Tak dobrze żarło, a zdechło.
Dziś rewelacyjna wiadomość. Otóż nagle, ni z gruchy, ni z pietruchy poparcie PO spadło o 10%, jako donosi Omlet. Normalnie "cud mniemany". Cóż to takiego się stało, że partii, której zawsze rośnie, nagle nie dość, że stanęło, to jeszcze poleciało w dół.
Oczywiście usłużne merdia przypominają np. sprawę Misiaka. No, co by o konDonku nie powiedzieć złego, to tu się pokazał. Wywalił gostka z partii, co się ładnie medialnie sprzedaje. Co prawda nie zmienia to faktu, że dalej robi swoje, a nawet jego żona się do interesu na stoczniowcach przyssała, o czym merdia zapomniały jakoś poinformować, a jak już, to na moment.
Wedle mnie przyczyna jest inna. To po prostu poker. Ktoś powiedział "sprawdzam". Bo idą wybory do PE. Po prostu sondażownie zaczynają schodzić w pobliże danych rzeczywistych. Bo idzie wytłumaczyć od biedy (jak to robiono w wyborach w 2005), że w ostatniej chwili wyborcy zmieniali zdanie. I jakoś się (naiwni uwierzyli) z tych 10-15% pomyłki wytłumaczyli.
Ale z 40-50% pomyłki żadna sondażownia się nie wybroni. Dodatkowe wybory pokazały, że sondaże PO są dęte. Gdzie nie startowali, tam przegrali, choć sondaże dawały przewagę od sporej do miażdżącej. W skali lokalnej sondażownia się wybroni tym, że sondaż był prowadzony w całym kraju i tak wyszło, a że tu lokalnie inaczej, to się zdarza.
Mało tego, PO strzela sobie w stopę. Wystawienie Mariana Krzyklewskiego może zrazić większość elektoratu skądinąd popierającego tę partię. Nie z nim kojarzy się PO.
Proszę zauważyć, nawet Renata Rudecka-Kalinowska nagle znikła. Ta, co wierzyła tak w "prawdy" PO, jak nie przymierzając fanatyk muzułmański w swoje idee. To nie przypadek. Może się zdarzyć, że PO PO PrOstu wtopi wybory do PE.
I cosik tam w naszym rządzie śmierdzi, tylko nie do końca wiadomo, co? Bo od dłuższego już czasu nie widać i nie słychać naszej Zjednoczonej Federacji Słoneczek Kaszub i Peru, vel kodDonka, vel don Alda. A wiemy z doświadczenia, że jak coś śmierdzi, to płemieł wszechczasów i wszechnarodów stosuje jedną z trzech strategii:
1. udaje się w podróż życia lub na urlop,
2. gra w piłkę,
3. siedzi w szafie.
O urlopie (kolejnym) cicho. O piłce też. Pozostaje szafa.
A odległość od prezydentury narasta w takim tempie, jak wyrażenie:
y = n! - n,
gdzie y - odległość od prezydentury
n - kolejny dzień.
A tu jeszcze ten cholerny kryzys, co go nie ma, a jak jest, to ominie Polskę.
W naszej firmie na lunch chodzi się na ogół do dwóch knajpek. W jednej z nich trochę się zapoznałem z "młodym, wykształconym, z dużego miasta" po "modnym kierunku". Zajmuje się przewożeniem takich stojaczków z odstawionymi tackami do kuchni. Oczywiście nie trzeba mówić, że kokosów na taką funkcję, to on nie zarabia. Podobnie jego żona (bibliotekarka). No i bank podniósł im ratę o 300 złotych. I zaczynają puchnąć. Na razie korzystają ze wsparcia rodziców. Było zabierać babci dowód? Ale uwierzyli w 10 cudów Tuska, w to, że u nas żadnego kryzysu nie będzie. Teraz zaczynają kląć. Szkoda mi go. Ale, jak się słucha propagandy, to się potem w d*pę dostaje.
Wiem, kryzys nie winą Tuska czy PO. Ale uporczywe zaprzeczanie oczywistościom teraz przynosi skutki. A uprzedzam: najgorsze jeszcze przed nami.
Ja nie jestem z PiSu, nie głosowałem na nich. Ale wychodziłem z zasady, że żyje się za swoje, nie za kredyty. I kryzys mam w d*pie. Mogę i pracę stracić, ale i tak sobie poradzę. Mieszkania, mebli mi nie zajmie jakiś komornik. Upadłości też nie będę ogłaszał. Pamiętajmy: jeść trzeba małą łyżeczką, po tej dużej można się zadławić. Co wielu spotka, niestety.
- Blog
- Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz
- 1129 odsłon
Komentarze
jlv2
26 Marca, 2009 - 22:07
I tylko mi tej szafy zal
pzdr
Mnie jednak interesuje,
26 Marca, 2009 - 22:13
na czym naprawdę ten kryzys polega? myślę, że i studenci ekonomii z jego definicją mają problem. Wzmocnienie franka szwajcarskiego to przecież nie jest kryzys, tylko spekulacja.
Katarzyna