Kolejne bankructwo Argentyny?

Obrazek użytkownika R.Zaleski
Blog

W wielu notkach na temat Grecji nie widzę żadnych odniesień do naszej sytuacji. Jest zastanawianie się czy dać Grekom miliard, czy nie. Po pierwsze to my go najpierw musimy pożyczyć. Za co obecnie zapłacimy 6,2% odsetek rocznie. Państwo się nie bilansuje się przecież jak np. Estonia. Czyli ten miliard będzie nas do emerytury kosztował kolejny miliard a nasze dzieci i wnuki kolejne setki milionów. Mamy to jak w banku, właściwie mamy to w wielu bankach, w postaci obligacji do wykupienia, poprzez większą emisję kolejnych obligacji oczywiście.

Rybiński pyta „Jak można w warunkach 4-procentowego wzrostu gospodarczego doprowadzić (u nas) do 110 miliardowego deficytu w finansach publicznych?” Ile to będzie jak wzrost spadnie? Lemingi wszelkiej maści to nie interesuje, fascynują je ostatnie wrzuty Arłukowicza itp.
Jakoś prawie nikt nie kojarzy nagłego wzrostu długu w Polsce z sytuacją w Grecji czy Hiszpanii. Z przyszłym bezrobociem, cięciem pensji, emerytur i dodatków socjalnych. Kolejną po obecnej falą emigracji, kolejnymi podwyżkami podatków. I wysprzedaniem resztek tego co jeszcze zostało. Może trochę lepiej już kojarzą ludzie zadłużeni we franku szwajcarskim.

A może być jeszcze gorzej, np. jak w Argentynie. Nie od razu oczywiście.
Od „początków ubiegłego stulecia, kiedy Argentyna przeżywała okres rozwoju o rozmachu porównywalnym do amerykańskiego. W latach Wielkiej Depresji Buenos Aires było bodajże jedyną stolicą Ameryki, gdzie notowano wzrost gospodarczy. Rozwijał się przemysł, górnictwo, energetyka i sektor usług. Panowała doktryna państwa minimum i gospodarka rynkowa. W okresie II wojny światowej cieszyła się Argentyna dobrobytem porównywalnym jedynie z Australią, a peso było w Europie, w tym także w Polsce, chętniej akceptowanym pieniądzem od dolara. Zwłaszcza pod koniec wojny, która zamknęła się dla Argentyny gigantycznym jak na owe czasy (dodatnim) saldem 1,5 miliarda dolarów.”
Peron z Evitą zniszczyli to populistycznymi rządami w kilka lat. Nigdy już Argentyna nie doszła do tego poziomu. To się odbijając od dna to znów na nim lądując ogłosiła w końcu, w 2001 bankructwo.
Sytuację po nim opisuje Jarosław Gugała w Newsweeku. „Wstrzymała obsługę swoich zobowiązań. Poinformowała o tym wierzycieli oraz banki. Banki, broniąc się przed upadłością lub gigantycznymi stratami, natychmiast zamknęły oddziały. Przedsiębiorstwa straciły dostęp do środków obrotowych niezbędnych do finansowania produkcji oraz inwestycji. Zwykli ludzie stracili dostęp do swoich kont i oszczędności. Spowodowało to w krótkim czasie paraliż gospodarki. Przedsiębiorstwa bankrutowały, przerywały produkcję, przestawały płacić pracownikom i dostawcom. (…) Co było dalej? Zaczęły się rozruchy. Zdesperowani ludzie szturmowali zamknięte banki. Rozpoczęło się plądrowanie sklepów, obiektów publicznych oraz własności prywatnej. Rząd ograniczył bądź zamroził wypłaty dla budżetówki. Państwo, chcąc utrzymać swoje podstawowe funkcje, zostało zmuszone do drastycznych kroków kosztem obywateli. Przeszacowano konta bankowe z dolarów na zdewaluowane peso, każdemu zabierając w ten sposób dwie trzecie oszczędności. Pozostałą jedną trzecią można było wypłacić dopiero po jakimś czasie, i to w małych transzach. Odbiór pensji czy emerytury stał się koszmarem niekończących się kolejek i upokorzeń. Przestępczość w ciągu kilku miesięcy wzrosła czterokrotnie. Zaczęły się mnożyć porwania i żądania okupu. Połowa mieszkańców tego 36-milionowego kraju znalazła się w ciągu kilku miesięcy poniżej granicy ubóstwa. Ponad osiem milionów ludzi popadło w nędzę. A zanim do tego doszło, był to kraj o poziomie życia porównywalnym z dzisiejszą Polską. W kraju, który mógłby wyżywić kilkaset milionów ludzi, pojawiły się ogniska głodu.”
(…) „Zanim doszło do katastrofy, podobnie jak w Grecji długo trwały masowe demonstracje przeciwko planom reform i oszczędnościom...”. Państwo przejęło kontrolę nad funduszami emerytalnymi. Oprocentowanie obligacji państwowych np. w 2008 wynosiło około 30%. W chwili bankructwa oficjalnie Argentyna miała 70% długu do PKB, niewiele więcej niż my.

Ale co nas to teraz obchodzi. Jesteśmy dość dobrze oceniani w rankingu ryzyka bankructwa, 10% szans. Taka zielona wyspa, jak Irlandia 3 lata temu, teraz na 3cim miejscu w świecie z ponad 40 % pewności bankructwa. Argentyna jest 5ta.

http://www.wykop.pl/ramka/566229/argentyna-9-lat-po-bankructwie/ Tak się tam teraz żyje, lekko szokujące np.: „Ponieważ doczepianie włosów stało się tak popularne, że jest dobra cena za za długie, zdrowe ludzkie włosy! Te ścierwa odcinają kobietom włosy, zwłaszcza jeśli są ładne i upięte w kucyk.”

http://fijor.salon24.pl/79160,argentyna-odswiezanie-legend
http://www.cmavision.com/images/uploads/docs/CMA_Global_Sovereign_Credit_Risk_Report_Q4_2010.pdf
Na fotografii Juan i Evita Peron

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Jeny, żeby te głąby zaczęły wreszcie coś kumać :/

Dla początkujących kumających polecam Ducha Apokalipsy Johna Higginsa.

Kupić, sprezentować. Po lekturze z byłym juz głąbem podyskutować.

A będzie o czym :D

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#166130

Pisać, pisać, dyskutować to w końcu skumają.W końcu to jest proste, jak zadanie matematyczne z podstawówki.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#166199

Jan Bogatko

...bardzo ważne przypomnienie, jesteśmy na równi pochyłej,

pozdrawiam,

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jan Bogatko

#166151

Dobre porównanie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#166200