Zach. Ukraina. Polacy - bezbronni katolicy

Obrazek użytkownika wilre
Kultura

Sprawiedliwość po ukraińsku

  Aktualizacja: 2014-01-9 2:29 pm ]]>SEE]]>

Z ks. dr. Michałem Bajcarem, sędzią Sądu Arcybiskupiego we Lwowie, proboszczem parafii rzymskokatolickiej pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Gródku Jagiellońskim na Ukrainie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dlaczego władze Cerkwii grekokatolickiej nie chcą oddać świątyni pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny wiernym Kościoła Rzymskokatolickiego?

– To dobre pytanie. Historia oddania XVII-wiecznej świątyni w Komarnie, która od lat nieużytkowana z roku na rok popada w coraz większa ruinę, jest długa i burzliwa. Wspólnota rzymskokatolicka już w maju 1992 r. skierowała do władz prośbę o zwrot kościoła. Później zrobili to grekokatolicy z Komarna, którzy mieli już cerkiew w centrum miasteczka. Był to element walki grekokatolików, którzy mając w województwie lwowskim i rejonie gródeckim przy władzy swoich ludzi, walczyli o cerkwie z prawosławnymi. Zależało im m.in. na odebraniu od prawosławnej wspólnoty cerkwi większej niż ta, którą już posiadali.

Prawosławni obronili jednak swoją cerkiew, a władza świecka i duchowni greckokatoliccy stworzyli nową wspólnotę grekokatolicką św. Antoniego. To na potrzeby tej wspólnoty przekazano nasz kościół. Był to czas, kiedy w Przemyślu toczyły się spory wokół kościoła Ojców Karmelitów, w którym grekokatolicy chcieli stworzyć swoją katedrę. Ostatecznie, jak pamiętamy, sprawę rozwiązał Papież Jan Paweł II, przekazując grekokatolikom kościół pw. Miłosierdzia Bożego. Jednak nacjonalistycznie nastawieni duchowni i wierni grekokatolicy wykorzystali ten fakt i przy pomocy przychylnych sobie władz świeckich zabrali nasz kościół. De facto, prawosławni obronili swoją cerkiew, grekokatolicy, którzy mieli dwie swoje cerkwie, dostali dodatkowo nasz kościół, a my otrzymaliśmy kaplicę grobową na cmentarzu w Komarnie. Tak wygląda sprawiedliwość po ukraińsku.

Czy były monity do władz?

Nacjonalistycznie nastawieni duchowni i wierni grekokatolicy przy pomocy przychylnych sobie władz świeckich zabrali nasz kościół

– Po tych wydarzeniach każda nasza prośba do władz o zwrócenie kościoła spotyka się z odpowiedzią, żeby dogadać się z grekokatolikami, ale na razie jest to niemożliwe. Tak naprawdę władze Cerkwi greckokatolickiej nie chcą oddać nam kościoła. Brakuje im spojrzenia nie tylko historycznego, ale także prawdziwie religijnego, z drugiej strony do głosu dochodzi zaciekłość ukraińsko-nacjonalistyczna, z którą nie da się dyskutować. Na razie nie mamy kościoła, a inni mają świątyń więcej niż im potrzeba. Tak oto szydzi się z Boga i ludzi.

Od kilkunastu lat dojeżdża ksiądz z Gródka do Komarna. Ile wiernych liczy parafia i gdzie wierni gromadzą się na modlitwie?

– Do Komarna z Gródka dojeżdżam od 13 lat. Cały czas modlimy się o kościół i ufamy, że Boża sprawiedliwość zwycięży. Wspólnota łacińska w Komarnie i okolicach liczy 62 osoby. W czasie kolędy odwiedzam 23 domy naszych parafian. Chrzty i śluby odbywają się oczywiście w kościele w Gródku, aby nie krzywdzić tych ludzi i dać im odczuć, że są częścią prawdziwego żyjącego i rozwijającego się Kościoła, a nie upadającego, prawie umierającego, który udziela sakramentów w kaplicy – grobowcu na cmentarzu.

Na każdej Mszy św. niedzielnej gromadzi się ok. 30 osób, czasem 40. Kapliczka, w której jest sprawowana Najświętsza Ofiara, przyciąga ludzi, jednak brak przestrzeni liturgicznej przeszkadza w sprawowaniu kultu. U zarania chrześcijaństwa im większe były prześladowania, tym wiara bardziej się szerzyła. Podobnie jest dzisiaj w Komarnie, ludzie chcą przychodzić i będą przychodzić do prawdziwego Boga, bo jak kiedyś komuniści nie zdołali zamknąć drogi wierzącym do kościołów nawet tych kilku, tak dzisiaj grekokatolicy też nie przeszkodzą Polakom czy Ukraińcom praktykować wiary tam, gdzie im odpowiada.

A jakie warunki do modlitwy mają wierni grekokatolicy w Komarnie?

– Jak już wspomniałem, grekokatolicy w Komarnie mają dwie swoje cerkwie i nasz kościół pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Cerkiew stara zabytkowa stoi zamknięta, otwierana jest tylko kilka razy w roku. W cerkwi głównej św. Piotra i Pawła odprawia się nabożeństwa w niedziele o godz. 11.00, a wtedy nasz kościół jest pusty. Natomiast w naszym kościele nabożeństwa są odprawiane w niedzielę o godz. 9.00 i wówczas cerkiew stoi pusta. My natomiast odprawiamy Msze św. o godz. 9.00 w czasie letnim i o 10.00 w czasie zimowym, oczywiście w kapliczce na cmentarzu.

Jak ludzie odbierają zachowanie Cerkwii grekokatolickiej?

– Ta sytuacja jest trudna i chcę zaznaczyć, że większość ludzi w Komarnie i poza miasteczkiem komentuje to jednoznacznie. Jest to nienormalna sytuacja, która przeszkadza wszystkim, racjonalnie myślącym. Większość mieszkańców Komarna jest za tym, aby kościół wrócił do swoich prawowitych właścicieli, ale ludzie ci nie mają siły przebicia. Natomiast pewna grupka ludzi, którzy blokują ten proces, ma poparcie władz i sfałszowane dokumenty dotyczące prawa własności. Czy to normalne, aby po śmierci ojca, który nie napisał testamentu, sąsiad stał się właścicielem domu, który po rodzicu spadkuje syn? W normalnej sytuacji jest to nie do pomyślenia, ale tu jak widać, jest to możliwe. Nie wzięto pod uwagę ani dokumentów, ani argumentów, logiki też nie bierze się pod uwagę. Właśnie tak wygląda sytuacja z naszym kościołem w Komarnie.

Czy ten problem był zgłaszany ukraińskim władzom świeckim i Cerkwii greckokatolickiej i jaka była odpowiedź?

– Tak, problem był zgłaszany władzom świeckim i kościelnym. Władze świeckie mówią wprost, że świątynia jest zarejestrowana na wspólnotę greckokatolicką i to z nimi trzeba się dogadywać. Burmistrz miasta powiedział mi, że owszem jest za tym, aby ta świątynia była użytkowana i sukcesywnie remontowana, ale biznesmeni nie chcą dawać pieniędzy, bo to polski kościół. Także administracja wojewódzka, którą prosił ojciec Iwan, nie znalazła środków na remont. Natomiast władyka, czyli biskup Tarasij, Eparchii Stryjskiej, do której należy Komarno, odpowiedział mi, że on nie może wydać dekretu na przeniesienie duchownego do innej parafii, bo nie ma pewności, że zostanie on wykonany i wtedy ośmieszy się. Na moje zapytanie, a jak to się ma do wiary, struktur hierarchicznych kościoła, do posłuszeństwa kapłańskiego, jedynie się uśmiechnął. Wtedy zrozumiałem jego niemoc i bezradność urzędową nawet wobec ewidentnej niesprawiedliwości.

Jakie argumenty przedstawiają przedstawiciele Cerkwii?

– Przedstawiciele Cerkwi przedstawiają różne argumenty. Ci, którzy rozumują zgodnie z logiką wiary, mówią wprost: nasza wspólnota ma swoje dwa budynki i nie potrzebuje kolejnego, a wy nie macie żadnego i to jest wasza świątynia, która powinna być wam zwrócona. Natomiast ci, którzy patrzą z punktu widzenia Ukraińca, który jest zły na cały świat i wszędzie szuka wroga, mówią tak: w Komarnie nie ma Polaków, a nawet jeżeli są, to tylko się nazywają Polakami. Według nich, na tych ziemiach nigdy nie było Polaków, nigdy nie było też Kościoła łacińskiego, dlatego ci ludzie, którzy chodzą do kościoła, powinni chodzić do cerkwi.

Wszystko o nas wiedzą, liczą, ile osób chodzi do kościoła, wiedzą nawet, ile osób z naszej wspólnoty zmarło, a ile jeszcze żyje. Na końcu zawsze pada koronny argument, że Ukraińcy w Polsce nie mają łatwego życia, że Polacy pozabierali im cerkwie i dopóki tam nie będzie porządku, nie mamy co liczyć na zwrot świątyni w Komarnie. Kilka lat temu tak mówił, używając tych argumentów w wywiadzie dla Polskiego Radia Rzeszów, wspomniany ojciec Iwan, dziekan greckokatolicki w Komarnie.

W takich działaniach trudno dostrzec dobrą wolę…

– Dobra wola jest, ale po stronie zwyczajnych ludzi, którzy chcą normalności i rozumieją, że taka niesprawiedliwość przeszkadza wszystkim w Komarnie. Niestety, nie wszyscy Ukraińcy są tego zdania.

Kto zatem może rozwiązać problem zwrotu świątyni i czy Księdza zdaniem jest to realne?

– Tę sytuację można i trzeba rozwiązać. Może ją rozwiązać władza Cerkwi, przy odrobinie dobrej woli duchownych i ludzi święckich, którzy mają na to wpływ. Należy tę sytuację rozwiązać, aby w Komarnie, jak i w całym kraju zapanowała normalność, w przeciwnym razie Ukraina nigdy nie posunie się ani na centymetr w stronę normalności religijnej, w stronę kultury i cywilizacji. Na przykład ojciec Iwan ostatnio jeździł do Kijowa na Majdan i modlił się w intencji zmian na Ukrainie, za Europę. Wrócił i nadal trzyma klucz od naszego kościoła w kieszeni, a my marzniemy na cmentarzu w grobowej kapliczce. Czy to jest logiczne? Jakiej Ukrainy w przyszłości dla swoich dzieci chcą tacy ludzie? Do jakiej Europy zmierzają z takim podejściem? Oto jest zagadka, którą trzeba rozwiązać.

W jakim stanie obecnie znajduje się świątynia?

Stan naszej świątyni jest opłakany. Upadła sygnaturka, odpada tynk, dziurawe okna i dach, zardzewiała blacha. Jedyne, co udało się zrobić, to wstawić jedno okno, otynkować dzwonnicę i ogrodzić teren. Nie obrażając nikogo, stan kościoła w Komarnie odzwierciedla stan społeczności w różnych jej wymiarach. Wszyscy są biedni, jak biedna jest świątynia Boża.

W Polsce wiele mówi się o polsko-ukraińskim pojednaniu, o strategicznym partnerstwie. W związku z obecną sytuacją na Ukrainie z Polski płyną deklaracje poparcia europejskich ambicji społeczeństwa ukraińskiego, tymczasem Komarno stało się symbolem ukraińsko-polskiego nieporozumienia?

Na to pytanie odpowiem tak. Z lotu samolotu wszystko się widzi piękne i kolorowo. Kiedy się jedzie samochodem lub idzie pieszo, wszystko staje się bardziej realne, bliższe lub dalekie. A więc ambicje europejskie społeczeństwa ukraińskiego można wymierzyć wielkością nieznajomości Europejczyków tego terenu, tej mentalności i tych ludzi po upadku totalitarnego reżimu i takiej młodej i bezkierunkowej młodości państwa ukraińskiego. Tu wszystko jest inaczej. Dlatego apeluję, aby zatrzymać się na chwilę, wyjść z tego  samolotu, pożyć tu, na miejscu, jakiś czas. Tylko wówczas można choć trochę zrozumieć, jakie relacje tu panują.

Korzystając z okazji, bardzo dziękuję Redakcji „Naszego Dziennika” i panu osobiście za zainteresowanie i za możliwość, już kolejny raz, podzielenia się bólem prawdy o kościele w Komarnie.

Świątynia wciąż czeka na prawowitych właścicieli. Proszę wszystkich Czytelników o wsparcie modlitewne, bo grzech ludzki tu, w tym miejscu, jest wyraźny i blokuje dotarcie łaski Bożej nie tylko do Polaków z Komarna i okolic, którzy starają się o odzyskanie swojego kościoła, ale również do Ukraińców czy to grekokatolików, czy prawosławnych, którzy mieszkają w tym miasteczku.

Dziękuję za rozmowę 

Z ks. dr. Michałem Bajcarem

Tags: ]]>anti-catholicism]]>]]>kresy]]>]]>ukraine]]>
 
DODATEK - UZUPEŁNIENIE 

ks. prof. Józef Wołczański

Koścół  Polaków  - Los  ukraiński

]]>Między zagładą a przetrwaniem]]>
 
 
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (8 głosów)