Ludobójstwo wg. "Wyborczej"

Obrazek użytkownika deszczowy
Historia

Zainspirowany toczącą się dyskusja n. t. wypowiedzi wicemarszałka Niesiołowskiego, postanowiłem odnaleźć w otchłani Internetu, jak a jest właściwie definicja ludobójstwa. Niemal od razu trafiłem na artykuł na portalu "Wyborczej", datowanego na dzisiaj, dotyczącego właśnie tej sprawy autorstwa Pawła Wrońskiego:

http://wyborcza.pl/1,75478,7025631,Czy_Katyn_to_ludobojstwo_.html

Cóż ciekawego można tam znaleźć? Ano np. taki kwiatek:

Termin "ludobójstwo" wprowadził do teorii prawa Rafał Lemkin (1900-1959), absolwent Uniwersytetu Lwowskiego (reprezentował Polskę na konferencjach Ligi Narodów w sprawach prawa karnego). Po doświadczeniach procesu norymberskiego sformułował teorię nowego rodzaju przestępstwa, którego definicja jest zawarta w konwencji ONZ "W sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa" z 1948 r. (Polska ratyfikowała ją w 1950 r.): "Ludobójstwem jest którykolwiek z następujących czynów, dokonanych w zamiarze zniszczenia w całości lub w części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych, jako takich: zabójstwo członków grupy, spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju psychicznego członków grupy (...)".

Według tej definicji nie ma wątpliwości, że ludobójstwem jest Holocaust czy zbrodnie w Ruandzie. Spory budzi kwalifikowanie jako ludobójstwa głodu na Ukrainie w latach 30. czy wymordowanie Ormian przez Turków w 1915.

Wygląda wiarygodnie? Czyżby rzeczywiście wymordowanie głodem i innymi opresjami milionów Ukraińców nie było ludobójstwem? No to sprawdźmy co w definicji ludobójstwa kryje się pod tajemniczym "(...)". W tym celu warto zajrzeć do "Konwencji ONZ w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa" z 1948 r. którą można przeczytać tutaj: http://pl.wikisource.org/wiki/Konwencja_ONZ_w_sprawie_zapobiegania_i_karania_zbrodni_ludob%C3%B3jstwa_1948

Jak brzmi w całości interesujący nas fragment?

Artykuł II.

W rozumieniu Konwencji niniejszej ludobójstwem jest którykolwiek z następujących czynów, dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych, jako takich:

a) zabójstwo członków grupy,

b) spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego członków grupy,

c) rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia, obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego,

d) stosowanie środków, które mają na celu wstrzymanie urodzin w obrębie grupy,

e) przymusowe przekazywanie dzieci członków grupy do innej grupy.

Czyli wycięto m. in. punkt c) który dziwnym trafem pasuje jak ulał np. do wielkiego głodu na Ukrainie (o tym przynajmniej wicemarszałek Niesiołowski nie zapomniał) a także do wielu innych zbrodni sowieckich, takich jak np. zsyłki do Kazachstanu (czyli do "warunków życia...."), o łagrach i przymusowych robotach nie wspominając.

Ciekawa rzecz, że w dyskusjach o ludobójstwie dziwnie przemilcza się osiągnięcia Chin w tym względzie, a przecież Państwo Środka było zdecydowanie liderem w mordowaniu własnych obywateli.

Wróćmy do sprawy Katynia, oto co możemy przeczytać w artykule:

Jednak w 1945 r. w czasie procesu norymberskiego to prokurator radziecki Roman A. Rudenko usiłował bez powodzenia włączyć do aktu oskarżenia zbrodnię katyńską jako "zbrodnię przeciwko ludzkości" (oczywiście oskarżając o to Niemców). Tę konstrukcję prawną wykorzystał polski Instytut Pamięci Narodowej, rozpoczynając w 2005 r. śledztwo w sprawie katyńskiej jako zbrodni ludobójstwa. - Gdyby spojrzeć skrupulatnie na definicję zbrodni ludobójstwa, to zapewne Stefan Niesiołowski ma rację, że Katyń nie był ludobójstwem - mówi "Gazecie" prof. Jan Barcz, specjalista prawa międzynarodowego. - To jednak jest zupełnie niepotrzebny spór o słowa. Zbrodnia ludobójstwa, podobnie jak użyte przez marszałka określenie "zbrodnia wojenna" w odniesieniu do Katynia ma bardzo mocną kwalifikację.

Nie bardzo rozumiem Pana Profesora. Czyżby polscy oficerowie nie kwalifikowali się jako "część grupy narodowej" ani "członkowie grupy" czy też celem sowieckich katów nie było ich "zabójstwo"?

A może mój umysł nie jest w stanie pojąć prawniczych zawiłości definicji ludobójstwa?

Przydała by się jakaś celna puenta, ale właściwie to nawet zadawanie pytań (Czemu autor artykułu wykropkował definicję ludobójstwa, do czego chciał przekonać itd...) wydaje się być pozbawione sensu. Po prostu ręce opadają.

lPS. Może od razu powinniśmy uzupełnić definicję ludobójstwa o "...są to czyny dokonane przez nazistów...", żeby nie drażnić Rosjan, Chińczyków czy Khmerów ?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

"znawców" ludobójstwa, których zdaniem mordy Sowietów na Polakach wcale takimi zbrodniami nie były!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#30813

Jakby nie było, ojciec Michnika był prezcież założycielem Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy (czy jakoś tak), więc czemu tu się dziwić, iż w organie Michnika tak właśnie jest to prezdstawiane, niektóre rzeczy wynosi sięz domu, nienawiść na pewno. Co do kwalifikacji Katynia - agenci wpływu dostali wytyczne, więc muszą działać w zgodzie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#30818