Die Kunst der Fuge

Obrazek użytkownika Mufti Turbanator
Kultura

Czysta muzyka. Coś dla melomanów i matematyków. Dzieło, którym fachowcy potrafią się delektować śledząc sam zapis nutowy.

"Sztuka fugi" (BWV 1080) to nieprześcignione wcielenie polifonii. Pisał ją Bach w pełni dojrzały, w pełni geniuszu - lecz tracący wzrok. A że swoje prace zawsze dedykował Najwyższemu, On pochylił się teraz nad niedolą ociemniałego, schorowanego po dwu rzeźnickich operacjach oczu kompozytora i miłosiernie wezwał go przed swój tron. Finałowa fuga pozostała niedokończona. "W momencie gdzie b-a-c-h pojawia się w kontratemacie, kompozytor zmarł" - zanotował [jego syn] Carl Philipp Emanuel Bach na rękopisie.[1]

Historia tego utworu oraz jego formalne bogactwo i perfekcja są często i w detalach opisywane. Nie będę tutaj tych informacji powtarzał. Przypomnę jedynie, że jakiekolwiek opisy - z niniejszym włącznie - niewiele mają wspólnego z tym, czego można doświadczyć słuchając.
Ta muzyka nie jest skrępowana formą, nie jest zamknięta w fudze i kanonie. Zachowując ścisłe zasady gatunku wyrasta ponad formalny porządek.

Muzyczny święty Graal

Czasem myśli usłyszane czy przeczytane na marginesie innych spraw przemykają mimo naszej uwagi i padają gdzieś w zakurzony kąt pamięci. Zalegają tam latami, nie mogąc osiągnąć masy krytycznej koniecznej by przedrzeć się do świadomości. W moim przypadku było tak z "Kunst der Fuge". O Bachu przecież jak każdy coś tam wiedziałem, co nieco słyszałem, czymś się zachwyciłem... Ale to nie wystarczyło. Musiałem się jeszcze potknąć o frazę z prologu "Zapisu świata" Piotra Wierzbickiego: gdy słucham odartej z ciała, zapatrzonej w martwą strukturę istnienia Kunst Der Fuge Jana Sebastiana Bacha...[2]

Dla współczesnego ucha utwór ten może stanowić trudność nie tylko ze względu na polifonię, ale i na to, że większość tego, co w nim istotne rozgrywa się gdzieś pomiędzy dźwiękami - i to w podwójnym sensie: zarówno sposobu, w jaki trzeba słuchać języka kontrapunktu, jak i samej treści, której próbujemy pozwolić się dotknąć.
...nie jest to muzyka, której można byłoby słuchać bez najwyższego skupienia. Żeby przemówić do słuchacza, wymaga podobnych warunków jak te, w których się zrodziła: zupełnej ciszy, zamknięcia się w krainie dźwięków nie naruszonej niczym z zewnątrz.[3]

Ta muzyka nie jest adresowana do uczuć. Wrażenia estetyczne, poruszenia emocji, pojawiające się wspomnienia czy arabeski skojarzeń są wynikiem oddziaływania znacznie głębszego, niż tylko pobudzenie zmysłów. Narzuca się tu porównanie do zmarszczek obserwowanych na powierzchni wody, podczas gdy ich przyczyną jest nieporównanie potężniejszy, rwący w głębinach nurt.

Zaglądamy pod turban

"Sztuka Fugi" może przynieść doznania niezwykłej intensywności, nawet rodzaj wizji.
Szczególnie wyraźnie zapamiętałem trzy takie stany, z których ostatni plasuje się wręcz na granicy patologii.

Najpierw wazon z kwiatami. Duży, pękaty, w ciemnych kolorach. Kwiaty polne, różnych gatunków. Stał pośrodku pokoju na niedużym kwadratowym stoliku.
Wszedłem do tego pokoju na moment, może odłożyć płaszcz albo wziąć jakiś drobiazg. Wiedziałem, czułem za ścianą obecność innych osób.
Chwila ta była nasycona wyrazistością, skondensowanym istnieniem, intensywnością z jaką ten wazon po prostu był.

Kolejna wizja to znowu przede wszystkim odczucia, chociaż jestem w stanie opisać tylko towarzyszący im obraz, tło.
Niewielki, oszczędnie umeblowany pokój; mężczyzna leżący na łóżku pod ścianą, naprzeciwko niego odsłonięte okno. Słońce nisko nad horyzontem, oświetlające brukowaną, pustą ulicę. Tam trwa zimny poranek. Między mną a tym budzącym się mężczyzną nawiązana była empatyczna więź: zdawałem sobie sprawę z chłodu, z nienajlepszego zdrowia tego mężczyzny, z nadchodzącej wraz z przebudzeniem świadomości codziennych kłopotów, z tego, że niebawem czeka go podróż... Miałem wrażenie, że była to realna, ale raczej nie współcześnie żyjąca osoba.

Najsilniejsze z tego rodzaju dających się opisać doznań zaczęło się całkiem banalnie - błąkaniem się po pogrążonej w mroku katedrze, opustoszałej, ale jeszcze wypełnionej zapachem wosku i kadzidła. Spacerowałem w zakamarkach naw, napotykałem wąskie przejścia, wpinałem się po schodach, aż wreszcie gdzieś wysoko ściana mroku przede mną okazała się być - lustrem? W każdym razie z ciemności wyszedłem naprzeciw sam sobie...
Wrażenie było tak niespodziewane i uderzające, że musiałem przerwać słuchanie i resztę wieczoru spędziłem zajmując się czym innym. Nawet teraz, kiedy sobie to przypominam, cierpnie mi skóra na karku...

Wykonania

Bach nie zostawił wskazówek dotyczących wykonywania tego dzieła. Zatem bez obaw możemy dobrać wykonanie odpowiadające naszym gustom i kaprysom - na instrumencie klawiszowym (organy, klawesyn, fortepian), kameralne, a nawet rozpisane na orkiestrę.

Z nagrań, które miałem możliwość poznać najbardziej podobały mi się mimo wszystko wykonania organowe. Natomiast zupełnie nie przypadły mi do smaku produkcje kwartetów smyczkowych - natłok elementów związanych z artykulacją dźwięku przytłaczał samą polifonię.

Zasługującym na szczególne polecenie jest nagranie orkiestry Academy of St. Martin in the Fields. Mimo bogactwa barw całość wydaje się być przeniknięta charakterystyczną dla perfekcyjnej sztuki, pełną skupienia ciszą. Niezwykle pięknie brzmią partie drewnianych instrumentów dętych. Ciekawostką tego zespołowego przecież wykonania jest, że niektóre części grane są przez klawesyn i organy solo.

Zakończenie

Po około roku słuchania "Kunst der Fuge" kilka razy w miesiącu (zwykle mniej-więcej połowy, rzadziej całego dzieła na raz) początkowa intensywność przeżyć ustępuje miejsca przyjemności, spokojniejszej kontemplacji. Kolejne części już nie zaskakują, a charakterystyczne motywy są znajome jak gesty bliskich osób.

Chcąc nie chcąc, noszę "Kunst der Fuge" ze sobą. Czasem w codziennych, prozaicznych sytuacjach wariacja tematu albo dwugłosowy kontrapunkt pojawiają się i przez chwilę brzmią "gdzieś z tyłu głowy".

Ilustracja ©Roberta Weir 1998 (za zgodą autorki)
[1] http://pl.wikipedia.org/wiki/Kunst_der_Fuge
[2] Piotr Wierzbicki: Zapis świata. Traktat metafizyczny (wyd. Iskry, Warszawa 2009)
[3] E. Zavarský: J.S.Bach, s. 395 (wyd. PWM, Kraków 1985)
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

pozdeawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#67232

CUDO

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#67233