PO czyści sobie komisję

Obrazek użytkownika Jaku
Kraj

Od dawna oczywistym jest, że przy zmianie władzy następują przetasowania na wszystkich wyższych stanowiskach w państwie. Tak też jest w przypadku przejecia rządów przez koalicję PO-PSL. Z jednym wyjątkiem - do tej pory żadna władza nie starała się tak usilnie przejąć kontroli nad Komisją do Spraw Służb Specjalnych.

Owa komisja powstała tuż po aferze Olina, kiedy to trefny premier RP Józef Oleksy, został postawiony w stan oskarżenia o przekazywanie tajnych informacji rosyjskiemu szpiegowi Władimirowi Ałganowowi. Aby jej działania miały jakikolwiek sens, a członkowie komisji mogli obiektywnie zająć się sprawą dotyczącą przecież rządzącej wtedy koalicji, ustanowiono nieformalną zasadę, iż przewodniczącym komisji będzie zawsze przedstawiciel opozycji. Dzięki temu prace komisji niezależnie od bieżącej układanki politycznej, przynosiły owoce.

Największe owoce przyniosły działania Komisji w sprawie badania afery PKN Orlen, kiedy to wyszło na jaw, że ówczesny premier Leszek Miller korzystał z pomocy Urzędu Ochrony Państwa dla osiągnięcia zaplanowanych celów politycznych (odwołał ówczesnego szefa PKN Orlen Andrzeja Modrzejewskiego). Był to element wielkiej gry politycznej mający na celu utrzymanie w roli pośrednika w przesyle gazu z Rosji do Polski, firmy J&S Service. Miller i jego ludzie za pomoc udzieloną J&S prawdopodobnie otrzymali wielkie łapówki. Tego jednak nie udało się ustalić. Polityczno-biznesowy układ utrzymujący polską lewicę na to nie pozwolił. Ważne jednak, że dzięki temu, iż Komisja do spraw służb specjalnych okazała się być odporna na manipulacje ze strony koalicji rządzącej, udało się po raz pierwszy w historii III RP odkryć przed polskim społeczeństwem układ i skalę prowadzonych przezeń machlojek. Po tej, kolejne afery polały się już ciągłym, szerokim strumieniem.

Dziś, za rządów jaśnieoświeconej koalicji miłości, w Komisji znów zaczyna się coś dziać. Czy jej członkowie trafili na ślad jakiejś wielkiej afery? Nie. Czy doprowadzili do rozwiązania sprawę przecieku nt. zatrzymania Andrzeja Leppera? Oczywiście, że nie. Za to co jakiś czas Platforma Obywatelska wprowadza z pozoru drobne zmiany w działaniu owej speckomisji i krok po kroku, odbiera opozycji wpływ na jej działanie.

Zaczęło się już 14 listopada 2007 roku - Platforma przeforsowała zmniejszenie liczby członków komisji z siedmiu do 5 (PO-2, PiS-1, PSL-1, Lewica-1), przez co Prawo i Sprawiedliwość mogło wydelegować tylko jednego przedstawiciela w tym organie. W komisji siedmioosobowej miałby tych przedstawicieli dwóch. Platforma zręcznie przykryła ten przekręt szumem medialnym wokół kandydatury Macierewicza, który tradycyjnie został obrzucony błotem i uznany za szaleńca.

Dopiero 8 maja roku następnego, po ciężkich targach politycznych PiSowi udaje się namówić Platformę do przywrócenia siedmioosobowego składu komisji, kosztem wycofania kandydatury ,,Szalonego Antoniego''. Kandydatami partii Kaczyńskiego zostają Zbigniew Wassermann i Janusz Zieliński, i wszyscy są usatysfakcjonowani. Pozornie.

Głód władzy w komisji nie pozwala Platformie na obstanie przy zaistniałej równowadze. Posłowie PO niby nadal mają przewagę w głosowaniach ale przewodniczącym owego organu może zostać Wassermann albo Zieliński, po czym te wszystkie słuszne głosowania zepsuć. A co by było, gdyby owi panowie przewodniczyli pracom komisji pod rząd?? Sodoma i Gomora! Do tego doprowadzić nie wolno. Dlatego też 9 stycznia 2009 głosami koalicji zostaje przeforsowana zmiana regulaminu Sejmu a w jego treść zostaje wpisana tzw. zasada rotacji.

Owa zasada ma zastąpić niepisany zwyczaj w wyborze kierownictwa komisji z czasów wspomnianej wcześniej afery Olina. Na czele komisji nie będą już stać sami posłowie opozycji. Od teraz mogą ich zastępować przedstawiciele koalicji a zmiany mają przebiegać rotacyjnie, w określonej częstotliwości. Dzięki zmianom wprowadzonym przez Platformę i PSL, w przypadku obejmowania przewodnictwa przez jednego z czterech posłów koalicji, owe partię przejmują władzę absolutną nad Komisją do spraw Służb Specjalnych. Jak wiadomo ów organ to jedyny pozarządowy ośrodek kontroli nad służbami, których najwyższym nadzorcą jest Premier RP Donald Tusk. W wypadku przejęcia kontroli nad tym organem przez koalicję rządową, w Polsce nie pozostanie ani jeden niezależny organ kontrolny, baczący na to, co wyprawiają polskie służby specjalne. To skandal.

Krytycznie o zmianach mówi nawet dyżurny komuch ds. służb Zbigniew Siemiątkowski, chwaląc jednocześnie stary konwenans - Ta zasada się sprawdziła. W 2000 r. [rządy AWS] byłem opozycyjnym szefem komisji i dzięki temu udało mi się zablokować próby manipulowania przez służby specjalne materiałami lustracyjnymi Lecha Wałęsy i Aleksandra Kwaśniewskiego - przypomina. Dziennikarz Wybiórczej, autor artykułu z którego pochodzi ten tekst uczciwie zaznacza, że ,,z kolei gdy w 2004 r. jego partia - SLD - sprawowała władzę, a Siemiątkowski kierował służbami, stał się obiektem dochodzenia komisji w tzw. aferze Orlenu.'' O tym pisałem wyżej. Nawet taki zawzięty komunista od lat manipulujący służbami krytykuje zmianę wprowadzoną przez Platformę Obywatelską.

Powstają więc pytania - Dlaczego Koalicja tak boi się wpływu PiS na działania Komisji? Dlaczego doprowadziła do przejęcia przez swoich ludzi absolutnej władzy w tym organie? Kogo chce chronić tymi działaniami? Nepotystów z PSL? Dukaczewskiego? Schetynę? Komorowskiego? Miejmy nadzieję, że będzie nam kiedyś dane się tego dowiedzieć.

--

Link do najważniejszego artykułu:
http://wyborcza.pl/1,76842,6144987,POrzadzimy_sobie_speckomisja.html

Ocena wpisu: 
Brak głosów