W cieniu hotelu MARRIOTT - (2)

Obrazek użytkownika wojcicki
Kultura

l tak Agata znalazła się na warszawskim bruku.

Stała na ulicy przed Dworcem
Centralnym, oszołomiona zgiełkiem wiel­kiego miasta, wpatrzona w dziwną, a wspaniałą
budowlę, wznoszącą się dumnie i okazale po przeciwległej stronie jezdni.


Hotel „Marriott" - przeczytała napis na marmurowej płycie, mijanej przez obojętnych
przechodniów, którym pośpiech, gnający ich gdzieś przed siebie, nie pozwalał
na podziwianie zmian w architek­turze rodzinnego miasta.
Agata wzniosła wzrok ku górze i po­woli go opuszczała, jakby sprawdzając,
czy wszystkie niezliczone piętra wspaniałego gmachu są na swoim miejscu.
„U nas, w Grybowie czegoś takiego nie ma" - westchnęła prostodusznie...

- No i czego sterczysz na środku chodnika?! - podniesiony głos kobiety w średnim wieku przerwał zachwyt spowodowany pierwszym zetknięciem ze stolicą.
- Tamujesz przejście!

- Przepraszam. Przepraszam bardzo - powiedziała głęboko zmieszana dziewczyna, która najchętniej w tym momencie skryłaby się głęboko pod ziemię.
Taki wstyd, nie potrafi się nawet zachować na ulicy dużego miasta...
- Ciziula, suń się, nie widzisz, że ludzie idą?! - usłyszała męski głos, ktoś
mocno ją potrącił i wyminął szybkim krokiem. Spostrzegła, że stała tuz obok
przystanku autobusowego, a ludzie, nie zwracając na nic uwagi i depcząc
sobie nawzajem po butach, starali dostać się do zatłoczonego wozu linii 175.
Agata poczuła się zagubiona. Despekt jaki ją spotkał na przywitanie nieznanego miasta wytrącił ją ostatecznie z równowagi. Była sama i bezradna.
Ciotka Kotlarska miała na nią czekać na peronie, a tymczasem nie pojawiła się.
Właśnie dlatego młoda podróżniczka z prowincji znalazła się na ulicy twarzą
w twarz z okazałą budowlą o dziwnej nazwie „Marriott". Potrącający ją
brutalnie przechodnie uzmysłowili stokrotnie bolesną prawdę o jej osamotnieniu
w dziwnym, otaczającym ją świecie.

- Sprawia pani wrażenie zagubionej. Czy mogę w czymś pomóc? - za jej
plecami rozległ się młody, łagodny i pełen ciepła głos.
Znieruchomiała.
,,0 Boże, czy to do mnie?" - pomyślała zatrwożona. Powoli z ociąganiem
odwróciła się, wydawało jej się, że lekkie buciki, jakie miała na nogach ważą
po tonie każdy. Zimne i gorące fale przepływały przez całe ciało od stóp do głowy.

- Czy mogę w czymś pomóc? - usłyszała ponownie.
Pierwsze co ujrzała, to wpatrzone w nią uważnie, ale przyjaźnie niebieskie,
wyraziste oczy i lekko wzniesione ciemne, ale nie czarne brwi. Oczy osadzone
były w pociągłej, uśmiechniętej twarzy o delikatnych i ostrych zarazem rysach.
Między rozchylonymi nieznacznie, ładnie przez naturę skrojonymi wargami
widoczne były dwa rzędy równych, białych zębów, kusząco kontrastujących
z intensywną złotą opalenizną. Całości dopełniała niedługa, ale starannie
wymodelowana blond czupryna uroczo współgrająca z kolorem oczu.
O krok od oniemiałej z przerażenia dziewczyny stał wysoki, chyba
trzydziestoletni mężczyzna, z wyrazem życzliwości na twarzy jak i w całej
zgrabnej sylwetce, lekko pochylony ku skromnie odzianej w niemodną brązową garsonkę Agacie.
Młody człowiek ubrany był w szykowne welwetowe spodnie, nie sięgające
miękkich, ciemnobeżowych butów, dzięki czemu widoczne były krwiście
czerwone skarpetki frote. Na koszulę z delikatnej włoskiej tkaniny w gustowną
drobną kratkę nasz elegant włożył tego dnia cienką zamszową kamizelkę bez
zbędnych, a tandetnych butikowych ozdób i ,,bajerów". Pachniał płynem po
goleniu typu ,,0ld Spice", którego delikatny i trwały zapach niósł wrześniowy
wietrzyk w stronę zaskoczonej dziewczyny.

- Ja nie wiem... przyjechałam... ciot­ka... - ze ściśniętego gardła z trudem wydobywały się nieskładne strzępki zdań, mających objaśnić jej nieszczęśliwe położenie.

- Ależ proszę się uspokoić, chwileczkę pomyśleć i opowiedzieć, co takiego się
wydarzyło?

Ton jego głosu i sposób wypowiadania słów wywierał zaskakująco zbawczy wpływ
na onieśmieloną pannę. Wzięła dwa głębokie oddechy i szybko wyrecytowała,
aby mieć to już za sobą:

- Przyjechałam z Grybowa. Ciotka miała na mnie czekać i nie przyszła, a ja nie
wiem jak dostać się na ulicę Kaukaską. Tam mieszka... to znaczy, ciocia Emilka.
A Grybów to takie miasteczko, bardzo małe, na południu Polski - dodała tonem
wyjaśnienia, tak jakby ta informacja była szczególnie ważna dla nieznajomego.

- Ach, Grybów! -- ucieszył się nagle mężczyzna. - Znam tę miejscowość, przejeżdżałem kiedyś przez nią. Macie tam dobre piwo, byłem w waszej piwiarni
i próbowałem, może aż nazbyt gorliwie.

- Naprawdę był pan tam? - nagle ów obcy, przygodnie spotkany człowiek stał się
jej bliższy, prawie swojak. Przecież chodzili tymi samymi ulicami w odległym,
a tak drogim, rodzinnym miejscu. - Chodziłam do grybowskiego liceum i w tym
roku przed wakacjami zdałam maturę - pochwaliła się odruchowo Agata
i natychmiast zmieszała się okropnie. „A cóż to może obchodzić tego eleganckiego
pana - pomyślała - ale ze mnie głupia koza", l zamilkła nagle zacukana.

- No, to pięknie, serdecznie gratuluję zdanego egzaminu dojrzałości. Dobrze.
Można powiedzieć, że mamy za sobą pierwszą zapoznawczą pogawędkę, ale teraz
chyba czas, abyśmy pomyśleli o szanownej cioci. Pojedźmy zatem na Kaukaską.

- Jak to, pojedźmy? - spłoszyła się nie na żarty.
„Co on sobie wyobraża? - dodała w myślach - O nie, tak łatwo mu nie pójdzie".
Sama nie bardzo wiedziała, co ów nieznajomy mógłby sobie w tym momencie
wyobrażać, ani co mu powinno pójść jak najtrudniej, ale na wszelki wypadek
nastroszyła się jak młody gołąb.

- Oj widzę, że wywołałem u pani nielada popłoch!

- Nieprawda, ja się wcale nie boję! - wypaliła zawziętym głosem, z nieco dzie­cinną, czupurną intonacją, skonfudowana dziewczyna.

- No już dobrze. Przepraszam bardzo za niecne posądzenie o tchórzostwo - rzekł
pojednawczo mężczyzna. - Chodzi mi, po prostu, o to, że na Stegny jest kawał
drogi i niewygodne połączenia komunikacyjne. A ja mam samochód, o tu niedaleko,
na parkingu przed dworcem. Proponuję pani przejażdżkę na Kaukaską. Będziemy
tam za piętnaście minut. Podwiozę pod sam dom i już. To wszystko.

Uśmiechnął się czarująco i wskazał ręką drogę do parkingu. Agata była
w niesamowitej rozterce, w takiej chyba, w jakiej znalazła się tylko raz w życiu,
kiedy musiała przed kilku laty zdecydować czy skorzystać z zaproszenia na pierwszą prywatkę.
- Ale, ale... - wydukała niepewnie i zamilkła.
Przypomniały się jej wszystkie przestrogi rodziców i doświadczonych znajomych,
aby nie zawierać przypadkowych znajomości, że może to być niebezpieczne,
że wywiezie taki gdzieś i...

- Proszę się naprawdę nie obawiać. Jeśli nie jest pani pewna mojej osoby,
mogę wylegitymować się dowodem osobistym. Wtedy będzie wszystko wiadomo.

Nieznajomy sięgnął do kieszeni kamizelki, ale nie zdążył wyjąć dokumentu,
gdyż Agata nagle zdecydowała się. ,,W końcu jestem pełnoletnia i dorosła" - przypomniała sobie o świadectwie dojrzałości oraz dziewiętnastu, ukończonych
latach i zdecydowanie ruszyła ku stojącym nieopodal samochodom. Doszli do
lśniącego czerwienią lakieru „golfa" i młody człowiek otworzył przed Agatą drzwi.

Podniosła nogę i oparła o próg samochodu. Zawahała się i w jednej chwili
opadły ją znowu wszystkie możliwe wątpliwości i rozterki. Ale nawet nie wiedziała
kiedy znalazła się w miękkim wygodnym fotelu, l tylko pomyślała nieprzytomnie:
„O mamo, co ja robię?!".

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

ale niestety widać, że to pisane jest męską ręką.

trochę się uśmiałam.

Pozdro.:D

" Upupa Epops ".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

" Upupa Epops ".

#19512

Pewnie, że widać, przecież ja się gubię przy wymienianiu części ubioru. Musiałem się bardzo wziąć w garść, żeby wymyślić ową garsonkę, czy zamszową kamizelkę. Pozdrawiam.

Piotr W.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#19515

to tragedia!!!!

Stara-młoda panna.

Pozdro.:D

" Upupa Epops ".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

" Upupa Epops ".

#19524