Popieram Wałęsę

Obrazek użytkownika rewident
Kraj

Lech Wałęsa wystąpił już dwukrotnie na spotkaniach wyborczych partii Libertas. Wywołało to falę krytyki w głównych krajowych mediach. Wspierające Platformę Obywatelską środowiska lewicowo-liberalne, nie mogą się pogodzić z uwiarygodnieniem ludzi LPR i Samoobrony przez legendę Solidarności. Z kolei sympatycy PiS nie kryją satysfakcji obserwując zakłopotanie i bełkotliwe wypowiedzi premiera Tuska, który tak wiele zainwestował w promocję Lecha Wałęsy, a dziś zaczyna już liczyć z tego tytułu straty.

Sam zainteresowany udziela sprzecznych wypowiedzi. Odwołuje się do jakiejś niejasnej strategii politycznej „ja się z nimi zgadzam, ale mam inne lekarstwo”, lub też, w rozbrajający sposób, przedstawia swoje występy u boku multimilionera Ganleya jako lukratywny kontrakt. Za każdym razem wywołuje konsternację popierających go dziennikarzy i polityków, którzy odbierają go jak osobę nieprzewidywalną i nierozsądną. Wydaje się jednak, że postępowanie Wałęsy jest oparte na całkowicie racjonalnych podstawach.

Od pewnego czasu spec od medialnej propagandy Eryk Mistewicz powtarza, że wchodzimy w sferę postpolityki. Ma ona polegać na zawieszeniu sporów o rzeczywiste problemy i zastąpieniu ich wszechmocnym PR. Wiąże się z tym również relatywizacja podstawowych wartości obowiązujących w sferze współżycia społecznego. Dziś, zdaniem Mistewicza i jego wyznawców, nie liczy się to czy minister jest kompetentny i uczciwy, liczy się metka na jego garniturze i starannie zaczesane włosy. Wszystkim podobno rządzi Bruksela, a my mamy pozostawać w kolorowym matrix uatrakcyjnionym przez wszechobecną „politykę miłości”. Jeśli zrozumiemy ten kontekst, zachowanie Lecha Wałęsy stanie się dla nas zupełnie jasne

Nasz noblista świetnie rozumie, że Donald Tusk wyznaczył mu rolę idola, totemu czy żywego pomnika w swojej – jakby powiedział to Mistewicz – narracji. Nietykalność Wałęsy i ataki na IPN były częścią świata kreowanego przez platformianych speców od propagandy. Ocena moralna Wałęsy została zawieszona na kołku, nie wolno było o nim źle pisać i mówić, nie wolno było analizować pokwitowań odbioru pieniędzy, jakie agent Bolek zostawił na esbeckiej komendzie. Wałęsa otrzymał licencje na nieomylność i moralną wyższość. Tylko głupiec nie wykorzystałby tego dla swoich osobistych celów.

Wielki Elektryk skalkulował to znakomicie. Wiedział, że Libertas ma pieniądze, ale nie ma rozpoznawalnej twarzy. On z kolei ma glejt najpopularniejszego polityka (w świecie matrix fakt, ze sondaże mogą być sfałszowane, nie ma żadnego znaczenia) i duże potrzeby finansowe. Jak mawiał pewien robotnik w filmie Barei: „pani ma mięso, ja mam blachę falistą – może zrobimy sobie konserwy”, tak dziś Wałęsa dobił targu z Ganleyem. Świństwo, kompromitacja, głupota, brak konsekwencji czy rozmienianie się na drobne? Drodzy Państwo! W postpolitycznej narracji takie pojęcia po prostu nie istnieją.

Legenda Solidarności wie również, że ze strony PO i Donalda Tuska nie może mu się stać krzywda. Zbyt mało czasu pozostało do wyborów, aby PR-owcy zdążyli odwrócić główny temat narracji i „zabić” medialnie Wałęsę bez dużych negatywnych skutków ubocznych dla obozu rządzącego. Tusk do 7 czerwca, a może i po tej dacie, będzie opowiadał banialuki i łamaną polszczyzną krytykował swojego ex-idola tak, aby go nie skrytykować. Sam przecież jak kania dżdżu łaknie postpolityki i zaniechania ocen moralnych. Pamiętamy jak przed wyborami podpisał słynne 10 zobowiązań PO, w których obiecywał radykalnie podnieść płace sfery budżetowej i wprowadzić podatek liniowy. Po 500 dniach jego rządów jest oczywiste, że kłamał i że od początku nie miał żadnego planu rządzenia. Dlatego też Wałęsa wie, że w świecie opanowanym przez rządowych propagandzistów, może czuć się całkowicie bezkarnie.

To jednak nie wszystko. Popierając Ganleya, były przywódca Solidarności zakwestionował politykę gospodarczą koalicji PO-PSL. Można wiele złego powiedzieć o ex-prezydencie, ale nawet jego zacięci wrogowie przyznają, że posiada on dość nietypowy zmysł odczytywania nastrojów społecznych. Wałęsa już wie, a jeśli nie wie, to podświadomie wyczuwa, że pięćdziesięcioprocentowe poparcie dla PO i Tuska to lipa, a nastroje społeczne są coraz gorsze. Dlatego sam zdążył już skrytykować rząd za „rozwiązanie” sprawy stoczni. Libertas zaś da mu możliwość funkcjonowania w polityce poza otoczeniem premiera. Za rok, czy dwa, kiedy bezrobocie i podatki wzrosną, dochody spadną, a ludzie poczują na własnej skórze, czym są szaleństwa doktrynera Rostowskiego, Lechu stanie na barykadzie i przywoła swoją dzisiejszą krytykę obozu władzy.

Pozostaje jednak ta smutna konkluzja. Degrengolada Wałęsy to pochodna upadku obyczajów politycznych wywołanego przez Platformę Obywatelską i wspierające ją media. Jest również typowym symptomem choroby elit. Legenda Solidarności, która 4 czerwca, w 20 rocznicę powstania III RP, pojawi się u boku Ganleya i Giertycha, będzie znakomitą ilustracja obecnej kondycji naszego kraju.

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

A czy kiedykolwiek dał jakąkolwiek jasną, logiczną?
" Legenda Solidarności, która 4 czerwca, w 20 rocznicę powstania III RP, pojawi się u boku Ganleya i Giertycha, będzie znakomitą ilustracja obecnej kondycji naszego kraju."
Nie przesadzaj!
1.Dla kogo jest jeszcze legendą ten zaprzaniec!? Może jeszcze gdzieniegdzie na zachodzie!
2. Towarzystwo Ganleya i Giertycha nie jest ani lepsze ani gorsze od innego!
3.A kondycja naszego kraju jest dużo gorsza niż sugerowane przez cibie to egzotyczne towarzystwo!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#20106