List do domu Elżbiety

Obrazek użytkownika Bogdan Lichy
Humor i satyra

 

Szanowna Pani
Bardzo się cieszę, że się Pani odezwała gdyż miło jest porozmawia z kimś po „literackiej pasji”. Musze Pani wyjaśnić że ja osobiście jestem fanatykiem klasycznych form zarówno w poezji jak i prozie a także w malarstwie
Moimi ulubionym prozaikiem  w gatunku krótkich form jest A. Czechow a jego opowiadania uważam za arcydzieła nie tylko ze względu na sposób narracji ale ze względu na „banał”
Ten właśnie banał , naiwność i jakby kto powiedział głupią historie biorę sobie zawsze jako kanwę opowiadania aby pokazać pewnego rodzaju własny świat bohatera . Nie chce odnosić się do prawdy, ale chce opisywać tkaninę rzeczywistości i wyobraźni czyli gniazdo jakie budujemy z patyków -faktów a także własnego rozumienia i chciejstwa oraz fantazji czyli z pierza i mułu.
Lubię ludzi banalnych i naiwnych. którzy zdają sobie sprawę że ich widzenie i rozumienie nie jest może zbyt przenikliwe, ale za to tworzy ich własny dom. Ten dom    co prawda  trzyma się na ślinę, ale ślina, krew, pot i łzy  oraz marzenia to najtrwalsze spoiwo.
 Z nich to się powstają słowa które się toczą jak kulki  nawlekane  na sznurki   zdań albo zakopywane przed domem o zachodzie słońca, kwitną nad ranem   jako rzodkiewki lub  konwalie a bywa że pokrzywy.
Dziękuje serdecznie za uwagi i za punkty choć nie bardzo wiem co one znaczą, gdyż ja nigdy nie przywiązywałem wagi do cyferek, chyba że w wielomianie entego stopnia, ale to też jest rodzaj wiersza czy opowiadania
 
Ze swojej strony śledzę Pani ….chyba powieść i tu mam problem, bo jak  nie wiem co to za forma literacka to   się  zupełnie gubię.
Ja wiem że wy kobiety możecie w dowolnym miejscu zacząć i w dowolnym skończyć, ale ja tej sztuki nie posiadam.
Kiedy drukowałem na „niepoprawnych „ dramat liryczny” Chwasty Polskie” to chociaż jest to gatunek literacki który sam nijako wymyśliłem , powstały z połączenia konwencji dramatu i oraz zbiorku poetyckiego, to  w tytule starałem się zasugerować jego formę.
Dla mnie to bardzo ważne, bowiem przystępując do noweli, opowiadania czy powieści  musze wiedzieć, czy to jest biedronka, żeby się nad nią nachylić czy koń, którego mogę poklepać po grzbiecie czy też żyrafa  więc zadzieram wysoko głowę.
 Zwłaszcza wtedy gdy jest to pociąg, którego wagony w odcinkach przejeżdżają przed okienkiem dróżnika.   
Pani, Pani Iwono w swojej narracji osadza się na zdarzeniach, które gdzieś biegną do przodu i trochę się czuje jakby mnie pani popychała  na wystawie kiedy oglądam obrazy.  
To co je łączy to pośpiech czyli narracja.
Ja wiem że to taki nowoczesny styl i sposób pisania który nie siada na słowach i się do nich nie przytula. ale dla mnie moja matka i ciotki , wujkowie i koledzy  oraz  żony, kochanki i przyjaciele, a także nie zawsze mili ludzie których miałem okazje spotkać to nie   zdarzeniowość ale brązowe buty , żółty kapelusz, fartuch kuchenny z duża kieszenią czy zielone oczy lub krosta na nosie.
Mam taki zdezintegrowany sposób patrzenia, że mi się wszystko rozbija na poszczególne fragmenty a potem Anioł i Diabeł je składają grając na różnych instrumentach, gdzie jeden stara się uchwycić harmonie a drugi dysharmonie .
 Kiedy ich słucham to zapisuje ten koncert  w zeszycie nutowym . Potem czyta je księżyc i gwiazdy w nocy  oraz słonce w dzień i jak mi się uda dobrze zapisać to wtedy w ich ciekawskich promieniach na tle cieni firanki zjawiają się postacie przywołane teatrem magii aby coś od siebie dodać, zmienić , coś zobaczyć ,a najchętniej po prostu się spotkać  w miejscu, które jest zawsze i wszędzie , do nikogo nie należy i jest tylko moje oraz bezwzględnie  wszystkich i każdego.
Czasami nie   uda mi się  ta sztuka, a to z tej racji, że Anioł i Diabeł   grają tak skomplikowane pasaże, z taką wirtuozeria że  mam kłopoty z przełożeniem ich na słowa.
 Posługuje się więc kieszonkowym lusterkiem, które jak zajączek odbija na ścianie refleksy tworząc brudnopis pomocniczych skrótów.
Niestety zdania spisywane z ostrza stylu i przekładane na lirykę obrazu, ześlizgują się czasami na papier i wpychają nieproszone.
Kiedyś  w dawnych czasach, pisarze i poeci mogli jeszcze podstawić pod uciekające zdania kałamarz, a kiedy  one w niego wpadły,   po stalówce przez atrament schodziły w szyku zdania zaglądając do studni  wyobraźni.  
 
Tak czy inaczej , w ten czy inny sposób traci się  dźwięk światła  na rzecz mechaniki bezpamięci rozciągającej się jak stalowy most na czarną dziurą niewypowiedzianego słowa.
W niej   kryje się milczenie mowy kiedy nie jest w stanie w żaden sposób wyrazić  swoich uczuć.  
 Z pozoru wydaje się to być  krzywdzące i niesprawiedliwe, ale w  mrocznej niemożności  Anioł i Diabeł wyplatają struny i wycinają lutnicze kształty swoich instrumentów z żywicy nastroju.
Strojąc je ,krople żywicy spadają w nieznaną otchłań przeznaczenia drżąc całe w  strachu i przejęciu .
Do ich lęku niepewności próbuje dowiązać się koncert wiecznych muzykantów Diabła i Anioła, aby dodać im odwagi i nastraszyć.
 Z  wyścigu akordu i pauzy powstaje spin życia i istnienia tworząc stopnie atomów , cząsteczek ,komórek. roślin zwierząt i ludzi.
Wszyscy oni razem i każdy z osobna słyszą odległą muzykę sfer, ale niestety odbija się ona echem od tego czego jeszcze nie ma, co jeszcze nie powstało.
Okrutne Nic rozbija na kawałeczki   najdrobniejszą nawet krople deszczu, powodując że każde coś złożone jest niczym pajęczyna z kryształków niczego.
Tak więc   nic za pośrednictwem ludzi, zwierząt roślin komórek cząstek i atomów, przez lęk i odwagę oraz nastrojenie usiłuje dostać się do zaczarowanego smyczka leżącego pomiędzy Diabłem i Aniołem .
Kiedy już tam dotrze zamienia się w kalafonie i przetarty nią smyczek podaje wzór górnego A .
Następuje chwila przerwy w nieskończoności przeznaczona na strojenie po której wszyscy stają się lepsi i bardziej odświętni a nawet pojawiają się nowe twarze gatunków.
Niestety długa wędrówka Niczego wcale nie jest łatwa bowiem budzi ono paniczny lęk samotności ,  kiedy   tymczasem to tylko marzenia których jeszcze nie ma idą na spotkanie   spełnienia życzeń .
Żadne tłumaczenie niczego tu nie zmieni.
 Dlatego Nic stara się iść pustym wierszem , albo kiedy indziej pustą linijką zdania.
 Wyglądają one jak   ochota, żeby coś zapisać o czymś opowiedzieć, ale kompletnie nie wiadomo o czym , ponieważ Nic idzie na palcach i przeskakuje z rondla na kuchni, na stary bilet tramwajowy,  potem na szczekanie psa, a ze szczekania psa na wspomnienie o niezapłaconym rachunku za gaz i o tym że znów nie ma pieniędzy.
 Chcąc nie chcąc mimo że Nic jest takie lekkie, zapada się w mroczną studnie niemożliwości.
Nie można jednakże  tego tak zostawić i trzeba bezwzględnie pomóc Niczemu i nad   studnią niemożliwości przerzucić  most nazwy .
Taki most  nazwy  zbudowany jest z cieni samotności, które przylegają do wszystkiego co   przez oddzielny  kształtu  przyznaje się do wspólnej treści.
 Możemy widzieć je jako  żołędzie, drogę , zgubiony sweter czy zieloną wycieraczkę w perspektywie jednakowej rzeki treści przemijania.
Wtedy niespodziewanie pojawiają się pojęcia proponując ocalenie, ale przecież nie można zostawić smutnych kształtów, więc idąc razem  w przemijanie opowiadamy sobie śmiesznie historie czyli tak zwane trele morele.
 W takie trele morelu ,który niektórzy nazywają banałem a inni „nic to” oprawiamy wielkie i małe sprawy by  usłyszeć  dźwięki muzyki Diabła i Anioła
Rzeczy zamknięte w trelu morelu sypią się jak mak przez sito gwiazd.
Wtedy to widać je po raz ostatni w migotaniu jako nutę melodii sfer i trzeba ją koniecznie zapisać w zeszycie gdzie pięciolinia biegnie od wszystkiego do niczego , w tą i z powrotem.
Prawdę mówiąc to jej wcale nie ma, ale skoro obiecałem kształtom, że ich nie zostawię  łącze więc moje zobowiązanie z ich wiarą i dokładam je do mojej wiary w czyjeś tam zobowiązanie.
Potem jest dzień i noc i znów dzień i noc, a na dnie przemijania kłębią się trele morele  jak śnieg w kryształowej kuli      lub makaron w rosole.   
Każdy przeczytany wiersz, każda opowiedziana bajka, każda powieść przyczynia się do tego że trele morele podnoszą się z dna zapomnienia i przetykając marzenia z rzeczywistością tworzą rodzaj magicznej sceny przywołując ludzi, czasy, zdarzenia w ich realnych kształtach
Uczeni literaci nazywają trele morele liryczną wyobraźnią , ale tylko dlatego że głupio im się przyznać że wierzą w jakieś durne bajki.
Tymczasem trele morele istnieje naprawdę i co więcej jest to najbardziej rzeczywista rzeczywistość ze wszystkich rzeczywistości – wieczny teatr chwili.
Łącze pozdrowienia
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

wieczorem się spokojnie odniosę do całego listu. Dzięki za tą jak dla mnie reklamę, a co do tej opowieści, no cóż, sądzę, że to książka jak najbardziej sensacyjna, czyli taki kryminał. Czy biegnę zamiast się zatrzymać? Zastanowić się nad jakimś pryszczem jednego z bohaterów? No cóż, piszę to na bieżąco, wklejam jako brudnopis, zresztą czytelnicy którzy już mnie znają, to, to wiedzą. To jest już b. długie, bo ma sześćdziesiąt stron worda. poprawiać będę dopiero jak skończę, co nie nastąpi prędzej niż w maju.

Pozdrawiam serdecznie.

" Upupa Epops ".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

" Upupa Epops ".

#48541

listu w dziale humor - satyra, nie jest chyba najlepszym wyborem.

" Upupa Epops ".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

" Upupa Epops ".

#48546

.... o co obrażać, bo to wygląda w sumie na uczciwą i bona fide krytykę literacką.

Z tym, że sam autor tej krytyki zdaje się tu wykazywać literackie ambicje, więc, gdyby już się chciało naparzany, to można to wykorzystać.

Niewykluczone, że autor ma nieco racji - obiektywnie, albo w każdym razie subiektywnie, bo on to tak naprawdę odczuwa.

Każdy autor, a mówię teraz o Iwonie jako autorce omawianego tu dzieła, w sumie powinien chyba być dumny, że tak poważnie się nim zajęto, zanim jeszcze został oficjalnie wydany, ogłoszony geniuszem przez wszelakie telewizje...

Tym bardziej, że zrobił ogromne postępy w ciągu ostatniego powiedzmy roku i z pewnością wciąż będzie się jeszcze intensywnie rozwijał.

Pzdrwm

triarius
- - - - - - - - - - - - - - - -
http://bez-owijania.blogspot.com - mój prywatny blogasek
http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#48573

przecież się nie obrażam, a wręcz podziękowałam. czy ja mówię, że moja opowieść jest bezbłędnym dziełem??

Tylko to mnie trochę zaskoczyło, ze Autor tego listu umiescił go w dziale humor - satyra.

Pozdro.:D

" Upupa Epops ".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

" Upupa Epops ".

#48589

... chciałem Ci po prostu pomóc na zrogowacenie skóry. No bo pisząc i publikując, wystawiasz się w nieunikniony sposób na przeróżne krytyki, a to nigdy nie jest łatwe.

Pzdrwm

triarius
- - - - - - - - - - - - - - - -
http://bez-owijania.blogspot.com - mój prywatny blogasek
http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#48591

wiesz, już mam dużo grubszą skórę. jednak te trzy lata w necie, robi swoje. A wiem, że nie masz złych intencji, nawet bym Cię o to nigdy nie podejrzewała.;-*

" Upupa Epops ".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

" Upupa Epops ".

#48593

... pomysł!

Pzdrwm

triarius
- - - - - - - - - - - - - - - -
http://bez-owijania.blogspot.com - mój prywatny blogasek
http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#48598

:D

" Upupa Epops ".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

" Upupa Epops ".

#48604

takiej pięknej   bajki dawno nie czytałam .

Ewolucjonizm kosmologiczny w trelach morelach ..." sypiących się jak mak przez sito gwiazd ". Ech ... , cóż , tylko dziękować autorowi .

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Aleksandra

#48603

Pani Iwono

Pozwolę sobie odpowiedziec na pytania w kolejności.

W sprawie „pośpiechu” chciałbym zauważyć że to ja jestem niemodny bowiem prze niesienie ciężaru literackiego z warstwy opisowej na faktografie dokonało się na początku dwudziestego wieku i czytając takie pozycje jak Mistrz i Małgorzata widać jak faktografia unosi na sobie warstwę opisową która jest do niej przyklejona. Potem mamy egzystencjalistów z ich potokiem Sartrowskich mdłości gdzie nawet myśl stała się skaczącą nitką Ariadny biegnącą na spotkanie Minotaura. Następny skok dokonali pisarze Ameryki Łacińskiej czyli proza Ibero—Amerykańska z rozlaną powieścią rzeką niczym z Amazonką która płynie nawet wtedy gdy stoi w miejscu. W Polsce ową podróżniczą stylistka zaraził wszystkich E. Stachura, Właśnie skończyłem czytać J. Dukaja „Lód „ 1044 stron gdzie fantastyka historiozoficzna opisuje nie zaistniałą historie stosunków polsko-rosyjskich , co by było gdyby ,także w konwencji literatury faktu opisowego czyli aby do przodu

Różnica pomiędzy współczesną literaturą faktu opisowego czyli biegnącej narracji naprzeciw swojemu the end a klasyczną literaturą powieściopisarską polega na tym , że autor klasyczny opisuje to co widzi jak statyczne obrazy . Stara się wbić czytelnika jak najgłębiej w każdy przystanek opisu bowiem i tak wiadomo, że sam mechanizm czytania i naturalny proces sekwencji w opowiadaniu od początku do końca wyrwą odbiorce z owego przyśrubowania.

Cały sens literatury polegał dawniej na zakorzenieniu czytelnika w opisie według klasycznej reguły jedności miejsca akcji i czasy zastosowanej sukcesywnie dla sekwencji liniowej pociętej nożem na kawałeczki w obrazy. To jest taki rodzaj struktury korpuskularno –falowej światła
Opis był bezwzględnie odcięty od akcji . Ostatni genialnie zrobił to Reymont w Chłopach , bezapelacyjny Nobel To jakby dwie ksiązki w jednej jedna narracyjna druga opisowa które się przenikają .Jedna idzie wgłąb a druga do góry

Potem nastąpił zanik samodzielności warstwy opisowej na rzecz taktu narracyjnego . Literaturę zdominowały takty narracji usiłujące wzbudzić emocje ekstazy
Nie chce Pani wciągać ani w krytykę literacką ani filozoficzną bo rzadko który twórca zajmuje się wiwisekcja swojej twórczości . Ja mam to z tego względu ze za nim nie przeszedłem na stronę sztuki siedziałem przez wiele lat w świecie standardów formalno akademickich najpierw archeologii a potem filozofii, jako pracownik naukowy.
Moje pytanie jest pytaniem z pierwszego poziomu ekspresji , do jakiego rodzaju napięcia wyobraźni się pani adresuje.

Jest to niewątpliwie tak jak cala wspólczesna literatura i malarstwo sztuka efektu. Moje pytanie jest tylko o to czy nie warto się w wybranych momentach odwrócić ku opisowi dla wybicia czytelnika z transu. To jest tylko taka propozycja. Wklejenia do rytmiki tam-tamów gregoriańskiego chorału.

Proszę tego nie brać poważnie to tylko zabawa.

I tu ma pani odpowiedz druga dlaczego humor satyra. To jest po prostu tradycja Stańczykowska bowiem z perspektywy fiu bździu i haiha haha widzi się najlepiej to co istotne.

Pozdrowienia

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#48607

jestem pod wrażeniem, Pana postrzegania. I szczęśliwą, że jest Pan skłonny, nie tylko czytać moją (jakby nie było, opowieść w formie jeszcze niedoskonalej, bo pisanej z ręki), ale ją analizować.

A ten Bon -mot który Pan mi napisał " Wklejenia do rytmiki tam-tamów gregoriańskiego chorału." będzie mi od teraz towarzyszył.

Dziękuję serdeczne.

" Upupa Epops ".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

" Upupa Epops ".

#48636

Nie pamiętam czy ostatecznie przeszliśmy na "ty" więc poniżej dwa zdania - niepotrzebne skreślić:

1. Panie Bogdanie, dobrze, że Pan jest!

2. Bogdanie, dobrze, że jesteś!

Pozdrawiam

 

-------------------------------

Samotny wilk w biegu

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#48650