Janów Podlaski - w maju minie 195 lat od założenia państwowej stadniny koni

Obrazek użytkownika Tomasz A.S.
Kraj

Na zdjęciu: championka świata klaczy arabskich 1982 r. Etruria po Palas od Etna z dyrektorem Andrzejem Krzyształowiczem (1915-1998)

fot. Norbert Zalis

Wojny napoleońskie spowodowały duże straty w całej europejskiej hodowli koni. Wkrótce po kongresie wiedeńskim Komisja Spraw Wewnętrznych i Policji Królestwa Kongresowego opracowuje projekt założenia państwowej stadniny w celu odbudowy pogłowia koni. Na czele komisji stanął minister Tadeusz Mostowski, który w czasie pobytu cara Aleksandra I w Warszawie przedstawił mu projekt i kosztorys. Car, któremu wtedy zależało na przychylności Polaków, w dniu 6 października 1816 roku podpisał dekret ustanawiający stado rządowe i dołączył pismo przydzielające 50 ogierów i 100 klaczy ze stajen carskich do nowej stadniny państwowej. Janów Podlaski nie był przewidziany na rządową stadninę, przeznaczono na to dobra narodowe w Kołodziądzu. Jednak wysłany tam na inspekcję Antoni Sumiński skrytykował wybór i zwrócił wówczas uwagę na poduchowne dobra rządowe w Janowie Podlaskim, oddane podówczas w dzierżawę. 17 maja 1817 zapadła decyzja Rady Administracyjnej o ulokowaniu w Janowie stadniny. Wymówiono umowę dzierżawcy Niesieckiemu, i natychmiast przystąpiono do budowy stajen na folwarku Wygoda. Pierwsze stajnie były budowane z drewna. 18 grudnia 1817 roku jest historyczną datą początku stadniny. Wtedy to do Janowa marszem pieszym przyprowadzono konie z Moskwy. Wśród 54 ogierów, które stanęły na Zamku w Janowie, połowę stanowiły ogiery "rasy angielskiej" pozostałe to konie arabskie, perskie, tureckie, duńskie, meklemburskie, kaukaskie i neapolitańskie. Natomiast na Wygodzie stanęło 100 klaczy, większość duńskich i angielskich i 33 konie trzyletnie. Dziś wszystkie te konie nazwalibyśmy końmi półkrwi. Wymienione wyżej konie wybrał i przyprowadził lekarz weterynarii i koniuszy hrabiego Rzewuskiego Jan Ritz, który został pierwszym kierownikiem stadniny. Pierwszym dyrektorem stadniny w Janowie został mianowany Wielki Koniuszy Koronny Aleksander hrabia Potocki i on też opracował pierwszy statut organizacyjny państwowych zakładów chowu koni. Do bezpośredniej pomocy miał sekretarza Józefa Dulewskiego i lekarza Filipa Eberharda. Można więc powiedzieć, że stadnina janowska stała się zaczątkiem państwowej hodowli koni w Polsce. Od początku swego istnienia wywierać zaczęła też wpływ na pogłowie w terenie, gdyż prawie 200 ogierów janowskich spełniało rolę pierwszego w Polsce stada ogierów, a wysyłane na punkty kopulacyjne i kryjące na miejscu reproduktory (po 24 na każde z 8 województw) zaźrebiały co roku prawie 2 tysiące klaczy. Od roku 1822 stado janowskie miało za zadanie dostarczać konie wierzchowe i wyjazdowe do stajen dworskich w Belwederze i Petersburgu, co ujemnie odbijało się na hodowli polskiej, bo choć co roku zabierano tam stosunkowo niewiele koni, lecz były to konie najlepsze. Pierwszym ogierem arabskim, używanym wtedy do hodowli półkrwi, który wywarł znaczący wpływ na janowskie stado był zakupiony w 1822 roku u Emira Rzewuskiego urodziwy Alabadżank. W czasie powstania 1831 roku konie stada zostały na krótki okres ewakuowane przez Dulewskiego i Eberharda w kaliskie i krakowskie. Po stłumieniu powstania nastąpiły zmiany. Dulewski został mianowany Inspektorem Generalnym Stad i Stacyj Stadnych z siedzibą w Zamku w Janowie i stanowisko to piastował do swojej śmierci w 1846 roku, kiedy zastąpił go Filip Eberhard. Stajnię murowaną dla ogierów celnych (czołowych) wzniesiono w 1841 roku, a w 1848 roku wybudowano stajnię zegarową, która mieściła ogiery działu II przeznaczone do hodowli terenowej. Obydwa te budynki projektował słynny architekt warszawski włoskiego pochodzenia Henryk Marconi, znany z projektów Pałacu Paca i Hotelu Europejskiego na Krakowskim Przedmieściu oraz kościoła [Św. Anny] obok pałacu w Wilanowie. Janowskie stado w ciągu pierwszych trzydziestu lat wytworzyło urodziwy i użyteczny typ konia szlachetnego nadającego się pod wierzch lub do lekkiego zaprzęgu. Ustalił się już wtedy genotyp i fenotyp janowskiego angloaraba półkrwi. W ciągu następnych dwudziestu lat hodowlę poprowadził już osobiście lekarz weterynarii Filip Eberhard, propagator nowoczesnych metod hodowli, zaprawy, selekcji i doboru indywidualnego według pochodzenia. Był on też pierwszym starterem na wyścigach w Warszawie i miłośnikiem koni pełnej krwi. Nastąpił wtedy rozwój tego działu hodowli. W tym okresie stajnia janowska zajmuje sześciokrotnie pierwsze miejsce na liście wygranych toru warszawskiego. Namiestnik cara Paskiewicz, tak źle zapisany w naszej historii, lubił Janów i konie, więc przejął stadninę pod swe osobiste zwierzchnictwo mianując dyrektorem generalnym Augusta hr. Potockiego, syna pierwszego dyrektora - Aleksandra. W pracy hodowlanej zaczynają się błędy i niekonsekwencje. Wobec wyradzania się typu i coraz większych odznak przerasowania u koni janowskich, zamiast użyć ogierów tej samej rasy lecz o silnej konstytucji i mocnej budowie, użyto koni bardzo rosłych i masywnych (178 cm!). Sprowadzono ciężkie ogiery rasy yorkshire i cleveland oraz kłusaki orłowskie (1851 r.). Potem angielskie coach-horse (1857 r.). Ta sytuacja nie poprawiła się do powstania styczniowego. Po powstaniu, kiedy Janów wcielono pod zarząd w Petersburgu, a stadniną kierował carski generał Meszczerski, jeszcze się pogorszyła. Od 1867 roku językiem urzędowym stał się rosyjski. W 1870 roku 77 janowskich ogierów obsadziło tylko 12 stacji rozpłodowych. Nie pomogła zmiana na stanowisku kierownika w 1874, kiedy odwołano Meszczerskiego, a na jego miejsce przybył Borys Sievers. Stan upadku stadniny trwał do roku 1881. Wtedy kierownictwo objął Kurlandczyk pochodzenia szwedzkiego, Aleksander Nieroth. Poprzez staranne dobieranie ogierów pełnej krwi i zaniechanie mieszańcowania, janowska hodowla szybko podnosiła się z upadku. Na skutek rozwoju wyścigów, brakowało miejsca dla prywatnych klaczy pełnej krwi, przysyłanych tu do krycia czołowymi folblutami. Z tego powodu Nieroth rozpoczął w roku 1887 budowę sześciu stajni - do dziś pozostała ich nazwa "stajnie prywatne". Nastąpił też rozwój terenowej hodowli półkrwi, na co wskazuje zapis, że już w 1896 roku jedna trzecia wszystkich klaczy półkrwi w prywatnych stadninach Królestwa Polskiego była po ogierach janowskich. W latach 1890 -1900 ogiery stada janowskiego kryły na 35-45 stacjach rozpłodowych ok. 3.800 - 4.600 klaczy rocznie. Jednak w samej stadninie nadmierne używanie koni pełnej krwi doprowadziło z czasem do zmiany typu hodowanych angloarabów hodowli janowskiej, co zaznaczyło się w zbyt intensywnym zaawansowaniem w pełną krew. Ale i tak wkrótce wybuchła wojna 1914 roku i wszystkie koni z Janowa ewakuowano do Rosji. Rewolucja bolszewicka i wojna domowa dokonały reszty zniszczenia. Z janowskich starych linii uratowała się z wojny tylko kl. Koalicja pełnej krwi angielskiej (linia Cypressy) zakupiona z Janowa przez prywatnego hodowcę Franciszka Wężyka. Rodzina tej klaczy dała międzywojennych polskich derbistów - Madryta 1929 i Wisusa 1930. Gdy 18 listopada Polska odzyskała niepodległość, ani koni, ani innego inwentarza w Janowie nie było, budynki i urządzenia zostały zdewastowane, ziemia leżała odłogiem. W Ministerstwie Rolnictwa i Dóbr Koronnych powstał Zarząd Stadnin Państwowych, który przejął 10 maja 1919 roku także stadninę janowską. Powstały wtedy cztery działy stadniny: pełnej krwi angielskiej, czystej krwi arabskiej, półkrwi arabskiej i angloarabskiej oraz stado ogierów. Pierwsze klacze arabskie czystej krwi Anielkę i Siglavi Bagdady sprowadzono z Austrii w kwietniu 1919 r. Następne to radowieckie Hebda, Hermitka i Koalicja (przypadkowa zbieżność nazwy z klaczą pełnej krwi Koalicją wymienioną wyżej). W 1920 r. Zakupiono [uratowane z pożogi wojennej] z Antonin Elsterę i Kalinę, a za konie robocze wymieniono z majątkiem prywatnym niezwykle cenne cztery klacze jarczowieckie: Gazellę II, Mlechę, Pomponię i Zulejmę. Zakupiono też ogiery 211 Amurath III, Bakszysza i Abu Mlecha, które bardzo zasłużyły się w janowskiej hodowli. Razem z końmi półkrwi stan koni zarodowych na 1 stycznia 1920 roku wynosił 8 ogierów, 47 klaczy i 48 źrebiąt. W czasie wojny bolszewicko-polskiej 1920 r. konie zostały ewakuowane na zachód, pod Spałę, pod opieką późniejszego naczelnika hodowli koni Stanisława Schucha, lecz już w drugiej połowie października powróciły do Janowa. Wkrótce w dziale czystej krwi arabskiej zaznaczyły się dwie podstawowe grupy rodowe: jedna, wywodziła się z linii stadniny Dzieduszyckich w Jarczowcach, druga, z linii stadniny Sławuta Sanguszków. Oprócz nich stadninę uzupełniały linie ze stadniny austriackiej Radowce, niemieckiej Weil i jugosłowiańskiej Inocenzdvor. Do kolekcji słynnych ogierów arabskich wyhodowanych przedtem w polskich stadninach, janowska hodowla okresu międzywojennego dołączyła ogiery: Enver Bey'a, Fetysza i jego syna Miecznika, Kaszmira, Rozmaryna, Takiego Pana, Trypolisa i Ofira z synami Witeź II, Wielki Szlem, Witraż i Wyrwidąb, a także klacze Sagę i jej córkę Canarię oraz Carmen, Dziwę, Elegantkę, Eleonorę, Frygę II, Gastronomię, Makatę, Mammonę, Ofirkę, Taraszczę, Werbenę, Wilgę i Włodarkę i wiele innych, które kontynuują kilkunastopokoleniowe linie polskich stadnin: Sławuty i Gumnisk książąt Sanguszków, Szamrajówki i Białej Cerkwi hrabiów Branickich, Jarczowiec hrabiów Dzieduszyckich, Antonin hrabiów Potockich i Pełkiń książąt Czartoryskich. Konie janowskie odznaczają się poza urodą, także dzielnością. W latach dwudziestych i trzydziestych, po rozpoczęciu regularnych wyścigów dla koni czystej krwi arabskiej na polskich torach wyścigowych, araby z Janowa wielokrotnie zdobywały pierwsze nagrody górując wyraźnie nad końmi hodowli prywatnej. Znany niemiecki hipolog Gustav Rau po swej wizycie w stadninie jeszcze przed wojną napisał, że nie ma nigdzie na świecie drugiej takiej jakości grupy klaczy arabskich, jaką mógł oglądać w Janowie. Wybuch II Wojny Światowej 1 września 1939 r zastał stadninę w pełnym rozkwicie. Już 11 września, na 6 dni przed niespodziewaną agresją sowiecką ze wschodu, na polecenie Ministerstwa Rolnictwa rozpoczęto pieszą ewakuację ok. 200 janowskich koni w kierunku południowo-wschodnim, na Wołyń. W nocy z 17 na 18 września po otrzymaniu wiadomości o wkroczeniu Armii Czerwonej, stadnina wycofała się przed postępującymi wojskami sowieckimi z powrotem do Janowa, wiele koni w zamieszaniu wojennym uległo rozproszeniu. 24 września konie i personel są już w Janowie, lecz wkrótce Rosjanie, łamiąc ustaloną z Niemcami linię demarkacyjną określoną paktem Ribbentrop-Mołotow, wkroczyli do Janowa rabując wszystkie uratowane z ewakuacji konie i cały sprzęt stadniny. Konie te utworzyły fundament (ponad 60% stanu matek) założonej potem rosyjskiej stadniny arabskiej w Tiersku koło Piatigorska. Zaraz po wejściu do Janowa Niemcy, wykorzystując polski personel, wyszukali skrupulatnie konie rozproszone podczas ewakuacji i odtworzyli stadninę pod okupacyjną wojskową komendą niemiecką. Gdy 16 lipca 1944 roku Armia Czerwona zbliżała się do Janowa, Niemcy przeprowadzili ewakuację stadniny specjalnym pociągiem, który dowiózł po czterech dniach konie i polski personel do Sohland w Saksonii. Gdy wschodni front przeszedł Odrę, 13 lutego 1945 licząca ok. 150 koni janowska stadnina oraz ok.150 ogierów janowskiego stada została znów ewakuowana, najpierw pieszo do Torgau, przeżywając w nocy z 13 na 14 lutego amerykańskie (US Army Airforces) i brytyjskie (Royal Air Force) bombardowanie dywanowe podczas przechodzenia przez Drezno, pod które dostały się idące przodem ogiery. Tak się szczęśliwie wtedy złożyło, że klacze i źrebięta zatrzymano na nocleg przed miastem. Potem stadnina przewieziona została specjalnym pociągiem do Schoenboeken-Grabau i Nettelau koło Kilonii. Po zakończeniu działań wojennych stadnina znalazła się w strefie brytyjskiej, gdzie wkrótce utworzono Zarząd Polskich Stadnin. Wiosną 1946 dr Henryk Harland uratował z zakładu produkcji szczepionek 16 klaczy czystej krwi stadniny węgierskiej Babolna, oraz kilkanaście klaczy lipicańskich oraz kilkanaście schagya, łącznie ok. 50 klaczy, które dołączono do koni janowskich. Mjr Harland odnalazł potem niemieckiego komendanta babolniańskiej stadniny i odkupił od niego dokumenty uratowanych przed zagładą węgierskich koni. Uratowane przez Polaków konie nie zostały potraktowane jako zdobycz na formalnych sojusznikach Niemiec - Węgrach, lecz zwrócone zostały im w 1953 roku. Za uratowanie i przechowanie węgierskich klaczy został jako "zapłata" ich przychówek, który następnie kontynuował w Polsce linie babolniańskie. W sierpniu 1946 drogą morską rozpoczęto transportować konie do Polski, ostatnie przypłynęły do Gdyni wiosną 1947 r. Jednak nie wszystkie polskie konie arabskie wróciły. Amerykańska armia gen. Pattona zagarnęła polskie konie w swojej strefie. Ogiery Witeź II, Opal i jego syn Lotnik oraz kilka klaczy zostały bezprawnie wywiezione do USA. O te konie rząd PRL upominał się, na co Amerykanie, znając ich wartość, zaproponowali, żeby PRL odliczyła sobie odpowiednią sumę z przedwojennej pożyczki dla Polski. Formalnie jednak sprawa została wtedy w zawieszeniu. Z drugiej strony nikt nie zwracał się, oczywiście, do rządu sowieckiego w sprawie dużo większej ilości polskich koni o dużo wyższej wartości zrabowanych w 1939 r. Na początku lat siedemdziesiątych, gdy powstawały międzynarodowe zasady prowadzenia ksiąg stadnych w ramach World Arabian Horse Organisation, nie łatwo było rozwiązać w cywilizowany sposób obu stronom, i amerykańskiej i rosyjskiej, sprawy tego "transferu" (mówiąc wprost - rabunku) polskich koni. Żelazną zasadą "przepisania" koni z księgi jednego państwa do drugiego jest odpowiednie zaświadczenie z księgi pochodzenia. Aby uprawomocnić nieprawny wpis polskich koni zarówno do amerykańskiej, jak i do sowieckiej księgi stadnej, w której polskie araby wpisane zostały wcześniej jako "importowane z Polski", na posiedzeniu WAHO przewodniczący Komitetu Wykonawczego Amerykanin Jay Stream zaproponował nazwać te konie zdobyczą wojenną - "war trophy" - i takie rozwiązanie przyjęto.(*) Witezia II "opłaciło się" stracić, bo ta amerykańska zdobycz wojenna rozsławiła tam janowską hodowlę, powstał nawet w USA wielotysięczny "Klub Hodowców Potomków Witezia II". Po powrocie z Niemiec janowskie konie arabskie umieszczono w Posadowie. Po roku konie czystej krwi arabskiej zostały przeniesione do trzech stadnin: Nowy Dwór k. Żywca, Albigowa k. Łańcuta i Michalów-Klemensów k. Zamościa. Konie z Klemensowa utworzyły podstawę, założonej w 1953 roku, stadniny w Michałowie k. Pińczowa. Dopiero w 1960 i 1961 r., po likwidacji stadnin w Nowym Dworze i Albigowej, konie arabskie stamtąd powróciły do Janowa. W latach 60-tych rozpoczął się powolny wzrost eksportu polskich arabów, co ułatwiło przeciwstawienie się naciskom władz, dążących do likwidacji "politycznie niepoprawnej" hodowli koni nie nadających się bezpośrednio do pługa, uznanych wyłącznie za "pańską zabawkę". W końcu lat pięćdziesiątych i później, dzięki staraniom pracowników Hodowli Koni w Ministerstwie Rolnictwa i stadnin państwowych zaczęto wymieniać lub kupować z Tierska ogiery i klacze (w tym ogiera Negatiw i jego syna Nabor, ogiera Pietuszok, klacz Piewicę, a potem niezwykle cenne: dwuletnią Parmę i ogiera Palas). Przeprowadzono to wykorzystując "współpracę między państwami RWPG w dziedzinie rolnictwa". W ten sposób polskie stadniny państwowe zaczęły odtwarzać ród Skowronka (Ibrahim or. ar.) oraz zagarniętego w 1939 roku Piołuna (Koheilan Adjuze or. ar.) oraz białocerkiewską linię żeńską Szamrajówka przez Włodarkę i radowiecką Milordka przez Koalicję. Konie uratowane oraz linie odtworzone przez polskich hodowców stają się chlubą państwowych stadnin, a polska hodowla szczyci się urodą i dzielnością urodzonych w Janowie arabów, ogierów: Aloes, Bandos, Banat, Batyskaf, El Paso, Eukaliptus, Europejczyk, Pamir, Penitent, Piechur, Wiking i klaczy: Algeria, Arba, Arra, Etruria, Eunice, Europa, Gwara, Ofirka, Orla, Pentoda, Pierzga, Pilarka, Sasanka, które są znane na wszystkich kontynentach świata. Wśród wymienionych imion słynnych koni, nie ma na pewno wszystkich, bo wymienić ich nie sposób, a ciągle przybywają nowe. Konie te osiągają najwyższe laury na światowych pokazach za szlachetność, urodę i ruch, za swój bukiet arabski, a także znane są z wytrzymałości i dzielności - z cech pozwalających górować nad przeciwnikami na torach wyścigowych. Ale, co najważniejsze, konie te są przede wszystkim tak bardzo cenne, bo są rodzicami najwyższej jakości potomstwa silnie przekazującego wszystkie wyżej wymienione cechy następnym pokoleniom.

Andrzej Krzyształowicz
Tomasz A. Szymański

Artykuł powyższy ukazał się w dodatku specjalnym do nr 8/1997 Konia Polskiego „Araby w Polsce” pod tytułem „Janów Podlaski 180 lat państwowej stadniny koni”

(*) Można więc powiedzieć, że na podstawie ustaleń WAHO można pośrednią drogą udowodnić, że Polska podczas II wojny światowej była w stanie wojny nie tylko z Niemcami ale także z Sowietami i... ze Stanami Zjednoczonymi! Jak bowiem można wejść w posiadanie zdobyczy wojennej od jakiegoś kraju, gdy twierdzi się, że nie było się z nim w stanie wojny? Przez sowiecki i amerykański zabór polskich koni złamano podstawowe zasady własności. Nie można było wpisać tych koni do ksiąg rodowodowych zaborców tych koni (ZSRS i USA) gdyż międzynarodowe zasady są regulowane przepisami o prawie wpisu zwierząt zarodowych do ksiąg rodowodowych. Wymagane są dokumenty o sprzedaży konia przez właściciela w jednym kraju, aby mógł być on wpisany do księgi stadnej drugiego kraju. Te zdrowe przepisy zostały ominięte przez WAHO w pełen hipokryzji sposób poprzez uznanie zrabowanych koni wprowadzonym pojęciem „war trophy – trofeum wojenne”. Zasada ta sprowadza cywilizowane prawo własności do zasad obowiązujących kiedyś w dzikich koczowniczych plemionach na arabskiej pustyni – po prostu: zdobycz wojenna. Wprowadzenie tego przepisu o koniach war trophy odbyło się na pierwszym Walnym Zgromadzeniu WAHO w Sewilli w 1972 roku. Równolegle hodowcy hiszpańscy - gospodarze Walnego Zgromadzenia uzyskali (kwestionowane poprzednio) prawo wpisu do hiszpańskich ksiąg rodowodowych koni urodzonych w okresie hiszpańskiej wojny domowej, kiedy to klacze zostały wyprowadzone w góry i były stanowione sposobem tabunowym. W tym czasie polska strona była ubezwłasnowolniona przez system sowiecki, a Amerykanie przy okazji na tym skorzystali. Ewentualny protest polskiej strony uniemożliwiłby wpisanie do ksiąg wszystkich koni wyhodowanych w ZSRS i USA, które w swoich rodowodach nosiły imiona zrabowanych polskich koni arabskich. Z drugiej strony dla polskiej hodowli są one do dziś świetną reklamą. Tak, jak założony po wojnie w USA „Klub Hodowców Potomków Witezia”.

Umieszczając powyższą historię janowskiej stadniny spełniam życzenie @bacy z 1 marca, 2012 - 23:24 baca napisał: * Niech pan przy okazji coś napisze o polskich, janowskich arabach!

Ocena wpisu: 
Brak głosów