Czy jesteśmy bezpieczni w samolotach?

Obrazek użytkownika Stara Baba
Świat

Nieudany zamach bombowy na samolot rejsu 253 linii Northwest z Amsterdamu do Detroit powinien nam uświadomić, jak bardzo jesteśmy narażeni na śmiertelne niebezpieczeństwo. A zwłaszcza, jeżeli mieszkamy lub podróżujemy do Stanów Zjednoczonych. Tragikomiczne są w tej sytuacji próby pomniejszania zagrożenia i wmawiania ludziom, że “nic takiego się nie stało” dokonywane przez różnych urzędników administracji amerykańskiej. Ale przykład idzie z góry: Obama uznał, że cała sprawa nie jest warta tego, by przerywać sobie partyjki golfa na Hawajach, a jego Sektretarka d/s Bezpeczeństwa Narodowego, Janet Napolitano podniecała się w tv i dziwiła się czegoż to ci dziennikarze od niej chcą, przecież “system zadziałał” (dopiero wczoraj zaczęło do niej docierać, że system jednak nie zadziałał). Tudno zrozumieć, co mogła mieć na myśli mówiąc te słowa – chyba, że ten jej “system” opiera się na założeniu, że pasażerowie będą sami obezwładniać terrorystów, a zapalniki bomb nie będą działać tak, jak powinny. Wtedy rzeczywiście – system “zadziałał”! Napolitano się kompletnie skompromitowała i już podnoszą się głosy w Kongresie żądające jej dymisji (kongresmen Burton dziś publicznie zażądał jej dymisji).
W rzeczywistości NIC nie zadziałało! Nic, zarówno w procedurach bezpieczeństwa dla pasażerów linii lotniczych, jak w sensie szerszym: w strategii działań przeciwko islamskim terrorystom. Ci z Państwa, którzy podróżują samolotami po świecie pamiętają pewnie te wszystkie idiotyczne i poniżające procedury, te wszystkie małe przeźroczyste plastykowe torebeczki, w których zmusza się nas do przewożenia pasty do zębów i szamponu do włosów, te restrykcje dotyczące wody do picia w plastykowych buteleczkach, którą wolno kupić tylko w tzw. bezpiecznej strefie (nota bene za znacznie większą cenę niż kilkadziesiąt metrów wcześniej), te wszystkie obmacywanki, którymi nas uraczają chamscy bezpieczniacy na bramkach, otwieranie walizek (zawsze akurat tych, które są najbardziej zapchane) i wywalanie ich zawartości na oczach licznie zgromadzonej publiczności (zwykle trafia na walizki z bielizną osobistą). Te absurdalne zakazy wnoszenia na pokład cążków do paznokci czy metalowych spinaczy do papieru.
I po co to wszystko, skoro ten Abdulmutallab, czy jak mu tam jest (już za samo nazwisko nie powinni go wpuścić do samolotu ;-) ) spokojnie sobie wszedł na pokład i zmajstrował bombę, która mogła ten samolot wysadzić i zabić prawie 300 niewinnych pasażerów?
TSA (Zarząd Bezpieczeństwa Transportu) w USA oczywiście rzucił się w wir działania, jego urzędnicy w pocie czoła wymyślają po nocach nowe, wspaniałe procedury bezpieczeństwa. Tylko, że te działania z góry są skazane na porażkę: terroryści to nie tylko pastuszkowie kóz z Jemenu i bezmózgi zdolne tylko do bezmyślnej przemocy i wysadzania się w powietrze gdzie popadnie, ale także całkiem spora liczba inteligentnych i wykształconych (na zachodnich uniwersytetach) osób, które umieją czytać a nawet znają się na chemii i fizyce, i na pewna znajdą nowe sposoby, aby te procedury obejść. Bo na pewno będzie to możliwe.
Niektóre z tych wspaniałych pomysłów wielkich mózgów z TSA i z Department of Homeland Security (DHS) wręcz porażają “głębią mądrości”: wymyślili oni, że pasażerowie lotów międzynarodowych nie będą mogli wstać z fotela w czasie ostatniej godziny przed lądowaniem. Jedyny skutek, jaki ten nowy przepis przyniesie, jeżeli zostanie wprowadzony w życie, to to, że dzieci w samolocie będą sikały w majtki. Czy ktolowiek może mi wytłumaczyć logikę tego pomysłu? Przecież terrorysta, który będzie chciał wysadzić bombę nie musi czekać do ostaniej godziny do lądowania – może to uczynić w każdej chwili. Może to także zrobić bez wstawania z fotela. I w dodatku – wielka nowina! – może się wysadzić na liniach krajowych, na których ów genialny przepis ma nie obowiązywać.
Następny wytwór geniuszy z DHS to pomysł, by pasażerowie mogli mieć tylko jedną sztukę bagażu kabinowego. Wiecie co? Abdulmutullab miał także tylko jedną sztukę bagażu kabinowego. Czekam tylko na pomysły, w rodzaju zakazu lotu w majtkach (bo Adbulmutullab tam ukrył swoją bombę). Potem pewnie będziemy podróżować nago przykuci łańcuchami do foteli.

Abdulmuttallab, jak już wiemy, był na liście osób podejrzanych o kontakty z terrorystami, ale to nie przeszkodziło mu w wejściu na pokład samolotu. To dowodzi, że te wszystkie listy są równie bezużyteczne, jak osławiona kontrola butów pasażerów (ze zwróceniem szczególnej uwagi na obcasy) na lotniskach. Było nawet lepiej – jego ojciec ostrzegał amerykańskie służby, że synowi odbija i może być niebezpieczny. A nie był to jakiś przechodzień, który pogawędził sobie w czasie lunchu w knajpce w Lusace z jakimś bliżej nieznanym pracownikiem obsługi ambasady USA. Jest to jeden z największych bankierów w Nigerii i były minister nigeryjskiego rządu, więc człowiek, którego należałoby przynajmniej z uwagą wysłuchać, bo jego czas jest raczej cenny. I rozmawiał nie z woźnym ale z pracownikiem CIA! I co? I nic – Adbulmutallab nawet po donosie swojego ojca spokojnie wchodzi sobie z bombą na pokład samolotu nie niepokojony przez nikogo.

Przypadek Adbulmutallaba pokazuje porażkę strategii walki z terroryzmem. Jest to “doświadczalny” dowód, że teoria, twierdząca że wykształceni i wychowani w duchu wartości zachodniej kultury młodzi muzułmanie (Adbulmutullab uczył się w Międzynarodowej Szkole Brytyjskiej w Lome, w Togo) nie będą podatni na islamizację i fanatyzm religijny, jest z gruntu fałszywa. Także druga ze znanych teoryjek bardzo popularna wśród zachodnich elit, mówiąca, że terroryzm islamski jest skutkiem biedy w jakiej żyją potencjalni terroryści, ulotniła się wraz z dymem z tej bomby, co to Adbulmutullabowi nie wybuchła.

Zachód, a Stany Zjednoczone w szczególności, wszelkimi siłami i środkami starały się ignorować doktrynę islamu i wbudowany w niego radykalizm. Mówiło się, że trzeba dotrzeć do “umiarkowanych” islamistów i się z nimi zaprzyjaźnić a wtedy oni z kolei zapałają do nas wielką islamską miłością i bedzie piknie. Cały ten domek z kart właśnie się zawalił. Zamach na lot 253 pokazał, że takie podejście to kompletne fiasko. Klęska i porażka wręcz monumentalna - całkowita, zupełna i bezprecedensowa. Żywy dowód, że strategia walki z terrorem nie działa.

Według informacji DHS, różnego rodzaju służby dostają ok. 18000 różnego rodzaju informacji dziennie. Informacji dotyczących bezpieczeństwa narodowego, terroryzmu, etc, etc. Informacja o Abdulmutullabie była pewnie jedną z owych 18000, które pojawiły się tego dnia. DHS twierdzi, że tu właśnie tkwi problem, który polega na tym, że trzeba te wszystkie inofmacje przeanalizować i połączyć ze sobą – “connect the dots”, jak mawiają Amerykanie. To samo mówili po zamachu na WTC w Nowym Jorku w roku 2001, i ta sama wymówka jest odgrzewana teraz. Dlaczego uważam to za wymówkę? Otóż, co to jest 18000 sztuk informacji na dzień? Nawet mój MacBook Pro poradzi sobie z tym w ciągu pewnie kilku sekund (jeżeli nie milisekund). Rząd dysponuje maszynami, do których mój Mac ma się jak samolot braci Wright do F-22. Więc niech nie zawracają głowy trudnościami z obróbką informacji. A jeżeli naprawdę takowe mają, to niech skorzystają z usług firm prywatnych, które na pewno sobie z tym “problemem” poradzą.

(Tak na marginesie, taka myśl mi przyszła do głowy: każdy rząd jest organizacją wręcz podręcznikowo niewydolną i pełną niekompetentnych ludzi posiadających za dużo władzy i działających właściwie bez żadnego nadzoru – tak przynajmniej wydaje się być teraz w USA. Rząd nie może sobie poradzić z takimi prostymi wydawałoby się problemami, jak kolej Amtrak, czy US Post Office, które od momemntu, kiedy znalazły się pod jego kontrolą, nagle zaczęły przynosić straty. Taki pech! Czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach zawierzyłby rządowi swoje oszczędności? Chyba nie. No to dlaczego, na litość Boską, ludzie myślą, że rząd zapewni im bezpieczeństwo i wyłapie terrorystów??? To o wiele trudniejsze niż zarządzanie Amtrakiem! Czy pocztą! Chyba tylko dlatego, że za dużo oglądają różnych głupawych filmów o agentach specjalnych czy innych dżejmsach bondach).

Wydaję się nieuniknione, że zdeterminowana grupa gotowych na wszystko, w miarę inteligentnych terrorystów może sobie poradzić ze wszystkimi procedurami bezpieczeństwa. Oni nawet nie muszą dostawać się do samolotów – byliście kiedyś na dużych międzynarodowych lotniskach w okresach największego natężenia ruchu pasażerskiego? Przecież wystarczy, by kilku samobójców napakowanych materiałami wybuchowymi wysadziło się w powietrze na takim lotnisku. Ofiary będą liczone w setkach, a nawet na pokład samolotu nie będą się musieli dostawać. Przy wszystkich swoich wadach, poprzednia administarcja Busha chyba miała świadomość, że w tzw. wojnie z terrorem najlepszą obroną jest atak. Bush i jego ludzie wydaje się, że rozumieli, że nie mogą czekać, aż terroryści znajdą się na lotnisku, ale że muszą ich dopaść wcześniej i zabić W DRODZE na to lotnisko, a najlepiej w ich dziurach, w których się pochowali. Ale i Bush i jego rząd robili dziecinne wręcz błędy: to przecież za Busha przeniesiono z Guantanamo do Jemenu tych dwóch Jemeńczyków, którzy teraz przypisują sobie zasługi zaplanowania zamachu z Abdulmutullabem w roli głównej! Tylko, że teraz za Obamy będzie jeszcze lepiej, bo Obama chce "polecieć po całości": decydował, że odeśle WSZYSTKICH Jemeńczyków z Guantanamo do Jemenu. Bo tam będą sobie spokojnie siedzieć w więzieniu… Tak obiecał mu solennie i pod słowem honoru rząd Jemenu. Co prawda, ten jemeński rząd nie może sobie poradzić z tak skomplikowanymi zadaniami logistycznymi, jak zakup ołówków, no ale Obamie by przecież nie kłamali… Przecież to Nowy Mesjasz i Zbawiciel Świata! No i nagrodę Nobla za szerzenie pokoju dostał... Nadzieja tylka w tym, że Obama puknie się czymś twardym w głowę i zapomni o tych Jemeńczykach, a najlepiej o tym całym Guantanamo. W przeciwnym razie sugeruję ograniczenie – drastyczne - podróży lotniczych w najbliższej przyszłości.

A Obama gra sobie dalej w golfa na Hawajach….

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Wspanialy wpis. Gratuluje!
A ja lece w kwietniu do kraju a potem wracam .....hm....do kraju Obamy.
Pozdrawiam Akiko

.....Obnoszę po ludziach mój śmiech i bukiety
Rozdaję wokoło i jestem radosną
Wichurą zachwytu i szczęścia poety,
Co zamiast człowiekiem, powinien być wiosną. K.Wierzyński

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

...Obnoszę po ludziach mój śmiech i bukiety
Rozdaję wokoło i jestem radosną
Wichurą zachwytu i szczęścia poety,
Co zamiast człowiekiem, powinien być wiosną. K.Wierzyński

#41705