WCZEŚNIEJ BYŁO Jedwabne ....."Rosica 16 - 18 Luty 1943"

Obrazek użytkownika poeta
Historia

 

Za kilka dni
będzie kolejna rocznica zbrodni barbarzyńców niemieckich w Jedwabnem.
 
zamordowali wtedy hitlerowscy faszyści - bandyci Niemcy,
 
kilkuset okolicznych mieszkańców, Żydów, zapędzając mężczyzn, kobiety, dzieci i starców do wielkiej stodoły, którą następnie obficie oblali, namoczyli strzechę benzyną przywiezioną z pobliskiego - "swojego" lotniska i podpalili.
 

Spłonęło żywcem kilkuset ludzi......

 

Kolejny raz,

za kilka dni, dyżurni kłamcy komotuskiego reżymu będą próbowali winę Niemców za zbrodnię - oczywistą i bezsporną,

przerzucać na Polaków,

w myśl zasady:

 

obrzucić g......m !

zawsze coś się przyklei.

 

Nic się nie przyklei !!!

kłamcy.

grossy i szechtery, sztolzmany olkowe i bulowe !

czytajcie TO :

 

..........UDZIAŁ JUDENRATÓW W ZAGŁADZIE

 

Jedna z najsłynniejszych żydowskich myślicielek XX wieku Hannah Arendt w 1963 roku wystąpiła w książce „Eichmann w Jerozolimie” z dramatycznym oskarżeniem przeciw Judenratom.

Twierdziła, że bez ich udziału w rejestracji Żydów, koncentracji ich w gettach, a potem aktywnej pomocy w skierowaniu do obozów zagłady zginęłoby dużo mniej Żydów, ponieważ Niemcy mieliby więcej kłopotów z ich spisaniem i wyszukiwaniem.

W okupowanej Europie Niemcy zlecali funkcjonariuszom żydowskim sporządzenie imiennych wykazów wraz z informacjami o majątku. Zapewniali oni także pomoc odmanom – żydowskiej policji w ujmowaniu i ładowaniu Żydów do pociągów transportujących do niemieckich obozów koncentracyjnych.

W swojej książce Arendt napisała:

“Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej tej ponurej historii.”...............


 

Po latach,
próbuje się zbrodnią tą okrutną i zbrodniami innymi, obciążać Polaków.

Czynić ich współwinnymi tego Jedwabnego
i innych

podobnych aktów ludobójstwa !!!
 
Niemców !
 

 
 
 
 
 
 
 

 

 

Ma czelność nawet jeden z drugim,
bul obecny spod żyrandola a wcześniej TW Olek, były prezydent niestety również,

Naszej Polski,

 syn żydowskiego zbrodniarza z czasów wojny, bandyty.
okrutnego Izaaka Stolzmana, który przemalował się po wojnie na Kwaśniewskiego i ubrał w szaty felczera z pomocą zbrodniczego sowieckiego NKWD, a o którego strasznych dokonaniach,
 kilka dni temu, mieliśmy okazję przeczytać tutaj na Niepoprawnych w notce Pana Aleksandra Szumańskiego.

 

Otóż ci dwaj, TW olek i dzisiejszy bul, tam w Jedwabnem, mieli czelność bić się w swoje piersi i przepraszać w imieniu POLAKÓW za zbrodnię, którą popełnili Niemcy 10 Lipca 1941 roku.
 

....kłamstwo obiegnie wielokrotnie Ziemię,
zanim

PRAWDA

ujrzy światło dzienne....

 

Ktoś kiedyś powiedział.
 

Nie będę dziś więcej mówił o kłamstwach szechterów, komorowskich i kwaśniewskich i grossów !

i innych !!!
 
im podobnych !
 

Wszyscy wiedzą "wszystko" o Jedwabnem.
 

W ubiegłym roku powiesiłem tutaj mój wiersz "Oczami dziecka...."
 

    Napisany po wysłuchaniu wielokrotnym opowieści, naocznego świadka tamtej zbrodni, wtedy niespełna 8 letniej dziewczynki. Dziś ponad osiemdziesięcioletniej kobiety...
 

Pani Heronimy,
Mieszkającej tutaj za oceanem od wielu lat.
 

Wywiad z Nią  przeprowadzony przez Niezależną TV Polonia w Kanadzie, można obejrzeć na You Tube i chyba pod moim ubiegłorocznym rocznicowym wierszem.           Ten wywiad powstał, mógł powstać, dzięki moim informacjom i namiarom, które przekazałem Niezależnej TV Polonia.
 

Wszyscy wiedzą o Jedwabnem. A czy ktoś słyszał o Rosicy ?
 

Czy ktoś wie ?
 
   Po napisaniu poniższego wiersza odwiedziłem znajomego od lat, tutaj w USA polskiego księdza. Dziś prawie biskupa.
Pytam go:
 
- Słuchaj, wiesz co to jest Rosica ?
 
- Nie, nigdy nie słyszałem,

odpowiedział.....
 
 

Niemcy,
bandyci niemieccy,
zanim przyszli mordować do Jedwabnego

"dobrze przećwiczyli"

wszystko. Wszak psychol, ich wódz zaczynał lata wcześniej "kryształową nocą", a później doświadczenie Niemców w mordowaniu żydów tylko rosło, i rosło i rosło......Jedwabne, Lipiec 11, 1941 rok. Niemcy, Hitler zaatakował swego najlepszego przyjaciela Stalina i idzie na wschód. By dostać baty pod Stalingradem.......W lutym, 1943 roku już po batach był odwrót, i armia krasna wypierała zagony wcześniejszych przyjaciół Niemców na zachód. Po drodze była Rosica. Kiedyś przez stulecia mała Polska mieścina, własnością będąca rodu Zamoyskich. W czasie o którym mówimy, TAM niestety już nie Polska Była. Tam była Białoruś.....Ale Polacy tam byli wciąż.

Mieszkańców tej właśnie Rosicy, Niemcy oskarżyli o wspieranie rosyjskiej partyzantki, która szarpała cofające się po Stalingradzie wojska niemieckie. Mała wioska, w niej wielki, piękny kościół..... Wioska na terenie dzisiejszej Białorusi.

Trochę tylko dalej na wschód od Jedwabnego.
Prawie w linii prostej.
 

Tam pewnie Żydów nie było.

Tam pewnie w większości byli Polacy.
Kościół, który poniżej, jest milczącym świadkiem tamtej straszliwej zbrodni ludobójstwa.

Milczącym świadkiem niewyobrażalnego dramatu.
Tragedii.

Niewyobrażalnego okrucieństwa Niemców.

Niemieckich bandytów, sąsiadów zza Odry.


Wczoraj, przedwczoraj i dziś.
 

Dojcze wita !!!
 

Za kilka dni rocznica Jedwabnego.......

....Czasy były coraz bardziej niespokojne. Początkowe sukcesy inwazji niemieckiej zamieniły się w wojnę pozycyjną, a po klęsce 2.ii.1943 r. pod Stalingradem w powolny odwrót ze Związku Sowieckiego. Niepowodzenia Niemców na froncie uaktywniły rosyjską – sowiecką – partyzantkę na zapleczu. Niemcy reagowali coraz bardziej brutalnie, często stosując zasadę odpowiedzialności zbiorowej, której ofiarą padali mieszkańcy całych wiosek…

Już pod koniec 1942 r., jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia, zaczęły się pojawiać pierwsze sygnały o niemieckich akcjach odwetowych. Pozyskano je m.in. w domu mariańskim w Drui. W okolicy gromadziły się oddziały wojskowe. Opat klasztoru marianów i matka generalna eucharystek (7 z nich przebywało w Drui) poprosili misjonarzy w Rosicy o powrót zza Dźwiny, do Drui. Ci nie wyrazili zgody…

W lutym rozpoczęła się niemiecka akcja pacyfikacyjna Winterzauber (pl. Czar Zimy), dowodzona przez Wyższego Dowódcę SS i Policji na froncie północnym i w Komisariacie Rzeszy Ostland, SS-Obergruppenführera Fryderyka (niem. Friedrich) Jeckelna (1895, Hornberg – stracony w 1946, Ryga).

Gdy niemiecka akcja pacyfikacyjna – pamiętajmy, było to tuż po klęsce Niemców pod Stalingradem – stała się nieuniknioną, gdy Niemcy zajęli w Drui klasztor, zmuszając marianów do jego opuszczenia, i instalując w nim swój sztab, do Rosicy udał się wspomniany kleryk Henryk Tomaszewski. Ale ani eucharystki, ani o. Antoni, ani znający białoruski o. Kaszyra nie chcieli opuścić swojej owczarni…

14.ii.1943 r. kleryk Tomaszewski otrzymał ostateczną odpowiedź i opuścił misjonarzy. Ostatnią rozmowę z o. Antonim odbył tego dnia - była to niedziela - w Dryssie, najbliższym Rosicy miasteczku rejonowym (gdzie nie było kapłana i o. Antoni przyjechał tam, by odprawić Mszę św.): „Ja muszę [do Rosicy] wrócić. Tam są ludzie. I prócz tego zostawiłem w kościele Przenajświętszy Sakrament. Nie mogę dopuścić, by Go znieważali. Tam też jest ojciec Jerzy. Jak mogę go zostawić w takim nieszczęściu?” – powiedział o. Antoni na pożegnanie…

16.ii.1943 r. Niemcy, wspomagani przez szczególnie zbrodnicze, ochotnicze jednostki łotewskie (pierwsze łotewskie ochotnicze oddziały walczące po stronie Niemców powstały w 1941 r.; później z nich i z dodatkowego naboru utworzono na wiosnę 1943 r. łotewski legion SS), otoczyli Rosicę. Kolejno palono domostwa, dom po domu. Nad wsią rozciągnęła się czerwona łuna…

Mieszkańców zagoniono do kościoła.

W świątyni o. Antoni i o. Kaszyra przygotowywali wiernych na śmierć. Udzielali sakramentów: Komunii św., Spowiedzi, chrzcili dzieci, błogosławili… Także prawosławnym, od których przyjmowali wyznanie wiary…

Panował „zadziwiający”, jak to któryś ze świadków zapamiętał, spokój. Modlono się głośno, śpiewano pieśni, w które włączały się nawet najmniejsze dzieci…

Inny ze świadków zapamiętał słowa o. Antoniego: „Nie płaczcie” – miał mówić do przerażonych – „Pan Bóg żąda od nas ofiary, ofiary naszego życia. Musimy to życie złożyć u Jego stóp. Jedna krótka chwila i życie wieczne nas czeka. A ja was zapewniam wobec Boga, który tu z wami jest w kościele, zapewniam was w Jego imieniu, że jeśli przyjmiecie Jego wolę, otrzymacie Niebo […]. Do widzenia w Niebie!”.

Księża próbowali rozmawiać z Niemcami. Pewien sukces osiągnęli: udało się uzyskać uwolnienie sióstr eucharystek, które zaczęły piec chleb dla uwięzionych, i dla sztabu niemieckiego zainstalowanego na plebanii.

Sami też mogli wychodzić z kościoła: nie uciekali, ale nieśli przetrzymywanym pożywienie i wodę. W pewnym momencie Niemcy zażądali, by kapłani wyjechali z Rosicy. W odpowiedzi usłyszeli: „Jeżeli ich [ludzi] zwolnicie to i my wrócimy z nimi do domu, a jeżeli nie, to i my chcemy pozostać z nimi i nie zostawimy ich”…


 

Wcześniej było Jedwabne.                                   6 Luty 2014

 
  "Rosica 16 – 18 Luty 1943”
 
Hitler i Stalin, Niemcy i Rosja.
Dwa zbrodnicze narody.
Układ już jest Ribentroppa,
Więc pożar wybucha – wojny.
 
bandytów dwóch się dogadało.
dwaj przyjaciele – najwięksi !
Hitler i Stalin – więc się zadziało.....
Niemcy !
I nóż ruski w plecy......
 
I Tamten Wrzesień - I Krew się leje
Obrońców Naszej Polski.
Walczy Warszawa – płonne nadzieje.
Nastaje czas okupacji......
 
Podzielił Hitler się ze Stalinem
Ojczyzną Naszą Kochaną.
Miliony ofiar....Las pod Katyniem....
Wciąż Pamięć krwawiącą raną.....
 
Wiersz ten co pisać dziś zacząłem
Nie dotknie walk na frontach.
Dziś do świętości się zbliżyłem....
Do Świętych.....
Do straszliwej, okrutnej zbrodni
Ofiar.......
 
Wcześniej Jedwabne w Lipcu 41,
W Lutym 43 - Rosica !
Tam „przećwiczyli” Niemcy - bandyci.
Tam "ćwiczyli" na Żydach.....
 
Rosica mała wioseczka
Na Polskich kiedyś Kresach.....
Jest mroźny Luty czterdziestego trzeciego.
Trzydzieści – minus – temperatura.
I śmierć w płomieniach
z rąk bandyty niemieckiego.....
 
Wtedy już Stalin wróg dla Hitlera.
Już biją się dwaj zbrodniarze.
Niemiec się cofa, Rusek naciera.
Rosica w „ogniu” wydarzeń.....
 
Mieszkańców wioski oskarżono
O krycie ruskich partyzantów.
I ekspedycję karną wysłano:
By wymordować !!!
Rosicy.....mieszkańców......
 
16 Luty, wtorek, zima.
Było minus trzydzieści.
Horror we wiosce się zaczyna.
Śmierć już się cieszy......
 
Mieszkańców wioski do Kościoła.
Świątynia dużo pomieści.....
Ci co do lagrów – prawa strona.
Na lewo – ci – co do śmierci....
 
Kobiety, starcy, dzieci, mężczyźni...
selekcja niemieckich „panów” !
Tam rozrywano całe rodziny !
Jak rzeczy ludzi traktowano......
 
Ty !
Na spalenie .
Ty !
Do życia.
Na lewo ty ! -
Ty ! na prawo.
bandyci Niemcy.....
Brak słów - by opisać
Co się w Kościele w Rosicy działo....
 
Mała dziewczynka całuje buty
Niemca – oficera.
Prosi tym gestem o życie taty
Co śmierć na lewo – go zabiera.
 
Oficer Niemiec ulega prośbie.
Przekierowuje skazańca.
Tata ma życie.... Ale mama !?
- I jeszcze mam braciszka......
 
Pada dziewczynka znów na podłogę
Tam w Kościele – W Rosicy.
Całuje buty – Prosi o matkę.
Budzi litość mordercy.....
 
Matka dostaje życie od dziecka,
Trafia na prawą stronę.
Pójdzie do lagru.
Będzie żyła !
Życie ma wyproszone.......
 
I został jeszcze mały braciszek
Po lewej stronie Kościoła.
Tam przeznaczeni na spalenie.
Czy dziecko życie wyprosić zdoła ???
 
Pada dziewczynka znów na podłogę.
Pada już po raz trzeci.
Pada,
Całuje buty Niemca......
Z braciszkiem chce żyć przecież......
 
Niemiec – oficer dał się uprosić.
Braciszek uratowany......
Mała dziewczynka całuje stopy......
ja płaczę, gdy piszę....
ja płaczę, gdy czytam....
Gdy myślę.....
Jak człowiek przez człowieka (?)
Bywa......traktowany......
 
W Kościele w Rosicy było dwóch kapłanów.
Dwóch zakonników było na parafii.
Sprawiało posługę dwóch braci Marianów.....
Tam było ich miejsce na Ziemi........
 
Ksiądz Antoni Leszczewicz
I ksiądz Jerzy Kaszyra.
Dwaj kapłani co Chrystusa głosili.
Oni są - Tu i Teraz.....
 
Oni są w Świątyni z wiernymi.
 
 
Oni są – Spowiadają – Głoszą słowa otuchy,
Chociaż wiedzą jak śmierć strasznie boli.
Przecież człowiek do życia był Przez Boga
Stworzony.
Śmierć przychodzi nie z Boga woli......
 
Dwóch kapłanów i Kościół i skazani na śmierć
Przez okrutnych morderców niemieckich.
To żołnierze ?!!!
TO bandyci !
TO diabelski chów jest !
 
A w Świątyni Są Boga Dzieci.....
 
I dwóch księży jest z nimi i jest Hostia.
Wiara Jest i Bóg Co Ponad wszystkimi.....
Pamięć jest z nimi Męki i Miłości Jezusa
I NADZIEJA Jest !
Której śmierć w ogniu nie zmieni......
 
Ksiądz Antoni Leszczewicz był tam....
Urodzony na Polskiej Litwie.
I choć Polski nie było w ten czas
Polskość ciągle tam żyła – Wciąż
Do dziś z bólem – TAM
Polskość kwitnie......
 
Ksiądz Antoni kapłanem był długo.
Głosił Boga na Dalekim Wschodzie.
Na Syberii w mieście Czyta – z posługą.
I w Harbinie,
Gdzie Polaków miał na co dzień.
 
Dziś ten Harbin to jest miasto w Chinach,
Ale pewnie tam wciąż ślady Polskości.
Gdzie Polacy – TAM wiara katolicka.
Tam Bóg Żyje, chociaż wokół „inności”......
 
Kilkanaście lat wytężonej pracy
Na parafii, gdzie społeczność polska.
Pomoc ludziom, zdolnym dzieciom w edukacji
I kapłańska praca.
 
Działka Boska........
 
 
Ksiądz Antoni wrócił na Kresy.
Wstąpił w Drui do Zakonu Marianów.
Był rok wtedy trzydziesty siódmy.
Teraz nowa służba.
Wielka praca za nim.......
 
I wybuchła wkrótce wojna światowa.
Druję,
Miasto, gdzie klasztor, zajęli sowieci.
Później Niemiec ją zaatakował......
 
I już Luty jest – Czterdziesty trzeci......
 
I TEN Kościół teraz tam w Rosicy,
Gdzie kapłanów posługa – wiernych cnota.
Gdzie na śmierć skazani wsi mieszkańcy.
Gdzie Niewinnych Ludzi trwa
Trzydniowa......
Golgota............................
 
I kapłanów dwóch w Świątyni z wiernymi.
Skazanymi na śmierć.
Za Niewinność !
Brat Antoni i Brat Jerzy.....
 
Owieczki z Rosicy na śmierć wiedzione będą
Przez Dwóch Swoich, Wspaniałych Pasterzy.....
 
Ojciec Jerzy – Młodszy z kapłanów.
Rodem z Litwy – Z małego zaścianka.
Zawsze być chciał jednym z Marianów.
I nie była to tylko zachcianka.
 
Wcześnie wszedł w Drui klasztorne progi.
Wcześniej stracił oboje rodziców.
Może dlatego do Boga szukał drogi ?
By we wspólnocie żyć braci - zakonników ?
 
Po święceniach kapłańskich studiował
Ksiądz Jerzy w Rzymie.
 
A po studiach znów na Polskie Kresy.
Skierowany do pracy w Wilnie....
Później Raśno i....Jest już rok 40ty.....
 
A w czterdziestym - Litwa staje się sowiecka.
Odrywają bolszewicy Ją od Polski.
Tam zbrodnicza teraz Rosja radziecka.
Tam represje dotykają stan kapłański.
 
Bo złoczyńcy nienawidzą Boga.
Bo zły zawsze Boga jest przeciwnikiem.
Bo zły dobro traktuje jak wroga.
Jest krwiożerczym dla Owiec – wilkiem.....
 
Musiał więc ksiądz Jerzy się ukrywać.
No i uczył się Mszy Świętej na pamięć.
By, gdy przyjdzie wyrok księdzu odsiadywać,
Ze Mszą służyć w więzieniu – skazanym.....
 
Dobrzy ludzie ukrywali kapłana.
Bóg na Górze pewnie Czuwał też.
Księga życia każdego spisana.
Każdy weźmie od losu swoją część....
 
Co ma wisieć utonąć nie może.
Choć nie wiemy nigdy co nas czeka......
Czasem człowiek ucieka za morze
A znajduje tam – przed czym ucieka.....
 
Nie dopadli księdza bolszewicy.....
Pełnił ciągle swą kapłańską posługę.
Słyszał ksiądz Jerzy o księdzu Antonim,
Że gdzieś tu działa w okolicy,
Też Marianin.......
 
Na miejsce spotkania
Los wyznaczył im Druję.....
 
Tam spotkali się kapłani w klasztorze.
Ojciec Jerzy.... i ojciec Antoni.
Ojciec Jerzy – młody kapłan w pokorze....
Byli sobie ci dwaj księża przeznaczeni....
 
Ksiądz Antoni Leszczewicz pracował już w Rosicy.
Zabrał z sobą na parafię brata Jerzego.
Pracowali aż przybyli tam Niemcy.
Wojna przecież była wokół na całego.....
 
No i teraz są tu razem w Kościele.
W Miejscu Świętym na śmierć przeznaczeni.
Żywe Hostie – Przebywają z wiernymi.
Dzisiaj żyją......
Jutro już w krainie cieni.....
 
Niemcy chcieli dać kapłanom życie:
  • Wolni jesteście.
  • Wracajcie na parafię.
Usłyszeli od kapłanów krótkie:
 
  • Nie !
Zostaniemy.
Ludzie z wioski
Z Rosicy są niewinni !
 
  • Zwolnijcie ich.
My pójdziemy do domu z nimi.....
 
Zwolnili Niemcy tylko siostry zakonne.
Prosił o życie dla nich - by nie zabijać
Ksiądz Antoni.
I siostry wróciły z życiem na plebanię.
I świadczyły później o niemieckiej zbrodni.....
 
A w Rosicy śmierć zbierała swoje żniwo.
Akcja winterzauber
trwała w najlepsze.
Wybuchały granaty i ginęli ludzie.....
Tłum skazanych
W Kościele - oczekiwał jeszcze.....
 
Z wiernymi w Kościele oczekują dwaj kapłani.
Polscy księża, zakonnicy. Bracia Marianie.
Są już Rodziną. Świętą Wielką Ofiarą.
 
Życia Swe złożą na Ołtarzu,
Gdy buchną płomienie....
 
Jest Środa – Siedemnasty Luty.
Ksiądz Antoni wpadł na chwilę na plebanię.
Marsz do śmierci podzielono na dwie grupy.
  • Dziś ta pierwsza będzie kroczyć za nim.....
Ksiądz Antoni był bardzo radosny.
Uśmiechnięty
Kończył ziemską swą wędrówkę.
 
Raz ostatni ofiarował im Komunię......
I pożegnał i uściskał siostry.
I powiedział im:
  • Trzymajcie się mocno....
  • I się módlcie.
I wyszedł z plebanii – Radosny.
 
Chciały wybiec za nim siostry zrozpaczone.
I zatrzymać, zanim pójdzie stąd.
Nie pozwolił pilnujący Niemiec – żołnierz.
I „pocieszył”:
  • Zaraz przyjdzie do was
Drugi ksiądz.....
 
I faktycznie – jak powiedział tak się stało.
Wieczór nadszedł i ksiądz Jerzy się pojawił.
Nie radosny, lecz spokojny i poważny......
 
Setki ofiar.....Pierwszą grupę.....Ogień trawi.....
 
  • Już nie żyje ksiądz Antoni.....
  • A ja jutro też nie będę już żył......
Dzisiaj na noc pozostał na plebanii.
Leży krzyżem i się modli - ile sił......
 
Chciał być sam w tę ostatnią noc
Swego życia.
Chciał rozmawiać sam z Bogiem i Jezusem......
O czym myśli człowiek, gdy wie, że ma umrzeć ?
O czym myśli ?
Gdy wie, że jutro kres........
 
Noc minęła cała na modlitwach.
Siostry razem się modliły w izdebce.
A ksiądz Jerzy krzyżem leżał w jadalni.
I był z Bogiem....
Choć nie widział GO jeszcze......
 
Noc skończyła się......
Nastał dzień nowy.
Dzień ostatni życia kapłana.
Dzień ostatni setek ludzi z Rosicy.
Jeszcze żyją – Lecz gotowi już,
do Pana.
Jeszcze żyją....
A już Męczennicy.....
 
I przyszedł ksiądz Jerzy po tej nocy ostatniej.
Do izdebki wszedł ze Świętą Komunią.
Z Przenajświętszym Przyszedł Sakramentem,
By udzielić Go siostrom.....Zanim pójdzie....
 
Zanim pójdzie na czele tej Procesji
Żywych Hostii, Które w Drodze na śmierć.
Będzie trzymał swój Różaniec w ręku....
Owce za nim będą śpiewać pieśń......
 
Tak jak wczoraj, gdy szedł na śmierć
Ksiądz Antoni.
Nocą ciemną słychać było pieśni słowa.
Pieśni pięknej co porusza każde serce......
 
Wisi na Krzyżu Pan Stwórca Nieba”....
 
  • My jak TY....Z Wiarą w Ciebie idziemy....
  • Zginąć w Ofierze....I w ogniu.....
  • I w męce.....
 
Już przed nimi wczoraj się Otwarło Niebo.
Dziś następne setki ludzi zginie.
Ogień przerwie nici życia doczesnego.
Bramą będzie do Życia
Co nie przeminie.....
 
Bramą będzie ogień Do Życia Wiecznego.
 
Prosił siostry ksiądz Jerzy o modlitwę:
  • Módlcie się za mnie Do Boga.....
Przepraszajcie Stwórcę za moje grzechy.
Już za chwilę mego życia skończy się droga.
 
  • Sądzić mnie będzie Bóg Przedwieczny......
Czwartek był, 18 Luty, rano, godzina 10ta.
Przychodzi żołnierz niemiecki:
 
  • Już pora.....
 
Opuścił ksiądz Jerzy plebanię.
Wyszedł z niej z Różańcem w ręku.....
Wrócił pasterz co wraca do swych owiec.
Czekających tam na niego – I na śmierć.
 
Bez lęku.....
 
Podszedł ksiądz Jerzy do Kościoła.
Tam już Niemcy formują w pochód ludzi.
Budzą starca co siedzi pod murem.
Starzec nocy nie przeżył.....
 
Już się nie obudzi.....
 
Wszedł ksiądz Jerzy teraz do Kościoła.
Rzucił okiem raz jeszcze na ołtarz.
Sprawdził Tabernakulum – było puste.
 
Każdy człowiek to teraz Żywa Hostia.....
 
Każdy człowiek wypełniony jest Chrystusem.
Rozmodlony oczekuje na śmierć.
Wie że umrze i rozmawia z Jezusem.
 
Spokój

w sercu wiernym,
Każdym jest....
 
Wyszedł tłum przez otwarte drzwi Kościoła,
Jak Procesja w Największe jakieś Święto.
Każdy z wiernych jest jak żywa teraz Hostia.
 
Święty Dar Ofiarowany Bogu
Męką.....
 
Otoczył Procesję kordon zbrodniarzy – Niemców.
Z karabinami gotowymi do strzału.
Nikt nie śmie myśleć nawet o ucieczce......
Nie było szans......
Marsz ku śmierci ruszył.....pomału
 
Ruszyła Procesja żywych – Lecz już zmarłych.
Na jej czele z Różańcem ksiądz Jerzy.
Wczoraj ksiądz Antoni wiódł za sobą setki wiernych.
Te same z nimi szły Do Boga pacierze......
 
"Wisi Na Krzyżu Pan Stwórca Nieba”.
 
Słowa pieśni rozbrzmiewały wczoraj w nocy.....
Dzisiaj cisza głęboka zalega.....
Wczoraj świece rozświetlały mroki....
 
Szarość dnia w Rosicy
Męczenników żegna.....
 
Lecz TO Żywe Są Pochodnie Wiary.
Idą z Wiarą by spłonąć w ogniu.
Święte – Żywe Dla Boga Ofiary.
Do dziś świadczą o niemieckiej zbrodni.
 
Śmierć tam w ogniu poniosło Tysiąc
Pięćset Dwadzieścia Osiem (1528) Osób.
Niewyobrażalne barbarzyństwo Niemców.
TE
płonące
TAM
w Rosicy
ŻYWE
Stosy.
 
TAKA Męka

z ręki morderców.
 
Operacja Winterzauber dobiegła końca......
 
Dwóch Kapłanów Papież Polak
Wyniósł Na Ołtarze.
Pamiętajmy ! Zawsze !
Czym Rosica......
 
Pamięć Nasza
Ofiarom
Tych strasznych wydarzeń.....
 
 
Już po tej zbrodniczej akcji
W jednym z pogorzelisk
Siostry z parafii ujrzały ścianę
Zwęglonych, stojących szkieletów.
W tej ścianie była jedna dłoń.
Dłoń trzymająca Różaniec......

 



 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Kim był człowiek ?
Czyja ręka TO ?
 
TO Ksiądz Jerzy !
Siostry były przekonane.......
 
 
 
A wcześniej – 10 Lipca 1941, było Jedwabne.
Tam byli Żydzi i jedna stodoła.
W Rosicy stosów było więcej.
Lecz męka ta sama o pomstę Boga woła.
I mordercy ci sami !
Niemcy........................................
 
Rosica....16, 17, 18, Luty 1943
Niemców barbarzyński akt ludobójstwa.
Karna Operacja Winterzauber
 
Adam Szeluga, 18 Luty 2014
 
Pisząc wiersz korzystałem z tekstu „Spalona ziemia Męczenników” autor
Stefan Czerniecki.
Tekst umieszczony był w miesięczniku NOWE PAŃSTWO # 92/10 /2013
 
 
 

 

 

 

 

 

Rosica; obwód Witebsk; rejon Wierchniedźwińsk

Położenie na mapie WIG z 1932 r.






Nie byliśmy w Rosicy, leży doslownie 8 km od dworu Nitosławskich w Opytnej. Nie wiedziałem wtedy o niej.
Trzy zdjecia kościoła w Rosicy zbudowanego w latach 1906-11:
autor: Грода Надзея, www.radzima.org







Rosica - rezydencja domu zakonnego w Drui

Adres:
Centralnaia 56, 211641 v. Rosica, Wierchniedzvinskij r-n, Wicebskaja obł., Belarus

Tel:
+37 52 15 126 846


Dzieła spełniane przez współbraci:
Parafia pw. Przenajświętszej Trójcy
100 wiernych, diec. witebska
proboszcz: ks. Henryk Kulesza
Posługa duszpasterska w kaplicach dojazdowych w Balinach, Bigosowej i w Oświei
Opieka nad miejscem kultu bł. Jerzego Kaszyry i bł. Antoniego Leszczewicza, męczenników

Mieszkańcy rezydencji:
ks. Czasłau Kureczka MIC
rektor rezydencji, ekonom, kustosz miejsca śmierci męczenników z Rosicy
ks. Henryk Kulesza MIC
proboszcz

http://www.marianie.pl/index.php?page=pages&text=28


60. rocznica zagłady Rosicy (artykuł z 2003 r.)

Niezwyciężone płomienie miłości

W lutym br. mija 60. rocznica tragedii Rosicy - niewielkiej wsi na terenie Białorusi, położonej za Dźwiną, niedaleko m. Dryssa (obecnie - Wierchniedwińsk). W dniach 16-19 lutego 1943 roku, w ramach karnej ekspedycji przeciwko partyzantce białoruskiej, hitlerowcy, wespół z oddziałami ochotniczymi policji, dokonali w tej miejscowości pacyfikacji ludności cywilnej. Podczas operacji spalono dziesiątki wsi razem z ich mieszkańcami - dziećmi, kobietami, staruszkami; część kobiet w młodszym wieku wywieziono do obozu Sałaspiłs pod Rygą. W płomieniach Rosicy zginęli także katoliccy misjonarze - księża z zakonu oo. marianów Jerzy Kaszyra i Antoni Leszczewicz, których w 1999 r. Kościół zaliczył do pocztu błogosławionych.

Drogi ojców Jerzego Kaszyry i Antoniego Leszczewicza do świętości prowadziły przez Białoruś, Polskę, Litwę i Rosję. Obaj błogosławieni byli związani również z Wilnem. W Wileńskim Wyższym Seminarium Duchownym pobierał naukę o. Jerzy Kaszyra, a o. Antoni Leszczewicz urodził się we wsi Abramowszczyzna koło Nowej Wilejki. Pełnili duszpasterską posługę na terenie archidiecezji wileńskiej, z rąk abpa Romualda Jałbrzykowskiego otrzymali jesienią 1941 r. błogosławieństwo na pracę misyjną po drugiej stronie Dźwiny, na terenach Wschodniej Białorusi.

Religia na ziemiach wschodnich dzisiejszej Białorusi, które po układzie ryskim znalazły się pod władzą sowiecką, doznała szczególnie srogich prześladowań. Ślady „cywilizacji”, jaką przez 20 lat budowała tam nowa władza, były widoczne: zrujnowane lub przerobione na kluby świątynie Boże, pozbawieni księży wierni, spustoszenie w duszach ludzi, którym zabrano wiarę. Po 17 września 1939 r. i tzw. „zjednoczeniu” białoruskich ziem, na tereny Wileńszczyzny zza dawnej polsko-sowieckiej granicy zaczęli docierać pątnicy, szukający Boga. Z drugiego brzegu zachodniej Dźwiny najczęściej przybywali do miasteczka Druja, słynącego z działalności klasztoru ojców marianów i zakonnego domu sióstr eucharystek, założonych tu przez biskupa Jerzego Matulewicza. W okresie międzywojennym miasteczko Druja było na tamtych terenach ośrodkiem życia religijnego i kulturalnego.

Z opowiadań pielgrzymów o losach religii na niegdyś chrześcijańskich ziemiach wyłaniał się dramatyczny obraz tamtejszego Kościoła. Żeby zadośćuczynić potrzebom ludzi, starających się o wznowienie więzi z Bogiem, oo. marianie i ss. eucharystki już jesienią 1941 r. rozpoczęli przygotowania do pracy misyjnej za Dźwiną. Pierwsze cztery siostry dotarły do Rosicy we wrześniu, a w listopadzie przybył tam o. Antoni Leszczewicz. Wkrótce dołączyli do nich także inni zakonnicy. Misjonarze ogarnęli swoją pracą kilkanaście wsi, zaś jej centrum została Rosica. W trudnych warunkach wojennych wszędzie tam, gdzie docierali misjonarze, wiara powoli zaczęła odradzać się. Zakonnice i zakonnicy szli po wsiach, nauczając prawd wiary dzieci i dorosłych, szykując ich do przyjęcia sakramentów.

Oto jak wspominała o tej działalności misyjnej przełożona generalna ss. eucharystek Józefa Żuk: „Dorośli przychodzili na nauki wieczorem i słuchali ich 2-3 godziny. W tym samym czasie inna siostra w drugim domu lub pokoju uczyła młodzież. Kiedy kurs nauczania dobiegał końca, przyjeżdżali księża i przyjmowali egzamin. Nazajutrz rano spowiadali, chrzcili, udzielali ślubów i odprawiali Mszę św., w której brała udział cała wieś, razem z siostrami przyjmując Komunię św. Po wspólnym posiłku mieszkańcy ze łzami i śpiewem pieśni „Jezu, nie opuszczaj nas”, albo „Serdeczna Matko” żegnali misjonarzy, wyruszających do następnego punktu katechetycznego. I znów ludzie z radością przyjmowali siostry pod swój dach, dzieląc się z nimi dosłownie ostatnim kawałkiem czarnego chleba...”

Latem 1942 r. praca misyjna sióstr i księży stawała się coraz bardziej niebezpieczna. Zaczęły krążyć pogłoski o planowanej karnej ekspedycji przeciwko partyzantom na terenach, objętych pracą misjonarzy. Opat klasztoru marianów i matka generalna zaproponowali więc misjonarzom przerwać działalność i wrócić do Drui. Temu rozkazowi oni nie ulegli i po powtórnej prośbie otrzymali pozwolenie na samodzielną decyzję. Jednak ani jeden z misjonarzy nie wyraził chęci powrotu, nawet gdy przed Bożym Narodzeniem o. Antoni został uprzedzony o początku ekspedycji.

Kleryk Henryk Tomaszewski wspomina rozmowę z o. Antonim w Dryssie, dokąd został wysłany z Drui, by ostrzec misjonarzy przed niebezpieczeństwem: „Długo musiałem przekonywać ojca o istniejącym zagrożeniu. On słuchał, uśmiechał się, trochę denerwował się, ale przekonać go mi się nie udało. - Ja muszę wrócić. Tam są ludzie. I prócz tego zostawiłem w kościele Przenajświętszy Sakrament. Nie mogę dopuścić, by Go znieważali. Tam też jest ojciec Jerzy. Jak mogę go zostawić w takim nieszczęściu? Wreszcie, żeby mnie uspokoić, dodał: zrobię wszystko, co niezbędne i jutro z o. Kaszyrą wrócimy tu. Nazajutrz rozstaliśmy się. On - do Rosicy, ja - do Drui. Widzieliśmy się po raz ostatni. - Trzymaj się. Módlcie się za nas. - Ojcze, wracaj jeszcze dziś do Dryssy. Jutro może być późno... To była niedziela. 14 lutego”.

Ze wspomnień naocznych świadków:

„We wtorek rano, 16 lutego, rozdzwoniły się dzwony. Niemcy spędzali do kościoła w Rosicy pierwsze grupy ludzi: matek z niemowlętami, dzieci, młodych i starych. Zapędzili tam i nas, siostry zakonne. W kościele - płacz, krzyk, rozpacz”. (Ze wspomnień s. Jadwigi Wirszuty).

„Żołnierze chwytali wszystkich, kto nie zdążył uciec. Spędzano ich do różnych pomieszczeń, zamykano, obrzucano granatami i podpalano. Z dziećmi uciekłam do lasu, ale głód i chłód zmusiły do powrotu. W tym samym dniu zjawili się Niemcy i popędzili nas do kościoła. Wkrótce zaczęły przybywać inne grupy. Z jedną szedł ksiądz i uspokajał ludzi. Szli ze świecami w ręku”.

„Z nami w kościele byli księża Antoni Leszczewicz i Jerzy Kaszyra. Odprawiali Mszę św., udzielali Komunii, spowiadali, chrzcili dzieci, błogosławili, pocieszali tych, kto był w rozpaczy, przynosili dzieciom chleb. Pomagały im w tym siostry eucharystki, które przedtem nauczały nas katechizmów”.

„Sztab ulokował się na plebanii i, z wyjątkiem Niemców, zachowywał się nieprzyzwoicie. Księży wypędzono z ich pokoi. Wszystkie zakonnice także zapędzono do kościoła, lecz później o. Antoniemu udało się je wyzwolić. Prosił je, by pracowały, ile będą mogły. One gotowały dla sztabu i ludzi, zamkniętych w kościele. Piekły chleb, jeden wypiek po drugim bez przerwy i nosiły ludziom i do sztabu. Księżom wolno było wchodzić i opuszczać kościół: uspokajali ludzi, przynosili jedzenie i wodę, wygłaszali kazania, chrzcili i cały czas spowiadali...”

„Żołnierze zaczęli dzielić ludzi na grupy: na prawą stronę kościoła - do obozu, na lewą - tych, którzy powinni pójść do ognia... Wybierano młode, w sile wieku kobiety - bo mężczyzn zabrali partyzanci - i wywożono. Wtedy zrozumiano, że pozostali muszą umrzeć. Ludzie jeszcze bardziej zaczęli garnąć się do spowiedzi i chrztu. W kościele, gdzie czekano na śmierć, brzmiały śpiew i modlitwy, panował ogólny zadziwiający spokój. Serce wzruszały śpiewy dzieci...”

„Niemcy chodzili po kościele i zbierali grupy ludzi, których później odwozili do szkoły i tam palili. Księża przynosili dzieciom chleb i wodę. Byli wolni... Koło południa zaczęto partiami wywozić ludzi, jak gdyby do obozu. Ale sanie nie jechały w kierunku stacji. Szybko wracały puste, a za kilka chwil domy zaczynały palić się... Na czwarty dzień księży w kościele już nie było. Niemcy rozkazywali im zostawić ludzi i wyjść z kościoła. Ale księża wciąż wstawiali się za ludźmi, tłumacząc, że ci nie są winni. Jeżeli ich zwolnicie - mówili - to i my wrócimy z nimi do domu, a jeżeli nie, to i my chcemy pozostać z nimi i nie zostawimy ich...”

„Księża dobrze wiedzieli o grożącym niebezpieczeństwie, lecz nie ratowali się ucieczką, nie zostawili swej owczarni, zostali tam do końca. W swoim pasterskim sumieniu powzięli decyzję, że jest to świętym obowiązkiem ich powołania. Zostali, żeby być dla nas pomocą. Uczynili to z miłości do Boga i bliźnich... ”.

Wpływ, jaki mieli księża na ludzi, przesądził o ich losie. Ojciec Antoni Leszczewicz zginął 17 lutego, następnego dnia rozstrzelano i spalono ojca Jerzego Kaszyrę. Siostry, na prośbę o. Antoniego, Niemcy odwieźli do Drui. Po kilku dniach od pacyfikacji siostry wróciły do Rosicy, gdzie na pogorzeliskach znalazły szczątki zwęglonych ciał, wśród nich - rękę z różańcem. W Rosicy zginęło ponad 1100 niewinnych osób.

Człowiek człowiekowi potrafił zgotować piekło na ziemi. Ale w tym samym czasie inny człowiek umierając zwyciężył nienawiść ogromem swej miłości, składając ofiarę własnego życia.

„Jestem głęboko przekonana, że zmiany, jakie zachodzą teraz na tej ziemi, że wolność religijna i odrodzenie wiary, dane dlań przez Boga są także wynikiem męczeńskiej śmierci tych księży” - tak napisała w swoich wspomnieniach siostra eucharystka Paulina Łatyszkiewicz, naoczny świadek tragedii Rosicy.

Opr. Czesława Paczkowska
źródło:http://www.magwil.lt/archiwum/2003/mww2/vasar11.htm


Bł. Jerzy Kaszyra MIC (ur. 4 kwietnia 1904 w gminie Aleksandrowo, zm. 18 lutego 1943 r. w Rosicy) – polski duchowny katolicki, marianin, męczennik, błogosławiony Kościoła rzymskokatolickiego.
Urodził się w rodzinie prawosławnej, jednak jego matka w 1907 przyjęła katolicyzm. W 1922 zgłosił się do seminarium księży marianów w Drui. Śluby zakonne złożył 2 sierpnia 1926, a po studiach filozoficznych w Rzymie i teologicznych w Wilnie, 20 czerwca 1935 roku przyjął święcenia kapłańskie. Pracował w parafiach mariańskich na Litwie i w Polsce jako wychowawca młodzieży i kleryków oraz przełożony klasztoru. W 1942 roku wyruszył wraz z bł. ks. Antonim Leszczewiczem do Rosicy, gdzie rozpoczęli misję wśród tamtejszej ludności. Dnia 17 lutego 1943 został żywcem spalony przez Niemców w stajni w Rosicy, wraz z grupą wiernych ks. Leszczewicz. Następnego dnia druga grupa ludzi została zamknięta przez nazistów w domu niedaleko drogi, dom oblano benzyną i podpalono. Z tą grupą ludzi był ks. Jerzy Koszyra. W Rosicy łącznie zostało spalonych 1528 osób, przed tym byli oni trzymani w ciągu trzech dni w kościele bez jedzenia i picia.

Papież Jan Paweł II beatyfikował go wraz z 107 innymi męczennikami z okresu II wojny światowej 13 czerwca 1999.

Bł. Jerzy Kaszyra MIC



Antoni Leszczewicz MIC (ur. 30 września 1890 w Abramowszczyźnie, zm. 18 lutego 1943 w Rosicy) – polski duchowny katolicki, błogosławiony Kościoła katolickiego.
Syn Jana i Karoliny Sadowskiej. W 1909 wstąpił do seminarium duchownego w Petersburgu. Święcenia kapłańskie przyjął 13 kwietnia 1914. Był wikariuszem, nauczycielem religii i łaciny oraz proboszczem w Irkucku, Czycie i Harbinie. Pod koniec 1937 wyjechał do Japonii, a na początku 1938 był w Rzymie. W 1939 wstąpił do nowicjatu Zgromadzenia Księży Marianów w Drui i Skórcu. W nowicjacie obchodził 25 lecie kapłaństwa, a 13 czerwca 1939 złożył śluby zakonne. Ponownie wyjechał do Drui, by zająć się duszpasterstwem w tamtejszej parafii. Już podczas okupacji niemieckiej wraz z późniejszym błogosławionym ks. Jerzym Kaszyrą MIC wyruszył za Dźwinę na misje. Był przełożonym grupy misyjnej i sióstr eucharystek na terenie BSRR w Rosicy k/ Dryssy.

Rząd polski uhonorował w 1934 roku ks. Antoniego Leszczewicza Srebrnym Krzyżem Zasługi, za jego działalność na rzecz biednych.

Po wybuchu II wojny światowej przeżył okupację sowiecką, a po 1941 znalazł się na terenach przejętych przez Niemców. Dnia 17 lutego 1943 został żywcem spalony przez Niemców w stajni w Rosicy, wraz z grupą wiernych. Ks. Leszczewicz nie opuścił swoich wiernych pomimo, że był ostrzeżony o pacyfikacji.

Został beatyfikowany przez papieża Jana Pawła II 13 czerwca 1999 wraz z grupą 108 błogosławionych polskich męczenników okresu II wojny światowej.

Bł. Antoni Leszczewicz MIC






 

 

 

 

 

 

Białoruś: uczczono męczenników z Rosicy

22.02.2012

W dniach 17 i 18 lutego obchodzono 69. rocznicę męczeńskiej śmierci dwóch mariańskich kapłanów – księży Jerzego Kaszyry i Antoniego Leszczewicza – którzy zginęli w płomieniach ognia wraz ze swoimi parafianami, podczas pacyfikacji białoruskiej wsi Rosica. Obaj księża nie chcieli opuszczać swoich wiernych i towarzyszyli im do końca.

Co roku w tych dniach w kościele w Rosicy odbywają się uroczyste obchody upamiętniające dzień narodzin dla nieba tych dwóch błogosławionych kapłanów mariańskich. Poniżej zamieszczamy relację z tegorocznych uroczystości, pochodzącą z portalu Catholic.by.

TAM, GDZIE MIŁOŚĆ ZWYCIĘŻYŁA ŚMIERĆ
Fenomen Rosicy

„Zebraliśmy się, by chwalić Boga w rosickim kościele i prosić błogosławionych Jerzego i Antoniego o wstawiennictwo w naszych codziennych sprawach. W te dni szukamy Bożej łaski, a ta łaska narodziła się tu, w mękach i wierze konających ludzi” – takimi słowami zwrócił się o. Czasłau Kureczka MIC, proboszcz parafii w Rosicy, do licznie zebranych pielgrzymów, kapłanów i sióstr zakonnych, tych wszystkich, którzy 18 lutego przybyli do Rosicy, żeby kolejny raz uczcić śmierć błogosławionych męczenników, ojców marianów Antoniego Leszczewicza i Jerzego Kaszyry.

Co roku poszerza się geografia miejscowości, z których przyjeżdżają pielgrzymi do Rosicy. W tym roku przyjechali tutaj wierni z Połocka, Nowopołocka, Witebska, Brasławia, Miorów, Dzisny, Głębokiego, Łuczaja, Rasonów, Bigosowa, Drui, Wierchniedźwińska, Szarkowszyny, Pelikanów, Mińska, Borysowa, Żodzina i nawet z Pińska. Razem z wiernymi do Rosicy przyjechali ojcowie marianie na czele z ojcem prowincjałem Pawłem Naumowiczem MIC, który kieruje polską prowincją, wizytator apostolski dla grekokatolików na Białorusi archimandryta Sergiusz Gajek, księża diecezjalni, siostry zmartwychwstanki. A siostry eucharystki – które, jak to podkreślił ks. Kureczka, „w tamtych dniach do końca służyły ludziom w tej świątyni” – przyjechały do Rosicy, by zakończyć swoje sześciodniowe rekolekcje i odnowić wiarę oraz miłość do Boga i człowieka.

W styczniu ubiegłego roku kościół w Rosicy obchodził swój setny jubileusz. To wydarzenie będzie uroczyście obchodzone podczas letnich uroczystości, ale już teraz o. Czasłau wspomniał o tym, mówiąc: „Dziękujmy Panu Bogu za ten kościół, gdzie miłość zwyciężyła śmierć, gdzie istnieje szczególny duch modlitwy, gdzie z nami, ze swoim narodem i za nas modlą się błogosławieni męczennicy. W tych dniach Rosica przemawia szczególnie”.

Uroczystości rozpoczęła adoracja Najświętszego Sakramentu. Zgodnie z tradycją w swoich powitalnych słowach o. Czasłau przytoczył fragmenty z licznych listów, które przychodzą do Rosicy od wiernych z całej Białorusi i w których dzielą się oni swoimi wrażeniami z odwiedzin tego świętego miejsca Białorusi oraz tym, jaki wpływ na ich życie mieli błogosławieni męczennicy. Trzeba zauważyć, że w Rosicy zawsze stoją długie kolejki osób chcących skorzystać z sakramentu pokuty i pojednania. Wielu pielgrzymów zostawia tu swoje intencje, w których przez wstawiennictwo błogosławionych męczenników modlą się ojcowie marianie.

Głównym celebransem podczas mszy świętej był wikariusz generalny diecezji witebskiej ks. prałat Franciszek Kisiel. Liturgię upiększył swoim śpiewem chór z Borysowa pod kierownictwem o. Wiaczasłaua Pialinaka MIC, który co roku przyjeżdża do Rosicy.

W swoim kazaniu o. Paweł Naumowicz MIC, zwracając uwagę obecnych na ogień, który znajduje się na obrazie błogosławionych męczenników, zaznaczył, że „pierwszym znaczeniem tego ognia jest cierpienie, prześladowanie, niesprawiedliwość”.

„W tym ogniu cierpienia zawarte jest Boże światło. Błogosławieni męczennicy zostali razem ze swoimi parafianami, aby dawać im miłość, bo mieli w sobie inny ogień – ogień miłości Ojca, z którego rodzi się ogień miłości do drugiego człowieka. Ten ogień miłości pozwolił męczennikom wejść do ognia cierpienia. Nasi dwaj męczennicy wskazują na pewien rodzaj męczeństwa – męczeństwa, które przychodzi w danym momencie” – powiedział o. prowincjał.

O. Paweł Naumowicz zaznaczył także, iż istnieje i takie męczeństwo, które odbywa się w życiu codziennym. Jako przykład wspomniał bł. Jerzego Matulewicza, który odnowił Zgromadzenie Marianów, a którego 25-lecie dnia beatyfikacji jest obchodzone w bieżącym roku.

Co skłania wielu pielgrzymów do przyjazdu tu, do Rosicy, w tych mroźnych dniach, ofiarujących swój wolny czas, oddających pieniądze za przejazd; co zmusza ich do tego, by marznąć w wyziębniętym kościele i iść w procesji do miejsca męczeństwa? O tym fenomenie Rosicy zawsze wspomina o. Czasłau Kureczka. Opowiedział on jak jeden człowiek bardzo dziwił się, że pielgrzymi przychodzą tu nawet w 30-stopniowy mróz i w 30-stopniowy upał. Mówiąc o tym ów człowiek dodał: „Naprawdę tu działa Bóg i jego łaska”.

Rzeczywiście racjonalnie nie da się tego wytłumaczyć. W myślach nasuwa się opowiadanie pewnego kleryka o tym, jak kilka lat temu do Rosicy na sierpniowe uroczystości przyjechali zagraniczni goście i bardzo dziwili się, ujrzawszy krwawe odciski jednego z pielgrzymów, który przeszedł 300 kilometrów, żeby trafić do Rosicy. Po cóż to? – zdumieli się – przecież mamy XXI wiek? Gdy jednak trafili na miejsce śmierci błogosławionych, zrozumieli po co.

„Znajduję tu spokój i radość, tutaj też popłaczę. Właśnie tu czerpię siłę. Jest to tak, jak gdyby w upalny dzień napić się zimnej wody” – mówi jedna z pielgrzymów z Głębokiego.

Tradycyjny krzyż, który prowadzi procesję na miejsce śmierci błogosławionych i ich parafian, niesie Konstanty z Żodzina. Krzyż naprawdę ciężki, ale przecież krzyż nigdy nie bywa lekki. Ludzie w tej procesji zawsze idą milczący i skupieni. Pewnie niejeden z nas, idących tą drogą, wspomina te odległe zdarzenia i tych ludzi. I ten krzyż, który – według wspomnień świadka tamtego dnia Anny Żurawliowej – wziął ojciec Jerzy i poszedł… A w dal naokoło roznosi się pieśń: „Stwórz we mnie, Boże, serce czyste…”

Zawsze na pożegnanie o. Czasłau Kureczka zachęca pielgrzymów do pisania listów, do przybywania w to miejsce, zostawiania tutaj swoich modlitewnych próśb. I rzeczywiście, wielu pielgrzymów niejeden raz powróci tutaj, do Rosicy, do miejsca, gdzie miłość zwyciężyła śmierć.

Katarzyna Łaurynowicz
tłum. Vital Danilowicz MIC

Za: www.marianie.pl.

http://www.zrobtosam.com/PulsPol/Puls3/index.php?sekcja=1&arty_id=15353

 

 

 

 

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:3)