CETA a równe prawa.

Obrazek użytkownika miarka
Świat

W sprawie umowy CETA tak korporacje prywatne jak i zagrożeni drobni przedsiębiorcy, w tym rolnicy indywidualni chcą równych praw – tylko że każda ze stron je rozumie inaczej. Jest więc co porozważać.

 

Nam tu najbardziej chodzi o to że maleńki polski handlowiec, czy producent musiałby „na równych prawach” stawać do walki, a nie do rywalizacji handlowej z  przynajmniej o klasę większym.

Musiałby nawet stawać przeciw gigantom tysiące razy większym jak nie tylko on, ale i jak dzisiejsze supermarkety, z którymi w praktyce już nie ma szans rywalizować.

Przecież już od supermarketów nawet państwo nie jest w stanie wyegzekwować podatków. Gdzie więc mowa o ochronie rolnika, przetwórcy, wytwórcy i samego klienta?

To „na równych prawach” oznacza oszustwo mające odwrócić uwagę, że prawdziwa równość praw wymaga, aby i możliwości  i środki działania oraz obrony, zaangażowane kapitały i rezerwy wolnych środków po zaspokojeniu bieżących potrzeb życiowych i prawnicy byli równej jakości, a same umowy, żeby były sprawiedliwe. Żeby taka umowa z wielkimi miała sens – NAJPIERW I NASZE FIRMY MUSIAŁYBY SIĘ STAĆ RÓWNIE WIELKIMI.

Tylko po co nam wtedy by była taka umowa, jak byśmy byli w stanie się utrzymać, a na rynkach międzynarodowych rywalizować nadmiarami? Tak więc jest to oszustwo od początku do końca.

Równość nie może być jakąś wykoncypowanym bytem prawniczym . Równość jest jedną z cnót składających się na sprawiedliwość. Prawdziwa równość jest między równymi. To dotyczy i równości praw.

Już samo to, że jedne podmioty korzystają z niemal darmowych kredytów inwestycyjnych, a drudzy muszą płacić lichwę w bankach komercyjnych jest mocnym argumentem za brakiem „równości praw”.

 

Grozi, że za tym wielkim pod każdym względem będzie się ujmowało wielkie, bezwzględne państwo, a jeszcze i Unia naskoczy na tego małego, zaś „nasz” rząd – od razu stuli uszy po sobie. Warto się domyślić, że te wielkie, prywatne korporacje – handlowe, rolnicze, czy przemysłowe idą nie tylko w bloku stwarzającym wręcz siłę polityczną, ale, że do tego bloku należą korporacje ekonomiczne – tak wielkie banki, jak banki centralne, ale i grupy banków PRYWATNYCH – z FED, czy Bankiem Światowym na czele.

Tu już mamy i agenturę na stanowiskach politycznych w Polsce i Konsensus Waszyngtoński z tajnymi, a zabójczymi dla państwa aneksami. To zaś znaczy, że rząd, podejmując się misji politycznej, od początku był nastawiony na zdradę państwa, a faktyczną służbę korporacjim prywatnym – przecież o KW wszyscy wiedzą. O tym że przez KW korporacje prywatne wykupują wodę w państwach – też wszyscy wiedzą.

Potwierdza to że w sprawie superzdradzieckiej umowy CETA i PO, i PiS zagłosowały zgodnie i prawie w całości.

To środowiska bankierskie (banksterskie) są najbardziej zainteresowane tym, żeby narody uczynić bezbronnymi, rozproszonymi, zniewolonymi przez korporacje prywatne. Banksterzy mają też przepotężne narzędzie szantażu na mniejszych podmiotach – SWIFT – odcięcie nieposłusznych od kont dolarowych dla transakcji międzynarodowych.

Normalnie wszystko, co się dzieje w państwie jest pod kontrolą narodu. To ma zabezpieczać tych „indywidualnych” i „drobnych” przed skrzywdzeniem ich. W  demokracji jest tu nawet zasada jawności. A teraz praktyka – kto konkretnie miałby dokonywać tych kontroli? Media? – W sytuacji, kiedy giganty są prywatnymi? A kto je miałby kontrolować, żeby broniły dobra narodu, dobra krzywdzonych?

A policja to w razie konfliktu stanie po stronie małego i biednego, czy bogacza mającego mocnych prawników i środki na korupcję?

Kto miałby z taką korupcją walczyć? Tu zwykłe sądy nie wystarczą. Prawodawstwami to oni się już obstawili na wszystkie strony – tylko  niesprawiedliwymi. Przecież tu trzeba narzędzi sprawiedliwości, a nie prawa ...

 

Korporacjom prywatnym nie wolno przyznać równych praw w ich działalnościach gospodarczych, handlowych i ekonomicznych z podmiotami wyraźnie mniejszymi i moralnymi, bo co prawda równe prawa to i równe obowiązki, ale nie tylko...

Do tego nie wolno im przyznać równych wolności, bo równe wolności działania to i równe odpowiedzialności. A gdzie jeszcze odpowiedzialność za związki braterskie i to jeszcze w równości, a gdzie cnoty z miłością na czele, gdzie dzielenie się bezinteresowne z potrzebującymi dla dobrych dzieł? Nie wolno przyznać im równych wolności, bo równe wolności to i równe wysiłki na rzecz panowania sprawiedliwości, a także demokracji – a one w tym nie uczestniczą.

Korporacje prywatne nie mają rodzin i narodów – one nie są zobowiązane do odpowiedzialności za ich byt, za ich potrzeby. One funkcjonują zupełnie bezosobowo i anonimowo. Nie mają ludzkiej wrażliwości – swoje założone zyski realizują „po trupach”, „za wszelką cenę” ... jako korporacje do piekła nie pójdą. Żaden system ludzkich wartości ich nie dotyczy – mogą więc być, i z reguły są nieludzkie.

To do ich pracowników odnosi się takie sformułowanie: „Jak idę do pracy, to sumienie zostawiam w domu”.

Korporacje nie muszą budować dóbr wspólnych rodzin i narodów, ich przestrzeni życiowych, domu ojczystego i domu rodzinnego, nie muszą dbać o dziedzictwo kulturalne, o tadycje, o testament ojców i bohaterów, których dzieła i zasoby dóbr przejęli w spadku...

Korporacje prywatnie przeciwnie – one okradają rodziny i narody z tych wszystkich dóbr wszelkimi dostępnymi środkami i bez względu na sprawiedliwość, prawość i moralność, czy człowieczeństwo – należy im się i koniec. Im wystarcza, aby to co robią było zgodne z literą prawa. Później same zajmują ich miejsca, a je, już wywłaszczone zniewalają. Obstawiły się prawnikami i sztuczkami, furtkami i interpretacjami prawniczymi, że tylko najbardziej drastyczne ich przestępstwa czy machlojki są karane. Zwykle mają dobro opinię, bo nawet złapać się nie dają.

 

Umowa CETA mogłaby mieć sens jako zwykła handlowa wprowadzająca równe prawa dla podmiotów gospodarczych, ale najwyraźniej nie zawiera takiego zapisu (chyba że to jest w jej wciąż tajnej części). Zresztą nawet jakby to gdzieś było to by była obłuda, bo za podmiot gospodarczy by musiała być uznawana i korporacja prywatna zatrudniająca 100 000 pracowników i chłop z żoną i trójką małych dzieci uprawiający 10 ha ziemi.

 

Wolny rynek jest kpiną w gospodarce, w której są znaczące dysproporcje w wielkości firm. Jest też kpiną, kiedy praktyka wskazuje, że „duzi” są niemoralni i krzywdzą a nawet niższą małych, a uczciwych.

Właśnie w tej chwili nam się już całkiem chce zastąpić wolny rynek rynkiem regulowanym pod dyktando korporacji prywatnych.

 

Ogromowi zbrodni ze strony korporacji prywatnych zapewne końca nie będzie, dopóki one nie będą działały na zupełnie oddzielnych rynkach według odmiennych przepisów i przy odmiennych kontrolach.

Mali z małymi, ekologiczni z ekologicznymi, naturalni z naturalnymi.

Stosujący chemię, leki i hormony w hodowli z podobnymi sobie, tak samo stosujący zawyżone normy nawozów sztucznych i oprysków z podobnymi sobie.

Tak samo działający dla zysku, na jednym rynku, a działający w misji społecznej, DLA POŻYTKU PUBLICZNEGO w pierwszej kolejności, a z zarobkiem jedynie na godne utrzymanie – na drugim rynku - to działalność Non Profit, zwolniona z podatków.

Przy tych założeniach mali mogliby na rynku przetrwać.

To samo producenci GMO i przetwarzający albo skarmiający GMO – wyłącznie w konkurencji między sobą.  

Jak ktoś chce, niech sobie to je (i mutuje, oraz śmiertelnie choruje, ale niech będzie dobitnie uprzedzony) – ma za to tanio (choć w sytuacji przymusu, kiedy jest za biedny na prawdziwą żywność, to też jest zbrodnią).

Ale podsuwanie ludziom tego bez oznaczeń, to już bezdyskusyjna zbrodnia trucicielstwa.

Bo oddanie handlu w ręce korporacji prywatnych to już zbrodnia na ludzkości w sprawie wielu dóbr – zwłaszcza dotyczących żywności i leków, ale i we wszystkich ludzkich działalnościach użyteczności publicznej, na każdym styku korporacyjnego i państwowego lub prywatnego. Tu nie trzeba być prorokiem, żeby stwierdzić, że normy będą w praktyce tylko zaniżane, a dla ludzkości będzie to zgubne. W demokracji – tej prawdziwej, która z ałożenia jest moralna jest podejście odmienne – wszystko ma być coraz bardziej życzliwe ludziom, są podwyższane na ile to jest tylko możliwe.

 

Ważne też, że rywalizacja tych małych z małymi musi być szczególnie chroniona, żeby wielcy nie podszywali się pod małych (wilki w owczej skórze). Kiedy mały łamie prawo, łatwo go wyłowić i skarcić, żeby mu się odechciało. W przypadku wielkich mamy już do czynienia z przestępczością zorganizowaną: „pancerną brzozą” (na usługach media, które wybronić potrafią nawet karkołomne tezy), z „sędzią Tuleją” (politycy i sędziowie na usługach) i „seryjny samobójca” (mafia i tajne służby na usługach korporacji).

Żeby zwalczać mafie, państwo musi dysponować specjalnym prawm antymafijnym, specjalnymi siłami i środkami - bo ze zwykłego – jak dla kieszonkowców, to korporacje prywatne mogą się tylko śmiać.

Nie może być „równych praw” dla kieszonkowca i szefa mafii. Choćby dlatego, że prawodawstwo antymafijne ma inne środki – np. prowokacje. Tymczasem prowokacja wobec kieszonkowca w rachubę nie wchodzi, bo „okazja czyni złodzieja”.

Czy mamy mocne prawodawstwo antykorporacyjne? Czy mamy w ogóle takie prawo? Czy mamy specjalnie po temu wyposażone służby państwa, by zwalczały szwindle i nadużycia korporacji prywatnych, które już działają na naszym terenie?

Z czym do takiej umowy jak CETA, która daje im praktycznie pozycję większą jak państw sięgając po integrację gospodarczą Europy z Ameryką pod rządami korporacji?

Gdyby toto miało wejść w życie, to już by musiały być potężne zabezpieczenia i prawne, i techniczne, i organizacyjne, i ju,z w gotowości na pracę powinno czekać tysiące dofinansowywanych przez państwo dobrych prawników biegle znających języki obce.

Przecież tu brakuje tylko jednego myku, jednego podpisu Rady Europejskiej i może już wchodzić w życie chyba całe CETA handlowe, na razie bez CETA integracyjnego. Przecięż to może być już kwestia dni czy bliskich tygodni.

 

Sprawa jest najpoważniejsza, bo żeby CETA miała „złote” zapisy chroniące tych „małych”, to korporacje bez problemów je ominą – zawsze znajdą szczegóły, furtki i dwuznaczniści, z których „Sędzia Tuleja” już sobie poradzi.

Diabeł tkwi w szczegółach, a te są rozpisane na parę-, zaś z załącznikami kilku tysiącach stron, a do tego pisane niewątpliwie przez prawników dla prawników, ich językiem, który politykom mającym to uchwalić musiałoby tłumaczyć tysiące autoryzowanych OBROŃCÓW TEJ STRONY BIEDNEJ, A ZAGROŻONEJ – i to przez długi czas.

No, chyba że każdy z polityków miałby znaleźć jeden zapis, z którym się nie zgadza – a że umowa ma wchodzić w życie w całości, albo w ogóle, to jeden protest wystarczy – nie trzeba patrzeć, że  takich punktów mogą być tysiące.

 

Każda uczciwa umowa nie tylko że praworządnie dzieli zyski (prawa), oraz równo rozkłada obowiązki, po których spełnieniu te prawa (zyski) zostaną nabyte. Ona również musi być sprawiedliwa. Mało tego. Ona musi umożliwiać stronom realizację ich ludzkich celów, dla których tą umowę zawierają, a więc i uwzględniać konieczną dla uczestników ciągłość ich zdrowia, życia... i w ogóle nieprzerwaną realizację przez nich ich życia według ich systemu  ludzkich wartości i celów życiowych.

W przypadku CETA  nie ma tego. Nie ma żadnego zabezpieczenia, aby mali zaraz nie zostali pożarci.

– Jako umowa handlowa stawia firmom wymogania, a więc zakłada ona pewien próg wielkości firmy, która dopiero będzie w stanie przejść sito koniecznych procedur z powodu kosztów i otrzymania koniecznego adwokata z urzędu. A na ile taki będzie skuteczny, jak korporacja wystawi przeciwko niemu takiego za 1000$ za godzinę? Przecież jego wrogowie mogą go tu specjalnie wypuścić, żeby się wykosztował i padł.

 

Tu zyski mają mieć przede wszystkim korporacje prywatne. Zatem i od tych zysków podatki zasilą kasę państw w których te firmy będą zarejestrowane (dokąd będą wykazywane, bo praktyka z firmami zagranicznymi w Polsce pokazuje, że się umieją skutecznie wykręcić). Tych zysków polski skarb państwa raczej nie zobaczy – tylko wyjątkowo jakiś producent się przebije. Podobnie i nie będzie zysków z inwestcji w Kanadzie polskich inwestorów... chyba że mafia będzie chciała zejść ludziom z oczu i si,e uwiarygodnić jako biznesmeni...

Poza tym, że jedni zyskają, to drudzy stracą i już niekoniecznie się podniosą do jakiejkolwiek pracy zarobkowej, a więc bezrobocie, przekwalifikowania, pomoc socjalna. Nie zanosi się, żeby wystarczyło tych zysków budżetu państwa, żeby otrzeć pierwsze łzy bankrutów i wywłaszczonych.

A drugie łzy, czyli konieczność jedzenia chemii, polepszaczy, farbowaczy, hormonów i antybiotyków, środków bakteriobójczych, półproduktów napromieniowanych, czy genetycznie modyfikowanych – przecież w Kanadzie nie mają innej żywności. Niech nam nie wciskają ciemnoty, że jak się zobowiążą do przestrzegania norm, to specjalnie dla nas wyprodukują taką jak trzeba.

Zresztą już w zaleceniach negocjacyjnych było, że będą kontrole jakości tylko po jednej stronie. To oczywiście jawna furtka „litery prawa” dla tego właśnie, czego nie chcemy i na co się zgodzić nie możemy. Jak nam przydzie dokument to już podważać jego treści nie wolno (?)

Nawet już nie patrząc na inne przeszkody administracyjne, tu już jeden koszt takich testów będzie zabójczy dla większości polskich producentów, dla całego rolnictwa indywidualnego.

I jesteśmy ugotowani. – W zamian za import kanadyjskich, napompowanych  podróbek, polski rolnik nawet nie sprzeda swoich produktów za granicą (żeby kraj mógł odzyskać to, co wydrenują z niego kanadyjskie korporacje), a w kraju ich nie sprzeda, bo kraj będzie zalany tanimi podróbkami żywności (bo tak nazwać trzeba to, co produkują w Kanadzie w porównaniu z polską żywnością od rolnika indywidualnego). Ba, ta „żywność” nawet nie będzie musiała być nawet oznaczana jako kanadyjska, bo gigant GMO, Monsanto został właśnie zakupiony przez Niemców.

Teraz trzeba pilnie się postarać o normalny rząd, żeby się zabezpieczyć na obie strony – wszak Niemcy to niemal tyle, co cała UE.

Iluż mamy tych Dawidów przeciw Goliatom? Czy możemy wygrać tą wojnę? Czy możemy nie dać się skusić na „korzyści”?

Czy ktoś, kto dziś twierdzi, że CETĘ można podpisać nie naoglądał się filmów (z pewnego państwa), co to się zawsze dobrze kończą, czyli demoralizującej propagandy?

 

A są jeszcze „trzecie łzy” – los tych, co potracili majątki pracę i perspektywy życiowe dla siebie i swoich dzieci. I z producentów stali się konsumentami.

Do tej pory nie musieli płacić podatków, kosztów transportu i przetwórstwa. Teraz zapłacą ale nic na tym nie zyskają – przeciwnie – stracą wszystko. Tak więc to na pewno jednak zdrada władz. Dopiero to zresztą pokazuje się, skąd korporacje prywatne znalezły tak istotną podstawę do naliczania zysku państw – zwłaszcza mającej silne rolnictwo indywidualne Polski. Teraz te kwoty trafią co prawda do skarbu państwa, ale czy to będzie dla państwa zysk, czy hańba? Ilu to Polaków ma zostać w Polsce według klubu Rzymskiego?

 

A jest jeszcze sprawa najbardziej podstawowa dla bezpieczeństwa państwa - bo zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego kraju to podstawowy obowiązek państwa. Tylko niemoralna, zdradziecka władza może usiłować się wykpić od spełnienia tego obowiązku. Jeszcze pamiętamy blokadę żywnościową Wielkiej Brytanii przez Niemcy w czasie wojny.

Tu u nas nawet nie o wojnę idzie, a o różne możliwe naciski i szantaże. O różne „sprzedaże wiązane” i „warunki polityczne”. A to nie tylko kwestia suwerenności – to kwestia w najwyższym stopniu moralna – kwestia bytu, kwestia przetrwania, a więc każdy tu nacisk, każdy szantaż OD RAZU BĘDZIE SKUTECZNYM.

Takie ryzyko w ogóle nie powinno nawet przez chwilę być brane pod uwagę przez polskich polityków.

To jest porównywalne tylko ze zbrodnią sprzedaży źródeł i instalacji wody w Polsce na rzecz podmiotów zagranicznych. Czemu to jeszcze nie odebrane, czemu sprawcy tego – złodzieje dóbr wspólnych i paserzy co od nich kupili jeszcze nie mają najwyższych możliwych wyroków?

To, że tu jakimś gwarantem wobec Kanady jest UE nic nie zmienia – bo i wobec UE musimy mięć bardzo ograniczone zaufanie. Tu nie chodzi o relacje państw i Unii jako takiej.

Chodzi o praktykę – że UE to twór służący korporacjom prywatnym, a nie narodom. W Polsce mamy dość jednolity naród, a nie mamy korporacji prywatnych. W każdej chwili i tak może wyniknąć konflikt hierarchii potrzeb i wartości.  W tej sytuacji nie możemy sobie pozwolić na jakiekolwiek prawodawstwo unijne w tym umowy które by otwierały jakieś futki dla wynoszenia prawodawstwa nad system ludzkich wartości - a dawanie tu „równych praw” korporacjom prywatnym to już taka furta, wręcz brama, to najwyższe niebezpieczeństwo. Każdy normalny polski rząd musi takie furtki zamykać, a nie jeszcze otwierać nowe.

Poza tym, to my, ze swoim pozytywnym doświadczeniem demokracji mamy czego uczyć Unię, a nie pochopnie samemu dawać się wciągać w najgłupsze możliwe interesy – typu sprzedaży dojnej krowy kiedy ktoś nam daje dobrą cenę, gdy w domu jest kilkoro małych dzieci i mleko by trzeba dla nich kupować, albo sprzedaż przez państwo cementowni, gdy w planie jest budowa wielu dróg.

Podstawą naszego bytu jest więc takie działanie, by unikać WSZELKIEGO uzależniania się od UE, a co mowa w tak gardłowych sprawach jak żywność.

Polsce nie wolno się już wyzbywać ani jednego gospodarstwa indywidualnego – a przecież CETA szykuje ich zupełną zagładę.

 

Walka w Polsce o niedopuszczenie do CETA idzie anemicznie. Walczącym wydaje się, że „równe prawa” to jakiś magiczny wytrych.

„Zgodnie z CETA ewentualne spory z Polską korporacji u nas inwestujących rozstrzygać będzie sąd arbitrażowy złożony z przedstawicieli Kanady, UE i osób trzecich. Przedstawicieli Kanady będzie pięciu, natomiast Polska nie ma gwarancji, że w skład arbitrażu wejdzie jakikolwiek Polak. Według Ziobry taka konstrukcja rozwiązywania sporów pozbawia Polskę równych praw”. (nie przeszkodziło to Ziobrze zagłosować na tak, a więc i na „tymczasowe stosowanie” – ten przeskandal prawniczy).

Państwo Polskie to jedno, ale pierwszy impet musiały by wytrzymać polskie firmy.

Poseł Grzegorz Długi podczas pierwszego czytania w Sejmie ocenił, że „trzeba rozszerzać strefę wolnego handlu, ale w taki sposób, by "wszyscy mieli tam równe szanse i prawa"”.

Najbardziej protestują rolnicy: "Muszą być równe prawa i możliwości konkurencji. Nie jesteśmy jako rolnicy przeciwni liberalizacji handlu, ale upominamy się o równe zasady tego handlu. Nie może być tak, że z naszego rynku wycofuje się trzysta różnych artykułów, które są niezbędne do produkcji roślinnej, a w Kanadzie czy Stanach Zjednoczonych wycofuje się tylko szesnaście" (Włodzimierz Wiertek).

Jest i bardzo inteligentny głos z drugiej strony: "W tym momencie, kiedy wejdzie w życie umowa CETA, będą równe zasady dla wszystkich, będzie równa obrona dla wszystkich" -  (posłanka Nowoczesnej Marta Golbik).

A cóż to znaczy to „W tym momencie” jak nie to, że „Nie było i nie będzie”? Będzie tylko przez mgnienie chwili, dopóki mózg nie odrzuci tej możliwości jako niedorzecznej. A więc „równość praw papierowa”, bo papier wszystko przyjmuje.

 

CETA to monopolizacja handlu metodami „wojny bez wojny” i „handlu bez handlu”. To wszystko ma być prowadzone metodami gangsterstwa prawniczego., połączonymi z korupcją, agenturą i zdradą, z wymuszeniami i szantażem.

Bo i nie ma innej możliwości wdrożenia tego prawodawstwa, skoro nie może się wykazać legalnością z tytułu służby ludziom przez respektowanie całej ich hierarchii ludzkich potrzeb i wartości, ich tożsamości i kultury. Przynajmniej w Europie interes osobisty jest daleko niżej jak ludzkie wartości.

 Ma być tak uregulowane, aby ci, co mają zarobić zawsze osiągali swój zaplanowany zysk – zgodnie z faszystowską zasadą korporacjonizmu-syjonizmu-globalizmu ma to być „prywatyzacja zysków, a uspołecznienie strat i kosztów”.

CETA to zmowa wyrażona specyficznym językiem prawniczym samouprawniającym się do bycia i prawem, i prawodawstwem wyższego rzędu zarazem.

Ci co chcą wprowadzenia CETA  dziś pędzą w byty wirtualne, bankom pozwalają drukować pieniądze „z powietrza”, pędzą w zadłużenie bez perspektyw wyjścia z niego, pędzą w dopuszczalność niemoralności w polityce. Tworzą za to fakty dokonane pozwalające zalegalizować owoce przestępstw, zapewnić bezkarność przestępcom, umacniać się ich pupilom na pozycjach uprzywilejowanych...

CETA  to w istocie monopolizacja całego rynku gospodarczego całej Ameryki Północnej i Europy w rękach grupy już istniejących korporacji prywatnych. Ostatecznie to ta monopolizacja ma wyeliminować z gry rynkowej wszelką niezależną przedsiębiorczość – zwłaszcza tą najbardziej naturalną, drobną, rodzinną, oferującą produkty najwyższej jakości i najbardziej dopasowane dla unikalnych potrzeb ludzi, najbardziej trafiające w gusty, smaki, czy poczucie estetyki, w wolność wyboru między bardzo dobrym, a lepszym.

W ogóle to ludzkość by miała wyjść z tego coraz bardziej zubożana, zdegradowana, zunifikowana zewnętrznie, a wewnętrznie skonfliktowana, rozbita i egoistyczna, reagująca już tylko na emocje, ale nie na uczucia, coraz mniej zadowolona z życia, coraz bardziej zamknięta, zanikająca – szybko wymierająca nawet i bez spektakularnego ludobójstwa 90% ludzkości pod plany depopulacyjne ONZ.

 

Nawet jak nie wiadomo dokładnie o co w tym CETA chodzi to już odnosząc się do częci handlowej są poważne argumenty, by CETA odrzucić. Chyba najważnijsze to te dwa:

1. W kazdym razie na pewno  CETA jest do odrzucenia, bo „równość praw” podmiotów objętych tą umową jest fikcją – uprzywilejowuje korporacje prywatne, niszczy małe podmioty – zwłaszcza dotyczące rolnictwa, przetwórstwa i przemysłu oraz handlu. Uprzywilejowuje korporacje prywatne, które by chciały równości praw bez równości obowiązków i nadrzędnej sprawiedliwości.

 

2.  CETA to niemoralność korporacji, które faktycznie tu zostają wypromowane na niemoralnych panów świata, świata, który w takiej sytuacji już się musi skończyć, a ludzkość wyginąć. Umowa CETA dotyczy wielu dziedzin polityki, przejmuje ją od państw, CETA tu wyrasta na superinstytucję wzorcową skrajnie niemoralnego globalizmu. Globalizmu bez głowy, bo przede wszystkim to wszelka polityka musi być służebną moralności, a moralność życiu ludzkiemu służy już automatycznie w odwiecznym rytmie.

Bez moralności z najwyższej półki nie może być ani zdrowej gospodarki, ekonomii, czy handlu, ale i polityki w ogóle.

Kiedy polityka nie służy moralności (a po drodze sprawiedliwości i prawości), jest patologią, zrywa związki międzyludzkie, a więc i zdolność przeżycia rodzaju ludzkiego.

 

Kto chce żyć, kto chce, żeby przeżyli i tak nieuchronnie nadchodzące wielkie zmiany w świecie ci, za których jest odpowiedzialny, których kocha, choćby się nawet jeszcze nie narodzili, musi zrobić wszystko, co w jego mocy, aby żadne satanistyczne twory typu CETA, żaden korporacjonizm-syjonizm-globalizm nie zaistniały więcej w naszym życiu publicznym ani na chwilę.

Wszelkiego rodzaju przedsiębiorczość prywatna może działać tylko i wyłącznie wewnątrz polityki i to tak, by przez nią tylko służyć życiu publicznemu.

Ta zaistniała satanistyczna odwrotka ról społecznych, która wypromowała korporacje prywatne do rangi tworu stanowiącego o polityce państw i nawet organizacji międzynarodowych, powodująca zamieszanie w systemie ludzkich wartości, powodująca, że i prawodawcy dopuszczaję się bezprawia w interesie tych korporacji (sytuacja, kiedy prawodawca sam sobie tworzy normę prawodawczą zwaną aktem prawnym wyższego rzędu), musi się skończyć jak najszybciej.

Ci, którzy dziś lansują CETA, powinni już zostać pozbawieni możliwości ponownego atakowania nas tymi idiotyzmami przed którymi przestrzegał Orwell.

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.4 (głosów:6)

Komentarze

W gospodarce istnieją podmioty małe i duże. Żeby było ciekawiej podlegają one pewnej dynamice. Małe podmioty rosną i stają się duże, duże znikają.. To jest normalne. Po prostu życie.

W przypadku równych praw i prostych, stabilnych reguł małe podmioty są sprawniejsze od dużych. Szybciej i celniej reagują na zapotrzebowanie rynku. Nie podlegają zjawisku tarć wewnętrznych. Nie muszą zwalczać wewnętrznych grup interesów. Nie borykają się z wewnętrzną nieuczciwością, nielojalnością, kradzieżami w takim stopniu jak duże firmy ..bo co właściciel jednoosobowej firmy może sobie ukraść? :) Dlatego mały może bardzo szybko rosnąć! Aż stanie się duży ..i jego wewnętrzna spójność zacznie znikać, bo musi zatrudnić pracowników.. inżynierów, managerów, prawników. A każdy z nich ma jeden priorytetowy interes – swój osobisty (!) - nie firmowy...

Duży ma wszak jedną podstawową przewagę nad małym – kasę. I duży tę kasę może w szczególności przeznaczyć na zmianę środowiska w którym gra się toczy, czyli zachwianie stabilnością i prostotą reguł oraz równością praw. Lobbowanie, sponsoring, łapówki.. itp. Dominacja dużych podmiotów w gospodarce oznacza brak równości praw, niespójność praw i ich skomplikowanie! A najpewniej wszystko to naraz.

 

CETA jest zła - po pierwsze - dlatego, że niszczy prostotę środowiska gospodarczego. Przecież te półtora tysiąca stron nowego bądź co bądź prawa z definicji jest nie do przeczytania dla małych firm. Prawo to, jest w związku z powyższym nie do wyegzekwowania, nawet jeśliby zawierało korzystne dla nich zapisy. Żaden rolnik, rzemieślnik, czy inny drobny wytwórca nie pozwoli sobie na rok studiowania zapisów międzynarodowej umowy, a tym bardziej na wynajęcie kancelarii która to zrobi za niego.

Ale – po drugie – CETA jest zła dlatego, że wprost zawiera zapisy faworyzujące zagraniczne przedsiębiorstwa. Choćby to o sądach inwestycyjnych. Zagraniczny podmiot może pozwać polski rzad przed taki sąd. Ale polski drobny wytwórca skazany jest ciągle na sądy powszechne.. To jest właśnie brak równości, który daje przewagę dużym. Dopóki nie stwarza się jakichś specjalnych przywilejów komukolwiek, dopóty mały nie ma się co martwić. Jeśli sprawy dużego (trzymajmy się już tego przykładu z sądem) będą czekały w tej samej kolejce, co małego - duży nie wytrzyma konkurencji z małym..

 

Wolny handel jest podstawą! Równość wobec prawa jest podstawą!

Tylko, że CETA nie jest umową o wolnym handlu! Jak to zauważył nieoceniony Stanisław Michalkiewicz – umowa o wolnym handlu zawierałaby dwa zdania:

1. Z dniem [....] wprowadza się wolny handel między stronami niniejszej umowy.

2. Ważność tracą przepisy regulujące handel między stronami.

..bo wolny handel oznacza brak regulacji właśnie, a nie stertę nowych czytelnych tylko dla niektórych grup prawników.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1523273

Piękny komentarz. Żeby nie jedyny, to mam tu taki przycisk, żeby go wynieść nad inne komentarze :-) :-):-)

 

"...mały może bardzo szybko rosnąć! Aż stanie się duży ..i jego wewnętrzna spójność zacznie znikać, bo musi zatrudnić pracowników.. inżynierów, managerów, prawników"

I tak, naturalnym trybem, zostaje wypracowany pewien stan wielkości firmy - dość dużej, żeby produkować wyroby wysokiej jakości i tanie zarazem, a przy tym postępować moralnie. Mieć zapewniony możliwie trwały, bezpieczny być, stabilizować rynek, by i inni mogli się wokół niego rozwijać.I tyle. Więcej nie trzeba. 

 

"Duży ma wszak jedną podstawową przewagę nad małym – kasę. I duży tę kasę może w szczególności przeznaczyć na zmianę środowiska w którym gra się toczy, czyli zachwianie stabilnością i prostotą reguł oraz równością praw. Lobbowanie, sponsoring, łapówki.. itp. Dominacja dużych podmiotów w gospodarce oznacza brak równości praw, niespójność praw i ich skomplikowanie! A najpewniej wszystko to naraz".

Może, tylko państwo musi mieć środki zabezpieczające, żebyteg nie robił. To przecież tyle co mafijna przestępczoąść zorganizowana - pisałem w tekście.

 

"Ale – po drugie – CETA jest zła dlatego, że wprost zawiera zapisy faworyzujące zagraniczne przedsiębiorstwa. Choćby to o sądach inwestycyjnych". 

Jest gorzej. Wszystkie przepisy do tego zmierzają. W wytycznych do negocjacji jest nawet dosłownie zapisane, że zagraniczny podmiot ma mieć warunki równe lub lepsze jak krajowy.

 

"Dopóki nie stwarza się jakichś specjalnych przywilejów komukolwiek, dopóty mały nie ma się co martwić"

Ta cała CETA to nakładanie nowej warstwy przywilejów korporacji prywatnych na przywileje już posiadane. Wychodzi więc na to, że ta cała akcja nadawania nowych przywilejów służy przede wszystkim zalegalizowaniu wszelkich niemoralnych, nieuczciwych, nasiągackich i oszukańczych machinacji, oszustw i korupcji, machlojek prawniczych, nielogiczności prowadzących do przestawiania hierarchii wartości ludzkich, a przy tym i aktów wyższego rzędu dla prawodawstwa - a więc i do legalności zawieranych na jego podstawie umów - to taka amnestia dla korporacji prywatnych - zamiast się za nie brać i je rozliczać, odbierać co nakeadzione, przywracać panowanie w całym życiu publicznym moralności, prawości , sprawiedliwości i demokracji, a dpiero potem uchwalać nowe, odporne na machlojstwa prawodawstwo jednolite dla wszystkich (równe dla równych), w tym zawierać i proste i przejrzyste umowy - ramowe na szczeblu organizacji międzynarodowych (w tym organizacja - państwo), a po zaakceptowniu tego przez wszystkie wchodzące w to państwa - szczegółowe  umowy na szczeblu państwo-państwo. 

Tu tego nie ma. Nie ma elementarnej uczciwości.

Jak ktoś mógł to wmusić krajom demokratycznym pod rozważanie?

Przecież to zabójstwo demokracji. Przywilej wynosi jednego do pozycji wywyższonej nad innego, na "nadczłowieka" (a najgorzej, gdy w ogóle nieludzką korporację prywatną, organizację na nadczłowieka..., a zarazem cała reszta nie objętych przywilejem jest faktycznie dyskryminowana z perspektywą pełnego wywłaszczenia i zniewolenia

 

"...bo wolny handel oznacza brak regulacji właśnie". 

Tak, tak. Też to zauważam. Ale to jest typowy bandytyzm związany z funkcjonowaniem korporacji prywatnych. Tam, gdzie pojawiają się korporacje prywatne znika i wolny rynek i kapitalizm i klasa średnia, ostoja demokracji i wszelki kapitalizm, oraz sama własność , i dobra wspólne narodów, i same narody, oraz państwa będące ich własnością. Znika ludzki system wartości i stopniowo znika jego obrońca, Kościół - zostaje spacyfikowany i zmodernizowany tak, aby już ludzie poszli w indywidualizm i rozproszenie. Teraz już panują korporacje, a ich głównym narzędziem terroru i przymusu jest prawodawstwo, a ich  niemoralność jest poza wszelką krytyką.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1
#1523308