Pora na Legutkę - renesans cenzury

Obrazek użytkownika foros
Kraj

 

Motto:Nie zgadzam się z tym co mówisz ale oddam życie abyś miał prawo to powiedzieć 

Voltaire (prawie)

 

 

Jak informuje portal fronda.pl,  posmoleńskie władze Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego usunęły z uczelni prof. Z. Krasnodębskiego:

 
Teraz na uczelni katolickiej wycina się z powodu poglądów?
 
- Oficjalne powody są zawsze inne, ale potwierdzam, że rozstałem się z tą uczelnią. Kłopoty zaczęły się po zmianie rektora UKSW. Poprzedni ks. prof. Raumianek zginął w katastrofie smoleńskiej. Przyszedł inny ks. prof Henryk Skorowski i wiele rzeczy w naszej dotychczasowej współpracy zaczęło nagle uczelni przeszkadzać. Oficjalne powody mojego zwolnienia są dydaktyczno-organizacyjne.
 
Czy władze uczelni miały zastrzeżenia do pana pracy naukowej?
 
- Byłem na UKSW profesorem mianowanym, głównie pracuję na Uniwersytecie w Bremie. Przyjeżdżałem do Warszawy na wykłady raz w miesiącu. Ta umowa funkcjonowała przez 10 lat.Teraz dano mi do zrozumienia, że nie chcą mnie w Instytucie Socjologii, gdzie zaszło wiele zmian moim zdaniem na gorsze. Poziom zamiast się podwyższać, obniża się. Gdy odkryłem, że studenci dokonują masowych plagiatów, kopiując z internetu, atmosfera jeszcze się pogroszyła. Dyrektor Instytutu ks. Tadeusz Bąk twierdził, że zaniedbuję studentów z powodu zaangażowania politycznego, co oczywiście nie było prawdą.
 
Ktoś z panem rozmawiał o powodach zwolnienia?
 
- Dowiedziałem się tylko od dziekana ks. Jarosława Korala, że dyrektor Instytutu Socjologii mnie już w nim „nie widzi“. A na początku roku akademickiego rektor stwierdził, że musi ze mną porozmawiać, z powodu mojej „jednostronnej“ publicystyki. Zdębiałem, bo w Niemczech byłoby to nie do pomyślenia, aby taka uwaga padła z ust rektora w stosunku do profesora. Do dalszej rozmowy nie doszło. Nie zamierzałem zresztą konsultować się w sprawie moich poglądów politycznych i społecznych z księdzem rektorem.
 
Próbował pan zostać na uczelni?
 
- Nie chciałem odchodzić z UKSW, mimo że praca tam była dla mnie dużym obciążeniem. Prosiłem o zmniejszenie pensum. Ostatnio postawiono warunki zaporowe - cztery wykłady w tygodniu. To jednak zupełnie nie wchodzi w grę, bo kolidowałoby z zajęciami w Bremie. Nie było woli współpracy. Próbowałem przenieść się w takiej sytuacji do Instytutu Politologii, jednak dowiedziałem się, że ks. rektor zakazał, by mnie tam przyjęto. Dziwnym zbiegiem okolicznosci mojego zwolnienia domagała się Magdalena Środa w łamach Gazety Wyborczej w tekście z maja „Nieszczęśni patroni“, napisanym w stylu „Żołnierza Wolności“. Może to ona, jako oficer polityczny, nadaje dziś ton polskiej edukacji, choć chyba księża nie muszą jej słuchać?
 
 
Jak na tak zdecydowaną postawę władz UKSW odpowiedzą władze zawsze przodującego Uniwersytetu Jagiellońskiego? Czy dadzą się wyprzedzić innym uczelniom, których profesorowie kandydowali z listy PiS? Minister Kudrycka już przy sprawie studenta Zyzaka pokazała lwi pazur, w obecnej zaś rzeczywistości zdecydowane działania pani minister spotkać się moga jedynie z aplauzem. Szczęściem jednak "są jeszcze media w Warszawie" jestem przekonany, że liczne ŚRODOwiska, które stanęły w obronie prawa do wypowiedzi księdza Bonieckiego, teraz równie głośno, a może nawet głośniej, staną teraz w obronie profesora Krasnodębskiego. 
 
 
 
 
Ocena wpisu: 
Brak głosów