Współczesne bajanie, co się z Polską stanie

Obrazek użytkownika Leniwiec Seed
Blog

Jak na bajkę przystało, trzeba od korzeni zacząć.

Otóż dawno temu(?) w nadwiślańskim grodzie, od Warsa i Sawy nazwanym,

poczęło się organizować społeczeństwo, uznojone wygraną(?) wojną

z sowieckim komunizmem.

Ustrój ten znienawidzony jak lufy pepeszy, na których się opierał,

niemal do końca pogrążał uciśniony Naród w biedzie i pohańbieniu.

Trudne to były początki, bo zsyłano Polakom plagi rozmaite, jak

kapustów, donosicieli i ubectwo wszelakie, legendując ich wstępnie.

Wykorzystywano w tym celu naprędce skleconą tubę propagandową,

szumnie nazwaną wyborczą, ale kierowaną przez dobrego komunistę Szechtera.

Pochowani za różnymi, prymitywnie malowanymi sztandarami komuniści,

jak dobra mafia, rozkradali stołki odziedziczone po partii.

Otumaniony nowymi świecidełkami Naród, zdał się nie zauważać

odbudowy lewackiego dyktatu.

Wtedy "wypadkiem przy pracy" do władzy doszło jedyne ugrupowanie,

które sprzeciwiało się rozbudowie czerwonej mafii i rozkradaniu Polski.

Trudna to była władza, bo obarczona zdemoralizowanymi i skorumpowanymi

sojusznikami.

W tym też czasie na tronie zasiadł Król, o imieniu nawiązującym do

Historii Najjaśniejszej.

Dał się poznać jako Mąż Stanu i podjął walkę o podniesienie z kolan

uciemiężonego Narodu.

Wtedy to komuchy dokonały udanej prowokacji, aby pozbyć się znienawidzonej partii

od sterów.

Król Lech pozostał sam.

Ale nadal zagrażał komuchom, dzierżąc "Aneks" opisujący ich łajdactwa.

Wtedy to z Gdańska (a może z Moskwy?) przybył Tus...tfu Smok Okrutny,

który znany był z tego, że dopuszczał się każdej podłości, byleby

napchać brzuch i kieszenie.

Rozsiadł się był ten wstrętny, rudy zwierz na Polskiej Stolicy,

raz PO raz żądając coraz to większych danin od biednych poddanych.

Żarłoczny i nienasycony, haratając w gałę, nie mógł przeboleć,

że na drodze do nieprzebranych łupów stoi mu Król Lech.

Zawiązał tedy pakt z wrogiem, który w godle ma też dwugłowego potwora,

i skrytobójczo zabił Króla.

Na tronie osadził niemotę brunka, aby sprawnie podpisywał wszystko,

co tylko komuna zachce, nawet gdyby to było na używanym papierze toaletowym.

I tak sobie komuchy z cwaniactwem balowały przez lat osiem, nie bacząc

że w Narodzie już dzieci głodują, a do przehulania została już tylko ziemia i lasy.

Naród ograbiony z funduszy, w tym emerytalnych, budzić się począł, widząc

jak bardzo różni się real od przekazów szkiełka.

Wybrał tedy Królem szewczyka z Wawelskiego grodu o imieniu Skuba(a może Duda?),

aby pokonał Smoka Okrutnego, do Brukseli zwianego, a przez Metrowego Głąba

reprezentowanego.

Na to Smok rozpuścił swe kundle wściekłe i zajadłe, aby Szewczykowi

nogawki nieustannie tarmosiły, a od prawdziwego potwora uwagę odwracały.

Brunek niemota, odchodząc w niesławie, pozostawił Szewczykowi owieczkę,

siarką i gorącą smołą wypchaną, aby sobie nowy Król ręce poparzył.

Ale Szewczyk jest sprytnym Lechitą i odesłał nadawcy prezencik,

wraz ze wzmocnionym nadzieniem.

Niech się nażre smoczysko, aż się z hukiem rozpęknie.

A ty co Narodzie?

Pomożesz Szewczykowi dając mu Szydło, aby rozdartą przez Smoka Polskę

pozszywał?

Skoro daliśmy fotel, to powinniśmy też dać NARZĘDZIA.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.6 (głosów:4)