formę suchej relacji. Nie wymienił w nim nazwisk i nikogo indywidualnie nie wyróżnił. Lecz siebie też nie gloryfikował. Mało tego, nie przedstawił w nim swego dowodzenia, wspominał jedynie o dwóch decyzjach: pierwszej dotyczącej zniszczenia szyfrów i dokumentów (2. dzień obrony), drugiej o kapitulacji. Z tych wspomnień nie wynika, jak chcą inni, że Sucharski przypisał jedynie sobie zasługę obrony półwyspu przez 7 dni. Nie uwypuklił też swojej roli jako dowódcy. Czy będąc w niewoli wśród 2000 oficerów, mógł pisać o swoich słabościach, rozterkach? Myślę, że nie, nie był to czas na opisywanie słabości, artykuł miał bowiem podnosić na duchu.
Podczas ewakuacji Oflagu II D Gross Born Sucharski złamał obojczyk. Do służby przywrócono go w roku 1946 (6. Baon Strz. Karpackich 2. Korpus Polski), wówczas był już chory i w tym samym roku zmarł. Czyli nie miał czasu zrealizować zamiaru opisania przebiegu obrony w prasie wojskowej (co deklarował por. Iżyckiemu w czasie rozmów w Oflagu II B). Jednak za taką relację niektórzy uznają książeczkę autorstwa Melchiora Wańkowicza. Trudno dziś ustalić, co konkretnie Major opowiadał Wańkowiczowi, a ile w Wańkowiczowym „Westerplatte” jest charakterystycznego dla tego pisarza-gawędziarza ubarwiania opowieści. Dlatego nie można jego „Westerplatte” traktować jako koronnego argumentu przeciw postawie Sucharskiego. Ponadto Major nie autoryzował swojej relacji, bo już nie żył. Jedyną stuprocentową jego wypowiedzią na temat obrony Westerplatte jest zatem napisany w Choszcznie artykuł.
 

4. Kontrowersje wokół 2 września
4.1. Choroba czy tchórzostwo
Najwięcej kontrowersji budzi dzień 2 września, w którym zmasowany nalot dokonał ogromnych zniszczeń i zginął ulubiony ordynans Sucharskiego strz. Kita. Rozbite i zniszczone zostały wszystkie moździerze, obrońcom została już tylko broń strzelecka. Przerwany został system łączności przewodowej. Sucharski myśląc, że to już koniec, kazał zniszczyć szyfry i akta i zdecydował się na wywieszenie białej flagi.
Co się dzieje dalej? Kpt. Dąbrowski zrywa flagę i razem z por. Grodeckim robią Sucharskiemu gorzkie wyrzuty, zdecydowanie sprzeciwiając się kapitulacji. Mjr Sucharski wpada w szał, dostaje jakiegoś nerwowego ataku, może nawet epilepsji. Dopiero medyczna interwencja lekarza kpt. Słabego pomaga opanować ten atak. Pod wpływem lekarstw Sucharski zasypia. Jest możliwe, że ten atak furii wymagał radykalnej interwencji – nawet w postaci przywiązania Majora do łóżka, lecz jeśli tak zrobiono, to tylko po to, aby Sucharskiemu dać zastrzyk. Czy to wydarzenie, nawet gdyby przebiegało w tak dramatyczny sposób, to tchórzostwo?
Czy można się dziwić, że po śmierci ulubionego żołnierza, obarczony odpowiedzialnością za życie 200 ludzi i zmęczony dwudniowym nieprzerwanym dowodzeniem, mając na uwadze fakt wykonania zadania, przyzwyczajony do bezwzględnego posłuszeństwa dowódca nie wytrzymał sprzeciwu bezpośredniego podwładnego i wybuchł? Jedyny, który znał prawdę o stanie zdrowia Sucharskiego, kpt. dr Słaby został po wojnie zamordowany przez UB i nie zostawił jakichkolwiek relacji.

4.2. Biała flaga i Niemcy.
Sugestie, jakoby wywieszenie 2 września białej flagi miało spowodować wyjście Niemców w celu przyjęcia kapitulacji, są niedopuszczalne. Oficerowie niemieccy nie byli głupcami, dobrze wiedzieli, że białą flagę może wywiesić zwykły żołnierz, na ogół kapitulację poprzedzają parlamentariusze, rozmowy itp. Ma to na celu uniknięcie prowokacji czy zbędnych ofiar. W 1939 r. zdarzały się przypadki, że mimo wywieszonych flag dochodziło do wymiany ognia. Tak było przy kapitulacji Modlina w 1939 r. Tam też kapitulację poprzedziły rozmowy. Na Westerplatte nikt z Niemcami o kapitulacji nie negocjował. Czyli dla Niemców flaga to był incydent, który wymagał potwierdzenia. Jednocześnie był to dla nich sygnał, że morale załogi się waha. Mógł to być dodatkowy bodziec do rozpoczęcia w godzinach nocnych intensywnych działań. Przecież logika nakazywała wykorzystać skutki ataku lotnictwa. Tak też się stało, lecz napór Niemców został powstrzymany i spodziewanego sukcesu nie odnieśli.

4.3. Dąbrowski miał rację.
Okazało się, że Sucharski nie miał racji i dzięki sprzeciwowi podwładnego Westerplatte broniło się jeszcze pięć dni – i to jest zasługa reakcji Dąbrowskiego. Przedśmiertne powiedzenie Majora „Dąbrowski miał rację” odnieść trzeba do konfliktu w sprawie kapitulacji w drugim dniu obrony, a nie do faktu dowodzenia obroną przez Dąbrowskiego. Obrona Westerplatte jest zasługą załogi i dwóch ludzi, pierwszym był mjr Sucharski, który należycie przygotował półwysep do obrony, wyszkolił żołnierzy i wpoił im odpowiednie morale. Wykonał postawione mu zadanie obrony półwypu przez 12 godzin i obronę kontynuował, dowodząc sprawnie przez dwa dni i podejmując decyzję kapitulacji w siódmym dniu. Drugim zasłużonym jest kpt. Dąbrowski, który miał rację zdecydowanie przeciwstawiając się wyrażonej przez Sucharskiego chęci kapitulacji w drugim dniu działań. Dąbrowski opanował kryzys związany z chorobą dowódcy i przez następne dni, akceptowany przez Sucharskiego, mógł mieć dużą samodzielność. I to nie dziwi – był przecież zastępcą. Gdy w szóstym dniu obrony przyszedł czas na radykalne działania, za które dowódca ponosi jednoosobową odpowiedzialność, całkowitą inicjatywę dowódczą przejął Sucharski. 7. dnia skapitulował.

5. Problem kapitulacji.
Kolejny stawiany Sucharskiemu zarzut jest taki, że za szybko kapitulował: mimo że były jeszcze materiały, były środki, czyli można było dalej walczyć, tak jak chciał tego Dąbrowski. Ale nikt nie mówi o tym, że wskutek braku opatrunków, nici, lekarstw, ranni pozostawieni byliby bez pomocy, cierpieli i umieraliby przy bezradnym z tego powodu lekarzu. Pomijając to, można zadać pytanie: jaką szansę miało Westerplatte, by wytrwać kolejne natarcie? Jak długo mogło się bronić? Mogłoby się jeszcze bronić dzień – dwa. I co byłoby dalej? Ponad dwie setki grobów.
Decyzja Sucharskiego była słuszna, została podjęta w odpowiednim momencie. Decyzja ta to też jeden z powodów legendy o Westerplatte. Jednocześnie dowodzi, że Sucharski miał posłuch, tzn. gdyby się uparł, załoga by kapitulowała w 3., 4. czy 5. dniu obrony. Tak jak się stało 7 września, gdy mimo sprzeciwu Dąbrowskiego, to Sucharski zadecydował i jego rozkaz został wykonany. Oficerowie odmówili jednak pójścia na pozycje niemieckie w celu poddania Składnicy. Sucharski poszedł więc do Niemców sam, jedynie w towarzystwie dwóch żołnierzy. I w tej sytuacji ma mu się za złe, że miał przekręcony pas i był bez czapki... Gdyby załoga kapitulowała wcześniej, nawet tego drugiego dnia, nikt by dziś nie miał o to pretensji, nie byłoby jedynie legendy Westerplatte, a Sucharski za dwa dni obrony mógł dostać kolejne Virtuti lub Krzyż Walecznych.

6. Ostatnie rewelacje.
Autor ich, cytując bez komentarza relację plut. Wróbla, podaje, że Sucharski nie miał rozkazu bronić się przez sześć i więcej godzin. Plut. Wróbel podsłuchał rozmowę Majora z wizytującym Westerplatte ppłk. Sobocińskim, podczas której nie było mowy o czasie obrony. Zachodzi pytanie: a czy takie słowa miały paść? Czy plutonowy miał wgląd w plany i dokumenty operacyjne dowódcy Składnicy? Przecież tam były szczegółowe zadania. Sobociński według Wróbla powiedział Sucharskiemu, że Niemcy jutro zaatakują. Ten termin ataku miał przekazać pułkownikowi oficer wywiadu mjr Żychoń. Niestety mjr Żychoń nigdy nie zaświadczył o tym fakcie. Zginął, o ile dobrze pamiętam, pod Monte Cassino. Szkoda, że tak szczegółowego terminu nie znano na innych ważniejszych odcinkach polskich pozycji – na pewno dzień 1 września miałby inny przebieg. Sobociński, żegnając się z oficerami, prosił ich, aby nie dali się zaskoczyć, lecz ewentualnego terminu nie podał. I to jest logiczne. Następnie autor przytacza szereg działań Sucharskiego, które w obliczu zagrożenia wydają się niewytłumaczalne. Poprzez to doprowadza czytelnika do postawionego w tytule artykułu pytania: zdrajca i tchórz? I w świetle przedstawionych argumentów aż chce się głośno potwierdzić: tak ! tak! ZDRAJCA!
Ale pojawia się inne pytanie. Jeśli Sucharski był zdrajcą, to po co mu były informacje Sobocińskiego, przecież znałby termin od chlebodawców. Tymczasem po odjeździe pułkownika Sucharski pod wpływem uzyskanych wiadomości miał mieć twarz sinozieloną. I pewnie miał, gdyż dowiedział się, że na wypadek ataku zostanie sam, bo marsz. Śmigły rozformował korpus interwencyjny. Gdyby Sucharski był zdrajcą, to by się cieszył, że bez problemów spowoduje zajęcie półwyspu przez Niemców, a nie wieczorem przemawiałby wzruszony do żołnierzy. Autor już na wstępie pyta: „Skąd dowództwo Grupy Eberhardta było pewne, że Wojskowa Składnica Tranzytowa nie stawi tego dnia silnego oporu”. I dalej prawie wskazuje palcem, skąd… Tymczasem niemiecka pewność wynikać mogła z ich błędnych danych wywiadowczych, złych kalkulacji lub z własnej buty. Bo gdyby Sucharski był na żołdzie niemieckiego wywiadu, zapłaciłby za to, że tylu Niemców zginęło i na pewno nie dostałby szabli. Ponadto Niemcy mieliby pełne rozeznanie w systemie obrony Westerplatte, a takiej wiedzy z ich strony nie było. Natomiast zgadzam się z tym, że Sucharski współpracował z polskim Oddziałem II Sztabu Gen., natomiast sugestie typu „nie tylko” są zwykłym pomówieniem...
Nerwowość ostatnich dni sierpnia wywoływała napięcie psychiczne, co stwarzało także przesłanki do obaw o niepotrzebny incydent, który mógł być wykorzystany przez niemiecką propagandę jako dowód polskich agresywnych zapędów. Obawy tego typu wykazywały najwyższe szczeble wojskowe, dlatego nie byłoby dziwne, gdyby takie miał i Sucharski. A może nawet dostał od Sobocińskiego zadanie: „Heniek, nie daj się zaskoczyć i nie daj się sprowokować”? Westerplatte było newralgicznym miejscem. Możliwe, że Major dlatego podjął takie a nie inne środki (nawet kosztem osłabienia systemu obrony), by ryzyko wystąpienia nieprzewidzianego zdarzenia zminimalizować. Sensacyjny wyjazd w ostatnich dniach sierpnia do Jastrzębiej Góry mógł nie być sensacyjny, lecz np. męski. Jeśli tak było (w co wątpię), to w świetle niedalekiej przyszłości świadczyłoby to o Sucharskim jako o człowieku bardzo przewidującym.
Po wojnie tysiące żołnierzy zdecydowały się pozostać na obczyźnie, nie przekonuje zatem sugestia, jakoby „nie tylko współpraca z polską dwójką” była powodem podobnej decyzji Majora. Ponadto jako domniemany agent nie zabiegałby o służbę w Korpusie gen. Andersa. Co jak co, ale tam agentów obu opcji wyłapywano szybko. Natomiast najciekawszym faktem przytoczonym w artykule jest ów przypadkowy strzał na pozycjach niemieckich – oznaczać to może, że pierwszy strzał padł jednak na Westerplatte.
Kilka lat po wojnie por. J. Iżycki zapisał: „Wciąż marzył o powrocie do kraju. Gdy wrócę, opiszę to wszystko w »Bellonie«, powtarzał, uważając to za swój obowiązek żołnierski. Często wspominał swych podwładnych, mówił o żywych i poległych, znał dobrze każdego ze swych żołnierzy”. Ciekawym agentem musiałby być ten Sucharski!

7. Dowodzenie i odpowiedzialność.
Zorganizowany pododdział wojska jest jak żywy organizm, gdyż żołnierz od żołnierza jest zależny i jak organ w organizmie, tak jeden z elementów w pododdziale może zaszwankować. Aby zminimalizować tego skutki, wprowadza się zastępców, uczy się np. drugich specjalności, itp. Kpt. Dąbrowski był zastępcą mjr. Sucharskiego i dlatego nie było nic dziwnego i szczególnego w tym, że w okresie niedyspozycji zdrowotnych Majora kontynuował dowodzenie.
Nikt do tej pory nie zwrócił uwagi na kwestię zakresu obowiązków kpt. Dąbrowskiego. Dlaczego? Bo może się okazać, że z punktu widzenia kompetencji, na Westerplatte nic szczególnego nie zaszło. Chyba że to, iż kpt. Dąbrowski wzorowo wykonywał swoje obowiązki zastępcy dowódcy Składnicy. Jeden z biografów Kapitana napisał: „Do najważniejszych obowiązków kpt. Dąbrowskiego, specjalisty od broni maszynowej, należało szkolenie żołnierzy Składnicy z zakresu ochrony obiektów na zamkniętym terenie placówki. Poza tym przeprowadzał odprawy z dowódcami wart, zaznajamiał patrole i roty oficerskie z obiektami oraz rejonami obserwacji i podsłuchu. Dowódcą oddziału wartowniczego i zastępcą komendanta Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte był od grudnia 1937 do 7 września 1939”.
To kto miał bezpośrednio dowodzić: dowódca Składnicy czy dowódca pododdziału? Odpowiedź jest jedna – dowódca pododdziału. Bulwersujące opowieści o kilku tajemniczo pochowanych żołnierzach (rozstrzelanie, samosąd?), wymagają oczywiście wyjaśnienia. Niektórzy uważają, że owi żołnierze zginęli w wyniku działań wojennych. Inni sądzą, że to efekt dyscyplinowania żołnierzy. Jednak gdyby tak było, to te ofiary nie miałyby bezpośredniego związku z Sucharskim. Dlaczego więc w krytyce Sucharskiego eksponuje się ten problem ?
Mało kto wie, że na Westerplatte zorganizowano miejsce odosobnienia dla osób, które psychicznie nie wytrzymały nawałnicy ognia, byli to tzw. zszokowani. Raczej wątpliwe jest, by tajemnicze ofiary były ludźmi, którzy zostali rozstrzelani. Do tej pory nikt nie wymienia nazwisk zszokowanych i bardzo dobrze, bo czyż nie mógł mieć kryzysu psychicznego człowiek przywalony murem czy odrzucony siłą jakiejś eksplozji? Stworzenie takiej psychiatrycznej separatki dobrze świadczy o dowództwie obrony i o lekarzu.
Gdyby nawet przyjąć, że oponenci mają rację, to i tak eksponowanie Dąbrowskiego jako absolutnego dowódcę obrony mija się z prawdą. Opisując wydarzenie z godzin wieczornych 2 września nie wspomina się, lub robi to marginalnie, że Sucharski bezpośrednio dowodził 1, 2 (bez godzin nocnych?), 6 i 7 września. Czyli połowa czasu obrony bezwzględnie przynależy do Sucharskiego. A jeśli przytoczymy odprawy rozliczeniowe, to ten okres jeszcze się wydłuży. Zakres odpowiedzialności ma również znaczenie przy stylu wykonywania zadań. Inaczej się dowodzi, ponosząc jednoosobową odpowiedzialność, a inaczej gdy takowej odpowiedzialności się nie ma. Sucharski nawet chory za Westerplatte odpowiadał. Kpt. Dąbrowski jako żołnierz miał tego pełną świadomość, może dlatego, co jest ciekawe, Dąbrowski nigdy nie wypowiadał się źle o Sucharskim.

Destrukcja.
Zajadłość ataków na Sucharskiego jest niezrozumiała, gdyż do ich rozpoczęcia nikt nie kwestionował znaczącej roli Dąbrowskiego w obronie Westerplatte. Miłośnicy historii obu oficerów uważali za duet, dzięki któremu Westerplatte przeszło do historii. Racjonalne spojrzenie na te postacie potwierdza słuszność tej tezy. „Opluwanie” Sucharskiego niszczy wizerunek Westerplatte, wysuwane argumenty z nadinterpretacją faktów i nie zawsze przekonywające sugestie obracają się przeciw wszystkim obrońcom. A przez postronnych obserwatorów obrona ta zaczyna być postrzegana jako typowy polski chaos. A przecież to bzdura, twarda walka od 1 do 7 września temu przeczy. Jednak wskutek kolejnych „takich” sensacji ten heroiczny obraz zanika.
Dalsza eskalacja nagonki na Sucharskiego spowoduje odwrotne relacje w stosunku do Dąbrowskiego czy Kręgielskiego. Już wyciąga się PZPR-owskie argumenty, zacznie się grzebać w sprawach rodzinnych, eksponować (także z czasów obrony) typowe ludzkie odruchy i słabości. „Gnojenie” człowieka przychodzi łatwo, zwłaszcza gdy nie ma on siły się bronić. Wszystko to przyćmi jedno – WESTERPLATTE.
Myślę, że czas się zastanowić i uznać to, co było prawdą, Sucharski był dowódcą, a Dąbrowski zastępcą – bardzo dobrym zastępcą, wszyscy wypełniali swoje obowiązki. Inaczej zniszczy się WESTERPLATTE, chyba że o to chodzi.

Literatura
Tadeusz Gasztold, „ Za drutami” pismo polskich jeńców wojennych 1940–1942, Wyd. Muzeum Okręgowe, Koszalin 1980.
Mariusz Wójtowicz- Podhorski, Major Sucharski – zdrajca i tchórz?, „Odkrywca”, 2007, nr 9
(104).
Andrzej Drzycimski, Major Henryk Sucharski, Wyd. Ossolineum 1990.
Michał „Chudy” Bury, „Henryk Sucharski”; www.konflikty.pl
pl.wikipedia.org. „Henryk Sucharski
www.filipini.poznań.pl „Major Henryk Sucharski (1898–1946)
mateuszpl „Panie Majorze, Westerplatte jest znów polskie”
www.westerplatte.pl „Sucharski Henryk 1898–1946”
Andrzej Szutowicz, „Próba obrony Majora przez majora”, www.choszczno.biz
Józef Iżycki, W Oflagu II B. Wspomnienia, „Przekrój”, 1971, nr 1378.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-1

casium

#1641769

Napisałam swojego czasy do Benjamina.

W nawiązaniu do Twojej wypowiedzi o szukaniu źródłowych materiałów o Obronie Westerplatte i poszukiwaniu prawdy przesyłam linki artykułów. Wiele z nich zapewne znasz, ale sądzę, że nie wszystkie. Warto przeczytać wszystkie bo wnoszą istotne treści. Trudność jaka jest to odrzucenie plew od ziarna. Tu niezbędny jest obiektywizm i odrzucenie zarówno polityki uprawianej wówczas, ale także i TERAZ!

Zacznę od kontrik’owego cyt. „guano- "źródeł" czyli od http://www.historycy.org/

Historycy.org to największe w Polsce forum historyczne istniejące od 2003 r. Zajmuje się historią powszechną, historią Polski, historią sztuki, wybranymi specjalizacjami historii, posiada bibliotekę cyfrową oraz FORUM. Posiada też stronę na fb https://www.facebook.com/historycy/

Copyright © 2003 - 2019 Historycy.org
historycy@historycy.org, tel: 12 346-54-06

Kolokacja serwera, łącza internetowe:
Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej

http://www.historycy.org/

Wiele linków, w tym o Westerplatte, na historycy.org jest już nieaktualnych. Podobnie jak poznikało wiele linków do istotnych materiałów o Katastrofie Smoleńskiej! Minęło wiele lat… zamiast ironizować należy poszperać głębiej w Internecie:

https://www.westerplatte.pl/?a=his

https://www.westerplatte.pl/?a=pastcast

Ciekawe:

https://www.westerplatte.pl/?a=mjr

https://www.westerplatte.pl/?a=news

https://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/1477850,Ignacy-Skowron-%E2%80%93-ostatni-obronca-Westerplatte

https://www.radiokrakow.pl/audycje/bohaterowie-polskiego-wrzesnia/mjr-henryk-sucharski/

http://www.orzysz.pl/index.php?k=362

„Wersja” Jacka Komudy:

https://superhistoria.pl/druga-wojna-swiatowa/kampania-wrzesniowa/112258/Spor-o-Westerplatte-kapitulacja-czy-walka-Dabrowski-kontra-Sucharski.html

Kontrwersyjne:

Muzeum Westerplatte i Wojny 1939: jak się robi fałszywą historię i grozi przewodnikom PTTK.

Uważa, że major Henryk Sucharski był zdrajcą, tchórzem, homoseksualistą, a może i syfilitykiem. Wiele ze swoich poglądów wyłożył w zdyskredytowanej przez profesjonalnych recenzentów książce "Westerplatte 1939. Prawdziwa historia". Teraz Mariusz Wójtowicz-Podhorski - decyzją władz PiS - będzie uczył dzieci historii Westerplatte i jego obrońców. Czy jego wizja stanie się powszechnie obowiązującą? Bardzo możliwe bo właśnie w tej tonacji napisał dzisiaj pan Szumowski!

https://www.gdansk.pl/wiadomosci/muzeum-westerplatte-i-wojny-1939-jak-sie-robi-falszywa-historie-i-grozi-przewodnikom-pttk,a,57172

http://www.historycy.org/index.php?showtopic=2817

Henryk Sucharski - ofiara hejtu… kłamstwa i zmyślenia - Romuald Karaś, 84-letni dziennikarz - Gorzkie losy Franciszka Dąbrowskiego

„ I potem zobaczyłem, że ten mężczyzna usiadł na scenie obok Wańkowicza - opowiada Romuald Karaś. - Okazało się, że jest to Leon Pająk, obrońca Westerplatte. Po spotkaniu autorskim podszedłem do Wańkowicza i opowiedziałem, że to nie Sucharski dowodził, bo stchórzył, ale Dąbrowski. Wstał Pająk, oświadczył, że jeśli to powtórzę, napluje mi w twarz.(…)”

„Zrozumiałem, że coś nie pasuje w tej opowieści o tchórzostwie i małym formacie majora Sucharskiego - mówi Romuald Karaś. - Nie chcę oceniać, dlaczego Franciszek Dąbrowski mógł mówić coś po latach w gronie rodziny i znajomych. Nigdy nie powiedział jednak nic publicznie przeciwko majorowi Sucharskiemu, był wręcz pełen uznania dla postawy Sucharskiego. Staram się zrozumieć to wszystko.”

„Redaktor Karaś napisał w swoim życiu wiele książek. Niektóre weszły na trwałe do polskiej kultury: na podstawie “Rachunku sumienia” Krzysztof Kieślowski nakręcił swój debiutancki film “Blizna”; “Nazywam się Pekosiński” to pierwowzór filmu dokumentalnego “Przypadek Pekosińskiego”, który został zrealizowany przez Grzegorza Królikiewicza.

84 lata patrzenia na świat i 65 lat opisywania go. Wielu dałoby sobie spokój, cieszyło się życiem emeryta.

- Muszę skończyć moją opowieść o majorze Sucharskim, bo to jest człowiek, którego spotkała wielka niesprawiedliwość - mówi Romuald Karaś. - Napisałem już trzy tomy, będzie też czwarty. Nakłady nie są duże, ale są. Nie chodzi o to, by była sensacja i sukces rynkowy. Chodzi o to, by dać świadectwo prawdzie.”

Romuald Karaś, 84-letni dziennikarz, gościł na przełomie sierpnia i września w Gdańsku, w związku z obchodami wybuchu II wojny światowej. Ostatnio wydał trzytomową książkę o losach majora Henryka Sucharskiego. - Myślę jak najgorzej o ludziach, którzy próbują zniszczyć dobre imię dowódcy obrony Westerplatte. Był bohaterem, twardym żołnierzem o wybitnej inteligencji - mówi.

https://www.gdansk.pl/wiadomosci/westerplatte-nestor-polskiej-szkoly-reportazu-broni-dobrego-imienia-majora-sucharskiego,a,154286

OBIEKTYWNIE!:

http://brzesko.com.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=3226:kapan-od-serca&catid=91:w-brzesku&Itemid=117

Ważne:

W Państwowej Akademii Nauk w Gdańsku - osobiste rzeczy Majora Sucharskiego i jego oryginalne dokumenty, listy i zdjęcia.

Bractwo Różańcowe Św. Dominika

Żołnierz kochający życie i szanujący ludzi.

https://pl.aleteia.org/2018/09/02/major-henryk-sucharski-nieznane-zdjecie-dowodcy-z-westerplatte/

Materiałów o Westerplatte w Internecie jest dużo więcej.

Kto szuka ten znajdzie drogę do prawdy pamiętając o Prawdzie Góralskiej!

Pozdrawiam

casium

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-1

casium

#1641774

Odniosę się tylko do kilku spraw.

Dobrze, że przypominasz kwestie związane ze skutecznością ostrzału pancernika "Schleswig-Holstein" (wolę zachowywać nazwę oryginalną). Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że był zacumowany zbyt blisko i nie mógł, na szczęście, całkiem skutecznie ostrzeliwać obrońców Westerplatte.

Co do roli Sucharskiego i Dąbrowskiego w trakcie obrony i po wojnie, pewnie już nigdy nie dowiemy się, jak było naprawdę. Zwolennicy jednej i drugiej wersji interpretują pewne fakty na korzyść wybranego przez siebie faworyta.

Piszesz: "kapitan po wojnie awansował na kmdr ppor. wstąpił do PPR/PZPR i utrwalał władzę komunistów (...) Dlaczego nie dołączył do Żołnierzy Wyklętych?". Czy musiał dołączyć? Czy gdyby Jan Rodowicz "Anoda" ukończył studia i został architektem, a więc nie zginął podczas śledztwa w siedzibie MBP przy ul. Koszykowej 7 stycznia 1949 r., też zasłużyłby na taką ocenę, na zarzut wrażony w formie insynuacji? Czy nie wyciągasz wniosków zbyt pochopnie?

Mimo że kpt. Dąbrowski został awansowany do stopnia majora (kmdr ppor.) 10 sierpnia 1945, a w roku następnym do stopnia komandora porucznika, to jednak wspomina się też o:
- braku aktywnego zaangażowania politycznego...
- walorach dowódczych i organizacyjnych (w co chyba nikt nie wątpi)

Był członkiem PPR, a później PZPR, ale ostatecznie na początku lat 50. na fali czystek stalinowskich:
- został usunięty z partii (jako „oficer sanacyjny”) 
- pozbawiony pracy
- nie miał wypracowanej emerytury wojskowej
- musiał przenieść się wraz z rodziną z Ustki do Krakowa
- nie miał pracy i możliwości kontynuowania leczenia sanatoryjnego
- by utrzymać rodzinę, pracował jako kasjer w KMPiK, szył chałupniczo pantofle...

Czy to wystarczające powody, aby komuniści uznali - jeśli rzeczywiście tak wtedy rozumowali, bo tego nie wiem (po prostu rozważam to hipotetycznie) - że lepiej "postawić" na promowanie Sucharskiego, który - mimo uczestnictwa w wojnie 1920 r. i odznaczenia za odwagę Virtuti Militari - był jednak synem wiejskiego szewca (w twoim komentarzu: "pochodzenia ziemskiego")? A, co najważniejsze, Sucharski już nie żył (zmarł 30 sierpnia 1946), więc nie mógł ani zaprzeczyć ani nie potwierdzić żadnej wersji.

Nie jest moim zamiarem umiejszanie zasług. Pokazuję jedynie, że nie jest to prosta sprawa do osądzenia, pole do interpretacji szerokie. Zachowanie umiaru wskazane.

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
PAŃSTWO TEORETYCZNE JUŻ BYŁO
Każdy uczy się na błędach. Niektórzy z uporem maniaka chcą się uczyć na swoich

#1641802

w którymś z polskich powojennych dzienników (mam niejakie wrażenie, że mógł to być Przekrój) ukazały się wspomnienia jakiejś nauczycielki, chyba z Kresów, która pisała o relacjach uczuciowych między nią a mjr Sucharskim a także o tym, że całą załogę Westerplatte stanowili mężczyźni bezżenni. Co, moim zdaniem, brzmi prawdopodobnie i może wskazywać na świadomość polskiego dowództwa armii o śmiertelnym zagrożeniu tej wojskowej załogi.

To wspomnienie przeczy też późniejszym pomówieniom majora o homoseksualizm!

Metoda nagonki to metoda owych "samolansujących się" historyków. Podobnie jak ze "szlachetnymi krytykami" Powstania Warszawskiego. Gdyby owi historycy byli obiektywni - nikt by się ich "opracowaniami" specjalnie nie interesował. Gdy występują z brutalną krytyką - wiadomo, że nastąpi reakcja a krytykierzy zyskają, w ten sposob, specyficzną popularność.

Pozdrawiam,

 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1641820

cyt. "Metoda nagonki to metoda owych "samolansujących się" historyków."

Pani Katarzyno - wyjęła mi to Pani z ust! 

1 000 : 1 000

Bardzo celne spostrzeżenie, jak zawsze!.

"Samolansujący się", nie tylko historycy, ale oni w pierwszej kolejności wyrządzili w przypadku WESTERPLATTE więcej szkód niż pociski 280 mm SH, atak 60 Stukasów oraz natarcia piechoty niemieckiej różnych formacji!

Mnie najbardziej zabolał gniot mgr historii Jacka Komudy pt. "Westerplatte"...

Pozdrawiam bardzo serdecznie

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-1

casium

#1641828

Ciekawe, dlaczego nikt do tego nigdy nie powrócił? Czy to choroba polskiego dziennikarstwa, które goni za sensacją?

Pani jest zwolenniczką jednej tezy i dlatego wszystkich - bez wyjątków - historyków wrzuca pani do jednego worka "samolansujących się". Nie uważam tego za słuszne.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
PAŃSTWO TEORETYCZNE JUŻ BYŁO
Każdy uczy się na błędach. Niektórzy z uporem maniaka chcą się uczyć na swoich

#1641878

1. Dlaczego nie dołączył do Żołnierzy Wyklętych?. „Czy musiał dołączyć?” Nie, nie musiał. Wybrał służbę w Wojsku Polskim i pomimo jak napisałeś „braku aktywnego zaangażowania politycznego...” wstąpił do PPR a później PZPR. Bez komentarza!

Do WP po 1945 roku wstępowali też inni byli żołnierze II RP. Stanisław Skalski jako jeden z niewielu polskich pilotów powracających do kraju, został przyjęty do nowo formowanego Wojska Polskiego, gdzie w lipcu 1947 objął stanowisko inspektora do spraw techniki pilotażu. W 1948 roku został aresztowany w Warszawie przez funkcjonariuszy MBP pod fałszywym zarzutem szpiegostwa. Torturowany i skazany. Od kary śmierci ułaskawiony 24 stycznia 1951 przez prezydenta B. Bieruta i skazany na dożywocie. Po zmianach w odwilży gomułkowskiej i rehabilitacji, w listopadzie 1956 powrócił do wojska i w stopniu majora z przydziałem do sztabu Wojsk Lotniczych i Obrony Kraju. W 1957, w stopniu podpułkownika, przeszedł przeszkolenie na samolotach odrzutowych w Oficerskiej Szkole Lotniczej nr 5 w Radomiu. Służył głównie na stanowiskach biurowych. Na własną prośbę został przeniesiony do rezerwy 10 kwietnia 1972. 15 września 1988 uchwałą Rady Państwa został mianowany generałem brygady.

2. Czystki stalinowskie – trafił na wredną kobietę, która doprowadziła do wyrzucenia Go z PZPR! Trzeba szczegóły doczytać w dokumentach źródłowych bo Wikipedia to marne źródło!

3. W jednym komentarzu napisałam, że mjr Franciszek Sucharski był pochodzenia „ziemskiego” w kolejnym uściśliłam - był synem chłopa...

https://niepoprawni.pl/comment/1641769#comment-1641769

4. Tak, major Henryk Sucharski zmarł 30.08.1946 roku w wieku 48 lat w brytyjskim szpitalu wojskowym, w Neapolu na zapalenie otrzewnej. Wielka strata bo nie zdążył zrealizować swojego postanowienia: opisania „Westerplatte”.

5. W literaturze napotykamy wątek (bez danych źródłowych), że oficerów z Westerplatte obligowała umowa honorowa. Dodam, że szeregowi i podoficerowie w dniach 1 do 7 09. 1939 roku nie byli nigdy świadkami odpraw służbowych oraz zdarzeń, które miały taki czy inny przebieg!

6. Przyznasz, Krispin, używanie określeń w stylu "zdrajca", "kolaborant", "morderca", „pedał”, ” narkoman”, „tchórz” etc. w stosunku do zmarłego, który ani zaprzeczyć, ani potwierdzić żadnej wersji już nie może – NIE UCHODZI bo to niegodziwość wielka!

Zohydzanie BOHATERÓW, prostowanie historii bez podania nowych, wiarygodnych źródeł, stawianie karkołomnych tez przez osoby znane i uznane, ale dopiero w XXI wieku, a nie za Ich życia, powielanie bzdur z komiksów itd. świadczy o pewnej prawidłowości. Jaka to prawidłowość? Nasza prawda jest lepsza od Waszej!

7. Zachowanie umiaru wskazane! I tu się z panem jak najbardziej zgadzam!

Właśnie w trosce o zachowanie UMIARU w swoich komentarzach nie wspomniałam ani o rzekomym puczu oficerów, ani o zamordowaniu kilku obrońców Westerplatte.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1

casium

#1641823

1. nie dołączył, ale.. (...wstąpił do PZPR)

2. wyrzucony, ale... (...nie ze swojej winy)

4. zmarł wcześniej, ale... (...by opisał tak jak ci się wydaje, że by opisał)

To wszystko oceny z punktu widzenia dnia dzisiejszego, nie z punktu widzenia człowieka żyjącego wtedy i dysponującego wiedzą, jaką mógł dysponować w roku 1945-6 i kilku latach nastepnych. Nie wolno tego robić. Ocena kpt. Dąbrowskiego z dzisiejszego punktu widzenia, gdy dysponujący wiedzą historyczną (szczegółową, bo już opisaną), może być obarczona dużym błędem. Jestem kategorycznie przeciwny wyciąganiu wniosków na takiej podstawie. To tylko gdybanie - jak moje uwagi, w których wskazałem jedynie, że mogło (z dużym) prawdopodobieństwem) być inaczej.

6. Jestem przeciwny osądzaniu kogokolwiek na podstawie niepełnych danych, również używaniu takich sformułowań.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
PAŃSTWO TEORETYCZNE JUŻ BYŁO
Każdy uczy się na błędach. Niektórzy z uporem maniaka chcą się uczyć na swoich

#1641880

Nie analizuję co pan ogarnia natomiast oceniam, że robi pan na NP za brakarza.

1. Czy pan powie o członku PiS: dołączył, dotłuk się, doszlusował, przytarabanił się, doczłapał się, przybył piechtą, dokooptował, zasilił, doczepił się, scementował, podepchnął, przykuśtykał, etc. ? Każdy były członek PZPR, a także każdy inny do partii Prawa i Sprawiedliwości – WSTĄPIŁ! Kapitana Franciszka Dąbrowskiego w chwili wstąpienia do PPR na pewno oceniono pozytywnie. Mnie nie przeszkadza ani to, że kpt. Dąbrowski wstąpił do PPR, ani to, że w szeregach PiS są byli członkowie PZPR. Mam w rodzinie osobę, która zawsze z wiatrem. W młodości na studiach wstąpiła do PZPR dzisiaj jest Pisówną spiżową! I co? I nic – doskonale się rozumiemy, wspieramy, mamy wspólny zapał!

2. Wsiada pan… ale w taki sposób to ja mogłabym wsiadać na każdy pana komentarz! Tylko po co? Pan TU realizuje misję i ja to rozumiem, i nie przeszkadzam.

3. Major Henryk Sucharski zmarł w kwiecie wieku! Nie wiem co by napisał o Westerplatte! Cokolwiek by napisał to żyjący wówczas „towarzysze broni” mieliby możliwość ustosunkowania się do przedstawionych faktów. A my dzisiaj mielibyśmy ważne źródło historyczne dotyczące heroizmu polskiego żołnierza! Pierdu, pierdu po latach to każdy może klepać w klawiaturę. Chciałabym zobaczyć tych co tak łatwo napieprzają w majora Sucharskiego, gdyby przeżyli jedno, drugie, kolejne natarcie niemieckiej piechoty, nawałę ogniową artylerii, atak 60 nurkujących Stukasów z włączonymi syrenami… Wie pan co by zrobili? Popuścili by bezwiednie w spodnie i to z obu stron!

O,k napiszę tak:

Kilka lat temu kompania Alfa wzmocniona blisko 70 policjantami afgańskimi maszerowała ugrupowana w dwa rzuty. Pierwszy rzut frontalnie zbliżył się do wioski na odległość około 200 m a rzut drugi przekraczał wadi. I poszła pierwsza seria z kaemu. Policjanci ciut wcześniej zniknęli jak duchy… Kapral dostał w szyję, kolega w rękę a rykoszet od Beryla wz. 96 urwał palec żołnierzowi idącemu w II rzucie obok syna. Zalegli… to znaczy drugi rzut wycofał się za wadi bo ukształtowanie terenu zwiększało szanse na prowadzenie celnego ognia i na przeżycie zasadzki! Wymiana ognia trwała kilkanaście minut, „kule padały jak groch blisko nóg, a naszym chłopcom wydawało się, że minęła co najmniej godzina”. Miałam możliwość rozmawiania z synem kilka godzin po akcji. I wie pan, panie Krispin, co usłyszałam? „Mamo, żebym mógł to bym się okopał pazurami, ale ziemia była kamienista, a przez wadi wycofywaliśmy się jak przecinaki!” Nasi chłopcy dobrze wyszkoleni i dobrze dowodzeni natychmiast otrząsnęli się z zaskoczenia. CARE UNDER FIRE zakończyła się sukcesem. I co było dalej? A było tak. Polscy żołnierze posiadali środki łączności z taktycznym skrzydłem Air Force. Sztab w Ghazni wezwał, żołnierz z Alfa, gdy nadleciały potwierdził Green Signal i to owo jeszcze uruchomiono. To nie było 60 sztuk Stuk tylko trzy F- 16! Rakiety pomknęły do żywego celu z dokładnością do… 0,5 metra! Wybuchły i zaległa cisza – Afganowie wyparowali!

Dlaczego o tym wspominam? Bo byłam tysiące kilometrów od zdarzenia w ciepłych kapciach przed komputerem, a po kontakcie z synem czułam się jak bym była w oku boju. Po powrocie do bazy kilku twardzieli suszyło spodnie (co nie jest ujmą bo zwieracze puszczają w takich warunkach mimo woli!). A mnie niewiele brakowało… dobrze, że nie dostałam zawału!

Szanowny panie Kryspin.

Proszę niech pan weźmie na wstrzymanie i nie pisze do mnie stylem preceptora!

Powtarzam – kapitanowi Franciszkowi Dąbrowskiemu nikt nie odmawia odwagi, umiejętności szkolenia i dowodzenia, nikt nie odmawia bohaterstwa! To postać w sumie tragiczna w pełni zasługująca na pomnik, na Westerplatte. Na cokole powinni być razem: major Henryk Sucharski i kapitan Franciszek Dąbrowski. Razem walczyli, zwyciężyli moralnie, przeżyli piekło wprost niewyobrażalne w samotności bez wsparcia sił przełożonego co tylko potwierdza heroizm oficerów!

Szanowny panie Kryspin.

Na tym kończę wszelkie dysputy o bohaterach a pana proszę o boksowanie komentatorów w kolejnych tematach ważnych dla Polski!

Pozdrawiam pana i innych małych pałujących mój trud bo każdy wie ile czasu trzeba by napisać solidny komentarz

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-1

casium

#1641906

 ...kapitanowi Franciszkowi Dąbrowskiemu odwagi, umiejętności szkolenia i dowodzenia, bohaterstwa. Czytając pani poprzednie komentarze (a ten powyższy również) odniosłem inne wrażenie.

Co było celem moich komentarzy, napisałem w nich jasno, bez wycieczek poersonalnych. Dlatego uwagi na mój temat pozostawię bez komentarza.  

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
PAŃSTWO TEORETYCZNE JUŻ BYŁO
Każdy uczy się na błędach. Niektórzy z uporem maniaka chcą się uczyć na swoich

#1642135