Spodnie z wbudowanym generatorem i co było dalej

Obrazek użytkownika triarius
Blog

Właśnie sobie kupiłem na rynku (!) nowe spodnie. Poprzednie, a miałem ich kilka par, rozsypały mi się praktycznie w rękach, a raczej nie tyle w rękach, co w tzw. kroku. Emocje związane z tym faktem, jak też szukanie i zakup nowych spodni uruchomiły u mnie procesy myślowe... I zacząłem się zastanawiać. Najpierw nad tym, dlaczego te wszystkie portki tak krótko żyją. To akurat nie było trudne, wiadomo bowiem nie od dzisiaj, że najlepsze zarobki są nie na produktach, które ktoś kupuje raz, a potem jeszcze jego prawnuki się tym cieszą, tylko przeciwnie - na produktach wielokrotnego użytku (proszki do prania, tampony, żele do pięt - końcu z jakiegoś powodu tyle nam ich pokazują!), rzeczach silnie podlegających modzie (co daje w sumie ten sam efekt, co w przypadku tamponów), oraz właśnie tandety, co to się zaraz rozsypie i trzeba ją będzie kupić znowu. To są podstawy ekonomii i każdy z żyjących w tych szczęśliwych czasach powinien sobie z tego zdać sprawę. Oszczędzi mu to niepotrzebnych wydatków na listy do redakcji z narzekaniami i marnowania czasu na różnych forach konsumentów.

I uświadomiłem sobie, że, patrząc na tę sprawę bardziej filozoficznie i abstrakcyjnie - spodnie które noszę na tyłku mają wbudowany generator zysków! Oczywiście nie dla mnie, tylko dla ich producenta i sprzedawcy. Jakich bym bowiem spodni na wolnym rynku nie nabył, z góry wiadomo, że wkrótce wymuszą one na mnie (i na każdej innej ofierze realnego liberalizmu) zakup następnych... Które też oczywiście będą miały wbudowany generator zysków... I tak ad infinitum, a raczej aż mnie śmierć od tego wyzwoli.

I zacząłem się zastanawiać nad tym zjawiskiem w skali bardziej ogólnej. Ja tak mam - jedni patrzą na las i krzyczą "o, drzewo!"... Snują uczone rozważania o rzeczach, które nigdy nie istniały i istnieć nie będą... Walczą o sprawy, które na moment tylko zagościły w historii świata, a teraz odchodzą w dal i nigdy się już nie powtórzą (kapitalizm, liberalna demokracja, wolność słowa)... A ja odwrotnie - dajcie mi przetarte w kroku portki, a ja wam z nich wywróżę bieg historii i przyszłość ludzkości!

No więc się zacząłem zastanawiać, gdzie podobne do tych spodni z wbudowanym generatorem zjawisko występuje jeszcze, najlepiej w jakimś wzniosłym historiozoficznym kontekście. I od razu przyszedł mi na myśl niejaki Eryk Mistewicz, o którym bym nigdy pewnie nie usłyszał, gdyby nie to, że Jarecki o nim sporo ostatnio opowiada i w ogóle, na ile się orientuję, łączą ich dość dziwne, niejednoznaczne stosunki. Nie żeby jakaś wprost wielka miłość, ale na pewno się chłopaki wzajemnie zapładniają, a nawet drug drugu poprawiają ponoć przecinki. (Jeżeli to oczywiście prawda, co Jarecki opowiada, bo niewykluczone, że to tylko taka narracja. Niewykluczone też, że ja po prostu niewiele z tego, co Jarecki opowiada, rozumiem. W końcu postmodernizm to niełatwe.)

No i w każdym razie ten Mistewicz, jak go Jarecki przedstawia, wszystko sprowadza do "narracji". A już politykę to najbardziej. Ta polityka to jego zdaniem w ogóle nie jest polityka, tyko postpolityka. Nie wiem co się stało z polityką, gdzie ona poszła, nie wiem też skąd się ta postpolityka wzięła... Mamy jednak tę postpolitykę, mówi Mistewicz (a raczej Jarecki mi go referuje, a ja wierzę, bom ufny), i ta postpolityka polega właśnie na tym, że rządzi nam miłościwie NARRACJA.

I akurat przed chwilą przypadkiem obejrzałem sobie na jednym polskojęzycznym francuskim (choć kto to może naprawdę wiedzieć? w każdym razie taka jest narracja) lewackim kanale duszoszczipatielnyj biograficzny program o Andersenie, tym od bajek. No i wyszło, że ten Andersen to był pedał i był z tym bardzo nieszczęśliwy, bo facet, w którym się kochał, zawarł małżeński związek z kobietą... A więc zdrada podwójna, albo i do kwadratu. Nie wiem wprawdzie, na jakiej podstawie Andersen uznał, że ma powód czuć się zawiedziony, bo programu nie widziałem od początku, za to mówili, że Andersen był dziewicą i zostać nią miał zamiar na zawsze, bo go te sprawy okrutnie brzydziły.

W każdym razie był nieszczęśliwy i miał takie skłonności. Cóż więc tu mamy? Brawo! Mamy tu NARRACJĘ. (Proszę to sobie w zeszycikach zapisać i podkreślić.) Idźmy dalej! Skoro zaś mamy narrację, to niewykluczone, że mamy i... co? Postpolitykę, znowu brawo! I faktycznie, gdyby ktoś tak się zaczął głęboko zastanawiać, to by może stwierdził, że problemy duszne zbliżone do tych, które Andersen w owym biograficznym programie przeżywał... No, co te problemy? Oczywiście - od jakiegoś czasu stanowią rdzeń i jądro polityki, którą nas się częstuje, targa za uszy i ogólnie przerabia z nielubiących pedałów zjadaczy chleba, na postpolityczne anioły (świeckie ma się rozumieć) - jeśli nawet nie do końca odczuwające andersenowe dreszcze na temat własnej płci, to z pewnością odczuwające erotyczne dreszcze na temat homoseksualizmu jako takiego.

I tak sobie zacząłem na temat tych narracji rozmyślać... Taką sobie narrację na ten temat snułem - jak to być może (choć co ja mogę o tym wiedzieć, przedpostpolityczny cham, goj i heteryk?!) powiedziałby Eryk Mistewicz, albo jakiś jego postpolityczny uczeń... Aż przyszła mi do głowy taka oto rzecz...

Faktycznie narracja zdaje się być od całkiem dawna metodą tego, co ogólnie nazywamy lewicą. Metodą propagandy, to na pewno. a niewykluczone, że to jest naprawdę ich sposób, ich metoda, na rozumienie świata. Po prostu, że oni tak świat rozumieją i bez "narracji" po prostu nic dla nich nie istnieje, albo w każdym razie nic o tym nie potrafią powiedzieć. Całkiem to możliwe, ale trudno to w tej chwili stwierdzić, więc pozostańmy przy propagandzie. Czyli przy metodzie zdobywania zwolenników, kształtowania poglądów innych ludzi, zwiększania własnej roli i możliwości oddziaływania.

Weźmy Marksizm. Czy tam nie było narracji? Ależ była, jak najbardziej. Tu robotnicy, tu szlachta, tu pokrętna burżuazja - najpierw obiektywny, choć pogardzany, sojusznik, potem wróg... Największy, zanim nie okaże się, że jednak największym wrogiem jest heretyk - inny marksista, ale o nieco innych poglądach na jakąś kwestię...

Narracja potężna, epicka, wywołująca emocje. Tego się jej nie da odmówić, prawda? Tak, zgoda. Zejdźmy jednak z tych manichejskich wyżyn, gdzie zło walczy z dobrem pod nielitościwym słońcem dialektycznego i historycznego materializmu, i powróćmy na chwilę do moich podartych spodni z wbudowanym generatorem. Czy w świetle tych spodni zaczynamy dostrzegać w owej epickiej narracji o walce klasowej, o Partii - nowym Prometeuszu, w tych wszystkich sugestywnych i mobilizujących do walki obrazach i scenach - jakiś malutki, ale jednak dotkliwy, brak?

Cóż niestety. Ułatwię zadanie mojemu czytelnikowi, który mógłby się nad tą kwestią zastanawiać tygodniami, a tyle czasu jednak nie mamy, i powiem, że tym malutkim ale z punktu widzenia rewolucji niemiłym brakiem jest to, że ta narracja nie ma wbudowanego odpowiedniego generatora! Jaki generator byłby tu potrzebny? Generator narracji oczywiście, jakiż by inny?

Chodzi o to, że historia walki klasowej, uciśnionego proletariatu, który potem... Wszyscy z grubsza wiemy o co chodzi. Więc ta historia jest super, ale jakoś, jak już się nią nacieszymy, to nam się zaczyna wydawać... Apage Satanas! Nieco monotonna. I co można na to pomóc? Kazać robotnikom pisać powieści? Próbowano to robić, ale jakoś ta najbardziej zapalna, najbardziej skłonna do walki o Postęp i wiary w przyszły Raj Na Ziemi część ludzkości - inteligencja - nie reaguje wystarczająco silnie na subtelne analizy rzeczywistości w stylu "no to my wzięli śrubokręta i dokręcili tę śrubę, a majster był świnia bo potrącił nam wszystkim premię".

A więc robotnicy, proletariat, uciśniony lud roboczy - nie sprawdzili się jako generator narracji. Nie okazali się, wbrew pierwotnym nadziejom, zakochanym spojrzeniom, ukradkowym pieszczotom... Tym wybranym, tym jedynym dla walczącej o Postęp Ludzkości i Stworzenie Nowego Człowieka (krótko mówiąc o Raj Na Ziemi) lewicy.

Smutne to, ale w końcu tak bywa. Prędzej czy później to proletariat miał odczuć smutek tego rozstania. Lewica zdołała się po tym miłosnym zawodzie dość szybko pocieszyć. W czyich ramionach? No przecież, że w ramionach takich, którzy lepiej potrafili generować odpowiednią narrację! Kto to był konkretnie? Żartujecie sobie, każdy chyba już wie, jakie były kolejne WIELKIE MIŁOŚCI lewicy i Sił Postępu. W dodatku, w odróżnieniu od proletariatu (w pierwotnym sensie, czyli biednych, a przede wszystkim robotników), te nowe miłości nie obracają się w brzydką niechęć. Nie znaczy to oczywiście, że lewica jest monogamiczna, a tym mniej, że (po swym pierwszym nieudanym małżeństwie) trwa w dozgonnej wierności, ale o swych nieco już wyblakłych dawnych miłościach nie zapomina.

Jakie one były? No dobra, przypomnę: freudyzm, feminizm, trzeci świat, Żydzi, Palestyńczycy, przestępcy, przypadki psychiatryczne, imigranci, kolorowi, młodzież... No i wreszcie obecna wielka miłość - czyżby już ostatnia? czyżby już TA PRAWDZIWA, TA JEDYNA? - homoseksualiści.

Co te wszystkie grupy mają ze sobą wspólnego? Jaką mają wspólną przewagę nad mało elokwentnymi robotnikami od śrubokrętów majstra co jedzie po premii? Już wam ludzie bardzo ułatwiłem, chyba nie jest trudno odgadnąć. No dobra, ale nie mam już czasu, więc powiem: wszystkie te grupy mają nie byle jaką zdolność tworzenia WŁASNYCH NARRACJI! Innymi słowy, mają one taki wbudowany generator narracji... Generator sprzedaży po prostu - sprzedaży własnej ideologii, a przy okazji ideologii z nią sprzężonej, czyli... No właśnie - lewicowości i Ideologii Postępu jako takiej! O co przecież właśnie chodzi, prawda?

A więc, kochane ludzie - nie pytajcie się, co jest tak atrakcyjnego w homoseksualistach, że całe watahy Autorytetów Moralnych i Ludzi Światłych dostają orgazmu na samą o nich myśl! W nich jest to samo, co w moich spodniach. W tych, com je sobie dzisiaj kupił na rynku, i w tych, co mi się tak paskudnie przetarły na (excusez le môt) dupie... Zarówno tych chińskich, com je sobie kupił w "Realu", jak i tych... Co się boję powiedzieć, żem je kupił w "Tesco", bo pan Bratkowski może znowu mnie zganić, żem anty.

W każdym razie ludzie teraz już wiecie, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, na pewno chodzi o sprytnie wbudowany generator narracji. A narracja, co z pewnością potwierdziłby pan Mistewicz, gdyby raczył mnie czytać i komentować moje kawałki, to sprzedaż. Postpolityka... płaczliwy i zakochany Andersen z dłuuugim nosem... Inni smutni (wbrew oficjalnej od jakiegoś czasu wesołej nazwie) homoseksualiści, którym nieludzkie heteroseksualne społeczeństwo nie daje... nie pozwala... się, ten tego... Wiadomo, o co chodzi. To wszystko to po prostu przecudowny generator narracji! A tym samym generator sprzedaży. Dokładnie taki, jaki wszyscy mamy wbudowany w spodnie, które nosimy na tyłkach! (Nie mówiąc już o tamponach i papierze toaletowym, które też to mają, a nawet im to łatwiej przychodzi.)

triarius

---------------------------------------------------
Caeterum lewactwo delendum esse censeo.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Owe lewackie narracje to zakłamywanie rzeczywistości dla korzyści własnego prądu PSEUDOintelektualnego (prądy intelektualne są oparte na logicznym toku myślowym).
Np. Biedni ci nasi geje (narracja wesołków czerpiących radość życia z pukania w pupę) bo heterycy (demony z piekła rodem nie potrafiące dostrzec piękna pukania w pupę) ich dyskryminują (narracja złego władcy i dobrych, prześladowanych mniejszości, których ten władca nie szanuje).

Jeśli spojrzeć na ten wytwór propagandy z obiektywnego punktu widzenia to widzimy tu kłamstwo na kłamstwie. Otóż, pukanie w pupę to nieproduktywny akt wyżycia seksualnego, bez miłości, czysto mechaniczny upust napięcia skierowanego w złą strone (patrz - małe pieski posuwające podusię). Geje nie są wesołkami jak ta piękna nazwa wskazuje, tylko homoseksualistami - ludźmi kilka razy bardziej skłonnymi do patologii, pedofilii i aspołeczności. Ich środowiska to przede wszystkim klimaty nocnych klubów w których to ćpa się na potęgę białe narkotyki po czym wskakuje do łóżka z przygodnymi kolegami. Oto piękno homosiów o którym się nie wspomina, dla utrzymania pozytywnej narracji.

Tak samo narracja złego władcy jest fałszem. Oczywistym jest, że dla dobra społeczeństwa władze nie mogą pozwolić na respektowanie patologii społecznej jaką jest homoseksualizm, tak samo nie mogą respektować praw do wolnego seksu dla ludzi chorych na AIDS. Co nie znaczy, że trzeba ich od razu pakować do wagonu i wywozić do obozów. Ale prawda musi być jasno stawiana na stół - zarówno homoseksualiści jak i chorzy na AIDS (często zdarzają się przypadki dwa w jednym) to osoby CHORE. Które w miarę możliwości należy leczyć. Kropka. Na pochybel tej kłamliwej ,,narracji''.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#20167

... najbardziej odkrywczą moją obserwacją była ta, że lewizna wybiera sobie po prostu jako faworyta i "nowy proletariat" tę grupę, która ma najbardziej duszoszcziptatielną "narrację" do wyłkania - taką automatyczną, samogrającą operę mydlaną, najlepiej skrzyżowaną z festiwalem Eurowizji.

Z czego też widać, jak oni oceniają rozum i samodzielność myślenia tego bydła, dla którego te opowieści snują, które uważają za swoich lub potencjalnie swoich, i jak w sumie nim muszą gardzić.

Pzdrwm

triarius
- - - - - - - - - - - - - - - -
Liberalizm to lewactwo sklepikarzy (i alibi aferzystów).

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#20176

Grają na niskich instynktach i prostackim rozumieniu solidarności (jednoczenie się z pozornie słabszym, nie z tym który ma rację).

Ja niestety oceniam większość ludzkości tak samo jak oni. Jednak lewacy potrafią to póki co lepiej wykorzystać.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#20273

[quote="Jaku"]Tak samo narracja złego władcy jest fałszem. Oczywistym jest, że dla dobra społeczeństwa władze nie mogą pozwolić na respektowanie patologii społecznej jaką jest homoseksualizm, tak samo nie mogą respektować praw do wolnego seksu dla ludzi chorych na AIDS.[/quote]

Ostracyzm wobec homosiów to powinien być. Jak wyjdzie gej-parada na ulicę, to moim zdaniem prosta piłka. Przyjechać powinni gliniarze, a następnie starać się towarzystwa, jak najwięcej wyłapać. Potem postawić ich pod sąd 24-godzinny i wymierzyć karę chłosty; 10 batów powinno rozsądku nauczyć. Również należy zezwolić na działanie prywatnych ośrodków zajmujących się leczeniem z tej przypadłości.

A co do chorych na AIDS. Ja nie widzę innego sposobu niż izolować to towarzystwo od społeczeństwa. Z lekami przeciwko temu ustrojstwu jest ciężko; są tylko inhibitory odwrotnej transkryptazy. Poza tym trzeba pamiętać, że sam wirus wykazuje bardzo szybkie tempo ewolucji - tak więc o szczepionce, póki co, też możemy zapomnieć. Inne sposoby na zwalczanie AIDS to walka z prostytucją, narkomanią oraz wspomniany wyżej ostracyzm w stosunku do homosiów. Wypada na zakończenie wspomnieć, że pierwszy kliniczny przypadek, kiedy HIV stwierdzono, to u pedałów w Kalifornii, którzy zapadli na mięsaka Kaposiego.

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#20186

Ostracyzm dla homosiów - postulowałbym nieblokowanie naturalnego ostracyzmu jakim są otaczani pedryle bez dodatkowych bodźców ze strony władzy. Wystarczy, że wyłączymy lewacką propedalską propagandę, a miejsce homoseksualistów w społeczeństwie zostanie ponownie zauważone.

Jeśli chodzi o chorych na AIDS to nierzadko są to normalni ludzie, którzy przypadkiem mieli styczność z wirusem. Dlatego też postulowałbym szerzenie informacji na ten temat oraz objęcie specjalną opieką ludzi chorych na chorobę. Na pewno bym ich nie izolował a jedynie poddał specjalistycznej opiece (informacja, kontrola, pomoc lekarska). Czy izolowałbyś ludzi chorych na rz(ż)eż(rz)ączke?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#20275