W cieniu hotelu MARRIOTT

Obrazek użytkownika wojcicki
Kultura
Wczoraj obiecałem w komentarzu do opowiadania Iwony Jareckiej, że dam jej okazję do rewanżu za moje uporczywe wtrącanie się w jej teksty, którego ma prawo mieć dosyć.
I oto "W cieniu hotelu Marriott", romans wielkomiejski, który jest ćwiczeniem z kiczu. Pisałem toto 12 dni "na małpę". Siadałem, wkręcałem papier w maszynę i trzaskałem w klawisze bez specjalnego zastanawiania się nad tym, co majstruję. Wyszło, jak wyszło, sprzedało się ok. 17 tysięcy egzemplarzy i jako 10-procentowy udziałowiec w zyskach zyłem za to wraz z rodziną przez jakieś 10 miesięcy. Recenzent "Tysola" przejrzał mnie na wskroś, pisząc, że Agata Czamor, to podobno łysy, gruby facet, który bezwzględnie wykorzystuje rynkową koniunkturę. No i niech mu będzie. Tak zostałem romanso-pisarzem jednorazowego użytku.

Agata była oszołomiona zgiełkiem wielkie­go miasta.
Do Warszawy przyjechała niedawno z rodzinnego Grybowa, małego pod-
beskidzkiego miasteczka, w którym całe życie towarzyskie skupia się
wokół pijalni piwa „Rozkosz". Serwują w niej duże jasne z pianką, pędzone
w miejscowym browa­rze. Miejscem o wiele bardziej smętnym niż rozedrgana
życiem knajpa jest druga i ostatnia zarazem w tym mieście duża instytucja
- mianowicie ponure architekto­nicznie liceum ogólnokształcące. Tę właś­nie
szkołę ukończyła Agata Pastusiak niespełna dwa miesiące temu, przynosząc
do domu tak zwane świadectwo dojrzałoś­ci.
Rodzice byli dumni z córki, dziewczyna była też z siebie zadowolona, ale cieniem
na ową radość kładła się troska o przyszłość.
Zakochani w latorośli, ojciec i matka nie wiedzieli co począć, aby zapewnić
dziecku normalne, dorosłe życie. Jan Pastusiak, pracujący jako zawiadowca
stacji PKP, radził się życzliwego mu naczelnika, matka - Anna, będąca
bufetową w podgrybowskim domu wczasowym wiodła rozmowy o losie córki
zarówno z koleżankami jaki z wczasowiczami, przybyłymi z szerokiegoświata,
aby podreperować swe nadwyrężone zdrowie.
l nagle w domu Pastusiaków zapano­wała nadzieja. Przypomniano sobie
bo­wiem o ciotce Emilii, siostrze ciotecznej pani Anny. Tak, najtrudniej wpaść
na najprostsze rozwiązania.
- Ale, ale - zasumował się pan Jan. - Emilka jest parę lat po rozwodzie i
mieszka teraz sama, a poza tym niebrzydka z niej kobieta.
Państwo Pastusiakowie siedzieli w ku­chni, prowadząc wieczorną pogawędkę.
Córka już spała.
- No i co z tego, że jest niebrzydka i mieszka sama po rozwodzie - pani Anna
starała się nadążyć za myślami męża.
- A to, że na ten przykład może sobie sprowadzać jakichś fatygantów i zepsuje
nam dziecko z imentem!
- Co!??? - żona nie mogła opanować oburzenia - Janek, ty się opamiętaj,
bardzo cię proszę! Nie obrażaj mojej rodziny. Co ty sobie myślisz!? Emilka
chodzi do kościoła co niedzielę i zawsze dobrze się prowadziła.
Pamiętam ją od najmłodszych lat, bo razem wychowywałyśmy się. Jak możesz opo-­
wiadać takie brednie. Głodnemu chleb na myśli, ty podstarzały capie!
- No już dobrze, dobrze. Ostrożność w takich sprawach nie zaszkodzi, a w ogóle,
to trzeba uważać - pan Jan widząc gwałtowną w najwyższym stopniu reakcję
żony, wycofywał się z familijnego pola walki.
Stanęło na tym, że Agata będzie poszukiwała życiowego szczęścia w stolicy
pod bacznym i opiekuńczym okiem ciotki. Pastusiakowie nawiązali listowny
kontakt z panią Emilią Kotlarską, ustalając termin przybycia córki do Warszawy
na połowę września. Krewna chętnie zgodziła się na przyjazd i wspólne mieszkanie
z siostrzenica. Spodziewała się, iż raźniej będzie wieść życie wraz z przyjazną
młodą duszą w niewielkim dwupokojowym mieszkaniu na warszawskich Stegnach.

Tymczasem w Grybowie łzom rozsta­nia nie było końca. Tak jak pisklę opuszcza
gniazdo na nieznany i niepewny los, tak Agata wyruszała w zasnutą mrokiem
drogę przyszłości. Pierwszy raz opuszczała domo­we pielesze i to na długo.
Czuła, że zaczyna się całkiem nowy rozdział w jej życiu. Stan drżenia,
rozterki i wzruszenia sięgnął szczytu w momencie, gdy znikały w oddali
drobne sylwetki rodziców, stojących na dworcowym peronie. Już nie usłyszy
ich rad i napomnień: ,,zapnij dokładnie palto, bo się rozchorujesz", „weź szalik",
„czy nie zapomniałaś chusteczki, przecież jesteś zaziębiona", „nie zaniedbuj
się w nauce, czy odrobiłaś lekcje"... Agata przełknęła łzy i oparła rozpalone czoło
o chłodną szybę korytarzowego okna. Wsłuchała się w jed­nostajny stukot kół,
powtarzając w ich rytmie po cichutku najukochańsze słowa: „ma-ma, ta-ta,
ma-ma, ta-ta"...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

a pastwić się nie mam zamiaru, widać u mnie ugodowa natura, a jeśli to, to, sprzedało się jeszcze 17 tyś. egzemplarzy...

Heh, tylko nigdy nie czytałam tego typu powieści

Pozdro.:D

" Upupa Epops ".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

" Upupa Epops ".

#19465

Miałem napisać: "I chwała Bogu, że nie czytałaś", ale ugryzłem się w język i piszę: "no, to teraz masz okazję". A poza tym, skoro piszesz, to nie musisz już czytać, to oczywista oczywistość.

Piotr W.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#19469

fakt....a czytam wszystko co mi w ręce wpadnie...

" Upupa Epops ".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

" Upupa Epops ".

#19493