Dzisiejsze problemy to efekt okrągłego stołu

Obrazek użytkownika Jadwiga Chmielowska
Kraj

„Staramy się ograniczać koszty administracyjne tak, aby jak najwięcej środków było dostępnych na wspieranie dziennikarstwa” – z Jadwigą Chmielowską, skarbikiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i legendarną działaczką „Solidarności Walczącej” rozmawia Tomasz Kwiatek

Niedawno w dniach 19 – 20 maja odbyło się spotkanie dziennikarzy SDP w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Rozmowy były o statucie, o czym jeszcze dyskutowano co zostało uchwalone?

Głównym celem zjazdu była dyskusja nad celami statutowymi. Zarząd został zobowiązany, aby w ciągu roku zwołać zjazd, którego celem będzie unowocześnienie statutu. Jest to o tyle istotne, że obecny został uchwalony na początku lat 90. ubiegłego wieku.

Padły również propozycje zmiany, aby usprawnić wybory gdyż ostatnie walne zebranie odbyło się w trzech turach i procedury głosowań ciągnęły się w nieskończoność. Zarząd warszawski zaproponował, aby w głosowaniach obowiązywała zwykła większość, a nie jak obecne bezwzględna, czyli 50 procent +1. I na tym punkcie zakończyły się dyskusje na tematy formalno- kosmetyczne w pozostałych punktach wszyscy byli zgodni. Prawnik zaproponował trzy warianty głosowań, w tym mieszany.

Kiedy odbędzie się walne zebranie członków SDP?

19 października.

Też w Kazimierzu?

Planowo w Kazimierzu, w należącym do nas Domu Prasy.

Zarząd zajął ważne stanowisko w sprawie ataku posła PO Stefana Niesiołowskiego na redaktor Ewę Stankiewicz…

Tak pierwsza i natychmiastowa reakcja padła ze strony Centrum Monitoringu Wolności Prasy. Niesiołowski miał czas, żeby przeprosić panią redaktor. Ale w związku z tym, że poseł nie przeprosił i dalej zachowuje się butnie, Zarząd Główny wraz z przedstawicielami prawie wszystkich oddziałów SDP wystosowało oświadczenie, jedynie kolega z Wrocławia odmówił podpisania.

Pani jest skarbnikiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Jak wyglądaja kondycja finansowa, struktura finansowania i na co są pieniądze przeznaczane?

Kondycja SDP nie jest najgorsza. Większość pieniędzy przeznaczana jest na działalność statutową, ostatnio udało na się pozyskać 50 tys. zł, które zostało przekazane oddziałom terenowym, Stowarzyszenie to nie tylko Warszawa ale również praca aktywna w oddziałach w całej Polsce: szkolenia, konkursy, spotkania itd. Przykładowo, planowany jest konkurs otwarty związany z Lublinem. Wcześniej był konkurs w Olsztynie. Oddział we Wrocławiu dostał pieniądze na remont swojej siedziby, zakup komputera. W każdym bądź razie większość pieniędzy staramy się przekazywać na działalność statutową.

Będą organizowane warsztaty dla młodych dziennikarzy z tych pieniędzy

Była dyskusja na ten temat. Oddział SDP w Katowicach ma przygotować warsztaty i kursy, m.in. pomagające założyć gazetę i jak prowadzić portal internetowy. Staramy się jak najbardziej ograniczać koszty administracyjne tak, aby jak najwięcej środków było dostępnych na wspieranie dziennikarstwa. Rozmawialiśmy o tym nie tylko na zebraniu ogólnym ale również na zebraniu zarządu SDP, które też się odbyło 19 maja w Kazimierzu.

Ważną rzeczą jest też fakt, że Zarząd podjął decyzję o pomocy finansowej dla dziennikarza Romana Graczyka, który wydał książkę, w której opisał agenturalność w redakcji „Tygodnika Powszechnego” i ma teraz proces sądowy. Cały czas dyskutujemy skąd pozyskać środki finansowe na pomoc dziennikarzom, którzy mają sprawy sądowe za zniesławienia czy zarzuty z art.212.

Najwięcej problemów mają dziennikarze pracujący w prasie lokalnej, np w jednej z miejscowości w oddziale olsztyńskim udało nam się pomóc dziennikarzowi, którego pozwał wójt za to, że ten napisał w jednym z artykułów, że wójt powinien wziąć się do roboty. Wygraliśmy tę sprawę w Strasburgu.

W czasie zjazdu SDP równolegle w Krakowie odbywało się spotkanie w sprawie obrony polskiej edukacji na którym miała Pani być. Co to było za spotkanie i czym się skończyło?

Był to ogólnopolski zjazd ludzi którzy podjęli głodówkę w obronie polskich szkół. Miało być pierwsze spotkanie komisji organizacyjnej Obywatelskiej Komisji Edukacji Narodowej.

Niestety nie mogłam być w dwóch miejscach w Polsce na raz. Wiem że komisja taka powstała, Prof. dr hab. Włodzimierz Suleja jest szefem, w skład weszli profesorowie z Krakowa profesor Żaryn z Warszawy. Z tym że było to pierwsze spotkanie i nie ma jeszcze pełnych planów. Przypuszczam że zostanie zostaną dopracowane później.

Natomiast wiadomo mi że niektórzy głodujący uważali, iż jeżeli komisja powstała to należało by być już przygotowanym i wszystko powinno być doprecyzowane, czyli stworzenie ruchu społecznego wspierającego przebudowę całego systemu edukacyjnego w Polsce. Mieli wrażenie jak by wysiłek głodujących w całej Polsce był zmarnowany. Myślę że było to spowodowane tym że bardzo krótko trwało to spotkanie i nie zdążono tymi wszystkimi sprawami się zająć.

W tym miejscu warto przypomnieć, że Pani również głodowała w Tarnowskich Górach w obronie polskiej szkoły i tego żeby lekcji historii było więcej w szkolnym programie nauczania. Ile dni trwała głodówka i jak Pani sobie poradziła?

To była śląska głodówka w Tarnowskich Górach. Delegatura Zarządu Solidarności udostępniła nam swój lokal w Tarnowskich Górach ze względu na warunki – był prysznic, duża sala z bezpośrednim wejściem z zewnątrz, co było bardzo dobre bo odwiedzało nas naprawdę wiele osób od samego rana czasem nawet, aż do późnych godziny nocnych. Ja bałam się o siebie, bo po tych wszystkich chorobach bałam się, że skoczy mi ciśnienie i wytrzymam 2 góra 3 dni, a głodowałam 9 dni i o dziwo czułam się całkiem dobrze. Jedynie co zauważyłam to, że 4 dnia byłam bardziej spowolniona tzn. wolniej rozmawiałam, wolniej pisałam na komputerze, wolniej rozmawiałam przez telefon (śmiech).

A przestała Pani palić papierosy?

Nie, rzuciłam jedzenie a nie palenie.

A szkoda!

(śmiech)

Dużo Pani straciła na wadze?

6 kilogramów. Wszyscy z kolegów, którzy głodowali oprócz jednego bardzo szczupłego, schudli ok. 6 kilogramów. Byłam później u lekarza, skierował mnie na badanie elektrolitów i potasu, ale wszystko było w porządku. No ale muszę to powiedzieć, że piliśmy wodę Muszyniankę, bo jest ona wysoko mineralizowana. Wszystkie inne rodzaje wody były dla naszych gości (śmiech).

Jeżeli czytają nas przedstawiciele Muszynianki, to zachęcamy do kontaktu z nami (śmiech).

To jest woda, która ma bardzo mało gazu i bardzo dużo sodu, potasu i jest idealna na głodówki. Podczas głodówki trzeba też mieć dużo ruchu, a każdy z nas miał masę roboty. Chodziliśmy spać najwcześniej o 1 w nocy, a wstawaliśmy o 7.30. Dzień rozpoczynaliśmy modlitwą, w której zawierzaliśmy Polskę Matce Bożej, a później w ciągu dnia przychodził ksiądz i przystępowaliśmy do komunii św., a dzień kończyliśmy dziesiątką Różańca św. Generalnie przypomnieliśmy sobie 1980 rok! Trzeba było cały czas coś robić! A to ulotki, komunikaty do prasy, tysiące telefonów, setki rozmów z gośćmi, którzy nas odwiedzali…

Myśli Pani, że ten ruch głodówkowy coś zmieni?

Ten ruch, który przeszedł przez Polskę sprawił, że ludzie zostali poinformowani o problemie polskiej szkoły. Mam nadzieję, że dzięki temu, że ta akcja, która przechodzi przez większość województw w naszym kraju, sprawi, że stworzą się środowiska, które będą pilnowały tego, żeby powstały nowe wiarygodne, takie same podręczniki, żeby zmienić całą politykę edukacyjną i żeby powrócić do normalnego nauczania w szkole i żeby każde dziecko miało równy start.

Wiem, że po tej głodówce było spotkanie w ministerstwie edukacji. Kto wyszedł z inicjatywą i czym się to spotkanie skończyło?

Pani Minister Szumilas po spotkaniu z inicjatywy Prezydenta RP zaprosiła nas na spotkanie. Potem okazało się, że Prezydent Komorowski zrozumiał co innego, a pani Minister zupełnie co innego. Szumilas powtarzała cały czas, że chce się spotykać, rozmawiać. To koledzy uznali, że jak chce rozmawiać, to pojedziemy do niej na rozmowę. Na początku nie chciano nas przyjąć, a potem stwierdzono, że tylko trzy osoby, więc ja powiedziałam, że trzy osoby ale z każdego głodującego ośrodka, i ostatecznie weszło nas 15 osób i dziennikarze. Rozmawialiśmy w świetle kamer. Był też przykry incydent, bo chcieli usunąć telewizję Trwam, ale ja stanęłam w obronie i dziennikarz został. Przedstawiliśmy swoje zdanie na temat edukacji.

A jak Pani myśli, jak to się skończy? Ministerstwo się ugnie?

Nie wiem. Jeśli ministerstwo się nie ugnie, to zostanie apel do nauczycieli, do rodziców, żeby żądali, żeby w okresie przejściowym były dwa bloki tematyczne historii w szkole w klasie drugiej i trzeciej bo one są do wyboru prawda. Nauczyciel może wybrać akurat te bloki a niekoniecznie blok „mężczyzna, kobieta, dziecko” albo „wróżki” albo jakieś tam inne jeszcze bloki. Nauczyciele i rodzice powinni wymóc na szkole, żeby akurat nauczano historii. A tak wracając do źródeł, to szkołę zaczął psuć minister Handke, który wymyślił gimnazja i teraz okazuje się, że ci, którzy wówczas protestowali mieli rację. Po prostu w Polsce robione są reformy chaotycznie, bez analizy, badań, prognozowania itp. W naszym kraju jest tak, że ci co się pchają do władzy, do ław poselskich, na stołki dyrektorskie się po prostu nie znają na zadaniach, które otrzymują. Są mierni bierni ale wierni a na stanowiskach są z nadania partii.

Ale ludzie na nich głosują… Nie głosują na postawy, na życiorysy, osiągnięcia tylko na metki partyjne i to zarówno w wyborach samorządowych jak i parlamentarnych…

No bo, niestety, po Okrągłym Stole doszło do takiej sytuacji, że zacementowała się scena polityczna. Przy okrągłym stole rozmawiała agentura ze swoimi oficerami prowadzącymi i jeszcze paru pożytecznych idiotów przy tym było i tak to poszło. A wszystkie możliwe osoby, które mogły być zagrożeniem dla tego układu zostały skazane na zapomnienie i zamilczenie. Ludziom powiedziano, że będzie dobrze, nic nie róbcie bo elity się dogadają. I teraz tak samo jest, mówi się: nie interesujcie się polityką. A do partii nie można za bardzo wstąpić bo bierni, mierni ale wierni eliminują tych z zdolniejszych z inicjatywą.

Czy to dotyczy wszystkich partii, czy jakiś konkretnych?

To dotyczy wszystkich partii bez wyjątku.

PiS nie jest wyjątkiem?

Kaczyński sam mi powiedział, że on wie, że partia z czasem się degeneruje i do niego dochodzą sygnały, że w danej wsi powiedzmy są cztery pierwsze miejsca na radnych, no to mu już piąty człowiek w tej układance jest już niepotrzebny, bo to jest rywal. No więc póki się to nie zmieni, to będzie źle. Na przykład PiS zrobił wielki błąd, że po Smoleńsku, kiedy już wiadomo było, że ta wojna o niepodległość Polski weszła już w taką dość ostrą fazę – a ona toczy się już od ponad 20 lat – to nie otworzył partii. PiS powinien stać się partią masową, czyli wszyscy, którzy chcą działać politycznie, którzy są aktywni, to powinni do tej partii wstąpić. I faktycznie dość dużo ludzi się wtedy zgłaszało, na ale PiS ich po prostu nie przyjmował.

Bardzo dziękuję za rozmowę.
całośc: http://www.ngopole.pl/2012/05/31/dzisiejsze-problemy-to-efekt-okraglego-stolu/#more-24741

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Pozdrawiam Panią Jadwigę i ręce całuję.
Lemingów nie obchodzą głodówki opozycjonistów ale cel ważniejszy to uświadomić tych co jeszcze potrafią samodzielnie myśleć ale do tej pory brakowało im wiary w to że można jeszcze coś w Polsce zmienić.

Przeżyliśmy Ruska, przeżyjemy i Tuska.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#260263

''...po Okrągłym Stole doszło do takiej sytuacji,że zacementowała się scena polityczna''. Święte słowa.
Pozdrawiam Panią serdecznie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

markiza

#260652